Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 13. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

PHIL FODEN

Świetny mecz Anglika. Potrafił wykorzystywać luki, które pozostawiali piłkarze Leeds, mający plan na podwójne czy nawet potrójne krycie Erlinga Haalanda. Był wszędzie. Śmiało mógł ten mecz skończyć z hat-trickiem, ale dublet to i tak fantastyczny wynik.

Pierwsza bramka po ledwie kilkudziesięciu sekundach to dobre wejście w pole karne i wykończenie po niekoniecznie prostym do oddania strzale. Jednak najwięcej będziemy mówić o tej drugiej, nie tylko ze względu na to, że dała zwycięstwo w doliczonym czasie gry. Ponownie Foden świetnie wykorzystuje połacie przestrzeni pozostawione przez obrońców Leeds, udaje mu się uratować piłkę pomimo słabego przyjęcia, myli rywali i kończy to trudnym, ale jakże precyzyjnym uderzeniem. Klasa.

ENZO LE FÉE

Przypomniał o tym, jak wielkie znaczenie miał dla Sunderlandu jeszcze w Championship. Francuz był motorem napędowym świetnego comebacku Czarnych Kotów z 0:2 na 3:2 w spotkaniu z Bournemouth.

Akcja, która przyniosła rzut karny na 1:2, rozpoczęła się od jego odbioru na połowie rywali. Potem sam wykorzystał jedenastkę perfekcyjnym strzałem pod ladę. Przy wyrównującej bramce zaliczył asystę drugiego stopnia, dogrywając do Granita Xhaki. Zwycięski gol padł z kolei po jego wrzutce z rzutu rożnego. Le Fée był po prostu bijącym sercem Sunderlandu!

MALICK THIAW

Powiedzieć, że Thiaw do niebieskiej części Merseyside przyjechał w sobotę jak do siebie, to tak jakby nic nie powiedzieć. 24-letni środkowy obrońca Newcastle zakończył sobotnią potyczkę z dwiema bramkami na swoim koncie. Dwukrotnie znakomicie odnalazł się po stałych fragmentach w szesnastce Evertonu, najpierw pokonując w powietrzu Jamesa Tarkowskiego i otwierając wynik meczu zaraz po pierwszym gwizdku, a następnie w drugiej połowie Vitaliya Mykolenkę na 4:0.

Dwa strzały na bramkę i dwa trafienia, w dodatku był bardzo solidny w defensywie, zaliczając przechwyt, pięć wybić i wygrywając sześć z siedmiu starć w powietrzu. Fakt, nieco się zdrzemnął przy bramce, gubiąc za plecami Kiernana Dewsbury’ego-Halla, ale przy tak wysokim wyniku można przymknąć na to oko. Fenomenalny występ.

PRZEGRYWY

GUGLIELMO VICARIO

“Gugli, co Ty k… robisz, Ty idioto, Ty k…” – powiedziałby Thomas Frank, gdyby był Januszem Wójcikiem z meczu Groclinu z Widzewem. Wątpimy, że szkoleniowiec Tottenhamu jest zaznajomiony z postacią “Wójta”, ale nie możemy być w 100% pewni, że czegoś podobnego, tylko po duńsku, nie szepnął pod nosem po akcji Guglielmo Vicario przy golu na 2:0.

Jak Włoch zazwyczaj staje na głowie, aby uratować Tottenham przed kompromitacją, tak w sobotę sam był jej prowodyrem. Pomysł miał dobry, wyjście przed bramkę, aby wybić piłkę, ale co potem się działo! Bramkarz wylądował na lewym skrzydle, zaczął wojować z rywalem na plecach, zamiast w obliczu narastającej presji po prostu wywalić piłkę w trybuny, chciał podać ją od razu do kolegi. Próbę ostatecznie przejął Josh King, przekazał futbolówkę Harry’emu Wilsonowi, a ten z dystansu, zwłaszcza na pustą bramkę, się zazwyczaj nie myli. Swoją drogą Vicario nawet niespecjalnie się śpieszył z powrotem między słupki.

Tego wieczoru 29-latek nie zaliczył nawet wielu interwencji, a był też blisko stracenia trzeciego gola po tym, jak na spokojnie minął go Samuel Chukwueze. Wtedy uratować go zdążył Micky van de Ven. Mecz ewidentnie do zapomnienia, prawie jak każdy inny Spurs w tym sezonie.

LENY YORO

Francuz ma ostatnio nienajlepszy czas i Crystal Palace z tego skorzystało. Kilka razy wyglądał na mocno zagubionego. O ile z piłką przy nodze prezentował się nieźle, to w defensywie wprowadzał nerwowość. No, może poza sytuacją, gdy świetnie zablokował strzał Yeremy’ego Pino. Minusów było jednak dużo więcej.

Jego nieporozumienie z Matthijsem de Ligtem poskutkowało setką dla Jeana-Philippe’a Matety, której ten nie wykorzystał. Yoro w pojedynkę zawalił jednak w sytuacji, gdy Mateta padł w polu karnym Manchesteru United. Jego niezdarne wejście w nogi rodaka poskutkowało jedenastką dla rywali, która (po powtórzeniu strzału) poskutkowała bramką na 1:0. Ruben Amorim zmienił go już w 54. minucie i właściwie nie mogło to dziwić. I sam dobrze o tym wiedział, bo po zejściu z boiska wyglądał na ewidentnie zdołowanego.

MOISES CAICEDO

Ciężko jest logicznie wytłumaczyć to, co gracze Chelsea wyprawiają w tym sezonie pod względem dyscypliny. To już czwarta czerwona kartka, jaką zarobili podopieczni Enzo Mareski w Premier League (przy 13 rozegranych kolejkach) i kolejna jak najbardziej zasłużona. Caicedo w 38. minucie kompletnie stracił głowę, w idiotyczny sposób wchodząc w kostkę Mikela Merino. Choć sędzia początkowo pokazał Kolumbijczykowi żółtą kartkę, po interwencji VAR-u skończyło się czerwienią.

Były gracz Brighton dopiero po raz pierwszy w swojej przygodzie w angielskiej ekstraklasie wyleciał z boiska, ale idealnie wpasowuje się w tendencję piłkarzy The Blues. Od startu sezonu 2023/24 Chelsea otrzymała aż 229 żółtych kartek i 10 czerwonych, w obu klasyfikacjach przewodząc ligowej stawce.