Erling Haaland po czterech kolejkach sezonu 2024/25 ma na swoim koncie DZIEWIĘĆ goli. Brak słów, żeby opisać ten absurdalny, niedorzeczny, niewpisujący się w ramy wszelkiej logiki, wymykający się ludzkiemu pojęciu wynik. Nieco łatwiej natomiast opisać początek sezonu w wykonaniu tego psychopaty*.
*Psychopata (wg PWN) – ktoś, kto zachowuje się niezgodnie z przyjętymi normami i budzi lęk w otoczeniu.
Czy powyższy opis nie pasuje idealnie do Norwega? Takiego zawodnika Premier League nie widziała i zapewne długo nie zobaczy. Napastnik Manchesteru City robi co chce z defensywami rywali, które z lękiem pierwszoklasisty przed nową szkołą podchodzą do starć z 24-latkiem. Zdumiewają nie tylko same statystyki, ale także styl zdobywanych bramek. Obu tym zagadnieniom postanowiliśmy przyjrzeć się nieco bliżej.
Co drugi strzał Norwega ląduje w bramce
Choć nie jest to precyzyjne określenie, to leży bardzo blisko prawdy. Erling Haaland na strzelenie dziewięciu goli potrzebował oddać tylko 20 strzałów. Warto jednakowo dodać, że żaden inny zawodnik w lidze nie oddał większej liczby uderzeń na bramkę rywali. Jeśli was to nie zdumiewa, to przeczytajcie to jeszcze raz. Co drugi strzał zamienił się w gola w najbardziej wymagającej lidze na świecie! Już pierwszy strzał piłkarza Obywateli w sezonie zakończył się cieszeniem z gola przy linii bocznej (18. minuta meczu z Chelsea). Aby podkreślić wyjątkowość tych liczb, dodamy jeszcze jedną – Norweg w czterech kolejkach miał tylko 85 kontaktów z piłką. Średnio 21 kontaktów na mecz. Gdyby komuś było mało, to piłkarz Manchesteru City opisywane dziewięć goli strzelił przy expected goals w wysokości 4,49 (wg WhoScored).
O tym, jak kosmiczny jest to start, niech świadczy fakt, że żadna drużyna Premier League nie zdobyła więcej bramek niż Haaland. Druga w tej klasyfikacji Chelsea ma na swoim koncie aktualnie osiem goli. W wyśrubowaniu tego wyniku niewątpliwie pomogła dewastacja na Molineux 2:6. Z kolei ekipy znajdujące się w strefie spadkowej (Wolves, Southampton i Everton) dopiero razem wzięte mają taki sam dorobek strzelecki co gwiazda z niebieskiej części Manchesteru.
Erling Haaland now has 𝐒𝐈𝐗 more goals than the Premier League’s second-highest scorer. 𝐒𝐈𝐗. 🤯🤖 pic.twitter.com/orJ4r1may4
— 433 (@433) September 14, 2024
Jeśli napastnik The Cityzens już ma czegoś żałować, to braku hat tricka w ostatnim spotkaniu przeciwko Brentford. Gdyby dołożył trzecią bramkę, dobiłby do bariery 100 goli dla Manchesteru City oraz zdobyłby trzeciego hat tricka z rzędu, co nie udało się jeszcze nikomu w historii Premier League. Nie można ukryć, że jest to lekki zawód. Tym bardziej, że po takim wyczynie z pewnością nie zabrakłoby podpisów na zabranej po meczu piłce, a te jak do tej pory nie zawodziły.
Na koniec tego zbioru statystyk, małe podsumowanie dotychczasowej przygody na Etihad. Haaland potrzebował zaledwie 70 meczów w angielskiej elicie, aby zdobyć 72 bramki. W tym dorobku znajduje się osiem hat tricków. Wszystko w lekko ponad dwa sezony – kosmos.
Erling Haatrick ⚽️⚽️⚽️
Haaland makes it EIGHT hat-tricks in 69 Premier League matches, putting him level with Thierry Henry, Harry Kane and Michael Owen pic.twitter.com/ue6BeYqIeQ
— Premier League (@premierleague) August 31, 2024
Jak strzela Erling Haaland?
Reprezentant Norwegii to typowa „dziewiątka”, która siedzi w polu karnym i czeka na dogranie piłki. To wiemy nie od dziś. Jednak to, co imponuje na początku tego sezonu, to wachlarz rozwiązań, dzięki którym posyła futbolówkę do bramki przeciwnika. Przyjrzyjmy się im bliżej.
Gol otwierający sezon to trochę inny gol niż pozostałe. Napastnik City przyjął piłkę w polu karnym The Blues, podprowadził ją kilka metrów z obrońcami na plecach i strzelił obok wychodzącego Roberta Sancheza. Haaland najczęściej ogranicza się do przyjęcia i szybkiego strzału z okolic dziesiątego metra. Jak chociażby w meczu trzeciej kolejki z West Hamem. Jego dwie pierwsze bramki padły wówczas po takich właśnie akcjach – pierwsza po technicznym uderzeniu obok bramkarza, druga po strzale „pod ladę” z piekielną siłą. Trzecie trafienie w tym spotkaniu to natomiast uniknięcie spalonego i rajd od koła środkowego pod bramkę Młotów, zakończony przelobowaniem Łukasza Fabiańskiego. Po drodze był jeszcze hat trick z Ipswich. Tam Norweg najpierw skutecznie wykonał rzut karny, potem wykorzystał długie podanie, urywając się obrońcom, minął golkipera rywali przyjęciem głową i z ostrego kąta wpakował futbolówkę do siatki. Na koniec meczu z beniaminkiem popisał się strzałem zza szesnastki (naprawdę rzadki widok w jego wykonaniu).
Bez wątpienia Haaland najlepiej się czuje, kiedy jednym przyjęciem może ustawić sobie pozycję, a następnie bez zawahania oddać strzał. Problem w tym, że, nawet kiedy zabierze mu się miejsce i czas na przyjęcie, to może zrobić coś takiego jak w spotkaniu z Brentford, gdzie dwukrotnie zaskoczył rywali uderzeniami z pierwszej piłki. Pierwsze z nich trafiło w słupek, drugie zostało zablokowane przez Nathana Collinsa. Skończmy opis genialnego początku sezonu, które zamyka starcie z ekipą Thomasa Franka. Cyborg z Etihad najpierw bez przyjęcia huknął ze słabszej nogi, a kilkanaście minut później z dziecinną łatwością przepchnął Ethana Pinnocka, jakby defensor Pszczół był stworzony z kartonu i znowu przelobował bramkarza. Na wykorzystanie podania od Edersona potrzebował trzech kontaktów.
Erling Haaland and Ederson have got this routine locked down 🔐 pic.twitter.com/tGKSPWjvV0
— Premier League (@premierleague) September 17, 2024
W tym miejscu warto oddać trochę laurów reszcie zespołu i pochwalić arsenał ofensywnych rozwiązań Manchesteru City, z którego Haaland tylko korzysta. W końcu, ile drużyn na świecie może pochwalić się takim asystentem, jak Ederson? Inni zawodnicy zbiorczo docenieni, to można wrócić do kosmity ze Skandynawii. Omawiany fenomen w tym sezonie w pojedynkę odwracał wyniki spotkań, które nie układały się po myśli Obywateli. To jest taki starszy brat, który zabiera pada młodszemu rodzeństwu, gdy ten przegrywa i trzeba ratować wynik. W skrócie – Erling Haaland to niszczyciel uśmiechów małych i (większych) drużyn.
Czy legenda Messiego i Ronaldo jest zagrożona?
Kilka tygodni temu Pep Guardiola zapytany o liczby swojego podopiecznego wypowiedział następujące słowa:
„To są liczby na poziomie Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, którzy kontrolowali wszystko w ostatniej dekadzie. Jego liczby są na tym poziomie. Zrobienie tego w tym kraju, w tej lidze jest niewiarygodne”.
To dość odważne słowa ze strony hiszpańskiego menedżera. Ronaldo i Messi wykręcali nieziemskie liczby w swoich najlepszych latach i przez długi czas byliśmy przekonani, że nikt nawet się nie zbliży do ich osiągnięć. Najlepsze sezony Portugalczyka opiewały w 61 goli (sezon 2014/15), 60 goli (2011/12) czy 55 goli (2012/13). Argentyńczyk z kolei miewał sezony, podczas których we wszystkich rozgrywkach strzelił 73 gole (2011/12), 60 goli (2012/13) czy 58 goli (2014/15). Dla porównania najlepszy sezon Haalanda to 52 bramki w ubiegłej kampanii. Z jednej strony do rekordów legend brakuje doprawdy niewiele. Z drugiej siedem czy osiem bramek na przestrzeni roku to spora różnica. Kolejnym wyznacznikiem jest powtarzalność. Jak dobrze wiemy, małą sztuką jest strzelić 50 goli w sezonie, wielką jest powtarzać to przez kilka lat.
Zawodnik Manchesteru City przebija wspomnianych graczy, kiedy porówna się ich osiągnięcia do 24 roku życia. Tylko tu pojawiają się jedno „ale” – pozycja. Norweg w przeciwieństwie do Messiego i Ronaldo jest typową „dziewiątką”, kiedy ci w jego wieku grali na skrzydłach. To po części może wyjaśniać różnicę w liczbie zdobytych bramek do 24 roku życia. Ronaldo ma takowych 132, Messi 197, a Haaland 256.
Erling Haaland is an absolute machine 😳🤖 pic.twitter.com/Aq31VWq0o4
— OneFootball (@OneFootball) September 14, 2024
Erling Haaland's stats when he turned 24 🆚 Lionel Messi's really put things into perspective 🥴🙇♂️ pic.twitter.com/9eGVFPcLa3
— OneFootball (@OneFootball) September 10, 2024
To, co wyczynia napastnik The Cityzens w tym sezonie, jest niepojęte. Jeśli Erling Haaland utrzymałby dotychczasowe tempo do końca sezonu, strzeli 85 goli w samej Premier League. Oczywiście zachowanie takiej średniej jest niemożliwe, ale wielce prawdopodobne, że Norweg pobije w tej kampanii kolejne rekordy oraz zgarnie kolejne nagrody indywidualne. Żyjemy w czasach wielkiego fenomenu, który strzela jak szalony i nie bierze żadnych jeńców. Kosmita, cyborg, maszyna, psychopata.

