Real Madryt nie wygrał żadnego ze swoich trzech ostatnich meczów. Królewscy zdobyli w nich tylko dwa punkty. W ostatniej konfrontacji z Elche zdecydowana większość piłkarzy Los Blancos była mizerna, ale akurat występ Trenta Alexandra-Arnolda pozostawił mieszane odczucia. 

Wicemistrzowie La Liga zremisowali 2:2 z Los Ilicitanos, a dwukrotnie przegrywali. Bramki Jude’a Bellinghama oraz Deana Huijsena pozwoliły im uratować jedno oczko. Natomiast przy pierwszym straconym golu palce maczał wychowanek Liverpoolu. Alexander-Arnold dał się łatwo ograć podaniem za plecy i nie zdołał już zatrzymać strzelca bramki.

Po ostatnim gwizdku sędziego tej rywalizacji reprezentant Anglii był bardzo mocno krytykowany też za kilka innych elementów gry defensywnej. Rekordowe 25 utraconych posiadań, 2/7 wygranych pojedynków o piłkę i zero udanych dryblingów — te statystyki zdecydowanie obciążają konto kadrowicza Synów Albionu.

Z drugiej strony można też spotkać się z głosami chwalącymi byłą gwiazdę The Reds. Głównie chodzi tutaj o jego kreowanie szans dla partnerów z formacji ofensywnej. Rzeczywiście w starciu przeciwko Elche odnotował aż cztery kluczowe podania, stworzył jedną groźną okazję, miał siedem celnych przerzutów oraz 4/7 celnych długich podań.

To wszystko w dużej mierze przypomina ostatnie sezony Trenta w czerwonej części Merseyside. Wówczas również miał duże problemy z grą w defensywie i asekuracja od pozostałych defensorów była dla niego niezbędna, ale nadrabiał to świetnymi podaniami i tworzeniem wielu sytuacji, chociażby dla Mohameda Salaha na prawym skrzydle. Zobaczymy, czy trener Xabi Alonso zdoła w przyszłości wykrzesać z Anglika coś więcej…