Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 24. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

HUGO EKITIKÉ

Francuz zaliczył w meczu z Newcastle kolejny fantastyczny występ w barwach The Reds i pokazał, że bez kontuzjowanego Isaka i Salaha będącego pod formą, Liverpool nie musi martwić się o gole. Od pierwszej minuty wykazywał olbrzymią chęć do gry i polował na swoje kolejne trafienia. Dopiął swego w 41. minucie, gdy wykorzystał fantastyczne podanie Floriana Wirtza. Dwie minuty później cieszył się już z dubletu. Po indywidualnej akcji zakończonej idealnym strzałem czubkiem buta dał prowadzenie Liverpoolowi.

Ekitiké dawał się we znaki obronie ,,Srok” także w drugiej odsłonie. Był blisko skompletowania hat-tricka, po tym jak odebrał piłkę Burnowi. Ruchliwość, szybkość oraz boiskowa inteligencja to bez wątpienia olbrzymie atuty byłego gracza Eintrachtu Frankfurt. Praktycznie każdy jego kontakt z piłką sprawiał, że defensorzy gości odczuwali duży niepokój. Kiedy opuszczał murawę w końcówce spotkania, kibice pożegnali go gromkimi brawami. Mimo że jest zaledwie kilka miesięcy w klubie, już stał się ulubieńcem kibiców, którzy co mecz skandują jego imię.

DOMINIC SOLANKE

Tottenham daleko nie zajedzie bez Dominica Solanke. To on w zeszłym sezonie był jednym z architektów triumfu Kogutów w Lidze Europy, a w tym, odkąd wrócił z kontuzji, jest prawdopodobnie ich najlepszym zawodnikiem. Kiedy Spurs w końcu obudzili się w drugiej połowie, Anglik wraz z Xavim Simonsem terroryzowali defensywę Manchesteru City.

Nie radził sobie z nim ani Guehi, ani Khusanov, ani nawet Rodri. Sprytnie zachował się przy golu kontaktowym, a przy trafieniu na wagę remisu – fenomenalnie. Skorpion będzie mocnym kandydatem do miana bramki sezonu. Jak to skomentował na Twitterze obecny wówczas na stadionie Jan Vertonghen – chyba znowu zobaczył na żywo zwycięzcę nagrody Puskasa. Tego nie bylibyśmy tacy pewni, ale rzeczywiście – Koguty przyciągają piękne gole. Szkoda też, że i urazy, bo Anglik skończył mecz z kolejnymi problemami zdrowotnymi. Oby nie było to nic poważnego, bo w ostatnich meczach Solanke wygląda świetnie i szkoda byłoby to tak szybko skończyć.

CASEMIRO

Brazylijczyk zdecydowanie odżył pod wodzą Michaela Carricka. MVP meczu derbowego z Manchesterem City tym razem w starciu z Fulham dołożył gola i asystę, wydatnie pozwalając wyjść Czerwonym Diabłom na dwubramkowe prowadzenie. Najpierw znakomicie odnalazł się w polu karnym przy rzucie wolnym i kontrującym strzałem z główki pokonał bezradnego Bernda Leno, zapisując na swoim koncie już piątą bramkę w bieżącym sezonie Premier League.

Następnie zaliczył fantastyczne ostatnie podanie, posyłając przeszywającego no look passa do Matheusa Cunhi, który strzałem pod porzeczkę podwyższył na 2:0. W defensywie także zrobił dobrą robotę, wygrywając pięć pojedynków na ziemi, dokładając trzy przechwyty i trzy wybicia. Kapitalne niedzielne popołudnie.

PRZEGRYWY

JEAN-CLAIR TODIBO

Walczysz o utrzymanie. Twój trener i twoja drużyna potrzebują cię w każdym meczu, ponieważ teraz każde spotkanie waży podwójnie. Tymczasem przegrywasz w końcówce 2:3 i postanawiasz doskoczyć do rywala, złapać go za gardło i przydusić niczym prawdziwy freak fighter. Ciężko uwierzyć, co wpadło na myśl Jeanowi-Claire Todibo w końcówce meczu na Stamford Bridge, ale ewidentnie jego umysł wyszedł wtedy na spacer.

Rozumiemy, że można wspomóc w walce Adamę Traoré, który ewidentnie miał chęć pokazania João Pedro, kto tu rządzi. Tylko, po co do tego wszystkiego rzucać się z rękami na Brazylijczyka? Anthony Taylor nie miał innego wyjścia i po analizie VAR pokazał Francuzowi jak najbardziej zasłużoną czerwoną kartkę. Na jego niekorzyść przemawiają również dwie zawalone bramki, bo i przy golu na 2:2 nawet nie próbował w jakiś sposób przeszkodzić Markowi Cucurelli, jak i przy trafieniu na 2:3 powinien być bliżej Enzo Fernándeza.

RADU DRĂGUȘIN

Myśleliśmy, że to Bartłomiej Drągowski zaliczy w weekend najsłabszy występ piłkarza z nazwiskiem rozpoczynającym się od “Drag”, ale Radu Dragusin stwierdził, że jak już w końcu dostaje szansę w pierwszym składzie Tottenhamu, to trzeba powalczyć z bramkarzem Widzewa.

Reprezentant Rumunii maczał palce w obu golach Manchesteru City. Przy trafieniu otwierającym wynik pokpił sobie sprawę z Rayanem Cherkim, który nieatakowany miał czas i miejsce na oddanie precyzyjnego strzału, pozbawiając Guglielmo Vicario czystego konta. Powtórki pokazujące reakcje Cristiana Romero czy samego Thomasa Franka, którego raczej trudno zezłościć, mówią wszystko. Cherki ogólnie był ogromnym problemem dla Dragusina. Choćby tutaj, kiedy wysłał go z powrotem do Bukaresztu.

Druga bramka Manchesteru City to już całkowita zasługa Rumuna. Tottenham w posiadaniu, piłkę dostaje Dragusin i decyduje się na długie podanie wprost pod nogi rywala. Linia defensywy Kogutów kompletnie nieprzygotowana do odparcia ataku, podanie Bernardo Silvy i Antoine Semenyo strzela swoją prawdopodobnie najprostszą bramkę w tym sezonie.

NECO WILLIAMS

Kiedy prowadzisz w spotkaniu 1:0, a rywal walczy o wyrównanie, zrozumiałe jest, że będziesz bronić bramki za wszelką cenę. Jednakże trzeba przy tym pamiętać, że nie możesz popełnić głupiego błędu ani nie osłabić swojej drużyny. Należy stwierdzić, że Neco Williams zapomniał o obu tych rzeczach.

W 45. minucie Crystal Palace wykonywało rzut rożny i było blisko trafienia do siatki po uderzeniu piłki głową przez Lermę . Wtedy reprezentant Walii popisał się kapitalną obroną bramkarską. Problem w tym, że nie jest golkiperem, więc za zagranie ręką natychmiast otrzymał czerwoną kartkę i zakończył swój występ. Na dodatek rzut karny, który sprokurował Williams, wykorzystał Ismaila Sarr.

Druga część spotkania na City Ground nie obfitowała w zbyt wiele wartych uwagi momentów. Piłkarze Seana Dyche’a nie mogli złapać właściwego rytmu, na co wpływ miała na pewno nieobecność piłkarza z numerem 3. 24-latek tym samym po raz pierwszy od 23. kolejki poprzedniego sezonu nie rozegrał pełnych 90 minut w meczu Premier League.