Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 22. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

BRUNO FERNANDES

Aż cztery wykreowane szanse strzeleckie. Asysta. Do tego cztery odbiory – nikt nie miał więcej. Bruno znowu wszedł w rolę lidera Manchesteru United i był w gronie największych aktorów derbów przeciwko City. Pokazał swoją najlepszą twarz. Był waleczny, ale nie chamski. Nabuzowany, ale nie wymachiwał rękami na kolegów. Słowem – taki, jakiego kochają go fani Czerwonych Diabłów.

 

Zachowanie przy akcji bramkowej, w której dograł Bryanowi Mbeumo było świetne: rewelacyjnie wyczekał rywala i idealnie wymierzył podanie do kolegi. Mógł jednak zapisać sobie jeszcze więcej liczb. Harry Maguire trafił po jego wrzutce w poprzeczkę, Amad Diallo po podaniu za linię obrony w słupek. Nieznacznie spalił w sytuacji, gdy sam wpakował piłkę do siatki. Wypracował dobre niewykorzystane okazje Patrickowi Dorgu i Mbeumo. Gdyby maczał palce przy trzech trafieniach, nie byłoby na co narzekać.

JAMES GARNER

Angielski pomocnik błyszczy i prezentuje świetną formę w tym sezonie. Mecz z Aston Villą był kolejnym pokazem jego fenomenalnej dyspozycji – był motorem napędowym Evertonu, zarówno w ofensywie,  jak i defensywie. To on dyktował warunki gry. To głównie dzięki niemu drużyna Davida Moyesa wróciła do Liverpoolu z trzema punktami i to on otrzymał statuetkę dla najlepszego zawodnika meczu.

Szczególnie na pochwałę zasługuje praca Anglika w defensywie. Na Villa Park 14 razy odzyskiwał piłkę, zanotował 7 wślizgów i 4 przechwyty. Jeśli zajrzymy do Fantasy Premier League, w statystyce nazwanej „defensive contribution”, gdzie próg bonusowy dla obrońcy wynosi 10 punktów, możemy się nieźle zaskoczyć. Pomocnik Evertonu nabił tam aż… 29 punktów, co jest absolutnym rekordem w tym sezonie! Garner pokazał się również w akcjach ofensywnych.  Posłał znakomitą piłkę do Jake’a O’Briena, który strzelił głową do bramki, jednak gol nie został uznany z powodu spalonego.

CHARALAMPOS KOSTOULAS

Nie będziemy Wam mydlić oczu – statystycznie kilku zawodników zasłużyło bardziej, aby się znaleźć w zestawieniu “kozaków” 22. kolejki. Choćby Casemiro lub Harry Maguire, którzy zatrzymali Manchester City. Jednak koniec końców zdecydowaliśmy się umieścić tutaj bohatera doliczonego czasu gry ostatniego meczu w tej serii gier – Charalamposa Kostulasa. 

Tak jak wspomnieliśmy, liczbowo szału nie ma – ledwie 13 minut na boisku, dziewięć kontaktów z piłką i trzy udane podania. Aczkolwiek, ten jeden z kontaktów w polu karnym rywala, fantastyczna przewrotka, do której złożył się gracz Brighton, trafiając futbolówkę czubkiem buta prawej stopy i posyłając ją przy lewym rogu bramki strzeżonej przez Đorđe Petrovicia, zasługuje na najwyższe uznanie. 

18-latek wprawił w osłupienie na The Amex wszystkich kibiców, którzy zdecydowali się pozostać w końcówce na stadionie. Zresztą, spójrzcie sami!

PRZEGRYWY

ERLING HAALAND

Gdyby nie był takim wielkim chłopem i nie rzucał się tak w oczy na murawie, to można by było zapomnieć, że w ogóle zagrał w meczu z Manchesterem United. Haaland był w derbach jedynie statystą. Lisandro Martinez i Harry Maguire skutecznie wyłączyli go z gry, co dobitnie pokazują jego statystyki.

Cztery z zaledwie 14 kontaktów z piłką skończył stratą. Wykonał jedynie trzy celne podania, z czego jedno rozpoczynając grę od środka boiska. Oddał też zaledwie jeden strzał, który zablokował mu Martinez. Norweg trafił w zaledwie jednym z siedmiu ostatnich występów. I jeśli dalej będzie tak wyglądał, to jego słaba seria może trwać dalej.

ALEJANDRO GARNACHO

W spotkaniu Carabao Cup z Arsenalem, Garnacho po wejściu z ławki stał się bohaterem The Blues. Jako zmiennik dał drużynie dwie bramki, które dały nadzieję w spotkaniu rewanżowym. Za taką dyspozycję Liam Rosenior wynagrodził Argentyńczyka, umieszczając go w podstawowej jedenastce na mecz Brentford. Jednak były zawodnik Manchesteru United nie wykorzystał swojej szansy.

Podczas swojego występu był niewidoczny, a jeśli już był to pokazywał się z najgorszej strony. Garnacho dwukrotnie próbował dryblingu i dwukrotnie te próby zakończyły się klapą. W 44. minucie Argentyńczyk miał swoją wielką szansę, kiedy mógł dać Chelsea drugą bramkę, mając przed sobą tylko Kellehera i bramkę, jednak niesamowicie spudłował. Nic dziwnego, że boisko opuścił już w 57. minucie.

GABRIEL MARTINELLI

Sobotniego wieczoru Arsenal wobec porażki Manchesteru City stanął przed niebywałą szansą, aby zyskać w tabeli aż dziewięć oczek przewagi nad Obywatelami. Tej szansy natomiast nie wykorzystał, a ofensywa Mikela Artety wyraźnie nie dowiozła przeciwko Nottingham Forest. Martinelli został nieco schowany do kieszeni w pierwszej połowie przez Olę Ainę, ale i tak udało mu się dojść do jednej wybornej szansy, gdy miał przed sobą otwartą niemalże całą bramkę.

Jednak podobnie jak przywołany wyżej Alejandro Garnacho, Brazylijczyk zapomniał dołożyć stopy w odpowiedni sposób, trafić do bramki i jedynie posłał piłkę obok dalszego słupka. To są te kluczowe sytuacje, które mogą Cię kosztować mistrzostwo. Pozostałe trzy strzały skrzydłowego nawet nie przeszły obrońców, więc menedżer już w przerwie zapewnił mu zjazd do bazy.