Na początku grudnia dziennikarze The Athletic stworzyli subiektywny ranking zadowolenia kibiców z sytuacji ich klubów w Premier League. Autorzy tekstu żartowali, że uszeregowali zespoły według nowatorskiej metody mierzącej współczynnik xH (z ang. „expected happiness”). West Ham został wówczas sklasyfikowany na 18. lokacie – Nuno Espirito Santo wyciągnął na chwilę zespół ze strefy spadkowej, ale był to w zasadzie jedyny pozytyw. Dziś Młoty do bezpiecznej strefy tracą już pięć punktów, a jakichkolwiek plusów w obecnej sytuacji stołecznej drużyny nie idzie się doszukać.
Ledwie cztery wygrane w roku
Pod koniec września, gdy ze stanowiska pierwszego szkoleniowca zarząd zwalniał Grahama Pottera, Sam Allardyce udzielił wypowiedzi na łamach swojego podcastu „No Tippy Tappy Football”, w której przestrzegał Nuno Espirto Santo, aby przede wszystkim skoncentrował się na poprawie gry na własnym terytorium. Według byłego menedżera Młotów – bowiem Allardyce pracował na Upton Park w latach 2011-2015 – to właśnie forma na London Stadium pozostaje długoletnią bolączką piłkarzy, gdy ci znajdują się w dolnych rejonach tabeli.
„Występy i wyniki West Hamu były bardzo słabe, zwłaszcza u siebie. Jeśli chcesz się utrzymać, musisz wygrywać u siebie. Wspaniale jest odnosić zwycięstwa na wyjeździe, ale bardzo trudno to uczynić. (Jeśli wygrywasz u siebie) sprawiasz, że twoi kibice wracają do domów z uśmiechem na ustach. Niestety, London Stadium nie jest łatwym miejscem do gry dla twoich zawodników ani dla twojego menedżera, gdy w klubie jest trudna sytuacja. Choć fani lubią wspierać drużynę, otwarcie okazują również dezaprobatę” – mówił przy okazji zatrudnienia Portugalczyka Allardyce.
Obawy byłego (jednokrotnego) selekcjonera Synów Albionu wydają się jak najbardziej słuszne, spoglądając na występy Jarroda Bowena i spółki. West Ham tylko dwukrotnie wygrał w tym sezonie przy Lower Lea Valley na osiem stoczonych potyczek. Obie miały miejsce jeszcze na początku listopada już za kadencji portugalskiego szkoleniowca – 3:1 z Newcastle United oraz 3:2 z Burnley. Trochę słabo, zwłaszcza że Młoty już na początku sezonu przyjęły przed własnymi kibicami cztery porażki z rzędu, w tym kompromitujące 1:5 z Chelsea czy 0:3 z Tottenhamem. Tylko raz byli w miarę blisko wygranej, gdy dwukrotnie wychodzili na prowadzenie z Aston Villą (na 1:0 i 2:1), by ostatecznie zejść na tarczy (2:3).
West Ham 1-5 Chelsea
West Ham 0-3 Tottenham
West Ham 1-2 Crystal Palace
West Ham 0-2 BrentfordFor the first time in club history, West Ham have lost their first four home league games to start the season 😬 pic.twitter.com/FWk8utRlS4
— B/R Football (@brfootball) October 20, 2025
Tymczasem tę gorycz gry u siebie pogłębia fakt, że w całym roku kalendarzowym tych zwycięstw łącznie było jedynie cztery. W Premier League tylko Leeds United (3) oraz Burnley (2) odniosły ich mniej. Aczkolwiek, ekipy Daniela Farke i Scotta Parkera na poziomie elity występują dopiero od sierpnia. W dodatku w zeszłym sezonie West Ham zdobył więcej punktów na wyjeździe (23) niż u siebie (20).
Podopieczni Espirito Santo mają obecnie serię sześciu kolejnych meczów bez wiktorii. Spośród pięciu następnych meczów aż trzy zagrają na London Stadium odpowiednio przeciwko Fulham, Brighton & Hove Albion i Nottingham Forest. To prawdopodobnie kluczowy moment dla Nuno i zespołu, aby przedłużyć nadzieje na przetrwanie. Bowiem i Tricky Trees grają pod wodzą Seana Dyche’a zdecydowanie lepiej, i w górę poszła dyspozycja Leeds, które znalazło swoje momentum na Elland Road, ogrywając Crystal Palace (4:1), Chelsea (3:1) i remisując z Liverpoolem (3:3). W dodatku w doskonałej dyspozycji jest ostatnio Dominic Calvert-Lewin.
London Stadium i West Ham to przeciwieństwo domu strachów
„Drużyna przeciwna nie odczuwa strachu, grając na terenie Młotów. Przeciwnik nie czuje wrogiego nastawienia. To dla nich w zasadzie neutralne miejsce do gry. Upton Park był pod tym względem całkowitym przeciwieństwem. Dlatego też London Stadium nigdy nie będzie twierdzą. Inne zespoły, które będą się bić o utrzymanie, potrafią stworzyć u siebie niesamowitą atmosferę. To będzie największa przewaga takich klubów jak Leeds lub Forest”.
„Stadion Olimpijski tego nie ma i jest to obiekt, na którym o wiele trudniej nabrać rozpędu. Jest znakomicie dostosowany pod lekkoatletykę i „budzi się”, gdy ludzie biegają po bieżni. Byłem tam na mityngu [lekkoatletycznym] i kiedy ludzie przebiegają obok ciebie, to czujesz ciarki. Wstajesz i wiwatujesz, ponieważ są tak blisko ciebie. Natomiast, gdy gra tam West Ham, nikt nie jest blisko niczego” – mówił w listopadzie na łamach The Athletic Rob Green, były golkiper Młotów.
Zarówno Green, jak i Allardyce tezę o istotności gry u siebie mogą poprzeć swoimi doświadczeniami. Big Sam w sezonie 2013/14 ukończył ligę na 13. miejscu z 40 oczkami, gdy z Premier League pożegnały się ekipy Norwich (33), Fulham (32), a także Cardiff City (30). Kluczowym czynnikiem, który zadecydował o utrzymaniu, okazała się forma na Upton Park, na którym gospodarze wygrali aż pięć z ostatnich dziewięciu meczów.
Z kolei Green wraz z zespołem odniósł zwycięstwa z Middlesbrough, Evertonem oraz Boltonem w kwietniu i maju 2007 roku, finiszując na 15. lokacie – trzy punkty nad strefą spadkową. Wcześniej klub zaczął sezon od jednej wiktorii w dziewięciu pierwszych kolejkach, a między końcówką grudnia a początkiem marca zgarnął trzy z możliwych 33 punktów.
Atmosfera na London Stadium na pewno nie sprzyja napędzaniu zespołu. W kwietniu 2023 roku miałem okazję zasiąść na trybunach London Stadium w trakcie potyczki Młotów z Southampton (1:0). Choć mecz kapitalnie się ogląda, ponieważ widać wszystko, co dzieje się na murawie, to jednak piłkarze są znacząco oddaleni od fanów i brakuje śpiewów w trakcie 90 minut. Raczej siedzi się jak w teatrze w porównaniu do meczów na Selhurst Park czy City Ground, gdzie również udało mi się dotrzeć.
West Ham have been under par all season in terms of their performance, but have a fixture run against teams in and around them (FUL, BHA, WOL, NFO) in the table to turn their luck around. They rank 16th for xG and have pic.twitter.com/XnExyJ0Zyg
— The FPL Bois (@thefplbois) December 24, 2025
Man City zrobiło sieczkę z defensywy Młotów
Jednak nawet zostawiając kwestie domowego obiektu, West Ham gra po prostu źle, gdziekolwiek przyjdzie mu stoczyć pojedynek. Nuno Espirto Santo miał przynajmniej w teorii usprawnić defensywę i oddalić widmo spadku. Ani jedno, ani drugie mu się na ten moment nie udało. Młoty zachowały jedno czyste konto w 17 kolejkach – jeszcze za kadencji Pottera, gdy pokonali nomen omen Nuno i jego Nottingham (3:0).
Linia defensywna pozwoliła rywalom na wykreowanie okazji o wartości 28,8 xG oraz strzelenie aż 35 bramek – jest to wynik lepszy jedynie odpowiednio od Burnley i Wolverhampton. Przeciwnicy Młotów oddali 261 strzałów (gorsze są tylko The Clarets – 263) i najwięcej w lidze uderzeń celnych (92). Ekipa Nuno straciła również 11 bramek po stałych fragmentach przy 78 strzałach, wyprzedzając w obu kategoriach Aston Villę (odpowiednio 12 bramek i 82 strzały). Portugalczyk zaczynał swoją kadencję z czwórką El Hadji Malick Diouf, Max Kilman, Konstantinos Mavropanos oraz Kyle Walker-Peters. Natomiast dziś raczej w środku stawia na Greka oraz Jeana-Claira Tobido.
W odstawkę poszedł pozyskany w ramach wypożyczenia Igor Julio z Brighton, który rozegrał ledwie trzy potyczki pod wodzą Espirto Santo. Sam szkoleniowiec przestawiał zespół z gry czwórkę na trójkę i z powrotem. Głównym problemem jest fakt, że w defensywie zazwyczaj bywa sporo miejsca pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. Nie potrafią utrzymać węższego ustawienia. Idealnymi przykładami są bramki Diogo Dalota na Old Trafford i Alexandra Isaka na London Stadium. Zarówno i Portugalczyk, i Szwed mieli mnóstwo miejsca w środku szesnastki, by bez presji oddać uderzenie na bramkę Alphonse Areoli.
Zresztą w zeszłym tygodniu nadeszło kolejne potwierdzenie – Tobido zupełnie zgubił Erlinga Haalanda przy pierwszej bramce, Kilman nie miał najmniejszego zamiaru nacisnąć na Tijjaniego Reijndersa. Trzeci gol Obywateli to już istny kabaret – Francuz dał się na raz ograć Rayanowi Cherkiemu, Phil Foden założył „siatkę” Kilmanowi, a Walker-Pieters nabił Tobido w ten sposób, że piłka odbiła się od niego wprost pod nogi Haalanda.
„Rozstawieni są na sporym odcinku. Myślą, że są silni i pewni siebie, ale tak naprawdę mają ogromne problemy z utrzymaniem koncentracji. Wystarczy, że środkowy napastnik w polu karnym wykona jeden, malutki ruch i już ma okazję, aby strzelić gola. W Premier League musisz być cały czas skoncentrowanym na maksimum, a Kilman, Todibo i Mavropanos są w tym beznadziejni”.
„Nie mają pojęcia o ciągłej poprawie ustawienia względem przeciwnika we własnym polu karnym. To nieistotne jak wysocy i silni są, bowiem zawsze brakuje im ruchu i obserwacji sytuacji. Mecz z Burnley idealnie to zobrazował. Dośrodkowanie w kierunku Flemminga leciało naprawdę długo, zanim piłka wpadła w pole karne. Tymczasem Kilman nawet nie ruszył, aby utrudnić mu sytuację” – mówił na łamach The Athletic Matt Upson, były defensor West Hamu, który grał na Upton Park w latach 2007-2011.
Nieporadni obrońcy, nieskuteczni napastnicy
Trudno się potem dziwić, że przeciwnicy Młotów zaliczają później największą liczbę kontaktów z piłką w szesnastce w lidze (525 – tylko Burnley wypada w tej klasyfikacji gorzej). Dla porównywania prowadzący tutaj Arsenal ma takich kontaktów na swoim koncie prawie dwa razy mniej – 268.
Upson ma rację. Patrząc na występy Kilmana, można by wymagać nieco więcej od obrońcy, za którego klub zapłacił przeszło 40 milionów funtów. Z kolei fakt, że taki gracz jak Mavropanos występuje na poziomie Premier League, brzmi jak nieśmieszny żart. Grek notorycznie popełnia błędy i był jednym z najczęściej występujących piłkarzy w ubiegłym sezonie w naszych Antyjedenastkach, obok takich ananasów jak Wout Faes z Leicester City czy Yukinari Sugawara z Southampton.
Dział rekrutacji, podobnie jak w trzech poprzednich letnich okienkach, wydał ponad 130 milionów funtów. Mogli sobie na to pozwolić, ponieważ do Tottenhamu za grube pieniądze sprzedano Mohammeda Kudusa. Prawie 60 milionów wydano na młodych Mathuesa Fernandesa oraz Soungoutou Magassa (obaj po 21 lat). Mają spory potencjał i wyróżniali się w barwach Świętych i AS Monaco, ale przy kluczowych meczach o utrzymanie mogą nie udźwignąć presji. Kolejne 40 milionów przeznaczono na Jeana-Claire’a Tobido, bowiem roczne wypożyczenie zawierało obowiązek wykupu.
Ogólnie, analizując wydatki z poprzednich kilku lat, trudno doszukać się transferów poza Lucasem Paquetą i Kudusem, które miały taki wpływ na drużynę, jak choćby Jesse Lingard, Saïd Benrahma, Tomáš Souček (Czech jeszcze jest w kadrze, ale jego rola zdecydowanie zmalała) lub Vladimír Coufal, gdy przychodzili jeszcze w czasach pandemii. Wystarczy spojrzeć na nieszczęsną pozycję napastnika. W sierpniu 2024 roku zakupiono Niclasa Füllkruga – reprezentanta Niemiec, solidnego strzelca z poziomu Bundesligi. Pozyskany z Borussii Dortmund snajper pokusił się o trzy bramki i dwie asysty w 18 kolejkach Premier League. W tym sezonie ma krągłe zero trafień i zero ostatnich podań w 400 minut na angielskich boiskach.
Niclas Füllkrug this season with West Ham:
9 Matches
419 Minutes0 Goals
0 AssistsWelcome to Milan 🔴⚫️ pic.twitter.com/ENS8pynh7c
— Inside Milan (@_InsideMilan) December 22, 2025
A przecież tych „wybornych dziewiątek” było więcej. Gianluca Scamacca przed transferem na London Stadium strzelił w Serie A ponad 20 goli, po czym po roku sprzedano go do Atalanty. Niewiele lepiej poradził sobie Sébastien Haller z Eintrachtu Frankfurt, Danny Ings z Aston Villi albo Evan Ferguson z Brighton, mający się odbudować pod okiem Grahama Pottera. Callum Wilson, którego podpisano z rynku wolnych agentów tego lata, też szału nie robi (choć strzelił trzy istotne bramki), ale przynajmniej był za darmo.
Żaden z nich w zasadzie nawet się nie zbliżył do poziomu Michaila Antonio w szczycie formy, a na Jamajczyka wydano 10 milionów funtów. Na dziś najlepszym strzelcem niezmiennie pozostaje Jarrod Bowen, który dźwiga West Ham na swoich barkach niczym Bruno Fernandes Manchester United. Młoty plasują się w ostatniej szóstce ligi pod względem liczby strzelonych bramek, wykreowanego xG, strzałów celnych i procentu konwersji oddanych uderzeń na bramki.
Prawda Davida Moyesa
West Ham najsilniejszy w ostatnich sezonach był, mając takie postaci w szatni jak wspomnieni wyżej Antonio i Coufal, ale również (a może przede wszystkim) Declan Rice, Aaron Cresswell czy Mark Noble. Przy okazji przywołanego wcześniej spotkania z Aston Villą (2:3), piłkarze przed pierwszym gwizdkiem oddali cześć zmarłej legendzie klubu, Billiemu Bondsowi. Bonds reprezentował West Ham w 799 spotkaniach, był kapitanem i dwukrotnie poprowadził zespół do zdobycia Pucharu Anglii. Następnie już jako menedżer wywalczył dwa awanse. Czy obecnie jest inny piłkarz poza Bowenem, który może się do takiego statusu zbliżyć? Raczej nie.
Anglik przeciwko The Villans zagrał wyśmienite spotkanie, okraszone bramką na 2:1 – 100. wypracowanym trafieniem w Premier League (61 bramek i 39 asyst). Dobre oznaki dawał również Magassa, mający za sobą imponujący występ na Old Trafford (1:1). Natomiast, gdzie jest reszta liderów? Paqueta bez wątpienia jest bardzo utalentowanym technicznie graczem, ale nie wygląda na kogoś zdolnego do dźwigania odpowiedzialności w dłuższym odstępie czasu. Zresztą nie popisał się w spotkaniu z Liverpoolem, wylatując z boiska w końcówce (jeszcze przy stanie 0:1 dla gości) za kłótnie z arbitrem, przy czym dopiero co wracał po zawieszeniu za pięć żółtych kartek uzbieranych wcześniej.
David Moyes – zresztą ostatni menedżer na London Stadium, za którego West Ham jeszcze potrafił coś zagrać w piłkę – prowadząc Manchester United, udzielił słynnej wypowiedzi, że „zespół musi się poprawić w wielu kwestiach, w tym podawaniu, kreowaniu sytuacji i bronieniu”. Choć to zdanie jest wyciągane w stosunku do jego następców w Teatrze Marzeń, celnie opisuje to, co dzieje się w klubie znienawidzonych przez fanów Karrena Brady’ego i Davida Sullivana. Młoty nie mają fortecy, w której mogliby regularnie zdobywać punkty. Nie mają liderów poza Bowenem, którzy te punkty mogliby wyrywać. Nie mają solidnej obrony i skutecznej „dziewiątki”.
West Ham Captain Jarrod Bowen is 29 today. Signed on 31st January 2020 for a bargain £22million @_JarrodBowen has gone on to play 255 games scoring 79 goals and has won 20 England caps but most importantly won West Ham their first major trophy in 43 years on 🔥 in Prague ⚒️🏴 pic.twitter.com/w58K50yCYi
— Billy Bonds Stand (@BillyBondsStand) December 20, 2025
Najgorsze z perspektywy sympatyka Młotów jest to, że West Ham obecnie wygląda zdecydowanie gorzej niż rywale, z którymi o ligowy byt walczy i będzie walczyć. Wydaje się, że i od Nottingham Forest, i od Leeds United, a już na pewno od Bournemouth (choć Wiśnie raczej nie będą zamieszane w tę batalię). Pawie mają przewagę gry u siebie, z kolei Forest zaliczyli zwyżkę pod wodzą Seana Dyche’a, a w dodatku mają szerszą i lepszą kadrę na wielu pozycjach. Co prawda, gra w Europie nie będzie im ułatwiała życia, ale w sytuacji krytycznej Evangelos Marinakis szepnie słówko menedżerowi, na czym ma się skupić.
W co gra West Ham?
Na razie jest to „tylko” pięć oczek straty. Zimą znów będzie trwało szukanie w stolicy krótkotrwałych rozwiązań, tak aby przedłużyć swój pobyt w Premier League. Prawdopodobnie przyjedzie Jørgen Strand Larsen w miejsce wypożyczonego do AC Milan Niclasa Füllkruga. Gdyby przyszedł latem, stwierdziłbym, że to świetny transfer. Rasowy snajper do wykańczania akcji, który strzelił wszystkie 14 bramek z obrębu pola karnego. Prawdą jest jednak, że wielokrotnie obsługiwał go Matheus Cunha. Tu w teorii na jego bramki powinni pracować Bowen z Paquetą, ale można mieć uzasadnione obawy co do jego dyspozycji. Długo leczył kontuzję i na ten czas trafił do sieci zaledwie raz.
Może przyjdzie nowy obrońca, bo doniesienia sugerują, że kadrę ma wzmocnić również Charlie Cresswell, środkowy defensor z Toulouse. Tylko to wszystko musi zostać poparte poprawą wyników, której na horyzoncie nie widać. Pozostaje zadać pytanie z tytułu – w co gra West Ham? Z perspektywy sympatyka Młotów, niestety, na tę chwilę nie gra w utrzymanie…

