Z niedzieli na poniedziałek rozegrane zostanie Super Bowl – największe sportowe wydarzenie w USA, które co roku przyciąga uwagę kibiców z całego świata, także tych, którzy na co dzień nie śledzą futbolu amerykańskiego. Choć NFL wciąż najmocniej zakorzeniona jest w Stanach Zjednoczonych, od kilku lat coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w Europie, a jej naturalnym centrum stał się Londyn. Coroczne mecze sezonu zasadniczego, aktywne grono kibiców, infrastruktura i rosnące zainteresowanie kibiców sprawiły, że drogi NFL i Premier League zaczęły się coraz częściej przecinać. Na czym dokładnie polega to zbliżenie i dlaczego akurat Anglia stała się jego główną areną?
W niedzielny wieczór oczy angielskich kibiców będą zwrócone na hit 25. kolejki Premier League, czyli starcie Liverpoolu z Manchesterem City. Gdy jednak na Anfield wybrzmi ostatni gwizdek, sportowy weekend wcale się nie skończy. Wielu kibiców zdecyduje się bowiem zarwać noc, by śledzić Super Bowl, czyli mecz o mistrzostwo futbolowej ligi NFL. Największe sportowe wydarzenie w Stanach Zjednoczonych z roku na rok zyskuje popularność także poza granicami USA, a jednym z kluczowych punktów tej ekspansji stały się Wyspy Brytyjskie, gdzie – według badań NFL UK – ponad 17 milionów mieszkańców deklaruje się jako fani NFL.
Popularność futbolu amerykańskiego na Wyspach najbardziej wzrosła w ciągu ostatnich dwóch dekad. Kluczowym czynnikiem tej zmiany była ekspansja NFL na rynek europejski i mecze międzynarodowe, czyli spotkania sezonu zasadniczego rozgrywane poza granicami Stanów Zjednoczonych. Władze ligi szybko dostrzegły potencjał zwłaszcza w Anglii i stwierdziły, że to właśnie tam NFL zbuduje swoją europejską bazę. Zadecydowała o tym nie tylko liczna i zaangażowana grupa kibiców sportu, ale także silna kultura oglądania wydarzeń sportowych w pubach oraz otwartość na różne dyscypliny – od piłki nożnej, przez rugby, dart i krykiet.
Ścieżkę rozwoju NFL dobrze obrazuje Premier League, która również jest najbardziej prestiżową ligą w swoim kraju i konsekwentnie stara się zwiększać swoją bazę kibiców na rynkach amerykańskim i azjatyckim – podobnie jak czynią to władze najlepszych rozgrywek futbolu amerykańskiego. Nie jest więc przypadkiem, że te dwie wartościowe i rozpoznawalne organizacje coraz częściej się przenikają.
Jak futbol amerykański znalazł swój dom w Anglii
Piłkarze londyńskich klubów regularnie pojawiają się na meczach NFL rozgrywanych w stolicy Anglii, a same kluby – szczególnie w okresie playoffów i Super Bowl – chętnie publikują w swoich mediach społecznościowych treści nawiązujące do futbolu amerykańskiego. Zawodnicy coraz częściej otwarcie przyznają, że inspirują się sportowcami NFL i przenoszą pewne elementy tego sportu na grunt piłki nożnej. Dodatkowo w Premier League funkcjonują dwa kluby, których właściciele posiadają także franczyzy w NFL, co w naturalny sposób sprzyja zacieśnianiu relacji między obiema ligami.
Dlaczego jednak NFL uznało, że to właśnie Wielka Brytania będzie najlepszym miejscem do „sprzedania” futbolu amerykańskiego europejskim kibicom i zachęcenia ich do bliższego poznania tego – z pozoru odległego – sportowego świata? Dużą rolę odegrały tu czynniki kulturowe oraz silne zamiłowanie Wyspiarzy do rugby, które pod względem fizyczności i charakteru gry bywa często porównywane do futbolu amerykańskiego.
Z tą tezą zgadza się Michał Gutka, komentator Premier League w Canal+ i współprowadzący podcast „NFL Po Godzinach”:
„W naturalny sposób Amerykanom jest blisko do Anglików, a oba kraje łączy miłość do „jajowatych” sportów. Amerykanie mają NFL, Brytyjczycy rugby i uznano, że łatwiej będzie ich zainteresować. Już w latach 90., gdy NFL szukała dróg ekspansji i tworzyła World League of Football, postawiono na Wielką Brytanię. Później rozgrywki przekształcono w NFL Europe, ale od 2007 roku uznano, że lepszym rozwiązaniem jest wysyłanie do Europy meczów NFL, zamiast tworzenia zastępczych, słabszych lig. Długofalowo Londyn wciąż pozostaje ważnym ośrodkiem w planach NFL, choć widać, że rosnącym priorytetem stają się inne rynki – Niemcy, Brazylia czy od przyszłego roku Australia. Widocznie NFL traktuje dziś Anglię jako kraj, w którym ich produkt jest już dobrze zakorzeniony” – podkreśla Gutka.
Pierwsze mecze futbolu amerykańskiego na Wyspach Brytyjskich
Tak jak powiedział Michał, futbol amerykański na poważnie jest obecny na Wyspach dopiero od niedawna, ale by lepiej poznać jego początki musimy się cofnąć kilkadziesiąt lat wstecz.
Fundamentem rozwoju popularności są mecze, które NFL przywozi na Wyspy od początku XXI wieku. Tradycja rozgrywania spotkań futbolu amerykańskiego na Wyspach sięga jednak dużo głębiej. W 1952 roku na starym stadionie Wembley odbył się mecz o mistrzostwo w Europejskim Futbolu Amerykańskim, w którym zmierzyły się dwie drużyny reprezentowane przez żołnierzy sił powietrznych Stanów Zjednoczonych. Fuerstenfeldbruck Eagles pokonali Burtonwood Bullets 27-6.
Przez lata było to wydarzenie niemal zapomniane, a odegrało bardzo istotną rolę w dalszym rozwoju futbolu na Wyspach. Prawdziwym przełomem okazał się dopiero rok 1983, gdy angielski biznesmen, John Marshall, zorganizował na Wembley mecz pomiędzy Minnesotą Vikings a St. Louis Rams (dzisiejszym Los Angeles Rams). Spotkanie obejrzało z trybun około 30 tysięcy widzów, co wyraźnie pokazało potencjał tego rynku. W kolejnych latach NFL zaczęła więc regularnie organizować w Anglii przedsezonowe mecze pokazowe pod nazwą „NFL American Bowl”, torując drogę pod późniejszą ekspansję ligi na europejski rynek.
Od 2007 roku, gdy na Wembley rozegrano pierwszy mecz „International Games” w Anglii, w którym New York Giants pokonali Miami Dolphins, NFL z sezonu na sezon zyskuje na Wyspach nowych fanów. Coraz częściej są to młodzi kibice, którzy obok Premier League regularnie śledzą również wydarzenia za oceanem. Dane londyńskiej firmy Hyperset pokazują, że Anglicy stanowią dziś około 3 procent globalnej bazy kibiców NFL. Poza Stanami Zjednoczonymi oraz sąsiednimi Kanadą i Meksykiem jest to największa grupa fanów futbolu amerykańskiego na świecie.
Stadion Tottenhamu europejskim domem NFL
Nowoczesna historia meczów futbolu amerykańskiego w Anglii to spotkania na stadionie narodowym Wembley, a od niedawna przede wszystkim na Tottenham Hotspur Stadium. Od 2019 roku, kiedy na nowym stadionie Spurs odbył się pierwszy mecz NFL, obiekt w północnym Londynie stał się niejako „siedzibą” tych rozgrywek w kraju. Stadion, którego budowa kosztowała ponad miliard funtów, od początku został zaprojektowany z myślą o organizacji różnych wydarzeń sportowych i koncertów. Wyposażono go w system umożliwiający komfortową i szybką zmianę murawy z naturalnej – piłkarskiej – na sztuczną nawierzchnię do futbolu amerykańskiego. Szatnie również zaprojektowano z myślą o większej liczbie zawodników – mogą pomieścić nawet do 75 osób.
We wrześniu 2023 roku Tottenham Hotspur ogłosił przedłużenie umowy z NFL do końca sezonu 2029/2030. Porozumienie gwarantuje rozgrywanie dwóch meczów sezonu zasadniczego NFL na stadionie Spurs w każdym roku, przy jednym dodatkowym spotkaniu organizowanym na Wembley.
„Cieszymy się, że możemy przedłużyć współpracę z Tottenham Hotspur aż do sezonu 2029/2030 i z niecierpliwością czekamy na kolejne mecze NFL na światowej klasy stadionie Tottenhamu, który jest oficjalnym domem NFL w Wielkiej Brytanii. Rozwój gry na całym świecie pozostaje jednym z kluczowych priorytetów strategicznych ligi. Nasze zaangażowanie w Tottenham Hotspur Stadium pozwoli nam nadal dostarczać wyjątkowe doświadczenia fanom w Londynie, a jednocześnie wywierać pozytywny wpływ społeczny i gospodarczy na lokalną społeczność” – komentował komisarz NFL, Roger Goodell.
Przedłużenie współpracy z Tottenhamem tylko potwierdza, jak NFL jest zadowolona z obecności w Londynie i jak duży potencjał promocyjny wciąż dostrzega na angielskim rynku. Nie oznacza to jednak, że liga zamierza koncentrować się wyłącznie na Wyspach Brytyjskich. Już teraz zapowiedziano, że w sezonie 2026 rozegranych zostanie dziewięć meczów międzynarodowych w siedmiu krajach, w tym po raz pierwszy w Australii.
„W weekendy, gdy w Londynie rozgrywane są mecze NFL, miasto zalewają turyści z USA, ale stolica Anglii staje się też naturalnym centrum dla kibiców futbolu amerykańskiego z całej Europy. Odkąd do kalendarza doszły spotkania w Niemczech, Irlandii czy Hiszpanii, ten efekt być może nieco osłabł, jednak NFL wciąż ma bardzo silną pozycję w Anglii. Sam fakt, że Sky Sports posiada osobny kanał poświęcony NFL i może zatrudniać jako ekspertów byłych zawodników, których nie powstydziłyby się amerykańskie stacje, wiele o tym mówi. Zainteresowanie przenika również do świata Premier League – na stadionach piłkarskich coraz częściej można zobaczyć kibiców w gadżetach drużyn NFL. Nie wiem, jak wygląda kwestia realnego kibicowania, ale świadomość tej ligi wśród fanów Premier League jest na pewno bardzo duża” – mówi Michał Gutka.
Obecność NFL w świecie Premier League
Naturalnie obecność treści związanych z NFL w mediach społecznościowych klubów Premier League nasila się w okresie playoffów oraz Super Bowl. To właśnie wtedy piłkarze biorą udział w różnego rodzaju wyzwaniach z „jajowatą” piłką, typują wyniki finałowego meczu lub pojawiają się na treningach w koszulkach swoich ulubionych drużyn NFL – jak zrobił to niedawno zawodnik Nottingham Forest, Morgan Gibbs-White. W zeszłym roku z kolei Rodri pozostający poza grą z powodu urazu kolana, osobiście udał się do Nowego Orleanu, by obejrzeć Super Bowl pomiędzy Kansas City Chiefs a Philadelphia Eagles.
Repping the @Patriots ahead of #SBLX. 🏈 pic.twitter.com/vlbQBEvqhN
— Nottingham Forest (@NFFC) February 4, 2026
Za tą medialną obecnością coraz częściej idzie jednak coś więcej niż tylko chwilowa fascynacja. Wielu piłkarzy otwarcie mówi o tym, jak futbol amerykański ich inspiruje i jak wiele elementów można przenieść z niego na grunt piłki nożnej – zarówno pod względem mentalnym, jak i stricte sportowym. O takim podejściu opowiadał swego czasu pomocnik Arsenalu, Mikel Merino, który miał okazję współpracować przy projektach komercyjnych z defensywnym liniowym New Orleans Saints, Camem Jordanem.
„Dużo rozmawialiśmy o tym, jak wykorzystuje ruch, ręce i ciało, by pozbyć się przeciwnika. Myślę, że można się wiele nauczyć także mentalnie, bo w NFL liczy się tylko jedna akcja. Nieważne, co wydarzyło się 10 sekund wcześniej – skupiasz się wyłącznie na kolejnym zagraniu. To najważniejsza lekcja, jaką można wynieść z futbolu amerykańskiego” – mówił swego czasu Merino.
O swojej sympatii do NFL wielokrotnie opowiadał także Harry Kane. Kapitan reprezentacji Anglii, obecnie zawodnik Bayernu Monachium, nie ukrywał fascynacji New England Patriots oraz relacji z legendarnym rozgrywającym tej drużyny, Tomem Bradym. Co więcej, Kane kilkukrotnie przyznał, że po zakończeniu piłkarskiej kariery rozważa spróbowanie swoich sił jako kopacz w NFL.
„Próba zostania kopaczem futbolu amerykańskiego zawsze była gdzieś z tyłu głowy. Wiem, że to wymagałoby ogromnej pracy i nie spodziewam się, że po prostu przyjdę i zacznę kopać na bramkę [z ang. field goal]. To coś, co wymagałoby wielu godzin treningu” – mówił Kane w 2023 roku.
Gdzie kończy się futbol, a zaczyna show
Widać, że kluby piłkarskie, nie tylko z Premier League, coraz częściej starają się czerpać z tego, co widzą za oceanem. Profesjonalne podejście do komunikacji z kibicami, obecność w mediach społecznościowych, ale także „przeżywanie dnia meczowego”. Koncerty pod stadionem, food trucki, akcje promocyjne dla fanów, konkursy, zdjęcia z maskotkami. Tradycyjni angielscy kibice wciąż są mocno przeciwni tym zabiegom, ale prawda jest taka, że stały się one dziś integralną częścią meczów na najwyższym poziomie, zwłaszcza w tak medialnej lidze, jaką jest Premier League.
„Premier League, ale i świat piłki w ogóle czerpie inspiracje z NFL pod względem promocji produktu, w tym również gier fantasy, i ogólnie okołomeczowej otoczki. Również w takich kwestiach jak koncert przed finałem Ligi Mistrzów na modłę koncertu w przerwie Super Bowl. Wiem, że dla wielu to pewna atrakcja, ale mnie jako fana NFL osobiście drażni to, że większość osób kojarzy ten mecz z muzyką i reklamami, więc tym bardziej ubolewam, że piłka idzie w tym kierunku. Można czerpać od Amerykanów ciekawsze wzorce niż obudowywanie meczów rozrywką” – dodaje Michał Gutka.
Wspólni właściciele, wspólne interesy
Kolejnym ważnym punktem styku między Premier League a NFL są właściciele Arsenalu i Fulham. Spółka Kroenke Sports & Entertainment, należąca do Stana Kroenke, zarządza nie tylko Kanonierami, ale także Los Angeles Rams. Z kolei właściciel Fulham, Shahid Khan, jest jednocześnie właścicielem Jacksonville Jaguars. W październiku ubiegłego roku doszło do symbolicznej sytuacji, gdy Arsenal w sobotę mierzył się z Fulham na Craven Cottage, a dzień później Rams grali z Jaguars na Wembley w ramach meczów międzynarodowych.
W przypadku Arsenalu współpraca wykracza daleko poza kwestie właścicielskie. Mikel Arteta i jego sztab od lat starają się czerpać wiedzę od amerykańskich partnerów, a regularne przedsezonowe tournee Kanonierów po USA pozwoliło hiszpańskiemu szkoleniowcowi nawiązać bliską relację z trenerem Rams, Seanem McVayem.
„Jedną z rzeczy, które w nim uwielbiam, jest to, że nie boi się zadawać pytań i szukać obszarów do rozwoju. Traktuje presję jak przywilej i w pełni to akceptuje. Świetnie się patrzy, jak się rozwija” – mówił McVay o Artecie.
"His passion, his work ethic, his knowledge, his memory" 🧠
Mikel Arteta speaks about his relationship with Sean McVay 🤝🏈 pic.twitter.com/G9vvVpdlsm
— Sky Sports (@SkySports) January 24, 2026
Podobny model współpracy funkcjonuje między Fulham a Jacksonville Jaguars. Z uwagi na osobę właściciela, Jaguars regularnie grają w Londynie, a oba kluby dzielą się doświadczeniem i zapleczem – choćby w kontekście rehabilitacji zawodników po poważnych kontuzjach.
„To najważniejszy weekend w kalendarzu pod względem integracji obu drużyn. Jednym z celów zaangażowania Shada w Londynie było to, aby przyniosło to korzyści zarówno miastu Jacksonville, jak i Jaguars” – mówi dyrektor Jaguars, Mark Lamping.
„Masz dwie możliwości uczenia się i dzielenia się wiedzą, ale nie sądzę, żeby istniało wiele bezpośrednich sposobów dzielenia się wiedzą, które mówią: OK, skoro Fulham robi to w ten sposób, to teraz Jaguars zrobią to w inny sposób, albo odwrotnie, ale są pewne fundamentalne obszary, w których zastosowanie jest dość oczywiste” – dodaje.
Stałe fragmenty, jak futbolowe zagrywki
Choć na pierwszy rzut oka piłka nożna i futbol amerykański wydają się odległymi światami, po bliższym przyjrzeniu się można dostrzec zaskakująco wiele punktów wspólnych. Dobrym przykładem są stałe fragmenty gry, które w trwającym sezonie Premier League stały się jednym z kluczowych elementów decydujących o wynikach. Ich planowanie, ustawienie i egzekucja coraz częściej przypominają zagrywki znane z futbolu amerykańskiego.
Mikel Arteta przyznawał niedawno, że jego asystent, Nicolas Jover, inspiruje się schematami z NFL przy projektowaniu rzutów rożnych i wolnych. Arsenal pokazuje, jak za pomocą zaplanowanych ścieżek biegu, bloków i wykorzystania przestrzeni można stworzyć przewagę – dokładnie tak, jak dzieje się to w futbolu amerykańskim.
“W futbolu amerykańskim jest wiele stałych fragmentów gry, ale to zupełnie inny sport. Jestem pod wrażeniem samego procesu przygotowania, naprawdę to podziwiam. To jednak część edukacji tych dzieciaków, sposób, w jaki są wychowywane, liczba spotkań, liczba informacji. Specjaliści, których mają w każdej dziedzinie od dzieciństwa. Zawsze można się czegoś nauczyć od innych dyscyplin sportowych, zwłaszcza od trenerów i ich wizji, a także od tego, jak selekcjonują informacje i zadania do wykonania. Poznanie Seana [McVaya] i jego sztabu było niesamowitym doświadczeniem” – mówił Arteta o swoich inspiracjach, jakie czerpie z NFL.
Nieprzypadkowo Harry Kane zdradził w listopadzie, że reprezentacja Anglii przygotowuje na mistrzostwa świata w 2026 roku zestaw stałych fragmentów gry inspirowanych NFL.
„Chcemy mieć zbiór zagrań w stylu „playbooka” NFL [Zbiór zagrywek]. Patrzymy na rywali, sprawdzamy, czy bronią strefowo, czy indywidualnie, i wybieramy odpowiednie rozwiązanie. Nie mamy wiele czasu na treningi, więc to bardziej praca mentalna niż fizyczna” – tłumaczył Kane.
Czy Super Bowl może się odbyć w Europie?
Amerykanie twierdzą, że Super Bowl to największe sportowe wydarzenie roku. Z pewnością fani piłki nożnej będą się z tą tezą kłócić — zwłaszcza biorąc pod uwagę, jaką oglądalność mają finały Mistrzostw Świata i Europy. Nie da się jednak ukryć, że ekspansja NFL na światowe rynki rośnie z każdym rokiem, a coraz więcej młodych ludzi daje się pochłonąć futbolowi amerykańskiemu. W tym roku Super Bowl znów przyciągnie uwagę milionów ludzi na całym świecie, w tym także dużej liczby kibiców z Wysp Brytyjskich.
New England Patriots powalczą z Seattle Seahawks o rekordowe siódme mistrzostwo w historii rozgrywek, które uczyni ich najbardziej utytułowaną franczyzą w całej NFL. Super Bowl to już nie tylko amerykańskie święto, ale globalne wydarzenie. Obecność tej ligi w Anglii w ostatnich latach znacząco urosła. Kto wie? Być może za kilka lat NFL dokona przełomowej rzeczy i zorganizuje finał rozgrywek na Wembley lub stadionie Tottenhamu?
„Wcale bym się nie zdziwił, gdyby Super Bowl odbył się pewnego dnia w Europie” – mówił w ubiegłym roku komisarz ligi, Roger Goodell.
Londyńska franczyza – wizja czy przyszłość?
Patrząc na dynamiczny wzrost popularności i rozpoznawalności NFL oraz samego futbolu amerykańskiego, coraz częściej pojawia się pytanie, czy liga zdecyduje się w przyszłości na rewolucyjny krok w postaci utworzenia europejskiej drużyny rywalizującej bezpośrednio w NFL. Ten temat regularnie powraca w dyskusjach ekspertów, byłych zawodników oraz osób związanych z ligą. Głos w tej sprawie zabierał nawet komisarz NFL, Roger Goodell, który przed ubiegłorocznym Super Bowl stwierdził:
„Myślę, że istnieje potencjał, że pewnego dnia będziemy mieć międzynarodową franczyzę”.
Liczba meczów rozgrywanych w Londynie oraz fakt, że stolica Anglii stała się de facto europejską bazą NFL, wyraźnie sugerują, iż to właśnie tam szanse na powstanie takiego zespołu byłyby największe. Z perspektywy medialnej, biznesowej i marketingowej najbardziej logicznym rozwiązaniem wydawałoby się stworzenie drużyny powiązanej organizacyjnie z jednym z czołowych klubów Premier League – na przykład Tottenhamem, Arsenalem czy Chelsea. Podobne koncepcje otwarcie rozważają już władze NBA, które nie ukrywają ambicji utworzenia zespołu w Paryżu pod marką Paris Saint-Germain.
Nasz ekspert studzi jednak te spekulacje, podkreślając, że wizja powstania drużyny NFL w Europie pozostaje na razie bardzo odległa:
„O powstaniu klubu NFL w Londynie słychać od dawna, ale wydaje mi się to mało realne. Kwestia rozgrywania z nią meczów byłaby ogromnym wyzwaniem logistycznym. Taka drużyna musiałaby albo co tydzień latać do Stanów Zjednoczonych – czasem w tak odległe miejsca, jak Seattle czy Los Angeles – albo rozgrywać pierwszą połowę sezonu wyłącznie u siebie, a drugą w całości na wyjazdach. Ewentualne powiązanie z którymś z klubów Premier League mogłoby mieć jedynie charakter właścicielski. Mówiło się chociażby o przeniesieniu do Londynu Jacksonville Jaguars, których właścicielem jest Shad Khan, a więc również właściciel Fulham, ale i ten temat upadł, ponieważ Jaguars planują budowę nowego stadionu w swoim mieście”.
Dlaczego amerykański model ligi nie pasuje do realiów Premier League?
Czy w obliczu postępującej globalizacji oraz coraz śmielszej ekspansji NFL na Wyspach możliwy jest scenariusz, w którym Premier League zdecyduje się na głębokie zmiany systemowe, całkowicie redefiniujące sposób funkcjonowania ligi? Na wzór rozwiązań znanych ze Stanów Zjednoczonych mogłaby powstać zamknięta „superliga” złożona z kilkunastu najlepszych zespołów, bez systemu spadków, w której ogromne przychody byłyby dzielone pomiędzy mniejszą liczbę klubów, naturalnie przyspieszając ich sportowy i biznesowy rozwój.
Wydaje się jednak, że wiele mechanizmów, które z powodzeniem funkcjonują za oceanem, w europejskich realiach niekoniecznie znalazłoby akceptację. Na ten rozdźwięk zwraca uwagę Michał Gutka:
„Osobiście jestem fanem struktury NFL – draftu z najwyższymi wyborami dla najsłabszych drużyn, zamkniętych rozgrywek bez spadków oraz sztywnego salary cap, co sprawia, że liga jest bardziej konkurencyjna i w teorii uniemożliwia długotrwałą dominację jednej ekipy. Tyle że tego systemu nie da się przełożyć na Premier League. Nie wyobrażam sobie przekonania Anglików, że przykładowo Wolverhampton nie spada z ligi, a w zamian za to w kolejnym roku dostaje pierwszy numer w drafcie. Zresztą – kogo mieliby wybierać i z jakiej puli, skoro cały amerykański system opiera się na rozbudowanych rozgrywkach uniwersyteckich? Albo jak wytłumaczyć kibicom, że niezależnie od zasobności właścicieli klubów z tzw. Big Six, każdy w Premier League miałby taki sam limit wydatków na pensje?”
Ekspert podkreśla, że choć angielska liga próbuje adaptować niektóre elementy amerykańskiego modelu, pełne odwzorowanie jest niemożliwe:
„Systemy PSR czy wchodzące teraz SCR to próba wprowadzenia rozwiązań inspirowanych NFL, ale nie da się ich skopiować jeden do jednego. Wiem, że nie wszyscy są tego zwolennikami, jednak w NFL działa to bardzo sprawnie. Przed sezonem trudno wskazać faworyta, a ligowa czołówka jest płynna. W Premier League historia taka jak mistrzostwo Leicester City może wydarzyć się raz na kilka pokoleń, podczas gdy w NFL sensacje są znacznie częstsze. Wystarczy spojrzeć na tegoroczny Super Bowl – Seattle Seahawks, których szanse przed sezonem oceniano na 60:1, zmierzą się z New England Patriots wycenianymi na 80:1. To zupełnie inny ekosystem. Ma swoje wady, podobnie jak Premier League, dlatego nie mieszałbym tych systemów”.
Futbol amerykański na Wyspach to rosnący fenomen
NFL jest dziś jednak potężną maszyną sportowo-biznesową, która rozpędziła się do tego stopnia, że zwyczajnie nie opłaca się jej hamować. Futbol amerykański był kiedyś sportem wyłącznie amerykańskim, lecz jego najnowsza historia ma już wyraźnie globalny wymiar. Drużyny NFL podróżują po świecie, prezentując swoje widowisko kolejnym rynkom, a władze ligi skrupulatnie liczą zyski płynące z tej ekspansji.
Kluby Premier League od lat doskonale rozumieją znaczenie promocji na rynkach amerykańskim i azjatyckim, stąd organizują regularne przedsezonowe tournée po USA czy Japonii, połączone z meczami towarzyskimi i działaniami komercyjnymi. NFL również dostrzegło, jak istotne jest otwieranie się na inne kultury i odmienne sposoby konsumowania sportu. W dobie globalizacji i zacierania się granic społecznych, światy pozornie odległe coraz częściej się przenikają, jednocząc ludzi z różnych środowisk.
Już w przyszłym roku angielscy kibice ponownie tłumnie wypełnią Wembley oraz stadion Tottenhamu, by choć na chwilę oderwać się od piłki nożnej i na żywo doświadczyć sportu, który na Wyspach Brytyjskich wyrasta na coraz większy fenomen.

