W niedzielnym spotkaniu 11. kolejki doszło do ogromnej niespodzianki. Ipswich Town pokonało na wyjeździe Tottenham 2:1 i tym samym zaliczył pierwszą wygraną w tym sezonie. Natomiast drużyna Ange’a Postecoglou straciła okazję, aby zbliżyć się do czołówki i znowu pokazała te same problemy.

Powtórka z rozgrywki

Tottenham nie zmienia się pod jednym względem – jako pierwszy traci bramki u siebie. W tym roku kalendarzowym zdarzyło się to aż 13 razy w 15 domowych spotkaniach. Co prawda w większości z nich Kogutom udaje się odwrócić losy meczów, to jednak w rywalizacji z beniaminkiem ta sztuka się nie udała. Jeśli klub z północnego Londynu ma ambicje, aby w tym sezonie walczyć o top 4 czy nawet o trofea, to musi wyeliminować błędy w defensywie.

Podczas spotkania z Ipswich antybohaterem stał się obrońca Radu Dragusin. To właśnie błąd reprezentanta Rumunii doprowadził do straty drugiej bramki. Obrońca Tottenhamu zastępuje kontuzjowanego Micky’ego Van de Vena. Jednak ciężko mówić tu o dobrej zmianie. Były zawodnik włoskiej Genoi od dłuższego czasu jest niepewny w swoich interwencjach, co było również widoczne w przegranym spotkaniu z Galatasaray. Holender ma wrócić po przerwie reprezentacyjnej, ale nie ma co do tego pewności.

Dwie twarze Tottenhamu

W tym sezonie drużyna Spurs jest jak słynne pudełko czekoladek z filmu „Forrest Gump”. Nigdy nie wiadomo, jaka akurat się trafi. Są mecze, gdy ekipa z Londynu gra wybitnie jak z Manchesterem United, a czasem wygląda poniżej oczekiwań, co mogliśmy oglądać podczas spotkania z Crystal Palace. Zdarza się jednak, że w jednym meczu Spurs pokazuje różne oblicza. Może wyglądać fatalnie w pierwszej połowie i tracić bramki, by w drugiej połowie dostać skrzydeł i walczyć o odrobienie strat.

Taki brak stabilizacji formy odbija się na wynikach. Łatka „Spursy”, z którą chce walczyć Ange Postecoglou, nie chce opuścić klubu. Australijczyk ma prawie dwa tygodnie, aby przeanalizować sytuację swojej drużyny i poszukać rozwiązań na jej problemy. Zwłaszcza, że po przerwie czeka ich mecz z Manchesterem City. Wymagania wobec klubu są ogromne, a fani mają coraz mniej cierpliwości, co pokazali wygwizdując swoją drużynę po meczu z Ipswich.

Dwie dekady czekania

22 lata, 6 miesięcy i 17 dni. Tyle czasu kibice The Tractor Boys czekali na zwycięstwo swojej drużyny w Premier League. Byli blisko tego w meczach z Leicester oraz Brentford, jednak w spotkaniu z Tottenhamem udało im się utrzymać zwycięstwo i zyskać potrzebne 3 punkty.

Zwycięstwo było w pełni zasłużone. Piłkarze Kierana McKenny pokazał charakter i wykorzystał błędy Spurs w pierwszej połowie i zdobyli dwie bramki. Warto także odnotować świetny występ Arijaneta Muricia, który kapitalnie bronił dostępu do bramki, kiedy w drugiej połowie gospodarze ruszyli do ataku. Ten mecz może być punktem zwrotnym dla beniaminka i dzięki niemu zacznie zdobywać punkty potrzebne do utrzymania.