Letnie okienko transferowe to nie tylko głośne ruchy, kosztujące kosmiczne sumy. To również najlepsza okazja do przechwycenia najciekawszych kąsków z rynku – tak zwanych wolnych agentów. W samej Premier League można znaleźć sporo graczy, którzy na ten moment wraz z 30 czerwca 2025 roku zostaną bez pracodawcy. Kto konkretnie znajduje się w tym gronie?

Kilka nazwisk najprawdopodobniej jesteście wskazać sami bez naszej uprzedniej pomocy. Jednak, czy stać Was na wskazanie aż 10 takich piłkarzy? Jeżeli nie to przychodzimy Wam z pomocą. Oto TOP 10 zawodników klubów Premier League, którym wraz z końcem tego sezonu wygasają kontrakty. Kolejność przestawianych kandydatur jest w pełni przypadkowa.

Ola Aina

Zapewne dla wielu fanów nieśledzących Premier League, jest to nazwisko stosunkowo anonimowe. Tymczasem mamy tutaj do czynienia z poważnym kandydatem do miana najlepszego prawego obrońcy bieżącej kampanii angielskiej ekstraklasy i to w dodatku reprezentującego zespół, który stał się rewelacją rozgrywek – głównie przez doskonałą postawę w formacji defensywnej.

Oczywiście, wciąż największe zasługi przypisuje się duetowi stoperów Nikoli Milenkoviciowi i Murillo czy bramkarzowi Matzowi Selsowi, ale nie można zapominać o udziale Ainy, który szczególnie w pierwszej połowie tegorocznych zmagań był wielką wartością dodaną dla zespołu dowodzonego przez trenera Nuno Espirito Santo. Na słabą rozpoznawalność 28-latka wpływ może mieć także fakt, że w przestrzeni medialnej nie pojawiały się do tej pory właściwie żadne doniesienia o potencjalnym nowym pracodawcy dla Nigeryjczyka.

Wciąż może to rzecz jasna ulec zmianie, bo nad wzmocnieniem pozycji bocznego obrońcy myśli sporo czołowych zespołów Premier League. Aina jest wychowankiem Chelsea. W seniorskim zespole The Blues zdążył jednak rozegrać zaledwie 6 meczów. W 2018 roku wyfrunął do Torino, w którym spędził ponad 5 lat. Szeregi ekipy Tricky Trees zasilił latem 2023 roku podczas pamiętnego szału zakupowego władz z City Ground. Nigeryjczyk został wtedy pozyskany na zasadzie wolnego transferu.

Aina od początku kwietnia leczy uraz łydki, którego nabawił się w starciu z Manchesterem United. Do gry może powrócić jednak już w przyszły weekend. Jego zespół zmierzy się wówczas z Manchesterem City w półfinale Pucharu Anglii.

Trent Alexander-Arnold

Wiedzieliście, że to nazwisko pojawi się w tym zestawieniu. Nawet gdyby tego Pana nie było na zdjęciu głównym to po prostu każdy by się go tutaj spodziewał. W końcu sagą kontraktową gwiazdy Liverpoolu jesteśmy karmieni codziennie od kilku miesięcy.

Oliwy do ognia dolewa sam zainteresowany, który bardzo często rzuca dość sprzeczne sygnały, ale z drugiej strony do tej pory nie powiedział żadnego konkretu w tej sprawie. Na pytania dziennikarzy o swoją przyszłość odpowiada, jakby wyuczonym cytatem, że „nie będzie odnosił się do przyszłości w trakcie sezonu”. Renomowane media zdążyły już jednak donosić, że Anglik jest blisko przenosin do Realu Madryt.

Wielu okrzyknęło go wówczas zdrajcą, pozostali obgryzają paznokcie w oczekiwaniu na oficjalny komunikat, a jeszcze inni rozmyślają, co mogła oznaczać ekspresyjna cieszynka wychowanka 19-krotnych mistrzów Anglii po golu na wagę zwycięstwa z Leicester City w minionej serii gier Premier League. Sprawa Trenta jest nieco podobna do jego stylu gry — nigdy nie wiesz co za chwilę nastąpi i gdzie ostatecznie znajdzie się piłka, albo w tym przypadku jego podpis.

Warto jednak przypomnieć sytuację Bastiana Schweinsteingera sprzed blisko 15 lat. Niemieckiemu pomocnikowi wygasał wówczas kontrakt z Bayernem Monachium. Wśród sympatyków Die Roten aż do ostatniej kolejki Bundesligi panowało przekonanie, że ich wychowanek zdecyduje się opuścić macierzysty klub i wybierze ofertę Realu Madryt. Były reprezentant naszych zachodnich sąsiadów chwycił za mikrofon po ostatnim spotkaniu sezonu, a na stadionie rozległo się wielkie buczenia oraz ogromne gwizdy. Tymczasem Niemiec ogłosił, że przedłużył umowę i pozostaje w stolicy Bawarii na kolejne lata. Brzmi znajomo?

Adama Traore

Fizyczny potwór uwielbiany przez wielu obserwatorów futbolu na Wyspach Brytyjskich. Najlepszy kulturysta wśród skrzydłowych i vice versa. Od pewnego czasu znajduje się jednak na zakręcie swojej piłkarskiej kariery, a trafienie na rynek wolnych agentów zdaje się być tego dobitnym potwierdzeniem. Z drugiej strony nie powinien na nim przebywać zbyt długo.

Gracz Fulham wciąż nie ma jeszcze trójki z przodu w rubryce wieku (w styczniu skończył 29 lat), a jego największe atuty, a więc szybkość, przyspieszenie, dynamika i umiejętność dobrego dogrania do partnerów, wciąż są w stanie objawić się na poziomie Premier League. W 35 potyczkach ligi oraz Pucharu Anglii  spędził na murawie 1705 minut. Wystarczyło mu to na zdobycie 2 bramek oraz 7 asyst.

The Cottagers posiadają w swojej umowie opcję przedłużenia jego kontraktu o kolejny rok. Na ten moment nie zdecydowali się jednak z niej skorzystać, a media nie donosiły o przełomie w ewentualnych negocjacjach. Portal The Standard poinformował, że włodarze Wieśniaków ostateczną decyzję w sprawie Traory i pozostałych piłkarzy z wygasającymi umowami podejmą dopiero po zakończeniu rozgrywek. Wpływ na ich wybór będzie miała ostateczna pozycja w ligowej tabeli.

Thomas Partey

Jeszcze do minionej środy wszystko wskazywało na to, że kapitan reprezentacji Ghany jest na wylocie z kadry Arsenalu i za kilka tygodni oficjalnie pożegna się z londyńskim klubem. Popularna „Orstein Bomba” zmieniła całkowity pogląd na sytuację byłego zawodnika Atletico Madryt.

David Ornstein zaskoczył wielu kibiców The Gunners, gdy przekazał, że zarząd ich klubu negocjuje podpisanie nowego kontraktu z Thomasem Parteyem. Władze wicemistrzów Anglii są otwarci na pozostanie 31-latka na Emirates Stadium. Sam piłkarz oraz jego najbliższa rodzina również chętnie przedłużą swój pobyt w czerwonej części północnego Londynu. Obecnie najbardziej odpowiednia dla Parteya jest oferta jednego dodatkowego roku z możliwym przedłużeniem o kolejny sezon.

Obie strony wciąż nie osiągnęły porozumienia, a jedynie rozpoczęły swoje rozmowy. Wciąż nie można więc być pewnym, czy Ghańczyk nie będzie latem wolnym agentem. Jeżeli ostatecznie tak, by się stało, to możemy spodziewać się dużej kolejki uznanych marek, które chciałaby przechwycić doświadczonego pomocnika.

Ostatni dwumecz z Realem Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów był najlepszą reklamą jego umiejętności. Idealnie kontrolował tempo i zdobywał przestrzeń dla swoich kolegów. W tym sezonie do udanej gry w środku pola dołożył też dość przyzwoite liczby (4 bramki i 3 asysty).

Pablo Sarabia

Czy z kariery Pablo Sarabii dało się wycisnąć więcej? Niby w CV Hiszpana możemy znaleźć występy w Realu Madryt, Paris Saint-Germain czy Sportingu, ale koniec końców nigdy nie stał się prawdziwym liderem tych ekip. A w końcu na to miał mieć papiery, jako wychowanek akademii Królewskich oraz przedstawiciel cudownego pokolenia hiszpańskiego futbolu z początku minionej dekady.

Dość powiedzieć, że zawodnik Wolverhampton Wandereres w latach 2011-2013 aż 3-krotnie triumfował w młodzieżowych mistrzostwach Europy. Najpierw czempionat Starego Kontynentu dwukrotnie wygrał z kadrą do lat 19, a na koniec ten sam sukces powtórzył z zespołem U-21. W tamtych drużynach kolegami Sarabii byli między innymi Alvaro Morata, Koke, Isco, Nacho Fernandez czy dobrze znany z pobytu w Watford Gerrard Deulofeu.

Gracz watahy Wilków zdobywał trofea po głośnym transferze z Sevilli do PSG, ale zawsze był w cieniu większych postaci. Wydawało się, że być może w mniej renomowanym Wolves zdoła w końcu przejąć pałeczkę głównej gwiazdy. 19 meczów, 3 bramki i 2 asysty mówią same za siebie. A i tak ponad połowę tego dorobku 32-latek zdobył tylko w trzech minionych spotkaniach. Podczas swojego ostatniego meczu popisał się cudownym trafieniem na wagę zwycięstwa z Manchesterem United na Old Trafford. Być może przekonał nim kogoś do zatrudnienia po 30 czerwca…

Kevin De Bruyne

Zaraz obok Trenta Alexandra-Arnolda zdecydowanie największe nazwisko na tej liście. Oczywiście, z racji wieku, zasług, obecnej formy, braku statusu wychowanka i wielu innych względów, jego komunikat o odejściu nie został przyjęty tak rozpaczliwie, jak plotki o przenosinach Trenta do Realu. Wciąż jednak informacje dotyczące przyszłości gwiazdy Manchesteru City są jednym z głównych tematów ostatnich tygodni u wyspiarskich źródeł.

Belg do tej pory najczęściej był łączony z rozpoczęciem „piłkarskiej czynnej emerytury” za Oceanem Atlantyckim. Przenosiny do amerykańskiej Major League Soccer miały być realną opcją przez zainteresowanie aż czterech klubów ze Stanów Zjednoczonych. W minionym tygodniu nowe światło rzuciły doniesienia o zarządzie Aston Villi, który odbył wewnętrzną dyskusję odnośnie potencjalnego ruchu po uzyskanie podpisu De Bruyne na umowie z klubem z Villa Park.

Powiedzmy sobie szczerze, że w głębi serca każdy fan angielskiej ekstraklasy chciałby pozostania 33-latka w Premier League. Wiadomo, nie jest to już ta najlepsza wersja reprezentanta Belgii, która w każdym kolejnym meczu zmuszała do oklasków za jego kreatywność i kosmiczne zagrania.

Ale nawet w tym roku, gdy często szło jak po grudzie, De Bruyne było stać na przebłysk swojego fenomenu. Plus, możliwość oglądania brązowego medalisty mistrzostw świata z 2018 roku w innym angielskim klubie niż The Citizens, byłaby co najmniej interesującym doświadczeniem.

Victor Lindelof

Fani Manchesteru United zdali się czekać na ten moment już od bardzo, bardzo długiego czasu. Victor Lindelof na poważnym wylocie z ekipy 20-krotnych mistrzów Anglii znajduje się właściwie od kilku sezonów. Czerwone Diabły miały w ubiegłych okienkach otrzymywać sporo ofert wykupu kapitana reprezentacji Szwecji, ale konsekwentnie odrzucali kolejne z nich. Wygasający kontrakt dla władz Red Devils najprawdopodobniej okaże się jednak właściwym momentem na rozstanie ze środkowym obrońcą. Obecnie parol na niego zagięło sporo klubów z Premier League oraz innych europejskich lig.

Kiedy United wykupywało go za 35 milionów euro z Benfiki w 2018 roku, nadzieje były naprawdę duże. W debiutanckim sezonie klub został wicemistrzem Anglii, a Lindelof był powoli wprowadzany do podstawowego składu. Niestety im dalej w las tym zdecydowanie gorzej. Stoperowi zaczęły przytrafiać się proste błędy, z rytmu meczowego wybijały go powracające kontuzje, tracił zaufanie u kolejnych trenerów, przez co nie był w stanie zawojować Old Trafford.

W ostatnich tygodniach 30-letni defensor zmagał się także z problemami pozaboiskowymi. Podczas rewanżowego starcia z Olympique’em Lyon w ćwierćfinale Ligi Europy Szwed opuścił ławkę rezerwowych jeszcze przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Żona Lindelofa ujawniła powód takiego stanu rzeczy w rozmowie z serwisem Expreseen.

– „Godzinę przed spotkaniem z Olympique’em zadzwoniła nasza opiekunka. Powiedziała, że są w drodze do szpitala. Mój młodszy syn Francis rozciął sobie głowę. Biegł za starszym Teda Louie w naszym mieszkaniu i wywrócił się na szklane schody. Jego czoło podzieliło się na dwie części. Znalazł się w szpitalu w czwartek i musiał pozostać tam do piątku. Zarządzono także operację, by jego czoło zostało zszyte. Pierwszy raz musiał przeżyć takie wydarzenie. Było to naprawdę bardzo nieprzyjemne. Operacja przebiegła pomyślnie, a Francis teraz wraca do zdrowia. Wszyscy dookoła się martwili, ale dla niego życie po prostu idzie dalej” — zdradziła Maja Lindelof.

Callum Wilson

Swego czasu nazywaliśmy Wilsona „jednym z najbardziej niedocenianych napastników w Premier League”. Od tamtego etapu minęło już kilka sezonów, Anglik ma już 33 lata, coraz częściej trapią go problemy zdrowotne, a jego rola w zespole Newcastle United zdecydowanie zmalała. Wydaje się jednak, że dla klubu z kimś mniej bramkostrzelnym niż Alexander Isak, 33-latek zdecydowanie może stać się niezłym wzmocnieniem.

W końcu mówimy o piłkarzu, który uzbierał 9 występów dla seniorskiej reprezentacji Anglii, a także do swojego dorobku dopisał 88 goli oraz 23 asysty w 234 występach na poziomie Premier League. W Championship może natomiast pochwalić się 20 bramkami i 13 asystami po 46 spotkaniach. Jeśli angielska elita to już za wysokie progi, jest wiele ekip na zapleczu, które mogłyby skorzystać z jego usług.

Ogromny minus przy jego nazwisku stawiają problemy zdrowotne. Wilson opuścił w tym sezonie aż 20 meczów z powodu urazów. Najpierw zmagał się kontuzją pleców, a później uda. Przez cały sezon ligowy zdołał tylko raz pojawić się w wyjściowym składzie The Magpies. W gnieździe Srok nie ma już czego szukać, ale nie można też finalnie go przekreślić i przykleić łatkę „przestarzałego, brzydkiego kaczątka”.

Dominic Calvert-Lewin

Drugi angielski napastnik z rzędu, a śmiało moglibyśmy tutaj wcisnąć jeszcze przynajmniej jednego takiego gracza. W końcu Danny Ings również znajduje się w tożsamej sytuacji co Wilson, a także Calvert-Lewin. Ostatecznie postawiliśmy jednak na atakującego Evertonu. Czemu?

Przede wszystkim jest młodszy o 4 lata od swojego rodaka. Dodatkowo, w tym sezonie prezentował się nieco lepiej, a przecież jeszcze rok temu jego nazwisko widniało na liście życzeń Manchesteru United! Obecnie Czerwone Diabły znów poszukują wzmocnienia na pozycję numer „9”, ale ich priorytety oscylują wokół innych napastników. Calvert-Lewin wciąż może jednak liczyć na angaż w innych klubach Premier League.

Głównym problemem wychowanka Sheffield United od zawsze było zdrowie. Obecnie również przebywa na rehabilitacji po poważnej kontuzji uda. Wciąż jednak przy jego nazwisku w tle pojawiają się sezon 2019/2020, gdy problemy zdrowotne ominęły go szerokim łukiem i zdołał 13-krotnie skierować futbolówkę do siatki rywali, a w jednym z fragmentów rozgrywek zdobył 12 trafień w zaledwie 11 występach. Gdyby w nowym klubie znów udało się ustrzec kontuzji oraz otrzymałby kredyt zaufania, to śmiało mógłby celować w powtórzenie tego wyniku.

Tyrick Mitchell

Na koniec chyba najbardziej pominięte nazwisko tego zestawienia. Tyrick Mitchell nie jest melodią przeszłości, jak kilku zawodników wyżej, a piękną nutą przyszłości, która już teraz przyciąga uwagę gigantów. Różne źródła donosiły, że parol na obrońcę Crystal Palace zagiął między innymi Manchester City, ale plany pozyskania Anglika może im pokrzyżować także AC Milan. 

O Mitchellu najgłośniej zrobiło się w marcu 2022 roku. Wówczas otrzymał pierwsze powołanie do kadry Synów Albionu. Rozegrał wtedy dwa spotkania dla Trzech Lwów. Pierwszy ze Szwajcarią (2:1), a drugi przeciwko drużynie Wybrzeża Kości Słoniowej (3:0). Niestety do dzisiaj są to jego jedyne występy dla obecnych wicemistrzów Europy. Problemem mógł okazać się właśnie brak pchnięcia kariery do przodu przez transfer do klubu z większymi ambicjami.

Tego lata 25-latek będzie miał na to zarówno najlepszą, jak i być może ostatnią prawdziwą szansę. We wrześniu rozpocznie swój 26. rok życia, a wiemy, że nikt w tym wieku nie będzie już traktował go jako „młodego i perspektywicznego”. Dlatego trafienie na rynek wolnych agentów i odejście z południowego Londynu może być dla niego wielką szansą, by w końcu zrobić krok naprzód.