Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 13. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

JOSÉ SA

Może i bramkarz Wolves stracił aż trzy z czterech puszczonych w meczu z Bournemouth bramek po strzałach z rzutów karnych, ale sam też nagotował sobie bigosu. Dwie z jedenastek zostały odgwizdane po jego faulach i o ile w jednym przypadku ratował sytuację po błędzie rywala, o tyle pierwszy karny dla Wisienek był już skutkiem jego gapiostwa. Za długo zbierał się do kopnięcie piłki, ubiegł go Evanilson i został trafiony w nogę. Karny, mówiąc dosadnie, idiotyczny. Ale też ewidentny.

OBROŃCY

JAMES JUSTIN

Niech najlepiej występ Justina podsumuje fakt, że na jego stronie grał Kevin Schade, który popisał się hattrickiem i dorzucił do niego asystę. Anglik zaspał już przy pierwszym golu dla Brentford, gdy nie upilnował Niemca chwilę przed tym, jak ten dograł do Yoanna Wissy. Przy jego drugim i trzecim trafieniu również nie był w ogóle blisko gracza rywali.

CRAIG DAWSON

Wszedł w przerwie spotkania z Bournemouth przy stanie 1:3, zapewne z zamiarem ustabilizowania dziurawej defensywy. Skończyło się tym, że sprezentował rywalom rzut karny fatalnym wycofaniem do bramkarza, do którego dopadł Evanilson, a następnie został sfaulowany w szesnastce. Dodatkowo Dawson nie zaliczył przez 45 minut ani odbioru, ani przechwytu. Ani jednego!

MAX KILMAN

Jeśli West Ham ma w nim szukać lidera defensywy, to zupełnie tego nie pokazał w starciu z Arsenalem. Wystarczy zresztą przypomnieć, że Młoty puściły pięć goli jeszcze przed przerwą. Kilman nie popisał się przy czwartym z nich, gdy nie zdołał przeciąć zagrania za linię obrony w wykonaniu Leandro Trossarda. Dzięki temu Kai Havertz mógł spokojnie popędzić sam na sam i wpakować piłkę do siatki.

JARRAD BRANTHWAITE

Wielkie ciężary miał Branthwaite na Old Trafford, ale nie dopisało mu też szczęście. Piłka pechowo odbiła się od jego nogi przy strzale Marcusa Rashforda, który przyniósł gola na 1:0. Przy bramce na 2:0 stracił piłkę, co skrzętnie wykorzystali piłkarze Manchesteru United i mecz był już ustawiony.

WITALIJ MYKOŁENKO

Kompletujemy lewą część linii defensywnej Evertonu ze spotkania z United. Jeśli Branthwaite miał ciężary, to Mykołenko miał ciężary do kwadratu. Amad Diallo nękał i mijał go raz po raz. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że Ukrainiec jest w stanie zatrzymać go tylko faulami. Zupełnie nie miał odpowiedzi na świetną postawę Iworyjczyka.

POMOCNICY

JOELINTON

Brazylijczyk zaliczył historycznie zły mecz. Zapytacie dlaczego? Zero bramek, zero asyst, zero wykreowanych szans, zero celnych strzałów, zero udanych dryblingów, zero udanych wrzutek i wreszcie zero wygranych pojedynków na ziemi. W tej dekadzie jeszcze żaden piłkarz nie odnotował takich statystyk. Odstawiając cyferki na bok, występ 28-latka możemy podsumować jednym stwierdzeniem. Nieobecny.

WILFRIED NDIDI

Pod nieobecność Harry’ego Winksa to na jego barki spadł obowiązek dyrygowania poczynaniami Leicester City w środku pola. Kompletnie jednak nie potrafił odnaleźć się w tej roli. Wyglądał na zagubionego, zresztą podobnie jak cała drużyna Lisów, a Brentford zrobił z tego użytek. Kilkukrotnie zaspał też przy powrotach do obrony.

LUCAS PAQUETA

Już przestaliśmy liczyć, ile razy Paqueta lądował w tym sezonie w naszych antyjedenastkach. Brazylijczyk kolejny raz był nieefektywny i nie potrafił zrobić wartościowej różnicy – no, może poza tym, że wywalczył West Hamowi rzut wolny, którego na gola zamienił Emerson. Ma jednak też swoje za uszami. Sprokurował pierwszy rzut karny dla Arsenalu, faulując Bukayo Sakę, a czwarta akcja bramkowa Kanonierów zaczęła się po jego stracie. Znów występ, którego nie będzie miło wspominał.

NAPASTNICY

JADEN PHILOGENE

Unai Emery zaskoczył, stawiając na młodego skrzydłowego w starciu z Chelsea i jego decyzja niestety się nie obroniła. The Blues otworzyli wynik po jego stracie pod własnym polem karnym. Dodatkowo nie pokazał praktycznie nic ciekawego w ataku. Dał się zapamiętać głównie z symulki, za którą obejrzał żółtą kartkę.

MICHAIL ANTONIO

Napastnik West Hamu zaliczył mocno anonimowy występ przeciwko Arsenalowi. W ofensywie niespecjalnie niepokoił graczy Kanonierów, a zaliczył też kosztowną wpadkę w obronie. Przy pierwszej bramce The Gunners pilnował Gabriela Magalhãesa, Brazylijczyk mu się jednak urwał i dzięki temu łatwo pokonał Łukasza Fabiańskiego.