Na każdym wielkim turnieju międzynarodowym jedna z drużyn staje się tak zwanym „czarnym koniem”. Taki tytuł otrzymuje drużyna, która zaskakuje swoją dyspozycją i uzyskuje awans do końcowych etapów fazy pucharowej. Pomimo, że przed startem imprezy nikt nie dawał im na to większych szans. Z drugiej strony zawsze pojawia się też drużyna, która zapracowała na tytuł „największego rozczarowania turnieju”. Podczas zbliżających się wielkimi krokami mistrzostw Europy zapewne znów pojawi się przynajmniej jeden przedstawiciel zarówno pierwszej, jak i drugiej grupy. Naprawdę trudno typować, do której bliżej jest reprezentacji Szkocji. Z jednej strony mają oni wiele cech, które pozwalają wierzyć, że zaskoczą wszystkich, ale z drugiej doskwiera im sporo wyraźnych problemów. Czego możemy, więc oczekiwać od tej kadry podczas aktualnego Euro?

Dla The Tartan Army do tej pory największym sukcesem w historii Euro jest samo zakwalifikowanie się do turnieju. Ta sztuka powiodła im się 3 razy — w 1992, 1996, a także 2020 roku. Nigdy nie zdarzyło im się też wygrać więcej niż jeden mecz grupowy. Na ostatnich ME nie zwyciężyli ani jednego starcia. W tym roku powtórzenie wyniku sprzed trzech lat wydaje się być mało prawdopodobne. Tartanowa Armia ma za sobą udane eliminacje, jej liderzy są w dobrej formie, a selekcjoner Steve Clarke jest bardzo doceniany. Niestety jednocześnie ostatnio wpadli w spory dołek, z którego nie potrafią się wygrzebać. Przeszkadzają im też ciągłe kontuzje ważnych graczy. Mimo to potrafili jednak wykazać się wielką zawziętością i grą do końca podczas kilku ubiegłorocznych meczów eliminacyjnych.

Zadziorność i gra do końca to odznaka Szkotów

Szkoci trafili do naprawdę wymagającej grupy eliminacyjnej. Właściwie poza Cyprem każdy z ich grupowym rywali miał bardzo realne szanse na awans do mistrzostw Europy. Ostatecznie bilety do Niemiec wywalczyło trzy reprezentacje z tej stawki — Gruzini, Hiszpanie oraz właśnie Szkoci. Gorycz porażki musieli przełknąć Norwegowie z Martinem Odegaardem i Erlingiem Haalandem w składzie. Chociaż mało brakowało, a to właśnie Skandynawowie cieszyliby się z awansu kosztem The Tartan Army. Wtedy znać o sobie dała jednak wielka zadziorność, charakter i gra do końca Szkotów.

Norwegowie w obu starciach z Tartanową Armią prowadzili dosłownie prawie do końca rywalizacji. Ostatecznie z tych dwóch konfrontacji zdołali jednak wywieźć tylko jeden punkt. Przed własną publicznością Haaland i spółka prowadzili 1:0 do 87. minuty starcia. Wówczas szeregi Norwegów zdemolował szkocki huragan. Najpierw Lyndon Dykes, a dosłownie 120 sekund później Kenneth McLean trafili do siatki, dając swojej drużynie bardzo istotne trzy punkty. Z kolei na Hampden Park padł remis 3:3, chociaż Wyspiarze dwukrotnie przegrywali już po 20 minutach pierwszej połowy. Zawsze potrafili się jednak podnieść i wrócić do gry.

Kolejny pokaz swojej waleczności piłkarze Clarke’a dali w wyjazdowym spotkaniu przeciwko Gruzinom. Po dwóch trafieniach Khvichy Kvaratskhelii Szkoci przegrywali 1:2. W doliczonym czasie gry wyrównać zdołał Lawrence Shankland. Gol 29-letniego napastnika ustalił wynik spotkania na 2:2. Tym samym dał też kolejne cenne oczko na konto Tartanowej Armii, która znów udowodniła, że przeciwko nim trzeba być maksymalnie uważnym aż do samego końca. W innych przypadkach pokazywali też, że potrafią zaskoczyć faworyzowanego oponenta.

Postacie znane z Premier League mają wieść prym w kadrze

Tak było podczas ich potyczki z Hiszpanami w Glasgow. Bohaterem tamtego spotkania został Scott McTominay. Piłkarz Manchesteru United ustrzelił dublet, który pozwolił Szkotom pokonać La Furia Roja 2:0. Genialne zawody rozegrał wówczas także inny pomocnik dobrze znany fanom Premier League, John McGinn. Obecnie również pomocnicy Czerwonych Diabłów i Aston Villi wraz z doświadczonym Callumem McGreggorem tworzą genialne trio w środku pola Szkotów. Fan i baczny obserwator reprezentacji Szkocji, a także właściciel profilu TartanowyKilt na X (dawniej Twitter), Karol Koczta uważa, że to właśnie McGinn i McTominay mogą być najjaśniejszymi postaciami Szkotów na niemieckim Euro.

„Jako kibic Manchesteru United naturalnie odpowiedzieć muszę, że najmocniej liczę na Scotta McTominaya. Jednak on nie jest do końca gotowy do gry i być może zabraknie go w meczu otwarcia z reprezentacją Niemiec. Jednocześnie liczę oczywiście także na Johna McGinna, który jest wspaniałym, niedocenianym zawodnikiem oraz prawdziwym talizmanem szkockiej reprezentacji” — mówi Koczta.

Nasz ekspert wśród wymieniania największych atutów reprezentacji Szkocji nie ogranicza się do wywoływania jedynie piłkarzy. Zwrócił on także dużą uwagę na osobę selekcjonera, Steve’a Clarke’a. 60-latek również jest na pewno bardzo dobrze kojarzony przez fanów angielskiej ekstraklasy. W swoim CV ma on wpisaną między innymi pracę w roli głównego menedżera West Bromwich Albion oraz Reading. Pracował też w roli asystenta pierwszego trenera w Liverpoolu, Aston Villi, West Hamie United, Chelsea i Newcastle United. Koczta zauważa, że Clarke genialnie pasuje do swojego obecnego stanowiska oraz posiada wszelkie inklinacje, by dalej wykrzesywać ze swoich podopiecznych pełnię ich potencjału.

„Podkreślałem to już nie raz, i powtórzę to ponownie. Steve Clarke to fachowiec, to nie przypadek, że jako asystent pracował u boku Jose Mourinho, Rafy Beniteza, Roya Hodgsona czy Kenny’ego Dalglisha. Jako pierwszy menedżer świetnie radził sobie w Kilmarnock, a ze szkocką kadrą awansował dwukrotnie na wielkie turnieje. Wyciska ze swoich piłkarzy maksimum. Jest też dobrym psychologiem. Świetnie rozumie się że swoimi podopiecznymi. W kadrze dawno nie było tak dobrej atmosfery jak obecnie, co po części jest także jego zasługą. Czasem bywa uparty, ale to chyba normalne w tej branży. Mam nadzieję, że niezależnie od wyniku osiągniętego na EURO, nadal będzie pracował z kadrą The Tartan Army. Trzeba jednak pamiętać też o tym, jakimi zasobami ludzkimi dysponuje” — zauważa Karol.

Szkocja może, to rywale muszą

Kolejnym atutem Szkotów ma być fakt, że do tegorocznego Euro przystąpią w roli totalnego „underdoga”. Dlatego też możemy ich typować do ścisłego grona kandydatów na czarnego konia. Dla ich sympatyków już sam awans na tę imprezę jest wielkim sukcesem. Doskonale znający realia i nastroje wśród szkockich kibiców, Koczta w tym również widzi pewną przewagę nad oponentami Tartanowej Armii.

„Podobnie jak w przypadku poprzedniej edycji europejskiego czempionatu, to na rywalach spoczywa presja i być może jest to klucz do udanego występu. W Niemczech wspierać ich będzie prawdopodobnie około 100-130 tysięcy wiernych fanów, dla których sama obecność na EURO stanowi już powód do dumy” — zauważa.

Sytuacja w przypadku Szkotów nie jest, więc w żadnym wypadku zerojedynkowa. Nie można stwierdzić, że na pewno stać ich już teraz na zostanie „czarnym koniem” największej piłkarskiej imprezy tego roku. Mają oni kilka naprawdę dużych mankamentów i ograniczeń, które mogą spowodować, że zamiast miana „największej niespodzianki” przylgnie do nich tytuł „jednego z największych rozczarowań”.

Szkocja to w żadnym wypadku nie kraina mlekiem i miodem płynąca. Tartanowa Armia jest w kryzysie

Ograniczenia obecnej drużyny dotyczą problemów, z którymi borykają się już od lat. Chodzi o umiejętność kreowania akcji i radzenia sobie z rozpracowaniem oponentów w ataku pozycyjnym. Wszyscy doskonale wiemy, że Szkoci nie są wirtuozami futbolu. Zdecydowanie mocniej kojarzą się z twardym graniem oraz szybkimi wypadami pod pole karne przeciwników. Jeśli jednak przeciwnik jest lepiej wyszkolony technicznie i ewidentnie potrafi to wykorzystać, to Tartanowa Armia ma duże problemy z rozwinięciem swoich skrzydeł. Koczta również zwraca na to uwagę.

„Szkoci mają swoje ograniczenia, nigdy nie będą grali porywającego futbolu. Od lat brakuje im bramkostrzelnej dziewiątki, coraz mniejsza jest rola skrzydłowych. Szkoci bazują na zagęszczeniu środkowej części boiska i jak najszybszym przeniesieniu ciężaru gry spod własnej bramki na połowę rywala. Nie zawsze jednak im się to udaje, a zmuszeni do ataku pozycyjnego często mają poważne problemy z kreowaniem dogodnych sytuacji bramkowych, co idealnie pokazał przegrany niedawny mecz towarzyski z Irlandczykami z Północy”.

No właśnie — ostatnie sparingi kadry Clarke’a również  nie napawają optymizmem. Dość powiedzieć, że w ostatnich czterech meczach sparingowych wygrali tylko raz. I też nie była to wcale wielka victoria, bowiem było to zwycięstwo 2:0 nad Gibraltarem. W ostatnim meczu towarzyskim przed Euro The Tartan Army zremisowali 2:2 z Finlandią. We wcześniejszym marcowym zgrupowaniu doznali z kolei dwóch porażek — 0:4 z Holandią, a także 0:1 z Irlandią Północną. Jeżeli dodamy do tego wyniki z końcowych kolejek fazy grupowej eliminacji mistrzostw Europy to bilans Szkocji z siedmiu rywalizacji będzie wyglądał następująco: 1 wygrana, 2 remisy oraz 5 porażek. Koczta jasno mówi o kryzysie, który dopadł ostatnio jego ulubieńców.

„Reprezentacja Szkotów popadła ostatnio w poważny kryzys, co zostało delikatnie przypudrowane zwycięstwem nad Gibraltarem, który jednak nie należy do europejskich potentatów. Ich występ na EURO zależeć będzie od postawy liderów, którzy w ostatnim czasie grali znacznie poniżej oczekiwań. Jeśli Szkoci chcą powalczyć o awans z grupy, będą musieli wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Ostatnie wyniki nie napawają jednak optymizmem i uważam, że 4 punkty wywalczone w grupie to najbardziej realistyczny scenariusz.” – podsumowuje nasz ekspert.

Kontuzje były, są i może nawet będą

Kolejnym problemem Szkotów są urazy wielu zawodników, którzy mieliby praktycznie pewne miejsce w ich kadrze lub nawet wyjściowym składzie. Do tego doszły też dwa urazy bardzo istotnych zawodników podczas jednej z ostatnich sesji treningowych. Przed zakończeniem ćwiczeń murawę u boku fizjoterapeutów opuścili Andrew Robertson oraz Lawrence Shankland. Koczta na pytanie, czego najbardziej obawia się w kontekście występu Szkotów wskazuje właśnie na kontuzje.

„Z kadry już wypadli Hickey, Dykes i mający fantastyczny czas we włoskiej Bolonii Ferguson. Wciąż nie wiadomo, czy w pełni sił na mecz otwarcia będą Andrew Robertson i Lawrence Shankland. Ten drugi był ostatnim królem strzelców szkockiej Premiership. Obawiam się także o prawą stronę defensywy. Pod nieobecność Hickeya grać będzie ktoś z dwójki Ralston/McCrorie. Ten pierwszy w klubie gra tylko, gdy niedostępny jest Allistair Johnston. W minionym sezonie tylko sześć razy rozpoczynał mecz w wyjściowej jedenastce Celtiku. McCrorie z kolei długo walczył z poważną kontuzją, regularnie zaczął występować dopiero w rundzie wiosennej angielskiej Championship” — opowiada właściciel kanału vlogowego Tartanowy Kilt. 

Wiele będzie zależeć od indywidualności

Podsumowując, naprawdę trudno stwierdzić na co tak naprawdę stać Szkotów na Euro. Ich grupa teoretycznie nie wygląda na niesamowicie wymagającą. Na pewno nie można też stwierdzić, że Szkoci będą jakimikolwiek faworytami, w którymkolwiek spotkaniu fazy grupowej. Podczas eliminacji pokazali jednak, że są w stanie zaskoczyć nawet najsilniejsze reprezentacje i wykazują się ogromną determinacją oraz walecznością w końcówkach. Są też zdecydowanie bardziej doświadczeni niż na ostatnim czempionacie Starego Kontynentu. Rola „underdoga” również powinna im służyć. W przeciwieństwie do kontuzji kluczowych elementów układanki trenera Clarke’a, które mogą okazać się bardzo dużym problemem podczas turnieju.

Bardzo ważne dla losów oraz końcowego wyniku Szkotów wydaje się być to, jak zaprezentują się ich liderzy. Jeżeli Scott McTominay znów będzie hurtowo trafiał do siatki, a John McGinn dominował przeciwników w środku pola, to bardzo możliwe, że Tartanowa Armia zdoła ugrać coś więcej niż tylko pierwsze zwycięstwo na Euro w XXI wieku. Sporo zależeć może również od postawy innych zawodników znanych z aren Premier League. Od Ryana Christie z Bournemouth powinno wymagać się na przykład dobrego wspierania ataków ze skrzydła. Jego dynamiczność i przyspieszenie może okazać się nieocenione przy próbach szybkich ataków. Z kolei Billy Gilmour również nie jest już jedynie młodym piłkarzem, który dopiero zdobywa pierwsze doświadczenie na wielkim turnieju. Gracz Brighton powinien w pewnych momentach brać już grę na swoje barki. Niezależnie od tego, czy jego drużyna spisuje się dobrze, czy źle.

Bardzo ważna będzie też postawa bloku obronnego. Ostatnio wyglądała ona jednak bardzo mizernie. Tartan Army w ostatnich dziewięciu konfrontacjach stracili aż 21 goli! Nie licząc meczu z Gibraltarem, swoje ostatnie czyste konto zdołali zachować 8 września ubiegłego roku podczas starcia z Cyprem. Na pewno jest to element, który musi poprawić się na mistrzostwach Europy. Zawsze na wielkich turniejach to defensywa gra najważniejszą rolę. Przykład reprezentacji Polski w 2016 roku zdaje się być tutaj najlepszym dowodem. Biało-Czerwoni przed wyjazdem na tamto pamiętne Euro w eliminacjach mierzyli się właśnie ze Szkotami. Na sam koniec, Koczta przestrzega jednak, że nie należy porównywać tamtej reprezentacji Szkocji oraz ich kadry z 2021 do obecnej kadry.

„Nie jestem wielkim fanem porównywania obecnej kadry Szkocji do tej z poprzednich lat, bo na końcowy ewentualny sukces lub jego brak składać się będzie wiele czynników, nie tylko nazwiska na papierze. Na pewno obecny zespół jest o wiele bardziej doświadczony. Ma za sobą nieudany występ na EURO w 2021, eliminacjach do mundialu, a także przegrany baraż z Ukrainą. Do tego dochodzą także ostatnie eliminacje, gdzie udało się sensacyjnie wygrać z Hiszpanią czy Norwegią. Podobnie jak kiedyś, trzon zespołu stanowią zawodnicy grający na co dzień głównie w Premier League i Championship oraz w szkockiej Premiership, ale nie jestem fanem takiego porównywania” – kończy.