Arsenal zremisował 2:2 z Sunderlandem w ostatniej kolejce Premier League. Londyńczycy prowadzili 2:1 do ostatnich minut, ale w końcówce The Black Cats wyszarpali cenny punkt.

Po spotkaniu bardzo dużo mówiło się o ofiarnej postawie graczy beniaminka ze Stadium of Light. Na konferencji prasowej francuskiego trenera Regisa Le Brisa jeden z dziennikarzy zwrócił uwagę na… bandy reklamowe, a konkretnie ich nietypowe ustawienie na stadionie Czarnych Kotów.

Słusznie zauważono, że akurat na starcie z The Gunners zostały one przesunięte bliżej linii bocznej boiska. Zdaniem angielskich mediów, ustawiono je nawet 2 metry bliżej niż w poprzednich domowych potyczkach The Mackems w Premier League. Takie działanie miało na celu przeszkodzenie Kanonierom w wykonywaniu dalekich wrzutów z autu, które są ich bardzo mocną stroną w tym sezonie angielskiej ekstraklasy.

Le Bris oczywiście nie potwierdził takiej wersji, ale jego żartobliwa wypowiedź zdaje się to tylko potwierdzać. „Jesteś pewny, że były ustawione bliżej? To musiał być wiatr” — skwitował z uśmiechem szkoleniowiec Sunderlandu.

W przeszłości kluby Premier League podejmowały się wielu niecodziennych zagrywek, żeby powstrzymać Rory’ego Delapa. Była walka z ręcznikami, ale było też między innymi właśnie przybliżanie band! O tym, że to ryzykowny zabieg, przekonał się West Ham United, który jak na ironię przegrał mecz po stracie piłki przez niecelny wyrzut z autu. Również Burnley w 2010 roku skorzystało z tego manewru, ale i tak stracili bramkę po wyrzucie z autu Irlandczyka.