Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 23. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

ESTÊVÃO

Stanowił motor napędowy Chelsea na Selhurst Park. Brazylijczyk otworzył wynik spotkania, pokazując swoją ogromną szybkość i uciekając Tyrickowi Michellowi przy kontrataku. Pognał na bramkę Deana Hendersona z własnej połowy i pokonał Anglika silnym strzałem pod poprzeczkę. Jeszcze przed przerwą mógł zdobyć bardzo podobną bramkę, ale nieco pomylił się, uderzając z ostrego kąta.

W drugiej części gry wypracował znakomitą sytuację João Pedro, gdy z pierwszej piłki posłał mu podanie górą nad defensywą gospodarzy, czym otworzył mu wolna przestrzeń, a były gracz Brighton podwyższył na 2:0. Perełka.

PATRICK DORGU

Jeszcze nie tak dawno krytykowany i wyszydzany, teraz Duńczyk stał się bohaterem dwóch ostatnich spotkań i to z nie byle jakimi rywalami. Początek meczu z Arsenalem nie był najlepszy w jego wykonaniu i był zamieszany w bramkę samobójczą Martineza, jednak potem Dorgu zrehabilitował się i zaczął stwarzać zagrożenie blisko bramki rywala.

Ukoronowaniem występu Dorgu była cudowna bramka zza pola karnego, która dała Czerwonym Diabłom prowadzenie 2:1. Kibice United mogli żałować, że reprezentant Danii musiał opuścić boisko w 81. minucie z powodu kontuzji. Szczególnie, gdy  jest w takiej dyspozycji. Niestety dla nich, otrzymaliśmy informację, że zawodnik Manchesteru będzie pauzować 10 tygodni.

MATEUS FERNANDES

Niewiele rzeczy zgadza się w tym sezonie w West Hamie, ale trzeba oddać Młotom, że transfer Mateusa Fernandesa im się udał. Sobotniego popołudnia Portugalczyk był dyrygentem orkiestry, która rozprawiła się z Sunderlandem 3:1. Świetnie rozgrywał futbolówkę, zaliczając aż osiem celnych długich zagrań na dziewięć prób. Wygrał siedem pojedynków na ziemi (na siedem stoczonych), w dodatku dopisując też pięć odbiorów.

Jednak absolutną wisienką na torcie pozostaje jego trafienie z końcówki pierwszej połowy. Gdy piłka wpadła pod nogi byłego gracza Świętych na 30. metrze, ten nie wahał się ani chwili i huknął nie do obrony, wyprowadzając ekipę Nuno Espirito Santo na trzybramkowe prowadzenie. FENOMENALNY.

PRZEGRYWY

VIRGIL VAN DIJK

Już od dłuższego czasu widać, że to nie jest dobry sezon dla kapitana Liverpoolu. Jego jedynym plusem ze spotkania z Bournemouth było zdobycie bramki kontaktowej w pierwszej połowie, jednak jako lider defensywy nie potrafił jej zorganizować, co śmiało wykorzystali piłkarze gospodarzy.

W szczególności brak reakcji Van Dijka przy pierwszej straconej bramce sprawił, że kibice The Reds złapali się za głowę. Holenderski obrońca pozwolił Alexowi Scottowi przebiec obok siebie i podać do Evanilsona, który ostatecznie zdobył gola. Późniejsze tłumaczenie o przeszkadzającym wietrze zdecydowanie nie przystoi kapitanowi mistrzów Anglii.

JAYDEE CANVOT

Nastoletni Francuz wskoczył do podstawowego składu w obliczu sprzedaży Marca Guéhiego do Manchesteru City. I jeśli mecz z Chelsea miał pokazać, jak będzie wyglądało życie Palace bez ich kapitana, to fani Orłów mogą załamywać ręce. Wiemy, że Canvot to młody, niedoświadczony i perspektywiczny zawodnik, ale z The Blues nie wystawił sobie dobrej laurki.

Był zamieszany we wszystkie trzy gole dla rywali. Przy pierwszym nieodpowiedzialnym wycofaniem wyprowadził Estêvão sam na sam z Deanem Hendersonem. Przy drugim złamał linię spalonego. Trzeci z kolei padł z rzutu karnego podyktowanego po jego zagraniu ręką (choć trzeba przyznać, że pechowym) i od razu po nim został zdjęty z boiska.

MARTIN ZUBIMENDI

Mikel Arteta po meczu z Manchesterem United stwierdził, że Arsenal „sam strzelił sobie gola na 1:1 i to odmieniło spotkanie”. Czerwone Diabły złapały tlen dzięki wyrównaniu i potem zdołały wywalczyć zwycięstwo na terenie liderów, a za podłączenie do niego mogą podziękować właśnie Martinowi Zubimendiemu.

To nieudane wycofanie Hiszpana dało Bryanowi Mbeumo szansę sam na sam z Davidem Rayą, którą skrzętnie wykorzystał. Pomocnik Kanonierów zaliczył zresztą całościowo rozczarowujący występ. Zwłaszcza po bramce na 1:1 nie potrafił wprowadzić spokoju w poczynania zespołu. Arteta to dostrzegł i ściągnął go już w 58. minucie.