Ostatnie miesiące to zdecydowanie nie jest czas Andre Onany. Jak podaje The Athletic, kolejny raz postanowił zaskoczyć menedżera Manchesteru United, Rubena Amorima. Jednak tym razem nie chodzi o kolejne występy boiskowe. 

Po tym, jak Manchester United nie zdołał zakwalifikować się do Ligi Mistrzów, w życie weszła klauzula obniżająca wynagrodzenia wszystkim zawodnikom. Ich kontrakty uległy obniżeniu średnio o 25%. Andre Onana nie zważając jednak na swoją formę i cięcia płacowe, wrócił latem do Carrington z żądaniem nowego kontraktu. Ta decyzja wyraźnie nie spodobała się Rubénowi Amorimowi i zapoczątkowała lawinę problemów, które ostatecznie zagroziły jego pozycji w klubie. Od tego momentu relacje między graczem a szkoleniowcem zaczęły się pogarszać.

Mimo kiełkującego konfliktu, Manchester United nie kwapił się, by sprzedać bramkarza. Jedynym klubem, który wykazał jakiekolwiek zainteresowanie, było AS Monaco, ale po informacji o minimalnej cenie – 30 milionach funtów – Francuzi szybko wycofali się z negocjacji.

Słabsza forma Onany to tylko wierzchołek góry lodowej

Tuż po wznowieniu treningów Onana doznał kontuzji, co wzbudziło poważne wątpliwości co do jego kondycji. Mimo fatalnych wyników zespołu i własnych, zawodnik wrócił z urlopu z żądaniem poprawy kontraktu. Nie trzeba dodawać, że Amorim przyjął to z rezerwą… delikatnie mówiąc.

Efekt? Onana nie znalazł się nawet w składzie na mecz z Arsenalem, a obecnie jest trzecim bramkarzem za Altayem Bayindirem i świeżo ściągniętym Senne Lammensem. Amorim wyraźnie woli stawiać na tych, którzy grają lepiej i – co ważniejsze – nie generują problemów poza boiskiem.

Źródła bliskie klubowi donoszą, że powrót Onany do podstawowego składu to scenariusz raczej nierealny. Słabsza forma? To tylko wierzchołek góry lodowej. Problem leży głębiej, a jego postawa po katastrofalnym sezonie tylko pogorszyła sytuację.

Żądanie nowego kontraktu po rozczarowującym sezonie – zarówno indywidualnym, jak i zespołowym – nie było najlepszym pomysłem. Bramkarz, który miał być filarem drużyny, sam skomplikował sobie życie zawodowe. Jego czas na Old Trafford powoli dobiega końca i trudno sobie wyobrazić, by miał wrócić do łask trenera i kibiców.