Burzliwe tygodnie na Stamford Bridge wreszcie zaczynają dobiegać końca. W sobotni wieczór Liam Rosenior zadebiutuje w roli szkoleniowca Chelsea w rywalizacji z Charlton Athletic w trzeciej rundzie Pucharu Anglii. Podczas swojej pierwszej konferencji prasowej 41-latek wypowiedział się na temat rozpoczęcia pracy z ekipą The Blues.

Zwolnienie Enzo Mareski przez Chelsea wywołało lawinę komentarzy i dyskusji na temat funkcjonowania londyńskiego klubu. Konflikt Włocha z zarządem obił się głośnym echem w środowisku angielskiej piłki. Władze The Blues spotkały się z ogromną krytyką ze strony ekspertów oraz kibiców. Ich zdaniem decyzje zapadające wewnątrz klubu zapadają bez ścisłej współpracy z menedżerami i uwzględnianiem ich opinii oraz potrzeb.

Zatrudnienie Liama Roseniora spotkało się z mieszanymi odczuciami i wątpliwościami, czy młody szkoleniowiec poradzi sobie w środowisku, gdzie jego wpływ na działania zarządu będzie niewielki. 41-letni Anglik podczas piątkowej konferencji prasowej nie stanowczo nie zgodził się z medialnymi sugestiami i wyjaśnił jaką rolę odegra w zespole ze Stamford Bridge;

„To ja będę decydować. Po to zostałem tutaj zatrudniony. Nie jestem obcym i wiem, co się mówi w mediach. Ale nie ma możliwości odniesienia sukcesu jako menedżer, jeżeli samodzielnie nie podejmujesz decyzji. Wspaniałe jest to, że mam doświadczenie w pracy w takim środowisku. Ludzie w Strasbourgu okazali mi wyłącznie wsparcie”.

W sezonie 2024/25 Enzo Maresca triumfował ze swoimi podopiecznymi w Lidze Konferencji Europy oraz Klubowych Mistrzostwach Świata. Kibice Chelsea przyzwyczajeni są do zdobywania tytułów przez ukochany klub, co tylko potęguje presję spoczywającą na barkach kolejnych szkoleniowców. Liam Rosenior przyznał, że nie obawia się skali wyzwania i przypomniał negatywny odbiór swojej osoby na początku pracy w Ligue 1.

„W klubie tej wielkości, fani pragną sukcesu i mają pełne prawo do oczekiwania go już teraz. Zdobywanie trofeów i triumfowanie w Lidze Mistrzów jest tożsame z jego historią. Kibice powinni mieć takie standardy. Aby zyskać ich zaufanie, muszę wygrywać mecze. Muszą zobaczyć drużynę, która ich reprezentuje. Próbujemy zbudować ją nieco inaczej. Jestem święcie przekonany, że z czasem pokażemy ludziom, dlaczego robimy to w ten sposób. Moim zadaniem jest doprowadzenie zespołu do położenia, gdzie kluby boją się przyjechać na Stamford Bridge, a nasi fani wyczekują każdego spotkania.

Kiedy przybyłem do Strasbourga, byłem uznawany za żart. Mówiono, że moja drużyna skończy ostatnia w tabeli i ten projekt jest niemożliwy do zrealizowania, że przyjechałem z Anglii, będąc nikim. Skończyliśmy sezon trzy punkty za strefą dającą awans do Ligi Mistrzów. Głosy z zewnątrz to tylko nieistotny hałas. Bardzo wierzę w to, że możemy osiągnąć tutaj sukces”.