Na zakończenie 7. kolejki Premier League odwiedziliśmy Amex Stadium. Brighton gościło u siebie Tottenham. Pora wyciągnąć najważniejsze wnioski ze spotkania obu ekip.

Johnson kontynuuje świetną passę

Brennan Johnson jest ostatnio w niebywałej formie. Walijczyk od momentu słabego meczu w derbach północnego Londynu i hejtu jaki się na niego wówczas wylał w mediach społecznościowych, wziął sobie to głęboko do serca i postanowił wejść na najwyższe obroty. Zdobyta bramka z Brighton jest dla napastnika Spurs 6 trafieniem na przestrzeni sześciu ostatnich meczów.

Warto także odnotować ciekawą rolę na boisku Dominica Solanke, który miał udział przy pierwszej bramce dla Tottenhamu. Snajper Kogutów grał bardziej w roli cofniętego napastnika z rozegraniem piłki do swoich kolegów na skrzydłach. Dzięki takiemu systemowi gry, napastnik zaliczył asystę przy golu Johnsona. Solanke odznaczał się także robieniem przestrzeni na boisku innym ofensywnym graczom gości.

Imponująca forma Johnsona jest dobrą wiadomością dla kibiców Tottenhamu. Heung-Min Son pozostaje nadal kontuzjowany, ale ekipa Ange’a Postecoglou potrafi sobie radzić w ofensywie bez swojego kapitana. Sezon jest długi, więc takie momenty mogą być kluczowe dla drużyny przy potencjalnych brakach kadrowych.

Wesoły futbol bez linii defensywnej

Spotkanie Brighton z Tottenhamem mogło zapowiadać otwarty mecz przy sposobie grania obu drużyn. Jak to bywa w takich starciach często potrafi dochodzić do błędów w defensywie. W pierwszej połowie Bart Verbruggen nie popisał się przy bramce Jamesa Maddisona, przepuszczając po swojej interwencji futbolówkę do siatki. Z kolei w drugiej części meczu Destiny Udogie wykonał nieudolną próbę zatrzymania piłki, na czym skorzystał Yankuba Minteh strzelając kontaktową bramkę.

Georginio Rutter powoli zaczyna się rozkręcać w barwach Brighton. Francuz po spotkaniu z Chelsea, napoczął tym razem inną drużynę z Londynu, a więc zespół Spurs. Wyrównująca bramka na 2:2 sprawiła, że piłkarze Fabiana Hurzelera znacząco ożywili się na The Amex.

Mimo prowadzenia Spurs do przerwy spokojnym rezultatem 0:2, Koguty pozwoliły podłączyć się do tego spotkania drużynie Mew. Konsekwencje tego były w opłakanych skutkach, bowiem Brighton zrobiło niesamowity comeback na 3:2 za sprawą gola Danny’ego Welbecka.

Japoński Quaresma

To był mecz imienia Kaoru Mitomy. Japończyk swoją świetną dyspozycją na boisku pociągnął za sobą całą drużynę. Poza asystą przy wyrównującej bramce Ruttera, skrzydłowy Brighton szczególnie w pierwszej połowie mógł się popisać kilkoma kluczowymi zagraniami a’la Ricardo Quaresma. Przy lepszej skuteczności swoich kolegów pod bramką Vicario, gospodarze już wtedy mogli liczyć na co najmniej jedną bramkę do przerwy.

Mitoma opuścił znaczną część poprzedniego sezonu przez kontuzje, które pokrzyżowały jego plany na regularną grę w koszulce Brighton. Piłkarz jednak był już gotowy na obecne rozgrywki i stopniowo zaczyna się rozkręcać, do czego już zdążył wcześniej przyzwyczajać kibiców Premier League. Dzięki takim występom jak w pojedynku z Tottenhamem można się spodziewać, że Kaoru Mitoma będzie prawdziwym asem w talii Fabiana Hurzelera.