W czwartkowym meczu Ligi Europy Aston Villa podejmie u siebie Maccabi Tel Awiw. Już sam udział izraelskiego klubu w europejskich pucharach budzi spore kontrowersje, ale decyzja o niewpuszczeniu na ten mecz kibiców gości, sprawiła, że wokół tego spotkania od tygodni narasta prawdziwa burza.
Kilkuset policjantów, służby specjalne, psy tropiące, konie, drony i strefa wyłączona z ruchu powietrznego — to nie opis sceny z filmu akcji, lecz środki bezpieczeństwa, które zostaną wdrożone podczas czwartkowego starcia na Villa Park. Wszystko z powodu przyjazdu izraelskiej drużyny do miasta, w którym mieszka ponad milion muzułmanów, a w samej dzielnicy Aston – gdzie mieści się stadion – aż 73 procent mieszkańców stanowią wyznawcy islamu.
Biorąc pod uwagę napiętą sytuację polityczną na Bliskim Wschodzie, lokalna policja z West Midlands już kilka tygodni temu zaleciła grupie doradczej ds. bezpieczeństwa w Birmingham (SAG), by nie wpuszczać na mecz kibiców drużyny gości. Decyzja ta wywołała falę krytyki i nie spodobała się wielu wpływowym osobom – w tym samemu premierowi Keirowi Starmerowi, który oświadczył: „Nie będziemy tolerować antysemityzmu na naszych ulicach.”
W ten sposób czwartkowy mecz przestał być postrzegany jako sportowe wydarzenie, a stał się kolejnym elementem szerszego konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Choć kibice Maccabi ostatecznie nie pojawią się na Villa Park, nie ma gwarancji, że przed spotkaniem lub w jego trakcie nie dojdzie do protestów czy aktów przemocy.
Kontrowersyjna decyzja
16 października dyrektor ds. bezpieczeństwa Aston Villi, Sye Roberts, uczestniczył w specjalnym spotkaniu z przedstawicielami miasta i Grupy Doradczej ds. Bezpieczeństwa. Wspólnie zdecydowano o niewpuszczeniu kibiców Maccabi Tel Awiw na zaplanowane na 6 listopada spotkanie Ligi Europy.
Aston Villa can confirm the club has been informed that no away fans may attend the UEFA Europa League match with Maccabi Tel Aviv.
— Aston Villa (@AVFCOfficial) October 16, 2025
Klub poinformował o tej decyzji tego samego dnia. Policja z West Midlands doradziła takie rozwiązanie ze względu na ryzyko zamieszek i obawy o bezpieczeństwo publiczne, powołując się na wydarzenia w Amsterdamie z ubiegłego roku, kiedy kibice Maccabi zostali zaatakowani po meczu przez wściekły tłum. Wówczas zatrzymano 62 osoby.
W obawie przed podobnymi scenami w Birmingham uznano, że mecz odbędzie się bez udziału sympatyków drużyny gości. Dla jednych była to decyzja rozsądna, dla innych – skandaliczna. Birmingham to bowiem miasto, w którym – według danych z 2021 roku – mieszka ponad milion muzułmanów, a w dzielnicy Aston stanowią oni około 73 procent populacji. Co więcej, na kilka godzin przed meczem grupa Birmingham Palestine organizuje marsz, który ma przejść zaledwie kilkaset metrów od stadionu. Policja, nie chcąc zaogniać i tak już napiętej sytuacji, zdecydowała się na szczególne środki ostrożności.
Przedstawiciele Aston Villi i lokalnych władz z pewnością nie spodziewali się tak dużej afery. Decyzję o zamknięciu sektora gości natychmiast skrytykowali politycy najwyższego szczebla. Premier Keir Starmer nazwał ją „złą decyzją”, dodając: „Rolą policji jest zapewnienie wszystkim kibicom możliwości cieszenia się meczem bez obawy przed przemocą i zastraszaniem.” Niedługo później komisarz policji i przestępczości w West Midlands, Simon Foster, wezwał do „natychmiastowej analizy” decyzji i zwołał specjalne spotkanie grupy doradczej ds. bezpieczeństwa. Mimo nacisków ze strony rządu decyzji nie zmieniono.
Oburzone środowiska żydowskie
Na niewiele zdały się również działania Rady Deputowanych Brytyjskich Żydów, która potępiła decyzję i zaproponowała alternatywę – przekazanie 500 biletów dla brytyjskich żydowskich kibiców piłkarskich. Pomysł jednak odrzucono. W odpowiedzi prezes Rady, Phil Rosenberg, stwierdził:
– Absurdalna decyzja o zakazie kibicom Maccabi oglądania meczu swojej drużyny grozi stworzeniem wrażenia, że w tym kraju istnieją strefy »zakazane«. Chcieliśmy pokazać, że można to zorganizować bezpiecznie. Niestety, klub i władze strzeliły sobie samobója.
The Board of Deputies suggested allocating Aston Villa v Maccabi Tel Aviv tickets to members of the UK Jewish community to show that there are not any no-go zones for Jews. In the end, Aston Villa fumbled the pass into their own net. pic.twitter.com/MB4YglGBLE
— Board of Deputies of British Jews (@BoardofDeputies) November 3, 2025
Kwestia obecności kibiców Maccabi została ostatecznie rozwiązana 20 października, gdy klub z Tel Awiwu ogłosił, że nie przyjmie żadnych biletów – nawet jeśli zostaną mu przyznane. Tego samego dnia oświadczenie wydał również rząd brytyjski:
– Rząd nieustannie broni podstawowej zasady – kibice piłkarscy powinni móc cieszyć się meczem bez obawy przed przemocą. Jesteśmy zasmuceni, że Maccabi odmówiło miejsc dla kibiców, ale szanujemy ich decyzję. To niedopuszczalne, by ten mecz był wykorzystywany do podsycania nienawiści i podziałów. Nigdy nie będziemy tolerować antysemityzmu ani ekstremizmu na naszych ulicach. – czytamy w oświadczeniu.
Specjalne środki bezpieczeństwa
Oprócz wzmożonych środków bezpieczeństwa wokół stadionu, Aston Villa zadbała o dodatkową ochronę w ośrodku treningowym i kontrolowany proces sprzedaży biletów na sektory gospodarzy. Ogłoszono także, że lekcje w szkołach niedaleko Villa Park skończą się tego dnia szybciej. Pozostaje pytanie, jak w tym całym zamieszaniu poradzą sobie piłkarze Unaia Emery’ego, którzy będą chcieli zmazać plamę po ostatniej porażce w Lidze Europy z Go Ahead Eagles. Władze Birmingham i policja zrobili wszystko, by uniknąć eskalacji konfliktu, który już pochłonął tysiące ofiar i generuje ogromną falę nienawiści.
W czwartkowy wieczór przekonamy się czy te działania przyniosą skutek — i czy stadion Aston Villi nie stanie się areną politycznych manifestacji. Być może wydarzenia ostatnich tygodni pozwolą też odpowiedzieć na coraz częściej zadawane pytanie: czy izraelskie kluby powinny w ogóle występować w europejskich pucharach, skoro ich obecność wywołuje aż tak ogromne kontrowersje?

