Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 14. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

ERLING HAALAND

Setny gol Norwega w Premier League – w 17. minucie wykorzystał podanie ze strony Jérémy’ego Doku i posłał piłkę z całej siły nad dłonią Bernda Leno. Do tej magicznej granicy dobił najszybciej w historii, bowiem spotkanie na Craven Cottage było jego zaledwie 111. występem w angielskiej lidze. Fenomenalny wynik, ale nie tylko przez pryzmat kolejnego rekordu Haaland znalazł się wśród bohaterów kolejki. Równie dobrze mecz mógł skończyć nawet z hat-trickiem, ponieważ dwukrotnie obijał obramowanie bramki gospodarzy.

Za to dołożył dwie asysty. Najpierw na 2:0 kapitalnie związał Joachima Andresena i Sandera Berge, przytrzymując futbolówkę i posyłając podanie na wolne pole do Tijjaniego Reijndersa. Później zdołał złym przyjęciem piłki wystawić ją Philowi Fodenowi, który trafił z bliskiej odległości na 4:1. Choć Anglik także zasługuje na pochwałę – zagrał równie wyśmienicie co snajper Obywateli – ze względu na złamaną „setkę” dajemy tutaj byłego gracza Borussii.

CRISTIAN ROMERO

Linia ofensywna Spurs w ostatnich tygodniach wyraźnie nie dowozi i nie inaczej było na St James’ Park. Po bardzo sennej pierwszej połowie w drugiej oba zespoły się rozkręciły i w 20 minut strzeliły po dwie bramki. Goście dwukrotnie musieli szukać okazji do wyrównania i dwukrotnie im się ta sztuka udała za sprawą trafień Cutiego Romero.

Argentyńczyk najpierw na 1:1 zachował się jak rasowy snajper i wyprzedził przy dośrodkowaniu kryjącego go obrońcę, wygrywając głowę, a następnie na 2:2 popisał się, może nie najpiękniejszą, ale zdecydowanie precyzyjną i wartą odnotowania przewrotką.

Choć jego gra w defensywie była mocno chwiejna – już w 25. minucie otrzymał żółty kartonik, mimo że przeciwko Newcastle United wracał po zawieszeniu za kartki, a tuż po przerwie nie upilnował Harveya Barnesa (ten jednak nie wykorzystał sytuacji), ale zaliczył też pięć odbiorów i pięć wybić – to jego ofensywny wkład nie może pozostać niedoceniony.

OLLIE WATKINS

Do spotkania na The Amex Watkins przystępował w fatalnej formie, mając za sobą aż 11 kolejnych meczów bez bramki. Jednak, gdy drużyna potrzebowała jego zdobyczy w środowy wieczór na The Amex, Anglik przełamał się i skończył mecz z dubletem, napędzając remontadę Aston Villi i walnie przyczyniając się do wiktorii 4:3 nad Brighton.

Przy stanie 0:2 przed przerwą wykorzystał płaskie zagranie Iana Maatsena, przewidując, w którym rejonie szesnastki rywali wyląduje wrzutka kolegi i pakując ja z kilku metrów do bramki, a kilkanaście minut później wykorzystał długie zagranie ze strony Morgana Rodgersa, wybiegając w tempo za plecy obrońców gospodarzy i mocnym strzałem po ziemi po raz drugi pokonując Barta Vergurggena. Pięć kontaktów z piłką w polu karnym Brighton, cztery strzały, dwie bramki. Czego chcieć więcej od snajpera?

PRZEGRYWY

TOSIN ADARABIOYO

Dla Tosina noc z gatunku tych do zapomnienia. Jednak można odnieść wrażenie, że tej nocy długo nie zapomni mu ani Enzo Maresca, ani fani The Blues. Przez większość pierwszej połowy niemrawo wymieniał kolejne podania wzdłuż boiska razem z innymi środkowymi obrońcami, ale tuż przed przerwą udało mu się wsadzić na minę Enzo Fernándeza. Były defensor Fulham stwierdził, że poda Argentyńczykowi piłkę, gdy ten pozostawał ciasno otoczony aż trzema graczami Leeds. Skończyło się startą na rzecz graczy Daniela Farke i piękną bramką Ao Tanaki.

W drugiej połowie, żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawy, popełnił absurdalny błąd, źle przyjmując proste podanie ze strony Malo Gusto i dając sobie odebrać futbolówkę na rzecz Lucasa Nmechy. Doprowadził w ten sposób do bezpośrednio do trzeciej bramki, sprawiając, że Dominic Calvert-Lewin musiał tylko lekko musnąć futbolówkę do siatki. Stołeczna ekipa nie wygrała w tym sezonie meczu, w którym Anglik zaczynał od pierwszej minuty.

VIRGIL VAN DIJK

Kapitan Liverpoolu znów zawiódł. Środkowy obrońca The Reds popełnił kilka błędów i nie był tak dawny, jak przyzwyczaił do tego w najlepszej formie. Tym razem to Ibrahima Konate musiał kilka razy ratować panujących mistrzów Premier League po błędach holenderskiego defensora. W przeciwnym polu karnym też nie stworzył żadnego zagrożenia.

Jednak najgorszym błędem z pewnością było niecelne podania, z którego wynikła jedyna bramka dla Sunderlandu. Reprezentant Oranje zupełnie nienaciskany przez rywala oddał piłkę przeciwnikowi, który chwilę później obił Van Dijka i futbolówka wpadła do siatki ekipy z Anfield.

MARCO BIZOT

Już samo stracenie aż trzech bramek przez golkipera The Villans zdaje się mówić samo przez siebie. Zaliczył wpadkę przy pierwszym golu Brighton and Hove Albion, który strzelił Jan Paul van Hecke. Lepiej mógł zachować się również przy drugiej bramce dla ekipy The Albions. Zdobył ją Pau Torres.

Tylko wyśmienita dyspozycja formacji ofensywnej zespołu zarządzonego przez trenera Unaia Emery’ego pozwoliła Aston Villi wygrać 4:3.