Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 15. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

EMILIANO MARTINEZ

Aż siedem udanych interwencji zaliczył argentyński golkiper na otwarcie 15. kolejki Premier League! Bezsprzecznie bohater Aston Villi w szóstej już wygranej Unaia Emery’ego przeciwko byłej drużynie hiszpańskiego menedżera. Był na posterunku w pierwszej połowie, gdy z dystansu testowali go i Martin Ødegaard, i Bukayo Saka, a także na raty obronił uderzenie Bena White’a.

Koncentracji nie zabrakło mu również po przerwie, bowiem nawet gdy popełniał błąd, jak przy wyjściu do dośrodkowania Norwega w stronę Leandro Trossarda, gdy wypiąstkował piłkę pod nogi Belga, to zdołał na tyle szybko się cofnąć, by jeszcze wyłapać jego strzał. Przy bramce dla Arsenalu nie miał żadnych szans, ale w 69. minucie zaliczył jeszcze jedną, fenomenalną obronę, frunąc w powietrzu i przenosząc nad poprzeczką kolejny strzał Ødegaarda, który zmierzał w samo okienko.

RAYAN CHERKI

Cherki w meczu z Sunderlandem zaliczył dwie asysty – jakże różne od siebie. W obu przypadkach mowa o pięknych bramkach, lecz pierwsza z nich to proste podanie do Rubena Diasa, który potężnie huknął z dystansu. Druga? Tutaj już mowa o prawdziwej poezji. A mogło być ich jeszcze więcej, bo w drugiej połowie wypracował świetne szanse Erlingowi Haalandowi i Tijjaniemu Reijndersowi.

Najważniejsze jest jednak to, co pokazał przy ostatniej bramce Obywateli. A udowodnił, że lubi i potrafi bawić się futbolem. Po otrzymaniu piłki na prawym skrzydle zwiódł Traia Hume’a, czym zrobił sobie miejsce i zdecydował się na wrzutkę raboną. Wykonał ją idealnie, posyłając piłkę wprost na głowę Phila Fodena, który wpakował ją do siatki. Reakcja kolegów z drużyny mówiła wszystko – byli wręcz w szoku! Asystę sezonu już chyba znamy.

BRUNO FERNANDES

Bruno strzela, podaje, kreuje, asystuje, odbiera – jak zawsze był sercem Manchesteru United, i co ważne – znów przekuł to w liczby. W tej chwili Portugalczyk jest najlepszym asystentem w Premier League, a swoim poniedziałkowym meczem zaliczył już siódmy sezon Premier League z rzędu, w którym zaliczył co najmniej 10 goli i asyst łącznie. W tym sezonie jako pierwszy dołączył do tego elitarnego klubu, a przypominamy, że za Rubena Amorima mimo wszystko gra trochę głębiej niż zwykle.

Na Molineux Stadium dublet oraz asysta, chociaż przyznamy, że widywaliśmy ładniejsze gole u Bruno. Niemniej do protokołu meczowego się wpisał, a zwycięstwa zalicza się nie tylko pięknymi strzałami z dystansu, ale i umiejętnie wykorzystanymi rzutami karnymi i błędami rywala. Jednak możemy zachwycać się jego asystą – wypatrzył nadbiegającego Masona Mounta i fantastycznie obsłużył go dośrodkowaniem z prawego skrzydła.

PRZEGRYWY

LUKE O’NIEN

Czy można awansować do przegrywów kolejki mimo tego, że zagrało się raptem kilka minut? Można, jak najbardziej! Luke O’Nien to jedna z ikon odbudowującego się po ostatnim spadku z Premier League Sunderlandu. Ponad 300 meczów dla Czarnych Kotów, zarówno w Championship, jak i League One. Naturalne jest, że 31-latek na angielską ekstraklasę będzie za słaby, ale mimo wszystko Regis Le Bris daje stoperowi jakieś minuty w ostatnich meczach. Tak było z Manchesterem City. 0:3, mecz rozstrzygnięty, szans na odrobienie w zasadzie nie ma, także słuchaj Luke – dopiszesz sobie swój drugi mecz w Premier League w karierze. Pobiegaj sobie trochę za Savinho czy innym Doku, nic nie odwal i tyle. Ewidentnie to było dla Anglika za dużo.

Trzecia minuta doliczonego czasu gry, wszyscy już myślami w szatni, a O’Nien wjeżdża w nogę Matheusa Nunesa. Absolutnie nieodpowiedzialne zagranie obrońcy, zwłaszcza że to nawet nie była groźna sytuacja. Ten wślizg na pewno by wszystko zmienił. Ma szczęście, że jego koledzy grali w osłabieniu tylko kilkadziesiąt sekund.

NIKOLA MILENKOVIĆ

Serb nie będzie najlepiej wspominał swojej pierwszej wizyty na nowym Hill Dickinson Stadium. Choć w drugiej minucie popisał się znakomitą główką, z wyczuciem zmieniając tor lotu piłki przy dośrodkowaniu i nie dając szans bramkarzowi, to niestety, tym pokonanym golkiperem okazał się Matz Sels.

Przy drugiej bramce musiał zmierzyć się z sytuacją trzech na jednego (niczym jego numer na koszulce – „31”), to jednak żadnego z piłkarzy The Toffees nie postraszył ani nie spróbował wytrącić z równowagi, dzięki czemu Thierno Barry bez problemu zapakował na 2:0. Po zmianie stron lepiej nie było, bo jego strata przed szesnastką niemalże kosztowała zespół trzecią bramkę (która i tak później padła), gdy w poprzeczkę uderzył Kiernan Dewsbury-Hall.

ANDRÉ

Nie dość, że zagrał po prostu słabo, to jeszcze zawalił gola, którym Manchester United rozpoczął demontaż Wolves. Brazylijski pomocnik na pewno nie będzie miło wspominał poniedziałkowego wieczoru, bo zwyczajnie nie dowiózł w starciu z Czerwonymi Diabłami.

To po jego stracie na własnej połowie Matheus Cunha trochę pokracznie (ale jednak) asystował Bruno Fernandesowi. André miał jednak ogromne problemy przez właściwie cały mecz. Zaliczył 10 pojedynków z rywalami, wygrał… zaledwie dwa. Nic dziwnego że czerwona latarnia ligi zupełnie nie potrafiła uspokoić sytuacji w środku pola.