Podczas wczorajszego meczu Manchesteru United z Evertonem na Old Trafford doszło do nietypowej sytuacji. Idrissa Gueye obejrzał czerwoną kartkę za… uderzenie w twarz klubowego kolegi. To nie pierwsze tego typu sceny w historii Premier League!

Jednak w tym przypadku mowa o sytuacji, w której z boiska wyleciał nie jeden, a aż dwóch graczy. Kieron Dyer oraz Lee Bowyer w trakcie starcia Newcastle United z Aston Villą w kwietniu 2005 roku urządzili sobie szybki sparing na murawie St’ James Park. Zawodnicy Srok musieli być rozdzielani przez innych piłkarzy oraz sędziego. Tej potyczki niestety nie przetrwała koszulka Bowyera, która została rozdarta aż do klatki piersiowej.

O co poszło obu panom? Tak sam Bowyer po latach relacjonował tamte wydarzenia w rozmowie z serwisem talkSPORT. Przyznał, że były to „prawdziwe chwile szaleństwa”.

„Oczywiście ludzie mają swoje poglądy i popadają ze skrajności w skrajność. Każdy dorzuca swoje trzy grosze – nagle wyszło na to, że ja i Kieron zaczęliśmy się nienawidzić, a przecież wcale tak nie było. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że gramy w tej samej drużynie i zwycięstwo jest dla mnie najistotniejsze. Boli mnie, kiedy przegrywam. Przegrywaliśmy wtedy 3:0 z Aston Villą. Obaj występowaliśmy na tej samej pozycji, byliśmy podobnymi zawodnikami, lubiliśmy atakować i strzelać gole z drugiej linii.

W trakcie meczu czułem, że jestem w formie, w której mogę zdobyć bramkę, i choć to mogło być proste, miałem wrażenie, że mógł mi podać piłkę. Może udałoby mi się strzelić gola dla drużyny, zmienić wynik. Kilka razy podczas meczu dochodziło do takich sytuacji, więc mówiłem do niego: „Podaj mi piłkę, co ty robisz?”. Było już 3:0 i zbliżał się koniec spotkania. Powiedziałem mu: „Podaj mi piłkę”, dodałem coś jeszcze, on coś odpowiedział i zaczęliśmy iść w swoją stronę… a reszta to już historia. Czy żałuję? Oczywiście, że tak. Nikt nie chce robić takich rzeczy, zwłaszcza na wielkiej scenie, ale to była kwestia emocji oraz pasji. W szatni już do tego nie doszło – ochroniarze trzymali nas z dala od siebie.

Kiedy wróciliśmy do środka, to trener Graeme Souness, jak można się domyślić, nie był zbyt zadowolony. Alan Shearer, nasz kapitan, również był wściekły. Bo nie chodziło tylko o ten mecz, choć w tamtej chwili się o tym nie myśli, ale o to, że mieliśmy grać z Manchesterem United w półfinale Pucharu Anglii i żaden z nas nie mógł w nim wystąpić przez to zachowanie”   – stwierdził Bowyer, który przyznał też, że winę za całe zdarzenie wziął na siebie.

Po spotkaniu został zawieszony na sześć meczów oraz ukarany karą grzywny przez władze angielskiej federacji, a także swojego ówczesnego klubu. Oskarżenie przeciwko niemu wystosowała też lokalna policja. Obaj panowie pogodzili się po całym zdarzeniu, ale Bowyer odszedł z The Magpies do West Hamu United już podczas letniego okienka transferowego w kolejnym roku.