Zjawiając się w północnym Londynie, miał łatkę „nurka”, który kładzie się w polu karnym, gdy tylko poczuje oddech obrońcy na plecach. Budził jednak respekt części opinii publicznej, ponieważ jako jeden z nielicznych w tamtych czasach przychodził do Premier League z tytułem Mistrza Świata. Swoimi występami szybko przekonał pozostałych niedowiarków, że grać w piłkę to on potrafi, jak mało kto, a charyzmą rozkochał dziennikarzy i kibiców. Choć jego związek ze Spurs przypominał nieco Rossa i Rachel z kultowych „Przyjaciół”, po latach Jürgen Klinsmann przyznał raz, że przygoda na White Hart Lane była najlepszym, co go spotkało w karierze.

Spurs potrzebowali iskry nadziei

W czasach, gdy w białej części północnego Londynu nie nastały jeszcze czasy Daniela Levy’ego, klubem dzielił i rządził legendarny Alan Sugar. W 1994 roku nie miał on natomiast zbyt wielu powodów do optymizmu. Tottenham prowadzony przez inną klubową legendę – Ossiego Ardilesa – grał katastrofalnie i skończył rozgrywki Premier League zaledwie trzy oczka nad strefą spadkową. Zespołem szargały różnorodne afery, zarówno te boiskowe i jak dotyczące spraw prywatnych piłkarzy.

Aczkolwiek, dzięki milionom, jakie Sugar zarabiał, a także rosnącej sile finansowej samej ligi, miał on argumenty, aby przekonać topowych graczy do przeprowadzki do bądź co bądź, ekskluzywnej europejskiej stolicy, jaką pozostawał Londyn. A gwiazdy potrzebował na już, aby w jakimś stopniu zaspokoić oczekiwania sympatyków. Latem 1994 roku przebywając na wakacjach w Monako, przypadkowo zacumował swój jacht niedaleko miejsca, gdzie mieszkał Klinsmann. Niemiec, który wówczas występował w drużynie z Księstwa prowadzonej przez Arsene’a Wengera, nie był zadowolony ze swojego położenia.

Mimo wszystko Spurs wydawali się ostatnim miejscem, do którego chciał on wówczas trafić. W związku z finansowymi przekrętami, których dopuścili się poprzedni właściciele w latach 80., przed startem kampanii 1994/95 klub otrzymał grzywnę 600 tysięcy funtów oraz rekordową karę aż 12 ujemnych punktów. Dodatkowo został wykluczony na rok z rozgrywek Pucharu Anglii.

Jednak Sugar zdołał go przekonać i za dwa miliony funtów dopiął transfer, który wywołał na Wyspach ogromny szok i niedowierzanie. Topowy europejski napastnik – istotna postać Die Mannschaft w drodze po końcowy triumf na Mundialu w 1990 roku – z pokaźnym dorobkiem strzeleckim w Bundeslidze, Serie A i Ligue 1 nagle trafia na White Hart Lane.

Panowało ogromne podekscytowanie, ponieważ połączenie Jürgena Klinsmanna, międzynarodowej gwiazdy, i angielskiego klubu tak naprawdę nie istniało w dzisiejszych czasach. Ostatnim wielkim niemieckim piłkarzem na Wyspach był prawdopodobnie Bert Trautmann. Myślę, że dla niego wyjazd tam – 30 lat później – był postrzegany jako przygoda, powrót do korzeni, do nieco mniej wyrafinowanej, ale bardziej uczciwej formy futbolu”.

Myślę, że sam Klinsmann cieszył się z faktu, że kładziono duży nacisk na grę, niekoniecznie na taktykę, niekoniecznie na ćwiczenia taktyczne. Przyzwyczaił się do znacznie bardziej sztywnej struktury, ale jego zdaniem, we Włoszech i Francji panowało zbyt defensywne podejście” – mówił o tym transferze dwa lata temu na łamach Sky Sports dziennikarz The Atheltic, Raphael Honigstein.

Klinsmann potrafił przechytrzyć brytyjską prasę

Fani Tottenhamu wpadli w taką ekstazę z powodu transferu, że na pniu wyprzedały się repliki koszulki niemieckiego zawodnika (łącznie sprzedano ponad 150 tysięcy!). Każdy Lilywhites chciał zobaczyć go na własne oczy. „Klinsmann zjawił się w klubie, zespół pojechał na przedsezonowe tournée po Irlandii, a następnie grali sparing z Watfordem na Vicarage Road, który dosłownie pękał w szwach – i to od nadmiaru naszych kibiców” – wspominał po latach wieloletni sympatyk Spurs i prowadzący podcast Life Goals, Theo Delaney.

Nie wszystkim ta ekscytacja się udzielała. Brytyjska prasa, jak to ma w zwyczaju, szukała szpilek, by tylko się doczepić do pochodzącego ze Szwabii gracza. Miał on reputację „nurka” i dziennikarze bulwarówek nie omieszkali mu tego nie wytknąć. 30-latek był też integralną częścią drużyny, która w drodze po tytuł na Mundialu we Włoszech wyeliminowała Anglię.

Andrew Antony, dziennikarz piszący felietony dla The Guardian, napisał głośny tekst o wdzięcznym tytule „Dlaczego nienawidzę Jürgena Klinsmanna?”. Aczkolwiek, media w jego ojczystym kraju były spokojne o to, że udowodni na angielskich murawach swoją wartość. Sam Klinsmann też emanował pewnością siebie, a na pierwszej konferencji prasowej zapytał się dziennikarzy: „Czy w Londynie są jakieś dobre szkoły nurkowania?”.

Choć fani rywali potrafili za każdym razem, gdy upadał, niczym w skokach narciarskich pokazywać mu noty za styl, to środowisko pomogło mu poradzić sobie z tą presją. Kiedy zespół przyjechał na pierwszą kolejkę do Sheffield Wednesday, mieli gotowy plan, jak sobie z tą krytyką poradzić. „Myślę, że to był Teddy Sheringham, który rzekł »Hej, a dlaczego my wszyscy nie moglibyśmy zanurkować?« Jürgen, jeśli strzelisz pierwszego gola, cały zespół przy środkowej linii zanurkuje razem z Tobą” – opowiadał po latach ówczesny kapitan Tottenhamu, Gary Mabbutt.

Celebracja bramki, którą Niemiec strzelił tamtego dnia przeciwko Sowom, przeszła do historii ligi. Klinsmann wyszedł w galowym zestawieniu i pod koniec meczu dołożył czwartą bramkę dla Spurs (4:3), popisując się świetnym wyczuciem czasu i precyzyjnym uderzeniem głową. Po trafieniu „zanurkował” przed fanami gości, mniej więcej tak, jak wykonuje się siatkarski pad w obronie.

Jest bardzo egocentryczny, bardzo zdeterminowany, ma wrodzony optymizm, ale jest też niezwykle ambitny. Humor i umiejętność śmiania się z samego siebie niekoniecznie nie stanowiły dla niego jakiś istotnych cech. Myślę więc, że zrobił to, ponieważ wiedział, że to zadziała i że nie powinno to umniejszać jego wartości. To może wyjaśniać jego motywację. Myślę, że zrobił to z wyraźną świadomością, jak to się skończy i jak skutecznie obali stereotyp. No i wykonał to naprawdę genialnie” – tłumaczy Honigstein.

Trzecia nad ranem to czas na burgera

Klinsmann przywitał się z Premier League z przytupem, nic nie robiąc sobie z drwin prasy. W pierwszych dziesięciu kolejkach strzelił aż 11 bramek, w tym popisując się przepiękną przewrotką przeciwko Evertonowi (4:1). Rozkochał w sobie fanów Spurs po całości. Nawet wspomniany wyżej Andrew Antony po dwóch miesiącach od jego debiutu zreflektował się i napisał odświeżoną wersją swojego poprzedniego tekstu pt. „Dlaczego kocham Jürgena Klinsmanna?”.

Niemiec poznawał nowych kolegów i przyzwyczajał się do życia w Londynie. W jednym z podcastów były pomocnik Tottenhamu, David Howell, opowiedział o wyjściu zawodników po wygranej, gdy Klinsmann jak, gdyby nigdy nic, o trzeciej nad ranem jadł burgera w autostradowej knajpie, gawędząc z nieznajomymi.

Gdy mieliśmy dobry wynik, wychodziliśmy świętować. Mógł myśleć, że wieczór z drużyną to będzie impreza w popularnych Mayfair lub Soho – ale mieliśmy inne plany. Przyjechał z chłopakami do Charliego Chana, spędziliśmy cudowny wieczór, a pod koniec kilku z nas wskoczyło do taksówki i powiedziało: »Hej Jürgen, idziemy teraz coś zjeść«. »Dobra, dokąd idziemy?«”.

Jestem pewien, że myślał, że idziemy do jakiejś luksusowej restauracji. W każdym razie zatrzymaliśmy się w burgerowni w Waltham Abbey przy autostradzie M25. Nigdy nie zapomnę Jürgena stojącego na poboczu drogi, jedzącego burgera o trzeciej nad ranem i gawędzącego z nieznajomymi, którzy przyjechali tam, w takim samym celu jak my. Nie sądzę, żeby oni też mogli w to uwierzyć. To było po prostu surrealistyczne, ale idealnie go podsumowało. Po prostu wspaniały człowiek”.

Zgranie z zespołem rosło również na boisku. Pochodzący z Göppingen zawodnik błyszczał, ponieważ w Anglii nie musiał w takim samym stopniu jak we Włoszech czy pod batutą Wengera dostosowywać się do wytycznych i skrupulatnej taktyki. Mógł często wykorzystywać swoją fizyczność i szybkość, grając według zasad „kick and rush”.

Skorzystał również na ultraofensywnej formacji 4-1-5 preferowanej przez Ardilesa, mając obok siebie takich graczy jak wspomniany Sheringham, a także Ilię Dumitrescu, Nicky’ego Barmby’ego oraz Darrena Andertona. Kiedy seria zwycięstw dobiegła końca, zaczęły się rozważania na temat nieco mniej szalonego futbolu. Spurs tracili kuriozalne bramki w defensywie niczym kilkanaście lat później za kadencji Ange’a Postecoglou. O ile z przodu wciąż mówiło się o „fantastycznej piątce” w linii ataku, to defensywa w mediach dorobiła się przydomku „gównianej czwórki”.

Wzór dla Teddy’ego Sheringhama

Końcem października 1994 roku porażka w Pucharze Ligi 0:3 przeciwko Notts County przelała czarę goryczy. Sugar zwolnił argentyńskiego szkoleniowca, stawiając na bardziej pragmatycznego Gerry’ego Francisa. Nowy menedżer przestawił taktykę w kierunku wypośrodkowania ofensywy i defensywy, choć w tej pierwszej kwestii drużyna nie straciła aż tak znacząco. Nić porozumienia, jak nawiązana została pomiędzy Klinsmannem a Sheringhamem, przekuła się w marsz w górę tabeli. Spurs przegrali zaledwie trzykrotnie w ostatnich 25 seriach gier, a klub wygrał apelację w sprawie odjęcia punktów i odgórnej eliminacji z Pucharu Anglii.

Myślę, że jedna z najbardziej niezwykłych rzeczy w pierwszym sezonie Klinsmanna w Spurs często pozostaje niezauważona i niezauważona. To, co uczynił z Sheringhamem. Już w pierwszych kilku meczach zauważyłem, że wyglądał na nieco onieśmielonego obecnością Klinsmanna. Nie sądzę, żeby czuł, że jest na jego poziomie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek to czuł”.

Ale coś się wydarzyło z Klinsmannem i to pokazało, jakim jest człowiekiem. Klinsmann chciał odnieść sukces, był typem zwycięzcy. Myślę, że dość szybko dostrzegł w Sheringhamie, że jest w nim coś więcej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. A może nawet więcej, niż ten sam w sobie dostrzegał” – dodaje Delaney.

Z perspektywy klubu jednak nie wszystko układało się tak kolorowo. Na wiosnę z napastnikiem skontaktowali się działacze Bayernu, którzy bardzo chcieli mieć go u siebie. Klinsmann Bundesligę znał jak własną kieszeń – w 186 występach dla VfB Stuttgart strzelił 94 bramki, opuszczając ją sześć lat wcześniej. W jego kontrakcie widniała klauzula, która aktywowała się, gdyby zespół nie zakwalifikował się do europejskich pucharów.

Tak też się ostatecznie stało, gdyż Tottenham ukończył rozgrywki na siódmej lokacie. Mimo obietnicy złożonej ojcu, że nigdy nie przywdzieje ich barw, przeszedł do ekipy Die Roten za 1,4 miliona funtów. Dla Sugara jego odejście okazało się wręcz zniewagą. Do tego stopnia, że podczas wywiadu telewizyjnego prezes Spurs rzucił w reportera jego koszulką, mówiąc przy okazji „Nie użyłbym jej nawet, żeby umyć szybę w samochodzie”.

Klinsmann ruszył po trofea, Spurs po spadek

Pomimo, że na White Hart Lane był kochany ponad wszelkie miary, trudno dziwić się takiemu wyborowi. Kierował się rozsądkiem i podążaniem za swoimi ambicjami. W Bawarii dostał skromną podwyżkę, ale przede wszystkim realną szansę na kolejne trofea. Natomiast myśli o zmianie klubu zupełnie nie zaprzątały jego głowy na murawie. Do spółki z Sheringhamem miał udział w aż 52 bramkach Tottenhamu we wszystkich rozgrywkach.

Rozgrywki Premier League ukończył z 21 trafieniami. Doprowadził Spurs do półfinału Pucharu Anglii, w którym przegrali z późniejszym triumfatorem – Evertonem, a po drodze zaliczył jeszcze pamiętne rozstrzygające trafienie w samej końcówce z Liverpoolem. Na koniec sezonu otrzymał tytuł Piłkarza Roku według brytyjskich dziennikarzy i był drugi w głosowaniu Złotej Piłki za rok 1995.

W Bayernie snajper najpierw został królem strzelców Pucharu UEFA, zdobywając w tych rozgrywkach rekordowe 15 bramek (wynik pobity dopiero w 2011 roku) i podnosząc na koniec trofeum po wygranym dwumeczu 5:1 z Girondins de Bordeaux. Rok później został mistrzem Niemiec. Na przełomie czerwca i lipca 1996 roku został kapitanem narodowej reprezentacji, która zdobyła Mistrzostwo Europy, po drodze znowu eliminując Synów Albionu.

Aczkolwiek, osobiste tarcia z trenerem Giovannim Trapattonim, stawiającym przede wszystkim na defensywny styl gry, a także konflikt z inną gwiazdą, Lotharem Matthäusem, spowodowały, że latem 1997 roku 33-latek Bawarię zamienił na włoską Sampdorię. Tam zupełnie się nie odnalazł, w ciągu czterech miesięcy występując w zaledwie ośmiu meczach. Klinsmann znów szukał pola do ucieczki.

Tymczasem Tottenham przechodził przez kolejny kryzys. Teddy Sheringham odszedł do Manchesteru United, a letnie nabytki w postaci Lesa Ferdinanda oraz Davida Ginoli nie dały natychmiastowego efektu. Z zaledwie trzema wygranymi w pierwszych 14 kolejkach pracę stracił Gerry Francis. Pierwszą drużynę przejął szerzej nieznany Szwajcar, Christian Gross. Choć miał nie najgorsze CV – zdobył dwa tytuły mistrzowskie w rodzimej ekstraklasie – to fani byli zawiedzeni takim wyborem Sugara. To uczucie tylko pogłębiły porażki 1:6 z Chelsea u siebie i tydzień później 0:4 z Coventry City na wyjeździe. Na Święta Spurs pozostawali na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli.

Zdecydowanie mieliśmy kłopoty. W tamtym momencie spadek był dla nas realną możliwością. Mieliśmy menedżera, do którego nikt wśród kibiców nie miał najmniejszego zaufania, mimo że jego treningi były dobre i czuliśmy, że się rozwijamy. To był styl, którego wielu chłopaków wcześniej nie widziało i bardzo im się podobał. Ale to zarządzanie szatnią stanowiło dla niego problem” – twierdził po latach Delaney.

Jürgen, ratuj!

Klub po raz kolejny potrzebował rycerza na białym koniu, który wjedzie na White Hart Lane i uratuje zespół przed kompromitacją. Klinsmann w tym samym czasie planował zakończenie kariery na swoich warunkach – chciał przejść na emeryturę po Mundialu 1998 we Francji. Do tego jednak potrzebował regularnej gry. W Sampdorii raz wychodził w pierwszym składzie, by za tydzień znaleźć się na ławce. Alan Sugar potrafił chować latami urazę, ale gdy w grę weszła możliwość relegacji, zadzwonił do Klinsmanna raz jeszcze i wypożyczył go zimą do końca rozgrywek.

Jego „drugi debiut” przypadł akurat na Derby Północnego Londynu. Przeciwko Arsenalowi zanotował asystę, która dała Spurs jeden punkt (1:1). Mimo wszystko 34-latek nie potrafił początkowo odnaleźć się w systemie Grossa. Pomiędzy panami często dochodziło od spięć na treningach. Niemiec strzelił ledwie jedną bramką w następnych ośmiu kolejkach, po czym wyleciał na miesiąc z gry, gdy doznał złamania szczęki.

Jednak, kiedy nadeszły najistotniejsze mecze w walce o uniknięcie relegacji, Mistrz Świata z 1990 roku wystrzelił z formą. Notował niezwykle istotne bramki w starciach przeciwko Liverpoolowi, Crystal Palace oraz Newcastle United, dając nadzieję na pozostanie w Premier League. Punktem kulminacyjnym okazała się potyczka w przedostatniej kolejce przeciwko bezpośredniemu rywalowi do utrzymania – AFC Wimbledon. „Gdybyśmy przegrali, moglibyśmy spaść i po prostu wszystko stracić. Tego dnia rozpaczliwie, rozpaczliwie potrzebowaliśmy dobrego wyniku” – twierdził Delaney.

Majowego popołudnia na Selhurst Park (który Wimbledon współdzielił z Crystal Palace) Klinsmann raz jeszcze został bohaterem Tottenhamu. Strzelił wyrównującą bramkę na 2:2 w 41. minucie, a 19 minut później miał ich koncie już cztery (54’, 68’, 60’). Spurs zwyciężyli tamtego dnia aż 6:2, zapewniło im byt w angielskiej elicie na następny sezon. Tydzień później rozegrał swój ostatni mecz na White Hart Lane, żegnając się z sympatykami Lilywhites bramką w zremisowanym meczu ostatniej kolejce z Southampton.

Tak więc misja dobiegła końca. Klinsmann wraz z Mabuttem oraz Davidem Howellsem – innymi klubowymi legendami – zakończył swoją przygodę w północnym Londynie i mógł w pełni skoncentrować się na francuskim Mundialu. Przyjechał tam w wybitnej formie, stając się na turnieju trzecim graczem w historii z minimum trzema bramkami na trzech kolejnych Mistrzostwach Świata. Po porażce w ćwierćfinale z Chorwacją (0:3) tak, jak planował, odwiesił buty na kołek.

„Klinsmann był panem swojego losu”

W Anglii był swego rodzaju outsiderem. To zupełnie inny typ osobowości niż przeciętny angielski piłkarz, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Ci w tamtych czasach byli postrzegani jako nieco tępi, nie panujący nad swoim losem. Mieli wszystko załatwione za siebie. Byli trochę jak bydło. Tymczasem on był pierwszym, który nie przejmował się tym, kto prowadził zespół i który naprawdę panował nad swoim losem”.

Był w rzeczywistości tak silną, inteligentną postacią. Ludzie mówili, że był wyrachowany, ale ja tak nie uważam. Okazał się bardzo inteligentnym chłopakiem, który ciągle chciał się rozwijać. Miał wszystko poukładane, wiedział, co chce robić i dokąd zmierza. Nie zamierzał robić niczego, co stanęłoby mu na drodze” – mówiła na łamach Sky Sports Julie Wlech, była dziennikarka The Guardian, zajmująca się biografiami postaci związanych z Tottenhamem.

Choć Klinsmann spędził w Londynie ledwie 18 miesięcy, jego dziedzictwo do dziś pozostaje żywe. Kiedy Jose Mourinho został zwolniony z N17, podobno wykręcił numer do Daniela Levy’ego, proponując mu, że może natychmiastowo przejąć schedę po Portugalczyku. To postać, której przyjście było szokiem, a pożegnanie – i pierwsze, i drugie – kończyło się morzem łez wylanych po policzkach fanów.

Kiedy trafiał na angielskie boiska, niekoniecznie liga była postrzegana jako miejsce pełne gwiazd światowego futbolu u szczyty kariery. Natomiast wraz z takimi graczami jak Éric Cantona, Gianfranco Zola czy Dennis Bergkamp rozpoczęli modę na Premier League i pokazali piłkarzom spoza Wysp, jakie możliwości finansowe, ale i medialne leżą w najlepszej krajowej lidze świata. Zresztą do dziś w Londynie stoi figura woskowa Klinsmanna, od której sympatycy Spurs zaczynają zwiedzanie Muzeum Madame Tussauds…

* Artykuł w sporej mierze bazuje na tekście „Jurgen Klinsmann: The man that charmed a nation of haters” autorstwa Jamesa Dale’a oraz Nicka Lustiga opublikowanego na łamach Sky Sports.