Manchester City dokonał w ubiegłym sezonie rzeczy historycznej i bezprecedensowej. Drużyna Pepa Guardioli jako pierwszy zespół w historii zdobył czwarte mistrzostwo kraju z rzędu. Czy tę serię da się wydłużyć o kolejny triumf i ponownie utrzeć nosa ambitnemu Arsenalowi? Ile ma jeszcze paliwa w baku ten zespół i czy to ostatni sezon Pepa Guardioli na Wyspach Brytyjskich? Pytań jest wiele, ale Manchester City do nowej kampanii ponownie startuje jako główny pretendent do tego, by znów zasiąść na królewskim tronie.
Kiedy wydawało się, że tym razem im się nie uda, oni zawsze potrafili się podnieść i sezon kończyli na szczycie. Manchester City przyzwyczaił swoich kibiców, że mimo nierównych początków kampanii, w decydującym momencie wrzuca wyższy bieg i nie ogląda się za siebie. The Citizens w ubiegłym sezonie dokonali rzeczy, którą wielu uważało za niemożliwą. W tak konkurencyjnej i wymagającej lidze jak Premier League, po raz czwarty z rzędu zdobyli tytuł mistrzowski. Ambicja Pepa Guardioli i jego podopiecznych z pewnością sprawi, że w tym roku będą marzyć o powtórzeniu sukcesu w ubiegłej kampanii. Na Etihad Stadium szykują się więc bardzo ciekawe miesiące i to nie tylko ze względu na sprawy boiskowe.
Najważniejszy mecz rozegra się w sądzie
Manchester City do nowego sezonu przystępuje z dokładnie takimi samymi oczekiwaniami jak w każdej kampanii pod wodzą Pepa Guardioli. Liczy się tylko zdobycie tytułu mistrzowskiego. Zadanie to ponownie nie będzie łatwe ze względu na ambitny i rozwijający się projekt Mikela Artety i jego Arsenalu. Oprócz emocji na boisku te fanów klubu z Etihad Stadium czekają także poza nim. Dokładniej mówiąc, w salach sądowych. Jesienią tego roku rozpocznie się proces związany z 115 zarzutami przeciwko klubowi z Manchesteru związany ze złamaniem zasad finansowych Premier League. Sprawa ta od wielu miesięcy budzi ogromne emocje i wiele kontrowersji.
Mimo że informacja o zarzutach przeciwko City pojawiła się w 2023 roku, klub z Manchesteru wciąż nie otrzymał żadnej kary. Problem ten był mocno nagłaśniany w ubiegłym sezonie, gdy Everton i Nottingham Forest były karane odjęciem punktów za przewinienia na polu finansowym. Proces sądowy ma potrwać kilka miesięcy. Można się więc spodziewać, że kiedy wiosną podopieczni Pepa Guardioli wejdą na wyższy poziom i znów będą kroczyć do kolejnego mistrzostwa, piłkarski świat dowie się, czy klub jest winny postawionych mu zarzutów.
Wszystko zostaje w rodzinie
Od początku letniego okna transferowego klubowe źródła informowały, że Manchester City nie planuje wielu wzmocnień, chyba że ktoś zdecyduje się odejść. Jedynym potwierdzonym transferem przychodzącym jest Savinho. Przyjście Brazylijczyka nie jest jednak świeżą sprawą, bo o tym, że skrzydłowy zasili szeregi City, było wiadomo już od kilku miesięcy. To za sprawą siatki City Football Group, która ten transfer przeprowadziła. 20-latek w ubiegłej kampanii występował w rewelacji La Liga Gironie. Był tam jednak tylko wypożyczony z francuskiego Troyes. Jak się domyślacie, oba kluby są zarządzane przez właścicieli Manchesteru City. Savinho był w ubiegłym sezonie jednym z najlepszych piłkarzy w hiszpańskiej ekstraklasie. Jego szybkość, odwaga oraz drybling z pewnością dodadzą dużą dawkę energii na prawym skrzydle Manchesteru City. Były gracz Girony ma na nim rywalizować z Oscarem Bobbem, więc istnieje duża szansa, że zdoła wywalczyć sobie miejsce w wyjściowym składzie.
Savinho is here! 🩵 pic.twitter.com/h6xfBvnGdb
— Manchester City (@ManCity) July 18, 2024
Wydawało się, że transfer Brazylijczyka będzie jedynym tego lata. To może się jednak zmienić. Wszystko przez niespodziewane odejście Juliána Álvareza, który odszedł za rekordowe 95 milionów euro do Atletico Madryt. Utrata Argentyńczyka może zmusić Pepa Guardiolę i Txikiego Begiristaina do szukania jego następcy na rynku. Nie można jednocześnie wykluczyć, że City nie sprowadzi nikogo w miejsce byłego gracza River Plate. Menedżer City na jednej z konferencji prasowych przyznał, że musi rozważyć wszystkie opcje. Kapitalny rozwój Oscara Bobba i pozostanie w klubie Jamesa McAtee, mogą być jednak wystarczające, by załatać dziurę po Álvarezie.
Czy to będzie ostatni taniec?
Pep Guardiola rozpoczyna właśnie swój 9. sezon w Manchesterze City. Wiele wskazuje na to, że może być to jednocześnie jego ostatni w klubie z Etihad Stadium. Jeszcze w trakcie ubiegłej kampanii Katalończyk stwierdził, że jest „bliżej odejścia niż pozostania”. Jego obecny kontrakt wygasa pod koniec sezonu 2024/25. Guardiola powtarzał, że na sto procent będzie prowadził zespół w rozpoczynającej się w piątek kampanii Premier League. Nie wiadomo jednak co dalej. Latem dziennikarz „The Athletic” David Ornstein w jednym z podcastów stwierdził, że w środowisku panuje „przekonanie, że Guardiola po sezonie odejdzie”. Nie jest to jednak w pewne, bo już w trakcie niedawno zakończonego presezonu w Stanach Zjednoczonych były szkoleniowiec Bayernu Monachium dawał sygnały, że jego kariera w Manchesterze wcale nie musi dobiegać końca. Wszelkie rozterki i wątpliwości z pewnością wkrótce odejdą na bok. Piłka pójdzie w ruch, a Guardiola znów zrobi wszystko, by pokazać, że jest najlepszy i nikt nie może mu dorównać.
Pożegnalny sezon dla De Bruyne?
Podobnie jak z przyszłością Pepa Guardioli, coraz więcej znaków zapytania generuje Kevin De Bruyne. Kontrakt Belga — podobnie jak Guardioli — wygasa latem 2025 roku. W ostatnich miesiącach pojawia się coraz więcej plotek łączących De Bruyne z transferem do Arabii Saudyjskiej. 33-latek miałby przenieść się tam na ostatnie lata swojej piłkarskiej kariery, a przy okazji zarobić mnóstwo pieniędzy. Sam piłkarz przyznawał, że jest szczęśliwy w Manchesterze City, ale przeprowadzka na Bliski Wschód nie byłaby dla niego, ale przede wszystkim jego rodziny problemem. Władze City z pewnością nie będą chciały utracić swojej gwiazdy. Jednocześnie zdają sobie sprawę, że były gracz Wolfsburga już młodszy nie będzie. Nie zaoferują mu więc długoletniej umowy, a już na pewno nie na takich warunkach, jak kluby z Arabii. Można więc wysnuć wniosek, że wspaniała kariera Kevina De Bruyne w Premier League chyli się ku końcowi. Trzeba więc się nią cieszyć, a Erling Haaland i jego koledzy muszą czerpać z podań Belga, ile tylko mogą, bo tych niedługo będzie brakowało.
Amerykański sen
Okres przygotowawczy w wykonaniu czołowych klubów Premier League to głównie papka marketingowa, reklamowa i wizerunkowa. Bardzo często futbol jest tam tylko dodatkiem. Oczywiście kluby takie jak Manchester City doskonale zdają sobie sprawę z potencjału na rynkach amerykańskim i azjatyckim. Po podróży do Korei ubiegłego lata, tym razem przyszła więc pora na Stany Zjednoczone. The Citiznes podczas swojej obecności za oceanem zagrali cztery spotkania. W pierwszym z nich ulegli Celticowi w Północnej Karolinie. Następnie była podróż do Nowego Jorku, gdzie na specjalnym wydarzeniu zaprezentowano trzeci komplet strojów. W „Wielkim Jabłku” Obywatele zagrali z AC Milanem, któremu ulegli 2:3. Później był deszczowy mecz w Orlando z FC Barceloną (2:2). Na zakończenie starcie z Chelsea w Ohio, gdzie gracze Guardioli wygrali 4:2.
Fani w Stanach Zjednoczonych z pewnością nie mogli być w pełni usatysfakcjonowani z pobytu Manchesteru City w ich kraju. Z czołowych graczy do USA przylecieli tylko Ederson, Stefan Ortega, Kalvin Phillips, Jack Grealish oraz Erling Haaland. Reszta zawodników pierwszej drużyny odpoczywała po Euro i Copa America. Tak duża liczba nieobecnych pozwoliła młodym graczom pokazać się przed większą publicznością. Największym wygranym presezonu był Oscar Bobb, który prezentował się wyśmienicie w sparingach. Z pewnością będzie istotną częścią pierwszej drużyny — przynajmniej na początku sezonu. Sporym objawieniem był też 19-letni Nico O’Reilly. Młody pomocnik wyszedł nawet w wyjściowym składzie w meczu o Tarczę Wspólnoty, który rozegrano w sobotę. Manchester City pokonał w nim po karnych Manchester United i do nowego sezonu przystąpi ze zdobytym trofeum.
Brak zastępcy dla Rodriego
Jedynym i w zasadzie ciągnącym się od dłuższego czasu sporym problemem dla Manchesteru City jest brak zmiennika dla Rodriego. Docelowo tę funkcję miał pełnić Kalvin Phillips. Swoją dyspozycją i umiejętnościami nie potrafił jednak dorównać oczekiwaniom Pepa Guardioli. Próbował się odbudować na wypożyczeniu w West Hamie, ale jego pobytu w Londynie lepiej nie komentować. Były gracz Leeds United wziął udział w presezonie, ale w niektórych spotkaniach grał na środku obrony. Wszystko wskazuje jednak na to, że Anglik zostanie w klubie i otrzyma jeszcze jedną szansę od katalońskiego menedżera. Phillips postara się wpasować do tej niezwykle trudnej roli. Zmiennika Rodriego, który będzie prezentował odpowiedni poziom, ale zaakceptuje drugoplanową rolę. Od kilku sezonów nikt nie potrafił tego zrobić.

