Niewiele transferów w ostatnich latach udało się włodarzom Evertonu tak, jak Amadou Onana. Belgijski pomocnik dwa lata temu zamienił LOSC Lille na barwy The Toffees i niedługo musiał czekać, aby o jego usługi zaczęła pytać śmietanka Premier League. Douglasowi Luizowi na zainteresowanie ze strony wielkich przyszło w Aston Villi poczekać nieco dłużej. W Birmingham zameldował się już w 2019 roku, gdy odszedł z Manchesteru City, ale na świeczniku znalazł się, dopiero gdy drużynę opuścił Jack Grealish. Dziś Brazylijczyk trenuje już z graczami Starej Damy, która zapłaciła za niego ogromne pieniądze. Równe mniej więcej tym, które The Villans wydali na jego zastępstwo, sprowadzając Onanę.

Nie ma zmiłuj z zasadami PSR

Finisz w czołowej czwórce Premier League i awans do tegorocznej edycji Ligi Mistrzów stanowił nie lada sukces dla Aston Villi. Unai Emery w swoim drugim podejściu na angielskiej ziemi udowodnił, że warsztat ma, jak mało kto. Jeśli wciąż są eksperci czy dziennikarze, którzy nie zaliczają go do europejskiej czołówki, to obecnie muszą chociaż przyznać, że Hiszpan wiedzie prym w drugiej linii.

Jednak sukcesu byłego opiekuna Arsenalu czy PSG, jak i jego podopiecznych, nie byłoby, gdyby przez ostatnie kilka okienek zarząd sukcesywnie nie dokładał kolejnych wzmocnień. Aston Villa w swojej pierwszej kampanii po powrocie do elity ledwo się utrzymała, więc kadra przy wygórowanych ambicjach zarządu wymagała przemeblowania. Wielomilionowe transfery Olliego Watkinsa, Leona Bialeya, Pau Torresa czy Moussy Diaby’ego (a tu wymieniłem tylko te bardziej udane) sprawiły, że The Villans po kilku latach zaczęli mierzyć z poważnymi problemami związanymi ze spełnieniem wymogów PSR. Za 2023 rok zaksięgowano stratę na poziomie 119 milionów funtów.

„Zasady rentowności i zrównoważonego rozwoju” doprowadziły do sytuacji, że 30 czerwca stał się najistotniejszym dniem w kalendarzu klubowych księgowych. To dlatego zarząd tak bardzo pragnął wypchnąć z klubu któregoś ze swoich piłkarzy za grube pieniądze. Padło na Douglasa Luiza, który zasilił szeregi Starej Damy za ponad 45 milionów funtów. Całą kwotę wraz z kolejnymi kilkoma milionami otrzymanymi ze sprzedaży Tima Iroegbunama do Evertonu zapisano po stronie zysków i można było zamknąć bilans. W zeszłym tygodniu równie chętnie przyjęto ofertę Saudyjczyków za Diaby’ego.

Sprzedaż Douglasa oznaczała oczywiście, że w środku pola powstała sporych rozmiarów wyrwa, którą należało szczelnie wypełnić. Brazylijczyk bowiem był jednym z liderów drużyny. 26-latek rozegrał prawie 3000 minut w samej lidze, dokładając jeszcze 9 trafień i 5 asyst. Dodatkowo pomocnicy stanowią integralną część taktyki Emery’ego, zarówno przy piłce, jak i gdy trzeba za nią gonić. Specjalista od Ligi Europy w Birmingham zazwyczaj stawiał na system 4-2-2-2 z popularną teraz „pudełkową” pomocą w postaci dwóch „10” na skrzydłach, dwoma snajperami z przodu i szeroko ustawionymi bocznymi defensorami.

Obaj środkowi pomocnicy pełnią rolę graczy „box-to-box”. W fazie defensywnej mają w głównej mierze pokryć całą szerokość boiska, by uniknąć kontrataków. Gdy zespół jest przy futbolówce, ich nadrzędnym zadaniem jest holowanie jej w kierunku bramki rywali. Mają w ten sposób łamać ustawienie przeciwnika w najbardziej zatłoczonym obszarze boiska, na skraju środkowej i ostatniej tercji boiska. Nie ma tutaj ani chwili wytchnienia.

Poszukiwany budowniczy i artysta w jednym

Luiz spełniał właściwie każde taktyczne życzenie swojego szkoleniowca na murawie. Ba, nawet więcej, ponieważ 52-letni menedżer wykorzystywał jeszcze do maksimum jego ofensywny instynkt. Nakazał mu, by przy każdej możliwej okazji wbiegał w szesnastkę, co zaowocowało fantastycznymi liczbami jak na zajmowaną pozycję. Już w zeszłym roku chciał go Mikel Arteta, ale wówczas nie udało się dojść do porozumienia. Pieniądze, jakie pomimo presji czasu udało się wyciągnąć The Villans za Brazylijczyka, są jak najbardziej adekwatne do jego arsenału umiejętności. Jeśli trafiłby do Arsenalu, Liverpoolu czy Manchesteru City, że spokojnie by sobie poradził.

Unai wielokrotnie powtarzał w rozmowach z mediami, że uwielbia piłkarzy o wysokim boiskowym IQ. Mówiąc prościej – u niego pomocnicy muszą zawsze doskonale czytać sytuację. Pozostawać w gotowości, by przerwać kontratak, jak i go natychmiastowo rozpocząć, a także utrzymać się z piłką przy nodze, będąc pod presją. Wymaga się od nich, aby łączyli te nudniejsze aspekty gry – odbiór, wślizg, pressing, a czasem brzydki, taktyczny faul – z umiejętnością gry na fortepianie – dokładnym passem, dryblingiem czy strzałem z dystansu. Nie oczekuje w każdej kategorii poziomu rodem z konkursu chopinowskiego, ale chociaż ukończenia pierwszego stopnia szkoły muzycznej.

Moim pomysłem jest zbudowanie mocnych taktycznych fundamentów. Chcę, abyśmy narzucili naszą filozofię na boisku, tak aby pomocnicy utrzymywali posiadanie piłki tak długo, jak to możliwe. Całkowite wyjaśnienie tego jest zbyt trudne” – mówił na łamach The Athletic Emery przed kwietniowym spotkaniem z Olympiakosem.

Najłatwiej powiedzieć, że chciałoby się zjeść ciastko i mieć ciastko. W idealnym świecie pozbycie się Luiza oznaczałoby, że na Villa Park przychodzi podobnego kalibru zawodnik. Znalezienie pomocnika podobnego do Douglasa być może nie jest aż tak trudnym zadaniem, jak jego kupno. Skoro wszechstronni pomocnicy są dziś tak w cenie, to dlaczego ktoś miałby im kogoś takiego oddać. Aston Villa poszła w nieco inną stronę i zamiast szukać takiego gracza, wzmocniła głębię składu, dokładając Enzo Barrenecheę, który ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Serie B w Frosinone, oraz Rossa Barkleya, błyszczącego formą w spadkowiczu z Luton.

Teoria przytoczona w poprzednim akapicie byłaby prawdziwa, gdyby jednak do tej dwójki jeszcze dołożono kogoś tańszego. Wówczas mogłoby to przywołać skojarzenia z próbą zastąpienia Jacka Grealisha trzy lata temu. Natomiast zarząd postanowił sprowadzić startera do pierwszej jedenastki i dokonać kolejnego głośnego transferu po Ianie Maatsenie, kontraktując Amadou Onanę. Przy okazji włodarze pobili klubowy rekord transferowy, bowiem Belg kosztował aż 50 milionów funtów.

Murawa w Lille niczym czerwony dywan w Cannes

Onana jest kolejnym piłkarzem, który pokazuje, jak dobrych piłkarzy kształtuje LOSC Lille, nawet jeśli grają oni tam rok czy dwa lata. Belg w stolicy Flandrii zameldował się po jednym sezonie w drugoligowym HSV Hamburg, do którego trafił dwanaście miesięcy wcześniej z ekipy U19 Hoffenheim. Anglia jest jego czwartym krajem, bo był jeszcze w drużynach młodzieżowych Zulte Waregem, gdzie jednak w wieku 15 lat pokazano mu drzwi. Do Niemiec trafił dzięki pomocy siostry Mellisy (która dziś jest jego agentką). Ta filmowała jego mecze i rozsyłała wideo do wielu klubów w Europie, szukając szansy na zaistnienie dla brata.

Lille stało się dla bogatszych klubów ze Starego Kontynentu jednym z ulubionych kierunków na zakupy. Onana w zasadzie jest tylko potwierdzeniem tej tezy. Tym gamechangerem okazał się transfer jego rodaka, Edena Hazarda, który na lata stał niezaprzeczalnym liderem Chelsea. Na Wyspy trafiali jeszcze Nicolas Pépé czy Sofiane Boufal, którzy jednak nie poradzili sobie w Premier League. Tego nie można powiedzieć o Svenie Botmanie oraz Gabrielu Magalhãesu, którzy dziś stanowią podstawowe wybory dla Eddiego Howe’a i Mikela Artety. W zeszłym roku do Brighton trafił Carlos Baleba (wczesnej ten sam kierunek obrał Yves Bissouma), a tydzień temu szeregi United zasilił Leny Yoro, którego wymienia się wśród najzdolniejszych defensorów młodego pokolenia.

Zresztą 23-latek zasilił szeregi francuskiego klubu, mając wypełnić lukę po odchodzącym do Leicester Boubakarym Soumaré. W trakcie rozgrywek 2021/22, mimo że nie otrzymał porażającej liczby minut (jedynie nieco ponad 1700), to trener nie bał na niego postawić, chociażby w starciu 1/8 Ligi Mistrzów przeciwko The Blues. Po zakończonych rozgrywkach otrzymał pierwsze powołanie do seniorskiej kadry, a Roberto Martinez dał mu szansę debiutu przeciwko Holandii w Lidze Narodów.

Transfer do Evertonu wydawał się naturalnym krokiem w karierze. Spore zainteresowanie przejawiał wówczas również West Ham. Frank Lampard potrzebował gracza, który będzie grał nieco głębiej, zaoferuje pokaźny defensywny skillset i potrafi przyjąć piłkę, unikając pressingu rywala. W kadrze miał w zasadzie tylko jednego gracza wpisującego się w tę rolę – Allana, dlatego przekonał Farhada Moshiriego, aby sięgnąć po wychowanka Zulte.

Na Goodison Park świeżo upieczony reprezentant Czerwonych Diabłów trafił za blisko 30 milionów funtów. W porównaniu do wielu ruchów w niebieskiej części Merseyside w poprzednich latach, jego sprowadzenie okazało się strzałem w dziesiątkę. W ciągu dwóch lat spędzonych w szeregach The Toffees stanowił kluczowe ogniwo najpierw ekipy Lamparda, a następnie Seana Dyche’a, walnie przyczyniając się do utrzymania swojej drużyny w elicie.

Wyjątkowa technika wślizgu

Jedną z przyczyn, które spowodowały, że Amadou szybko zaaklimatyzował się w Anglii i przystosował do tempa i wymagań ligi, bez wątpienia pozostają jego warunki fizyczne. Urodzony w Senegalu gracz mierzy aż 195 centymetrów wzrostu i dysponuje ogromną siłą, umiejętnością gry w powietrzu i piekielną szybkością. Najszybszym piłkarzem zeszłego sezonu okazał się Micky van de Ven z Tottenhamu (podobnego wzrostu co Onana), który w spotkaniu z Brentford rozwinął prędkość 37,38 km/h. Tymczasem Amadou okazał się od Holendra niewiele wolniejszy, bowiem zmierzono mu 36,65 km/h, co było lepszym wynikiem od Gabriela Martinellego, Luisa Díaza czy Adamy Traoré.

Te parametry zdecydowanie pomagają mu w defensywnych aspektach gry, gdyż zwyczajnie trudno jest go przejść, ścierając się z nim twarzą w twarz lub próbując mu uciec, nie mając wyraźnej przewagi przestrzeni. To jest ten typ gracza, przeciwko któremu nienawidzisz grać – kiedyś podobnie było w przypadku Marouane’a Fellainiego za czasów José Mourinho w Manchesterze United. Tyle że Onana jest zdecydowanie lepszy dzięki prędkości, jaką potrafi rozwinąć. Starszemu koledze brakowało tej szybkości, a jego poruszanie się po murawie było wręcz pokraczne.

Tymczasem 23-latka niezwykle ciężko wyprzedzić, przecisnąć się przez niego czy zmusić do popełnienia faulu. O ile w pierwszym sezonie w Anglii łapał jeszcze niepotrzebne żółte kartki (w sumie złapał ich 9), o tyle w ubiegłych rozgrywkach tylko pięciokrotnie został napomniany przez sędziego.

W ciągu dwóch kampanii na Wyspach jego skuteczność w pojedynkach jeden na jednego wyniosła 59,8%. Wśród pomocników w ligach TOP 5 w Europie Onana znalazł się w 92. percentylu, jeśli chodzi o liczbę udanych odbiorów na 90 minut (3,06). Co istotniejsze, to nie jest tak, że to dzieje się jedynie w okolicach własnego pola karnego, bo zaliczał blisko 0,34 odbioru na mecz w ostatniej tercji (78. percentyl). Miał 6,89 odzyskanych piłek na mecz, co plasuje go wśród 13% najlepszych graczy drugiej linii w czołowych ligach.

Podstawą tych imponujących liczb jest jego niekonwencjonalna technika wślizgu, co widać na kilku akcjach na powyższym klipie. Gdy większość zawodników używa stopy znajdującej się dalej od piłki, próbując przesunąć nogę w poprzek, Onana wykorzystuje stopę znajdującą się bliżej rywala, atakując piłkę palcami.

Onana i jego niewykorzystany fizyczny potencjał

Nowy gracz The Villans ma jeszcze pewną smykałkę do tego, gdzie i kiedy ma się w destrukcji ustawić. Wie, kiedy musi koniecznie utrzymać swoją pozycję, ale gdy widzi szansę, aby doskokiem wywrzeć większą presję na napastniku czy skrzydłowym, nie boi się wyjść bardziej agresywnie do przodu. Jest to cecha, która uzupełnia jego defensywny instynkt i czyni z niego tak trudnego rywala.

Występ Belgów na ostatnim Euro w Niemczech pozostawał wiele do życzenia. Gra podopiecznych Domenico Tedesco była nie raz, nie dwa chaotyczna. Mimo to, gdy przyszło do spotkania fazy pucharowej z Francją, Tedesco nie bał się powierzyć 23-latkowi roli jedynego pomocnika z trochę większą defensywną rolą, przesuwając wyżej Youriego Tielemansa obok Kevina de Bruyne. Onana nie ustrzegł zespołu przed porażką, ale pozostawił bardzo dobre wrażenie, zaliczając 3 odbiory i wygrywając 4 z 5 starć jeden na jednego.

Choć Frank Lampard nie wytrwał długo na stanowisku po przybyciu do Liverpoolu 23-latka, potrafił nauczyć swojego podopiecznego atakowania skraju pola karnego, gdy z boku nadciągała wrzutka ze strony kolegi. Będąc tak rosłym zawodnikiem, gdy nabiega długi słupek, a jego rywalem zazwyczaj jest niższy boczny obrońca, ma niejednokrotnie niebagatelną przewagę.

W ubiegłym sezonie Onana uplasował się w 99. percentylu, jeśli chodzi o procent wygranych pojedynków w powietrzu wśród graczy na swojej pozycji (74,3%). To idealnie obrazuje, że przy odpowiednim okrzesaniu może stać się istotnym zagrożeniem w polu karnym. Ok, nie ma takiego uderzenia jak Luiz, ale wydaje się, że powinien strzelić zdecydowanie więcej bramek (w Evertonie jedynie trzykrotnie pakował piłkę do siatki).

Można domniemywać, że jest to jedną z przyczyn, dla których prawdopodobnie The Villans zdecydowali się zatrudnić jego i Rossa Barkleya. Kamara, w którym można było upatrywać gotowego zastępstwa dla Douglasa Luiza, bywa bardziej przywiązany do swojej pierwotnej pozycji i trzymając się nieco bardziej z tyłu. Teraz Unai Emery w środku pola ma całą gamę różnych profilów, więc może swobodnie rotować między Onaną, Kamarą, Tielemansem, Barkleyem czy McGinnem. Zważywszy, że Hiszpan lubi stawiać na wybieganych środkowych pomocników w roli fałszywych skrzydłowych, i tak ktoś będzie musiał usiąść na ławce.

Czy Unai Emery rozwinie „6” w „8”?

Niewątpliwie ogromny atut Amadou stanowi jego umiejętność opanowania długich zagrań od kolegów lub zbierania bezpańskich piłek, by następnie ruszyć nią środkiem pola w kierunku bramki rywala. Wychowanek Zulte Waregem miał mniej niż pół straty na mecz (0,43) wynikającej z pressingu przeciwnika i popełniał mniej jeden błąd na mecz (0,86), próbując skontrolować futbolówkę. To plasuje go wśród pomocników w ligach TOP 5 w odpowiednio 82.91. percentylu.

Co prawda, 23-latek nie znajduje się w czołówce, jeśli chodzi o udane dryblingi czy progresywne rajdy, jednak na Goodison Park miał w tej kwestii ograniczone możliwości. Spoglądając na jego poczynania w koszulce The Toffees, klasyczną akcją Belga był odbiór na granicy pierwszej i drugiej tercji boiska, podciągnięcie akcji o kilka metrów do przodu i długi dokładny przerzut na skrzydło.

Tu pojawia się największe pole manewru w wykorzystaniu jego umiejętności przez Emery’ego. Onana otoczony zdecydowanie lepiej wyszkolonymi technicznie kolegami powinien stać się monstrum, jeśli chodzi o fazy przejściowe. Udany odbiór, następnie kilkunasto- lub kilkudziesięciometrowy sprint z piłką, by napędzić kontratak i przeszywające podanie w szesnastkę do wybiegającego zza plecy obrońców Watkinsa czy Leona Bailey’a.

Warunek jest jeden. Hiszpański menedżer musi mu dać więcej swobody w drugiej linii – biegnąc, Belg stawia długie susy, w ten sposób bardzo szybko rozwijając optymalną prędkość. Doskonała kontrola piłki sprawia z kolei, że istnieje nikła szansa, że gdzieś ją po drodze zgubi. W ten sposób były opiekun Villarrealu będzie w stanie przemienić go z typowego „szóstkowego” przecinaka w bardziej wszechstronną „ósemkę”. Onana wydaje się nieco surowy taktycznie, jeśli chodzi o system preferowany przez Unaia. Aczkolwiek ma solidne podstawy, aby wyróżniać się w tej roli, gdy już się dostosuje.

Atuty 23-latka niewątpliwie też pasują do braków, jakie wykazywali piłkarze Emery’ego w poprzednich rozgrywkach. Aston Villa była czwartą ekipą od końca w Premier League, jeśli chodzi o tzw. wysokie odbiory – do 40 metra od bramki rywala – prowadzące do oddania strzału. The Villans udało się to zaledwie 42 razy, a tylko 5 z nich skończyło się zdobyciem bramki. Teraz zyskują kogoś, kto w lidze należy do czołówki w tej kwestii. Również powinien wzrosnąć współczynnik skutecznych pojedynków jeden na jednego, który nie powalał na kolanach (47,3% – 14. lokata w lidze).

Wzrost belgijskiego pomocnika przyda się przy obronie stałych fragmentów gry, bowiem ekipa z Birmingham straciła z kornerów i wolnych aż 16 bramek (przy xGA na poziomie 14,21). Gorsze pod tym względem były tylko Sheffield, Luton i Nottingham. Również możemy się spodziewać, że wzrośnie procent wygranych starć w powietrzu. Do tej pory było to 47,9% takich starć, co stanowiło piąty wynik od końca.

Dyche i Emery to dwie zupełnie inne definicje futbolu

Pewne wątpliwości nasuwają się, gdy spojrzymy głębiej w liczby opisujące dystrybucję piłki. Nie ma co się oszukiwać – Onana nie wejdzie w buty Douglasa Luiza, a na pewno nie od początku swojej przygody na Villa Park. Były gracz Lille do tej pory występował w ekipie, w której główną ofensywną bronią były długie wykopy od Jordana Pickforda na głowę rosłego napastnika lub dośrodkowanie spod linii końcowej ze strony bocznego Ashleya Younga club Vitaliy’a Mykolenki.

Everton posiadał piłkę średnio przez 40,8% czasu gry, podczas gdy Aston Villa 53,1%. The Villans w ciągu 38 kolejek Premier League przeprowadzili 404 sekwencje podań, składające się z minimum 10 passów, a The Toffees tylko 185. Na Goodison Park rzadkością pozostawało rozgrywanie akcji od własnej bramki. Średnia długość podań Pickforda wynosiła 36,57 metrów, natomiast Emiliano Martinez posyłał futbolówkę na 24,78 metrów. Sean Dyche i Unai Emery zupełnie inaczej rozumieją futbol.

Nic więc dziwnego, że gdy porównamy liczby podań, kluczowych passów, progresywnego dystansu pokonanego z piłką pomiędzy Belgiem a wspomnianym Brazylijczykiem, ten pierwszy przegrywa na prawie wszystkich polach. 23-latek wyróżnia się świetnym wyczuciem czasu i siły przy długich podaniach po ziemi czy wysokich przerzutach, zarówno zagrywając do przodu, jak i w poprzek boiska. Te piłki gra wręcz na nos – dokładność tego typu zagrań oscyluje w granicach 74%, co jest rewelacyjnym wynikiem.

W pozostałych statystykach raczej plasuje się w środku europejskiej stawki, będąc nieco gorszym od Luiza. Nowy piłkarz Starej Damy zaliczał średnio 70,7 kontaktów z piłką i wykonywał 63,18 podań, w tym 1,59 tych kluczowych, natomiast jego „zastępca” odpowiednio 55,57, 44,59 oraz 0,77.

Natomiast, spoglądając w liczby Onany z czasów gry w Ligue 1, na Goodison Park w większości znacząco się nie zmieniły. W trakcie kampanii 2021/22 LOSC Lille miało średnio 50,3% posiadania piłki, wykonując ponad 90 podań więcej z otwartej gry w ciągu meczu niż Everton. Mimo że The Toffees starali się grać zdecydowanie bardziej bezpośrednio, jego cyferki na tym nie ucierpiały.

Amadou Onana i jego statystyki z sezonu w Lille (2021/22) i ostatniego sezonu w Evertonie (2023/24). Źródło danych: FBRef. Wykres przygotowany przez autora tekstu.

Dlatego moim zdaniem u nowego pracodawcy możemy oczekiwać uwypuklenia się jego ofensywnych umiejętności. W dół powędrują te imponujące szacunki opisujące efektywność w obronie, ale liczby podejmowanych dryblingów, progresywnych podań, kontaktów z futbolówką w ostatniej tercji poszybują w górę. Amadou dysponuje takim atletyzmem, jak i odpowiednią techniką, że jest w stanie być kimś więcej niż typowym destruktorem.

The Analyst dostarcza taką statystkę jak „attack contribution”, która łączy w sobie liczbę strzałów (bez rzutów karnych) zawodnika i sytuacje kreowane przez niego z otwartej gry. Onana w zeszłym sezonie uplasował się w samym środku stawki (52. percentyl). Myślę, że w ciemno można założyć, że przesunie się w okolice 62.-65. percentylu. Dyche sprawił, że w Premier League poznaliśmy 23-latka z brzydszej strony gry. Teraz powinniśmy poznać go z tej ładniejszej i przyjemniejszej dla oka. W Birmingham będzie mieć narzędzia, by zaprezentować całą ofensywną paletę swoich umiejętności.

Onana okaże się sukcesem na miarę Gordona?

Rozgrywając coraz więcej spotkań moja dojrzałość i zrozumienie zwyczajnie się poprawiają. Staje się zdecydowanie spokojniejszy, będąc przy piłce. W zeszłym sezonie dostałem mnóstwo głupich żółtych kartek, nad czym długo pracowałem”.

„To (głębsza pozycja) zdecydowanie mi odpowiada i myślę, że moje występy to pokazały. Czuję się w tej pozycji znacznie lepiej i taka gra sprawia mi przyjemność. Aczkolwiek wierzę, że mogę zrobić wszystko. Mam umiejętności, które pozwalają mi czuć się komfortowo na każdej pozycji w środku pola. Przyjmę każdą rolę, jaką wyznaczy mi szkoleniowiec” – mówił na łamach The Athletic w grudniu zeszłego roku.

Kiedy zimą 2022 roku „Ginger Mourinho” przejął po Lampardzie schedę w niebieskiej części Merseyside, zorganizował on wideorozmowę dla Onany ze swoim byłym podopiecznym, Stevenem Defourem. Były piłkarz Burnley udzielił młodszemu koledze kilku rad, jak poradzić sobie ze wszystkimi wymaganiami systemu Dyche, tak, aby maksymalnie pomóc drużynie.

Pogawędka z Defourem zdała egzamin. Belgijski gracz obok Jarrada Branthwaite’a i Jordana Pickforda był najjaśniejszą postacią w ostatnim sezonie The Toffees, mimo że w końcówce sezonu stracił miejsce w podstawowym składzie. Drużyna, jak i on sam, wykonała znaczący progres, zdobywając aż 48 punktów. Choć czasami może wyglądać na niechlujnego przy rozgrywaniu piłki, podejmować błędne decyzje lub spowalniać ataki, zdarza mu się taki moment w meczu, czy w defensywie, czy w ataku, że mówisz „wow, to jest gracz najwyższego kalibru”.

Moim zdaniem można dostrzec pewne podobieństwa pomiędzy sytuacją Amadou, a Anthonym Gordonem. Wychowanek Evertonu zaliczył równie głośny transfer za równie ogromne pieniądze – w styczniu 2023 roku przeniósł się na St James’ Park za ponad 37 milionów funtów. Taki ruch wydawał się dla Srok ryzykowny, a na barki młodego skrzydłowego spadł spory bagaż oczekiwań. Część ekspertów na Wyspach powątpiewała w jego sukces.

Tymczasem on stał się znakomitym nabytkiem Newcastle i jednym z wyróżniających się zawodników Premier League w ubiegłym sezonie. Pod opieką Eddiego Howe’a z roli „defensywnego skrzydłowego”, jak to kiedyś określiło go TIFO Football, przeobraził się w rasowego killera z double-double na swoim koncie. Wydaje się, że podobny scenariusz ziści się w przypadku Amadou. Belg ma wizję, technikę, tempo pracy i atrybuty defensywne, które powinny doprowadzić go do czołówki na pozycji numer „8” na świecie.

Odpowiadając na pytanie zadane w tytule – Onana nie jest typowym zastępcą dla Douglasa Luiza. Analizując inne ruchy Unaia Emery’ego na polu transferowym, można przewidywać, że Aston Villa będzie grać odrobinę inaczej w przyszłym sezonie. Może nie z takim rozmachem w ofensywie jak wcześniej, ale przynajmniej pewniej na tyłach. Spodziewam się, że takie podejście da całkiem udaną przygodę w Lidze Mistrzów.