Big Sam postanowił z przytupem powrócić do pracy na ławce trenerskiej. Zapytany o portugalskiego menedżera, który był nieskutecznie kuszony przez Everton po odejściu Koemana, postanowił delikatnie zaczepić kolegę po fachu i wywiązała się z tego dość ciekawa wymiana zdań.

– Mam duży szacunek do Marco Silvy i nie krytykuję go, ale jego osiągnięcia nie są w stanie równać się z moimi. On sprawił, że Hull City spadło z ligi. Taka jest rzeczywistość – stwierdził Allardyce.

Na reakcję szkoleniowca Watfordu nie musieliśmy długo czekać.

– Porównywanie nas nie ma sensu. Równie dobrze można porównać jego pracę w roli selekcjonera reprezentacji z Garethem Southgatem. To tak, jakby porównywać dorobek Petera Croucha z Richarlisonem. Ten pierwszy ma prawie 37 lat, a drugi 20. Jeden zagrał znacznie więcej spotkań od drugiego. Zobaczmy co robił Allardyce, gdy miał 40 lat. Co robił w pierwszych siedmiu sezonach jako trener? Następnie spójrzmy na to, co ja robię w tym wieku. Możemy też poczekać, a gdy będę miał 63 lata, porównamy nasze dokonania.

Trudno nie zgodzić się z odpowiedzią Marco Silvy. Zrzucanie odpowiedzialności za spadek Hull wyłącznie na menedżera jest niesprawiedliwe. Tygrysy pod wodzą Portugalczyka grały znacznie ciekawszą piłkę niż wcześniej. Dokonania Silvy w obecnym sezonie pokazują, że jest to młody trener ze sporym potencjałem, a spadek Hull był po prostu wypadkiem przy pracy, który absolutnie nie powinien przekreślać jego umiejętności.

Sam Allardyce nie wytrzymał zwyczajnie pytań o szkoleniowca Watfordu, bo wie, że on sam był co najwyżej drugą opcją. Fakt, że Everton mocno zabiegał o sprowadzenie Silvy, ewidentnie ciąży na Angliku i budzi jego kompleksy. Niemniej powinna nas cieszyć zaostrzająca się rywalizacja pomiędzy panami, bo może to dodać ciekawego smaczku przyszłym spotkaniom Watfordu z Evertonem.