Pep Guardiola podczas meczu Manchesteru City z Liverpoolem będzie obchodził wielki jubileusz. Hiszpan po raz 1000. rozpocznie spotkanie w roli szkoleniowca. Z tej okazji przedstawiamy XI najlepszych piłkarzy, których prowadził Guardiola. Trzeba przyznać, że aż roi się od gwiazd największego światowego formatu.

BRAMKARZ: MANUEL NEUER

Zaczynamy od bramkarza, który w swoim primie śmiało może walczyć o tytuł najlepszego golkipera w całej historii futbolu. Niemiec zrewolucjonizował swoją pozycję i sprawił, że  bramkarze grający tak odważnie na przedpolu to w dzisiejszym świecie futbolu norma. Prekursorem takiego stylu jest właśnie legendarny gracz Bayernu Monachium.

Pod okiem Guardioli rozegrał 152 spotkania. Nie zdołał wygrać nic więcej niż mistrzostwo oraz Puchar Niemiec, ale utrzymywał wówczas bardzo równy formę. Zresztą w jego przypadku trudno znaleźć fragment, gdy spadł poniżej pewnego poziomu. W marcu stuknie mu 40 lat, a w czerwcu najprawdopodobniej pożegna się z Bayernem Monachium po 15 latach spędzonych w ekipie ze stolicy Bawarii.

PRAWY OBROŃCA: PHILIPP LAHM

Zostajemy w klimacie związanym ze strukturami zespołu Die Roten. Znów mamy do czynienia z człowiekiem instytucją dla drużyny Bawarczyków. W przeciwieństwie do Neuera Lahm nie jest jednak aktywnym zawodnikiem. Karierę zakończył już w 2017 roku, a jest przecież tylko dwa lata starszy od swojego poprzednika w tym zestawieniu.

Niemiec z Bayernem wygrał aż osiem mistrzostw kraju. Najbardziej znany był ze swojej niesamowitej wszechstronności. Potrafił genialnie grać zarówno na prawej flance formacji defensywnej, jak i pozycji środkowego pomocnika defensywnego. Był wiele razy kuszony przez renomowane marki z czołowych lig Europy, ale wolał pozostać w swoim macierzystym klubie. Licząc od drużyn młodzieżowych, spędził w nim oszałamiające 22 lata. Aktualnie zajmuje stanowisko doradcy zarządu w VFB Stuttgart.

ŚRODKOWY OBROŃCA: CARLES PUYOL

Teraz wyjeżdżamy już z Monachium i przechodzimy do nowego zespołu. Mowa o FC Barcelonie, która była pierwszym klubem prowadzonym przez Guardiolę w jego fenomenalnej karierze. Z kolei Carles Puyol był pierwszym genialnym stoperem, który wpadł mu pod skrzydła. 100-krotny reprezentant Hiszpanii w momencie rozpoczęcia współpracy z Pepem był już być może po wejściu na swój najwyższy poziom, ale wciąż idealnie spisywał się w roli kapitana Dumy Katalonii oraz zdecydowanego lidera jej formacji defensywnej.

Hiszpan wiele razy przyznawał, że to właśnie Guardiola był najlepszym trenerem w jego całej przygodzie z futbolem. Sam przekonywał go do pozostania na dłużej w Blaugranie, gdy planował odejście w 2012 roku, ale 54-latek wówczas wolał zrobić sobie czteroletnią przerwę.

„Dla mnie jest zdecydowanie najlepszy. Myślę, że będziemy pamiętani na zawsze ze względu na to, jak wygrywaliśmy. Każdy, kto był u niego szkolony, miał dużo szczęścia. Widzisz dowolną drużynę i zabierasz im kolor strojów, by nie można było ich po tym rozpoznać, ale nadal możesz stwierdzić, który zespół jest prowadzony przez Pepa, ponieważ widzisz ich określony styl gry, metodę i możesz ich bardzo łatwo rozpoznać” — mówił Puyol w filmie dokumentalnym BBC „Pep Guardiola: Chasing Perfection”.

ŚRODKOWY OBROŃCA: GERRARD PIQUE

Skoro jest Puyol to naprawdę ciężko nie sparować go z Gerradem Pique. Obaj panowie tworzyli świetnie funkcjonujący duet na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku, a później młodszy o dziewięć lat Pique przejął pałeczkę od swojego mentora i sam został czołową postacią bloku obronnego Barcelony, z którą wygrał aż 9 tytułów mistrza kraju, a także trzykrotnie podnosił „uszaty” puchar Ligi Mistrzów.

Warto napomknąć, że 38-latek w swoim CV ma jednak zapisane cztery triumfy. Ten pierwszy zanotował w barwach… Manchesteru United. Pewnie nie wszyscy pamiętają, ale była gwiazda kadry La Furia Roja w 2004 roku został wykupiony z akademii Barcy za niespełna 5 milionów funtów przez Czerwone Diabły. Jednak już w 2008 roku Katalończycy odkupili go z powrotem do siebie za praktycznie taką samą kwotę. Przez ten czas rozegrał tylko 24 mecze dla Red Devils. Zdobył w nich dwie bramki oraz jedną asystę. Jednocześnie był w kadrze, która wygrywała Ligę Mistrzów oraz Premier League podczas kampanii 2007/08, a także Puchar Ligi w 2006 roku.

LEWY OBROŃCA: DAVID ALABA

Jordi Alba minął się z Pepem Guardiolą w Barcelonie, więc nie był brany pod uwagę. Z kolei w Manchesterze City raczej nie sposób znaleźć lewego obrońcę lepszego od Alaby. No chyba, że z sentymentu postawilibyśmy na poczciwego Fabiana Delpha, który przez hiszpańskiego menedżera został przesunięty ze środka pola właśnie na bok defensywy.

Alaba w primie to jednak klasa światowa i wydaje się, że nadal niedoceniany zawodnik. Obecnie nękają go kontuzje i jest na wylocie z Realu Madryt, ale swoje najlepsze lata w Bayernie przeżył właśnie pod opieką dzisiejszego jubilata. Dla Guardioli był po prostu wymarzonym zawodnikiem, ponieważ można było go spokojnie wystawić na kilku pozycjach w składzie. Lewa obrona? Klasa. Środek obrony? Nie ma problemu. Rola defensywnego pomocnika? Czołówka Bundesligi. Taki był właśnie Dawid Alaba!

PRAWY SKRZYDŁOWY: LEO MESSI

Zapewne już od samego początku oczami wyobraźni widzieliście jego nazwisko w tym składzie. Argentyńczyka zwyczajnie nie mogło tutaj zabraknąć. Leo za kadencji Josepa Guardioli był po prostu kosmiczny. To w dużej mierze Hiszpanowi przypisuje się stworzenie jego fenomenalnej wersji , którą dzisiaj znamy wszyscy.

Messi w cztery lata poprowadził Barcelonę Pepa do dwóch wygranych sezonów Ligi Mistrzów, trzech mistrzostw Hiszpanii, a także dwóch krajowych pucharów. Żaden inny zawodnik nie strzelił tylu bramek (aż 211 w 219 meczach) dla drużyn prowadzonych przez Guardiolę. Chociaż Erling Haaland po cichu zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do dorobku „Atomowej Pchły”. Dużo będzie zależało od tego, czy Norweg przez najbliższe lata będzie dalej pracował pod okiem 54-latka…

Środkowy pomocnik: KEVIN DE BRUYNE

Skoro był zawodnik z największą liczbą zdobytych bramek dla ekip Guardioli, to musi też nadejść pora na gracza, która zanotował najwięcej asyst. W tym przypadku jeszcze większym dominatorem jest Kevin De Bruyne. Belg drugiego Messiego wyprzedza o dokładnie 70 asyst! Reprezentant Czerwonych Diabłów w 381 występach u Pepa zanotował 92 bramki oraz 164 ostatnie podania przy trafieniach kolegów z Manchesteru City.

Aktualna gwiazda SSC Napoli w niebieskiej części Manchesteru w pewnym sensie był tym, kim dla Guardioli okazał się Messi w Barcelonie, oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji. Jednak to jakim wirtuozem stał się Belg przy pomocy legendarnego trenera można porównywać też do rozwoju potencjału ośmiokrotnego zdobywcy Złotej Piłki.  Sześć wygranych trofeów Premier League mówi dobitnie samo za siebie.

ŚRODKOWY POMOCNIK: ANDRES INIESTA

W środku pola mamy dzisiaj dwóch czarodziejów. Do De Bruyne dołącza bohater finału mistrzostw świata z mundialu 2010. W zasadzie to właśnie na tej pozycji była największa konkurencja. Walkę o angaż w składzie stoczyło legendarne trio Sergio Busquets, Xavi Hernandez i właśnie Iniesta. Finalnie postawiliśmy na MVP mistrzostw Europy z 2012 roku.

Dlaczego? Tak naprawdę każdy z nich był zupełnie innym graczem oraz odpowiadał za zupełnie inne aspekty. Uzupełniali się znakomicie, ale to właśnie Iniesta był tym kluczowym spoiwem między pozostałą „dwójką”. Łączył w sobie kreatywność i magię Xaviego z dyscypliną Busquetsa. Czysto na papierze miał też najwięcej indywidualnych trofeów i wielkich momentów w samej Barcelonie, jak i reprezentacji Hiszpanii. Jako przykład od razu na myśl przychodzi to trafienie w półfinale Ligi Mistrzów przeciwko londyńskiej Chelsea.

LEWY SKRZYDŁOWY: RAHEEM STERLING

Wiemy, że dzisiaj Anglik jest dla wielu pośmiewiskiem, a jego ostatnie wypożyczenie z Chelsea do Arsenalu było wielką katastrofą. W The Blues też zupełnie nie potrafił się odnaleźć, a obecnie nawet nie trenuje z ich pierwszym zespołem. Reprezentant Synów Albionu może tylko żałować, że nie pozostał na dłużej właśnie pod skrzydłami Pepa Guardioli.

W Manchesterze City Sterling był czołowym piłkarzem całej Premier League. Ba! W 2019 roku został wybrany najlepszym zawodnikiem sezonu Premier League w głosowaniu FWA. Sporą przewagą pokonał Virgila van Dijka i Mohameda Salaha z Liverpoolu i kilku klubowych kolegów. Guardiola wiedział jak wykrzesać z niego największe atuty. Więcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w roli jego podopiecznego zdobyli jedynie Leo Messi i Kevin De Bruyne. Zarówno w statystyce uzyskanych goli, jak i asyst zajął 4. miejsce. 292 mecze, 120 bramek i 77 asyst — po prostu nie mogliśmy przejść wobec tego obojętnie.

NAPASTNIK: ERLING HAALAND

Cyborg, który ma szansę pobić wyżej przywołany rekord bramek Leo Messiego. Jest maszyną, w której nigdy nic nie zawodzi. Ten sezon rozpoczął z niebotycznymi statystykami i sam przyznawał, że „jest w najlepszej formie swojego życia”. Bilans 14 meczów, 18 goli i 1 asysta jest tego najlepszym dowodem. Norweg na listę strzelców wpisuje się średnio co  67 minut!

Co ciekawe, Haaland nie tylko jest blisko fotela lidera klasyfikacji najlepszych strzelców wśród piłkarzy Guardioli, ale już teraz zaczął atak na inną tego typu statystykę. Chodzi o zestawienie zawodników z największą liczbą goli dla jednego trenera w historii Premier League. Liderem jest Thierry Henry z 175 golami u Arsene’a Wengera. Jednak Erling Haaland już teraz jest na 7. miejscu i do najniższego stopnia podium (Wayne Rooney z 141 podczas kadencji Sir Alexa Fergusona) traci „tylko” 43 trafienia. W przypadku Norwega brzmi jak około 1,5 sezonu!

NAPASTNIK: ROBERT LEWANDOWSKI

Na sam koniec zostawiliśmy bardzo miły, polski akcent. Kapitan reprezentacji Biało-Czerwonych pod okiem Guardioli szkolił się tylko przez dwa sezony, więc nie miał szans na przebicie się do ścisłych czołówek klasyfikacji bramek czy asyst. Jednak dorobek 67 goli oraz 22 asyst po okrągłych 100 meczach wciąż musi robić bardzo duże wrażenie.

To właśnie Guardiola był za sterami Bayernu Monachium, gdy Die Roten sprowadzali Lewandowskiego na zasadzie wolnego transferu w lipcu 2014 roku. Najbardziej pamiętny moment z czasów gry „Lewego” dla Guardioli? Z pewnością pięć bramek w zaledwie dziewięć minut przeciwko Wolfsburgowi we wrześniu 2015 roku i ta reakcja Pepa po ostatnim trafieniu polskiego superstrzelca. Niezapomniany moment!