Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 6. kolejki Premier League.
ROBERT SANCHEZ
Choć Robert Sánchez starał się ze wszystkich sił, aby zaprzepaścić w pierwszej połowie wyczynu Cole’a Pamera, koniec końców przegrał ten pojedynek z kolegą z drużyny. Już na samym początku meczu zaliczył katastrofalne wyjście do górnej piłki, gdy źle ocenił sytuację, pozostawiając pustą bramkę, do której futbolówkę z główki skierował Georginio Rutter. Natomiast przy stanie 3:1, mając sporo czasu i kilka opcji do podania przed bramką, postanowił wybrać… zawodnika Brighton, Carlosa Balebę, który zmniejszył straty do jednej bramki. Hiszpański golkiper, schodząc na przerwę, mógł się cieszyć, że Palmer wpakował Mewom czwórkę przed przerwą, bo w innym wypadku mógłby zostać zmiażdżony przez media. Można się tylko zastanawiać, czy były gracz The Seagulls na pewno utrzyma miejsce między słupkami bramki Chelsea.
ADAM WEBSTER
Nie było to udane popołudnie dla Adama Webstera jak i dla całej defensywy Brighton w meczu z Chelsea. Obrona Mew przyjęła na swoje konto aż cztery gole autorstwa Cole’a Palmera już w pierwszej połowie. Sam Webster popełnił błąd, który zapewnił jedną z bramek dla The Blues, zaliczając złe wycofanie i oddając piłkę rywalom. Zakończył występ w 57. minucie spotkania, podsumowując tym samym swój fatalny mecz na Stamford Bridge.
Jackson and Palmer combine once again in the #PL. 🤝#CFC | #CHEBHA pic.twitter.com/OlDvXJz0Am
— Chelsea FC (@ChelseaFC) September 29, 2024
LISANDRO MARTINEZ
Mógł się przypomnieć jego występ z Liverpoolem. Martinez ma tendencję do wnoszenia chaosu i niepotrzebnej agresji zamiast spokoju i tak właśnie było przeciwko Tottenhamowi. Podejmował duże ryzyko i z jednej strony zaliczył kilka przechwytów, ale z drugiej dawał się łatwo ogrywać (wygrał tylko jeden z pięciu pojedynków z rywalami). Co więcej, zachował się dziwacznie w akcji Kogutów na 2:0, wychodząc wysoko, a potem odpuszczając i na sam koniec tracąc równowagę, próbując uratować się pokraczną interwencją.
DIOGO DALOT
Po blamażu 0:3 z Tottenhamem na Old Trafford właściwie cały blok obronny Manchesteru United zasłużył na znalezienie się w tym zestawieniu. Obok Martineza najgorzej z całej defensywy Czerwonych Diabłów wyglądał właśnie Dalot, który najpierw niewytłumaczalnie odpuścił krycie Brennana Johnsona przy golu otwierającym wynik spotkania już w trzeciej minucie, a później był bardzo łatwo mijany w pojedynkach z walijskim skrzydłowym. Wyglądał na bardzo zagubionego i nadążał za narzuconym przez Koguty tempem gry.
GUIDO RODRIGUEZ
Guido Rodríguez ma spore problemy z przystosowaniem się do tempa gry, jakie panuje w Premier League. Argentyński mistrz świata, choć w defensywie nie radził sobie źle, to wyglądał naprawdę blado na tle lepiej przygotowanych fizycznie pomocników Brentford. Kolejny raz próbował dziwnych (i kompletnie nieudanych) strzałów na bramkę z 30-35 metrów. Cieniem na jego występie kładzie się również sytuacja z pierwszej minuty, gdy kompletnie nie wiedział, gdzie ma się ustawić w polu karnym, w ostatniej chwili odpuszczając Bryana Mbeumo, który trafił do siatki gości.
ILKAY GÜNDOGAN
Ilkay Gündogan miewał znacznie lepsze występy niż ten przeciwko Newcastle. Niemiec musiał wejść w buty kontuzjowanego Kevina De Bruyne, ale nie miał się czym popisać. Pomocnik City do 66. minuty, kiedy został zmieniony przez Pepa Guardiolę, zaliczył tylko jeden kontakt z piłką w polu karnym przeciwnika. Dodatkowo zmarnował dogodną szansę na zdobycie bramki i objęcie prowadzenia przez gości, gdy podjął złą decyzję o lobowaniu Nicka Pope’a z dystansu zamiast rozegrać akcję dwóch na jednego z Erlingiem Haalandem.
JESPER LINDSTRØM
Lindstrøm, choć jego zespół ostatecznie zgarnął trzy punkty, nie miał za sobą najlepszego popołudnia na Goodison Park. Duńczyk w pierwszej połowie nie zrobił żadnego użytku z kilku stałych fragmentów gry, niedokładnie dorzucając na głowy kolegów. Nie zaliczył też ani jednego strzału czy udanego dryblingu. W dodatku jego zachowania w defensywie często prowadziły do sytuacji dla Crystal Palace. Tu niecelnie podał, tu odpuścił pogoń za przeciwnikiem do linii końcowej, jeszcze innym razem zaliczył niepotrzebną stratę w prostej sytuacji. Przy bramce Orłów przegrał pojedynek we własnej szesnastce z Daichim Kamadą, który zdołał dośrodkować na dalszy słupek w kierunku Marca Guéhiego. Dlatego też Sean Dyche zdjął go już w przerwie.
KAI HAVERTZ
Strzelona bramka w końcówce meczu (a raczej odbicie piłki do siatki) przez Kaia Havertza delikatnie podniosła końcową ocenę za mecz z Leicester. Jednak to nie były zawody wysokich lotów w wykonaniu napastnika Arsenalu. Niemiec zaprzepaścił dwie świetne okazje na strzelenie bramki we wcześniejszym etapie spotkania. Poza tym przegrywał w ataku wiele pojedynków, w tym tych główkowych. Na domiar złego Havertz oddał łącznie w meczu siedem strzałów z celnością na poziomie 40%.
BRUNO FERNANDES
Od kapitana oczekujesz, że będzie w stanie pociągnąć drużynę, gdy ta znajdzie się w tarapatach. Bruno za to tylko utrudnił jej sytuację, łapiąc czerwoną kartkę za kompletnie nieodpowiedzialny atak na Jamesa Maddisona. Nawet jeśli niektórzy mają wątpliwości co do słuszności decyzji arbitra – po co wyciągał podniesioną nogę w stronę rywala? Można też mieć do niego zarzuty przy golu na 0:1. Portugalczyk zepsuł kontratak United zbyt słabym podaniem do Alejandro Garnacho, a potem odpuścił pogoń za Mickym van de Venem, który przebiegł pół boiska zanim wyłożył piłkę Brennanowi Johnsonowi.
Brennan Johnson was spotted calling Bruno Fernandes 'stupid' after his challenge on James Maddison which saw him sent off 😬🟥 pic.twitter.com/xNydJt0MG3
— SPORTbible (@sportbible) September 29, 2024
ERLING HAALAND
Maszyna się zacięła! W wyniku bliżej nieokreślonej awarii w systemie, Norweg po raz pierwszy w tym sezonie nie strzelił gola w meczu Premier League. Co więcej, trzeba przyznać, że 24-latek zagrał zwyczajnie słabo. Zaliczył kilka przegranych pojedynków i niecelnych podań, a jeszcze więcej możemy powiedzieć o jakości strzałów napastnika The Citizens. Nawet jeśli już celne, to kompletnie niegroźne – frustracja była zresztą wymalowana na twarzy Haalnda. Zdecydowanie lepszego uderzenia powinniśmy od niego oczekiwać chociażby w jednej z ostatnich akcji spotkania. Wówczas główkował wprost w koszyczek Nicka Pope’a.
JOSHUA ZIRKZEE
Holenderski snajper 20-krotnych mistrzów Anglii został zdjęty z murawy już po pierwszej połowie. Trener Erik ten Hag posadził go na ławce rezerwowych kosztem wprowadzenia Casemiro, by uzupełnić dziurę w osłabionym po czerwonej kartce Bruno Fernandesa środku pola. Przed zmianą stron letni nabytek zespołu z czerwonej części Manchesteru był właściwie niewidoczny. Obrońcy Spurs bardzo łatwo radzili sobie z odcięciem go od podań, a także zabieraniem futbolówki spod jego nóg. Doszedł do jednej dobrej okazji, ale lepszy okazał się wówczas Vicario.












