Optymizm nie jest cechą, która specjalnie utrudnia życie. Może ona jednak doprowadzić do sporych rozczarowań, gdy porywamy się z motyką na księżyc. Człowiek tak doświadczony życiowo jak Arsene Wenger powinien sobie zdawać z tego sprawę i unikać bycia naiwnym.

Chyba, że zakończenie sezonu Premier League na pierwszym miejscu przez Arsenal pod jego wodzą nie uważamy za co najmniej delikatną fantazję. Wtedy wszystko jest w najlepszym porządku. Patrząc jednak na poczynania francuskiego menadżera w ostatnich latach nie zakładamy pozytywnych scenariuszy w przyszłości.

Nie ma chyba na świecie kibica ”Kanonierów”, który nie pozbyłby się Wengera, a wierzących w prawdziwy sukces, czyli wygranie Premier League, nie ma z niemal całkowitą pewnością. Skoro ustaliliśmy sobie już, że nikt normalny nie wierzy w Wengera, a nawet sam on powinien mieć z tym problem to można przytoczyć szerzej jego słowa.

Francuz próbuje nam sprzedać etos wojownika. Stwierdza, że jest głodny tytułu Premier League, bo nie zdobył go już od bardzo dawna. Ma to być dla niego kwestią honoru, by przed opuszczeniem Emirates Stadium dać ten ważny tytuł kibicom. Do tego klasyczny i oklepany tekst o tym, że ma coś do udowodnienia, po którym możemy jedynie podrapać się po głowie.

Problem polega na tym, że dotychczasowa postawa Wengera jest zaprzeczeniem etosu wojownika. Głód sukcesu nie kojarzy się bowiem w piłce nożnej ze skąpieniem pieniędzy na transfery, absurdalnymi czasem decyzjami personalnymi i trzymaniem się stołka rękami i nogami. Francuz kojarzy się bardziej z klasycznym przykładem tchórza, który boi się spojrzeć sobie w oczy i przyznać do własnej porażki.

”Coś do udowodnienia” kibicom Arsenalu ma ich menadżer od wielu lat, a proces ten wydaje się, że może trwać w nieskończoność. Skoro Francuz nie pokazał niczego wielkiego przez ostatnie lata, to jaki jest powód, by wierzyć w jego ambicje? Honorowy wojownik w futbolu podałby się do dymisji dla dobra projektu, który tworzy.

Socjologiczne przemyślenia i mieszanie w całą sprawę Brexitu pominiemy wymownym milczeniem. Cała wypowiedź Wengera świadczy jedynie o jego porażce i naiwności, że pięknymi deklaracjami przekona do siebie kibiców. Jedyne co zostało menedżerowi Arsenalu to wspominanie sukcesów (swoją drogą, wspaniałych) i pobicie rekordu Fergusona. Szkot jednak odchodził w glorii, a nie przyspawany do stołka, z którego wszyscy wokół chcą go zepchnąć.

Wywiad ten może śmiało utwierdzić nas w przekonaniu, że Wenger jest totalnym egoistą. Sama jego postawa od kilku lat o tym świadczy, a wywiad jest po prostu definitywnym potwierdzeniem tej tezy. Wenger nie mówi bowiem kompletnie o Arsenalu, a tylko o sobie. Mówi, że to on ma coś do udowodnienia, że to on nie zdobył dawno Premier League i, że to on jest głodny tego trofeum. Samo nasuwa się wtedy pytanie ”Kto mu więc przeszkadza?”.

Z jednej jednak rzeczy menedżer Arsenalu zasłynie na zawsze. Będzie on podręcznikowym przykładem jak można zniszczyć swoją legendę. A na pewno trochę ją przysłonić.