Już latem 2023 roku wydawało się, że João Palhinha wyląduje w Bayernie Monachium. Orędownikiem sprowadzenia Portugalczyka był ówczesny szkoleniowiec Bawarczyków, Thomas Tuchel. Jednak ta sztuka wtedy się nie powiodła i defensywny pomocnik pozostał na Craven Cottage. Bayern wrócił rok później i dopiął transfer, ale gdy Palhinha zjawił się na Allianz Arena, zastał tam nie Tuchela, a Vincenta Kompany’ego. Ten wymagał od niego znacznie więcej zaangażowania w ofensywie, co w połączeniu z kruchym zdrowiem nie pomogło mu zaznaczyć swojego miejsca w zespole. Na początku sierpnia ponownie znalazł się w Londynie, by jeszcze raz spróbować zabłysnąć w Anglii, tyle że już pod batutą Thomasa Franka.

Spuścizna po Højbjergu

Niedługo po tym, jak Daniel Levy namaścił Franka na następcę Ange’a Postecoglou, Duńczyk na łamach prasy nie ukrywał, jak istotną sprawą jest dla niego pozyskanie nowej „szóstki”. Najlepiej uwielbiającej grać głębiej niczym, posługując się terminologią Football Managera, tzw. „rygiel defensywy”. Ostatnim graczem czującym się komfortowo w takiej roli przy N17 był Pierre-Emile Højbjerg. Rodak mógłby idealnie wpasować się w system byłego opiekuna Brentford, ponieważ Frank lubi zawodników pozostających ciągle w ruchu. W dodatku doskonale obaj doskonale się znają, gdyż 51-latek prowadził go jeszcze w duńskiej młodzieżówce, zanim objął Brøndby IF.

Højbjerg jednak po pierwszym sezonie pod wodzą Big Ange’a, kiedy nie otrzymywał zbyt wielu szans od pierwszej minuty, zdecydował się odejść na roczne wypożyczenie do Olympique’u Marsylia. Roberto de Zerbi okazał się na tyle zadowolony z postawy doświadczonego gracza, że pod koniec czerwca tego roku klub zdecydował się skorzystać z opcji wykupu. Wobec jego odejścia w zeszłym sezonie jako tę bardziej defensywną opcję w drugiej linii Postecoglou wystawiał na zmianę Rodrigo Bentancura oraz Yvesa Bissoumę, ale raczej z przeciętnym skutkiem.

Żaden z nich bowiem nie zapewniał niezbędnego zabezpieczenia wysoko ustawionej linii defensywy. Bentancur bardziej komfortowo czuje się w sferze rozegrania i kreowania gry. W dodatku z biegiem kolejnych urazów stracił swoją dynamikę. Z kolei Bissouma, choć spisywał się doskonale w końcowej fazie Ligi Europy, wychodząc nawet w finałowym starciu w galowym zestawieniu, to jednak w lidze niejednokrotnie prezentował się katastrofalnie. Na starcie kadencji Australijczyka imponował – uwypuklając szybkość, zwinność, drybling i umiejętności odbioru – ale równie prędko, jak ten przywrócił go do życia po erze Antonio Conte, tak zeszło z niego powietrze.

Kiedy tutaj przyszedłem i zweryfikowałem dostępną kadrę, pomyślałem, że to właśnie tam (w środku pola) możemy potrzebować jeszcze kolejnego gracza. Znam ten zespół i obejrzałem mnóstwo spotkań, zanim tutaj dołączyłem. Natomiast zawsze jest inaczej, kiedy wchodzisz do szatni, poznajesz (zawodników), oraz zaczynasz codziennie z nimi pracować” – powiedział Frank reporterom, gdy został zapytany o opcje w drugiej linii podczas przedsezonowego tournée Spurs w Hongkongu i Korei Południowej.

Palhinha znaczy odbiór, odbiór, i jeszcze raz odbiór

Dlatego latem bardzo pragnął pozyskać gracza do drugiej linii o ukierunkowaniu stricte defensywnym. Na Gtech Community Stadium w ubiegłych sezonach w tej roli świetnie spisywał się Christian Nørgaard (do którego później jeszcze wrócę), lub czasami również Mathias Jensen. Podczas pobytu duńskiego menedżera w zachodniej części stolicy Anglii jedynie Bryan Mbeumo rozegrał więcej minut od Nørgaarda (11 218 do 10 171).

Palhinha wpisuje się w podobny profil, choć nie do końca. Portugalczyk to gracz bardziej bezkompromisowy, jeśli chodzi o pozycję „szóstek”. Nie stroni od ataków wślizgiem, wykorzystując swoje długie nogi (mierzy aż 190 centymetrów). Ma zmysł do czytania gry i ustawienia rywali, co sprawia, że niezwykle trudno jest go minąć, a jego pierwszą, drugą i trzecią myślą na murawie pozostaje ODBIÓR.

Był kluczowym graczem dla Marco Silvy po awansie Fulham z Championship. W obu sezonach na Craven Cottage okazał się najlepszym, jeśli chodzi o liczbę odbiorów w ligach TOP 5 na Starym Kontynencie. W rozgrywkach 2022/23 wykonał 148 odbiorów – o 48 więcej niż drugi w tej klasyfikacji na Wyspach Moisés Caicedo, grający jeszcze w Brighton & Hove Albion. Następnej kampanii ten wynik jeszcze poprawił (152). To najwyższy wynik od czasów N’Golo Kante, który w mistrzowskim marszu Leciester City zaliczył ich 175. Daje to łącznie 300 odbiorów w 68 ligowych potyczkach dla The Cottagers – to o 76 więcej niż jakikolwiek zawodnik w Premier League, La Liga, Bundeslidze, Serie A czy Ligue 1.

Łączna liczba odbiorów w Premier League na przestrzeni sezonów 2022/23 oraz 2023/24. Palhinha wyraźnie przewyższa drugiego w tej klasyfikacji Caicedo. Źródło: The Analyst.

João Palhinha stoczył w sumie aż 487 pojedynków na ziemi (sytuacje 50/50 w walce o piłkę), co stanowi drugi wynik w okresie spędzonym w angielskiej elicie, wygrywając 59,1% z nich. Jeśli chodzi o starcia w powietrzu, na swoją korzyść rozstrzygnął 64,3% z 112 takich pojedynków. Tylko 11 zawodników (minimum 100 stoczonych powietrznych starć), osiągnęło lepszą skuteczność, z czego aż 10 z nich to środkowi obrońcy. Tym rodzynkiem pozostaje tutaj Rodri (68,6% z 105).

W dodatku na tle środkowych pomocników jego 92 udane przechwyty uplasowały go na piątym miejscu. Biorąc pod lupę inne defensywne cyferki, choćby bloki (1,9 na 90 minut) i wybicia (1,93 na 90 minut), rozpatrując jedynie sezon 2023/24, to odpowiednio 90. i 83. percentyl ligi.

Ustrzec zespół przed tymi samymi błędami

Należy jednak przy okazji wspomnieć, że te liczby są uosobieniem jego agresywnej natury, która skutkowała nie raz, nie dwa wielokrotnymi upomnieniami ze strony arbitrów. W ciągu dwóch lat trafiał do notesu sędziów aż 27 razy. Jego 14 żółtych kartek z kampanii 2022/23 to rezultat „gorszy” jedynie od historycznego wyczyny Étienne’a Capoue, który w barwach Watfordu dostał 14 żółtych i jedną czerwoną w rozgrywkach 2018/19.

Jego defensywne umiejętności, umiejętność gry w środku pola, duża dyscyplina, rozprowadzanie piłki, krótkie, diagonalne podania za linię końcową, a także umiejętność przerywania gry. Szczególnie jeśli grasz na wyjeździe lub przeciwko drużynom skoncentrowanych na kontratakach. Bardzo ważne jest, aby mieć takiego, który nie ucieka ani nie daje się ponieść emocjom” – powiedział Frank, wymieniając atuty Portugalczyka, przy jego prezentacji.

Tottenham w ubiegłej kampanii wielokrotnie płacił cenę za brak takiego doświadczonego defensywnego pomocnika w składzie. Zespół stracił aż 61 bramek w samej lidze. Co bardziej alarmujące, liczba oczekiwanych bramek pozostawała współmierna do rzeczywistości – 64,4 xG, a liczba strzałów przerażająca – aż 522 uderzeń na bramkę Guglielmo Vicario oraz Antonína Kinský’ego. Rywale, tworząc kolejne szanse, często korzystali z podobnych schematów i wykorzystywali te same błędy.

Środkowi pomocnicy byli wyciągani ze swoich pierwotnych pozycji, zwłaszcza przez zespoły bazujące na kontratakach. Dodając do tego bardzo wysoką linię defensywy Spurs niezależnie od personalnego zestawienia, wręcz prosili się o kłopoty. Ofensywni gracze rywali uciekali środkiem pola, napotykając na minimalny opór.

Warto tu przywołać bramki Matheusa Cunhi na Molineux, gdy Lucas Bergvall zgubił piłkę w okolicach środka pola, odsłaniając szeroki pas startowy na swoją bramkę. Z kolei strata Archiego Graya w podobnych rejonach boiska plus nieskoordynowanie Radu Drăgușina we własnej szesnastce na Goodison Park dało trzy oczka The Toffees. Zresztą podobne gole strzelali Spurs Mohamed Salah zarówno na Anfield, jak i przy N17, oraz Eberechi Eze również w północnym Londynie.

Innym wzorem bywało ścięcie rywala w kierunku środka pola. Ci gracze, kiedy zbliżali się do skraju pola karnego, mieli mnóstwo czasu i przestrzeni, by złożyć się swobodnie do strzału, zanim ktoś nadbiegł, by próbować im utrudnić próbę. Tu z kolei można przypomnieć trafienia Hugo Ekitike w Lidze Europy, gdy nawinął na lewej flance Pedro Porro, czy Boubacara Kamary na Villa Park, gdy ani Gray, ani Bissouma, ani Son nie kwapili się, aby podbiec do pomocnika gospodarzy.

Palhinha, czyli ta staromodna „szóstka”

„João Palhinha opuszczał Anglię zeszłego lata jako najlepszy gracz pod względem odbioru w lidze, przeskakując w tej kwestii innych graczy o lata świetlne. Odbiór stanowił jego najbardziej wyróżniającą cechę, a 13 otrzymanych żółtych kartek, podkreślało jego zaciętość w walce o piłkę w środku pola. To byłby bardzo mile widziany dodatek w kadrze Spurs. Ani Yves Bissouma, ani Pape Sarr, ani Rodrigo Bentancur nie są tak bezwzględni w odzyskiwaniu piłki, jak Palhinha”.

„Opóźniony transfer Portugalczyka do Bayernu nie okazał się wart oczekiwania, bowiem z powodu kontuzji i decyzji personalnych Vincenta Kompany’ego został odsunięty na boczny tor. Powrót do Londynu wydaje się jednak dla niego, ale i dla Tottenhamu, mądrą decyzją” – analizował na łamach Sky Sports Peter Smith.

Jednak o ile w kwestii akcji defensywnych Palhinha oferuje coś unikalnego na tle innych graczy drugiej linii Spurs, o tyle jest od nich gorszy pod względem rozgrywania piłki. To raczej staromodny typ defensywnego pomocnika. Po części był to problem, dla którego nie zaistniał w Monachium. Kompany oczekiwał, że były piłkarz Sportingu będzie grał zdecydowanie bardziej ofensywnie, co nie pomogło mu odnaleźć właściwego rytmu u Bawarczyków.

Nie jest urodzonym rozgrywającym, czy też patrząc na jego pozycję „registą”. Zazwyczaj preferuje proste rozwiązania, po udanym odbiorze decydując się na zagranie do najbliżej ustawionego kolegi. Palhinha nie czuje się pewnie, przełamując linie defensywne prostopadłymi podaniami albo rajdami z piłką przy nodze niczym Carlos Baleba, Declan Rice czy Rodri. W drużynie, która dominowała posiadanie piłki, nie miał za bardzo okazji, by uwypuklić swoje największe atuty.

Owszem, wciąż pozostawał drugim najczęściej odbierającym graczem, notując 2,7 odbioru na 90 minut. Tyle że należy podkreślić, że wystąpił jedynie w 17 ligowych starciach w tym tylko pięć razy od pierwszej minuty. Mierny rezultat, mając w pamięci kwotę transferu oscylującą w okolicach 40 milionów funtów. Nawet jeśli na dwa miesiące wyłączyła go z gry kontuzja. W dodatku mimo nikłej liczby minut (raptem 986 we wszystkich rozgrywkach) agresywne usposobienie dało o sobie kilka razy znać. Choćby w marcu otrzymał czerwoną kartkę u siebie przeciwko VfL Bochum (2:3), która diametralnie odwróciła przebieg spotkania (Bawarczycy do tego momentu prowadzili 2:1).

Fizyczna bestia

Jeśli wziąć pod uwagę progresywne podania wykonane w drugiej lub trzeciej tercji (przenoszące piłkę o minimum 25% bliżej bramki rywala), jedynie 2,7% wszystkich podań (dokładniej 15 z 551) João mieściła się w tej kategorii. Żaden nominalny pomocnik w Bundeslidze, który wykonał minimum 200 podań w sezonie 2024/25, nie miał niższej proporcji w tym aspekcie, co dobitnie pokazuje, jak bezpiecznie stara się grać piłką. Dla porównania, zarówno Rodrigo Bentancour (4%), jak i Yves Bissouma (3,8%) czy Lucas Bergvall (3,5%) wykręcili lepszy wynik w tej statystyce od 29-latka.

Porównanie stref na boisku z największą liczbą kontaktów z piłką w otwartej grze pomiędzy Palhinhą, Bentancurem oraz Bissoumą. Portgulaczyk gra z tej trójki najgłębiej. Źródło: The Athletic.

Najbardziej wiarygodnym przykładem powinien być wspomniany wcześniej Nørgaard, który ten procent miał zdecydowanie wyższy od całej rozważanej tu czwórki (7,1%100 z 1418). To może nam sugerować, że Palhinha pod Frankiem po prostu będzie musiał grać nieco ryzykowniej, nawet kosztem potencjalnych strat.  Jeśli chodzi o progresywne rajdy, tych Portugalczyk notował średnio 3,1 na 90 minut, co pozostawiała go w tyle w stosunku do wszystkich pomocników Bayernu i Spurs. Z drugiej strony jest to wynik odrobinę lepszy niż duński kolega po fachu (2,7 na 90 minut).

„Fizycznie (Palhinha) to prawdziwa bestia. Poprawił się w kwestii precyzji swoich podań i wizji gry. Zazwyczaj gra bardzo prosto. Wie, w których aspektach jest mocny, a w których nie. Jego charakterystyczną cechą, którą zauważyłem, grając z nim w zespole, jest przestrzeń, jaką był w stanie pokryć. Biegał w zasadzie w każdej strefie i zawsze potrafił pomóc nam odbiorem”.

„W Portugalii musiał się tego nauczyć na własnej skórze. Na początku dostawał sporo żółtych kartek. Jednak to inteligentny zawodnik. Z czasem nauczył się wybierać najlepszy moment, by wykonać odbiór. W Anglii gra się trochę agresywniej – w dobrym tego słowa znaczeniu. Grał w lidze [Premier League], w której czuje się swobodniej, ponieważ sędziowie pozwalają na więcej” – opisywał na łamach The Athletic swojego byłego kolegę z Bragi Rui Fonte przy okazji ogłoszenia transferu do Bayernu.

29-latek pokazał się już u Franka z doskonałej strony podczas Superpucharu Europy przeciwko Paris Saint-Germain. Wychowanek portugalskiego SG Sacavenense zademonstrował swoje umiejętności odbioru piłki i siłę fizyczną, wyglądając na tle technicznych graczy z Paryża jak taran do kasowania wszelakiego zagrożenia. Zaliczył cztery odbiory, w sumie wygrał aż siedem pojedynków. Z kolei jego wzrost przydał się w szesnastce podczas stałych fragmentów. To po jego strzale, kiedy najpierw dosłownie wziął sobie na plecy Marquinhosa, piłka odbiła się od poprzeczki, a do dobitki zdążył Micky van de Ven, wyprowadzając londyńczyków na prowadzenie. Po jego zejściu Paryżanie odrobili dwubramkową stratę.

Palhinha graczem od zadań specjalnych?

Z drugiej strony po takim występie nowy opiekun Spurs posadził go na ławce w spotkaniu z Burnley, wystawiając od pierwszej minuty Archiego Graya. Młody Anglik kilka razy świetnie przyjął piłkę pod presją i rozprowadzał ją na obie flanki, raz napędzając bardzo groźną kontrą zakończoną strzałem Richarlisona.

Wypożyczenie byłego gracza Fulham to w zasadzie żadne ryzyko i w ostatnich latach często spotykana praktyka przy N17. Tottenham nie pierwszy raz ucieka się do krótkoterminowego ruchu po gracza, wymagającego odbudowy po cięższym okresie. Ostatnio pojawił się Timo Werner, który nawet przychodził dwukrotnie. Wcześniej dołączali choćby Arnaut Danjuma z Villarrealu, a także Dejan Kulusevski z Juventusu czy Mathys Tel z Bayernu, dziś już stali członkowie kadry Thomasa Franka.

Duńczyk zyskał profil pomocnika, którego nie posiadał w kadrze – specjalistę od odbiorów i przechwytów. Odbierz, przechwyć, wygraj główkę, podaj do najbliższego, utrzymaj pozycję. Dla Graya może stanowić nie lada skarbnicę wiedzy, jak uczyć się defensywnego fachu. Początek pokazuje, że być może Palhinha zostanie jedynie opcją na mecze z największymi, gdy zespół zostanie zdominowany pod kątem posiadania piłki przez rywala. A być może wskoczy do galowego zestawienia na dłużej.

Te pierwszą tezę niejako potwierdza weekendowe starcie na Etihad Stadium (2:0). Portugalczyk znów wyszedł od pierwszej minuty i znów rozegrał kapitalne spotkanie, otrzymując po końcowym gwizdku tytuł gracza meczu. Strzelił druga bramkę po kuriozalnym rozpoczęciu gry przez Jamesa Trafforda od własnej bramki. Zaliczył dwie kluczowe interwencje w defensywie na początku drugiej połowy, gdy najpierw ofiarnie zablokował wślizgiem uderzenie Nathana Aké, a następnie wybił piłkę spod nóg Rayana Cheirkiego przy nieporozumieniu Guglielmo Vicario i Micky’ego van de Vena.

W sumie wygrał aż osiem pojedynków w defensywie. Z piłką przy nodze grał raczej bezpiecznie, aczkolwiek raz po udanym odbiorze świetnie dostrzegł na skrzydle Brennana Johnsona. Pozwolił na znacznie bardziej ofensywną grę Rodrigo Bentancurowi. Zwłaszcza w pierwszej połowie okazało się to aż nadto widoczne, kiedy ściągał na siebie uwagę graczy Pepa Guardioli przy wychodzeniu spod pressingu, mimo że był regularnie pomijany przy zagraniach od swojego golkipera.

Z perspektywy postronnego kibica to rewelacyjna informacja, że jeden z najlepszych defensywnych pomocników w lidze wrócił do Anglii. Choć stylowi gry João daleko do najpiękniejszych, to potencjalny duet z Urugwajczykiem (lub być może z równie fenomenalnym w sobotę Pape Matar Sarrem) zapowiada się intrygująco.