Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 19. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

JAMES GARNER

MVP meczu przeciwko Nottingham Forest i motor napędowy ofensywy Evertonu. Już w pierwszych minutach Garner pokusił się o strzał zza pola karnego, jednak ten skończył nad poprzeczką. Ostatecznie trafił do siatki w 19. minucie, kiedy pewnie wykorzystał podanie Dwighta McNeila i bez chwili zawahania się kopnął piłkę w kierunku bramki.

Garner mógł po meczu pochwalić się nie tylko bramką, ale także świetną asystą – najpierw założył siatkę Murillo, a potem dał świetną piłkę Thierno Barry’emu, który wykorzystał ją i dał The Toffees zwycięskiego gola. James Garner siał spore zamieszanie w defensywie gospodarzy, a sam stworzył 3 okazje dla swoich kolegów z drużyny.

GABRIEL MAGALHAES

Brazylijczyk wrócił do składu Arsenalu po kontuzji i zrobił to w wielkim stylu. Choć w pierwszej połowie wrzucił na minę Viktora Gyökeresa swoim podaniem, przez co znakomitą sytuację miał Ollie Watkins, to jednak reszta występu do momentu urazu, była znakomita. 

Otworzył wynik spotkania – jakżeby inaczej – uderzając z główki (choć może bardziej zostając szczęśliwie nabitym) po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu. Nie za wiele mógł zrobić, ale znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, przy okazji ustawiając się przed Emiliano Martínezem.

Utrzymał czyste konto, bowiem gol padł już w doliczonym czasie po jego zejściu. Zaliczył odbiór, dwa wybicia i dwa bloki, pilnując skrupulatnie, by goście nie mieli zbyt wielu dobrych okazji po tej Watkinsa (do 77. minuty The Villans oddali łącznie trzy strzały o wartości jedynie 0,58 xG). Naprawdę dobra robota.

OMAR ALDERETE

Jeden z głównych architektów czystego konta Sunderlandu. Kibice Czarnych Kotów mogą mieć problem, któremu ze stoperów bardziej należy się statuetka piłkarza meczu, a i Granit Xhaka mógłby też zgłaszać akces, ale co do jednego są zgodni – był to najlepszy mecz Paragwajczyka, odkąd trafił na Stadium of Light. Gdzie trzeba pamiętać, że Alderete miał już w tym sezonie parę dobrych i bardzo dobrych spotkań.

Kilka bardzo ważnych bloków i wybić, czy to Phila Fodena, czy to Josko Gvardiola lub dwukrotnie Erlinga Haalanda. Miewał lekkie problemy w pierwszej połowie, ale im dalej w mecz, tym większa profesura. Do tego pewny w rozegraniu. Długim podaniem rozpoczął nawet jedną groźną akcję beniaminka. Jeden z lepszych transferów letniego okienka, który przechodzi bez echa. Po tym pół roku 10 milionów funtów wygląda jak promocja.

PRZEGRYWY

FLORIAN WIRTZ

W ostatnich meczach, po których Niemiec zanotował bramkę i asystę, wydawało się, że nowy nabytek Liverpoolu będzie spisywać się tylko lepiej, zwłaszcza w nowym roku. Tymczasem spotkanie przeciwko Leeds było bardzo rozczarowujące i po raz kolejny stawiało wiele pytań w kwestii formy pomocnika.

Ataki lewą stroną, gdzie grał Wirtz, szybko ustawały, a kiedy próbował podawać w bloku defensywy gości, to kończyło się to fiaskiem. Co prawda w 14. minucie miał okazję do zdobycia gola, jednak jej nie wykorzystał. Mimo wszystko był ledwo widoczny w pierwszej połowie, a w drugiej zgasł kompletnie. Decyzja Slota o zdjęciu Wirtza w 66. minucie nikogo nie zdziwiła.

ALEJANDRO GARNACHO

Antybohater Chelsea w spotkaniu z Bournemouth. Niby Argentyńczyk jest tylko skrzydłowym, ale skrzydłowi też powinni chociaż starać się bronić, gdy są we własnym polu karnym przy dalekich wyrzutach z autu ze strony rywali. Tymczasem były zawodnik Manchesteru United postanowił najpierw odpuścić Davida Brooksa już na samym początku meczu, by po dwudziestu minutach skompromitować się ponownie i kompletnie nie przeszkadzać Justinowi Kluivertowi przy golu na 2:2.

Bardzo adekwatna do sytuacji była jego reakcja, gdy zamiast samemu spróbować interweniować, po drugiej bramce rozłożył jedynie ręce i uderzył nimi ze wściekłości o murawę. Na takie krycie nie ma miejsca w Premier League, więc na drugą połowę już nie wyszedł. Jedno dobre podanie do Enzo Fernándeza przy golu rodaka (bo poza tym nie oddał ani jednego strzału) nic nie zmienia w jego odbiorze.

MARTIN DUBRAVKA

Słowak zobaczył biało-czarne pasy, kilka znajomych twarzy i chyba go to zbiło z tropu. W końcu grał dla Newcastle tyle lat. Mecz Słowaka było jednym wielkim rozkojarzeniem. Przy każdym golu Srok miał on swój mniejszy lub większy udział.

Zaczynając już od drugiej minuty, gdzie bramkarz tak bardzo polubił się z bliższym słupkiem, że średnio groźna próba Joelintona miała na tyle czasu, aby wpaść do siatki po drugiej stronie bramki. Przy drugim trafieniu nie udało mu się zagarnąć piłki, co skończyło się dalszym pinballem w polu karnym Burnley i ostatecznie bramką Yoane’a Wissy. Wisienką na torcie gola na 3:1 Newcastle, kiedy nie zrozumiał się z Hjalmarem Ekdalem, a następnie podał piłkę do Bruno Guimaraesa. Akcja działa się poza polem karnym, więc Brazylijczyk musiał tylko przymierzyć do niepilnowanej bramki. Do tego Dubravka regularnie miał problemy przy dośrodkowaniach ze stałych fragmentów. Nie mógł przebić się przez swoich obrońców i piłkarzy rywali, a gdy to już robił, to nie zawsze udawało mu się piłkę złapać lub wypiąstkować, prowokując dodatkowe zagrożenie.