Łukasz Fabiański? Nadal w grze. Nadal w formie. I – wbrew temu, co mogło się niektórym wydawać – absolutnie nie wybiera się na piłkarską emeryturę.

Były bramkarz reprezentacji Polski i wieloletni gracz Premier League dał jasno do zrozumienia, że to jeszcze nie jest „the end”. Staram się trzymać poziom, bo chciałbym jeszcze przez ten sezon być aktywnym piłkarzem – powiedział wczoraj w Canal Plus Sport. Nie mam teraz klubu, ale jestem w pełnej gotowości. Gdy pojawi się oferta, która będzie pasowała nie tylko do mnie, ale też do mojej sytuacji rodzinnej, to ją przyjmę.

Krótko mówiąc: rękawice nie wiszą na kołku, a forma nie leży na kanapie

Fabiański trenuje, dba o siebie i zachowuje pełną gotowość, jakby mecz mógł się zacząć w każdej chwili. I nie, to nie są puste deklaracje. Wciąż profesjonalne podejście, pełen luz i doświadczenie, którego nie da się kupić w żadnym okienku transferowym.

Nie szuka winnych ani nie puka do drzwi. Po prostu spokojnie robi swoje. Trenuje, utrzymuje formę i czeka. I to jest w tym wszystkim najbardziej imponujące – że nie musi już niczego udowadniać, a i tak daje z siebie 100%.

Oczywiście, jakieś propozycje już się pojawiły. Był temat Charltonu, przewinęła się rozmowa o Leyton Orient, coś tam szepnęły też kluby z Premier League. Ale nic nie doszło do finalizacji. Dlaczego? Bo to nie ma być „cokolwiek”. To musi mieć sens – sportowy i życiowy. Konkretny projekt, który po prostu będzie „prawie idealnie” pasował. A jego życie – wiadomo – toczy się w Londynie i nie chce tego zmieniać.

Potrzebna jest tylko jedna rzecz – konkretna propozycja

Ale nie z drugiego końca świata. Chodzi o Londyn albo najbliższe okolice, bo – jak każdy rodzic wie – szkoła i domowe życie to też liga mistrzów, tylko w innej kategorii. A Fabiański ceni stabilizację dla swoich bliskich.

Polak nie udaje, że ma 25 lat i potrzebuje „nowego wyzwania na innym kontynencie”. On dobrze wie, czego sam chce i co może dać drużynie. I właśnie dlatego wielu kibiców wciąż ma nadzieję, że ktoś po niego sięgnie.

Solidna marka – gość, który nie gra już dla fejmu, tylko z czystej pasji

Czy jeszcze zobaczymy Fabiana między słupkami? Bardzo możliwe. A jeśli tak – to ktoś kto podpisze z nim umowę, zrobi bardzo mądrą rzecz. Bo Łukasz Fabiański może nie jest już „bramkarzem na daleką przyszłość”, ale nadal może być fantastyczną teraźniejszością dla klubów nawet z najwyższych szczebli.