Rozchwianie emocjonalne, które może towarzyszyć kibicom Newcastle po zakończeniu minionej kampanii, musi być niewyobrażalne. Z jednej strony powrót do Ligi Mistrzów po dwudziestu latach przerwy, z drugiej plaga kontuzji i brak możliwości wykorzystania pełni potencjału zespołu. Im dalej w las, tym było więcej drzew, zwłaszcza biorąc pod uwagę przełom grudnia i stycznia, kiedy to pogrzebane zostały niemal wszelkie nadzieje na powtórzenie wyniku „ponad stan”. 

Biorąc pod uwagę możliwości piłkarzy i umiejętności szkolenia trenera, po absolutnie fenomenalnym sezonie gdzieś z tyłu głowy miało się tę myśl, że poprzeczka została zawieszona dość wysoko. Biorąc pod uwagę napotkane trudności, pytanie brzmi, czy nie za wysoko. Kiedy do gry wraca Liverpool, Unai Emery działa cuda w Birmingham, a Tottenham przechodzi prawdziwą transformację, to z góry wiadomo, że łatwo rywalizować nie będzie. Zwłaszcza, debiutując w europejskich rozgrywkach daną grupą ludzi i oczekując, że teraz będzie już tylko lepiej.

Pierwsza myśl, która towarzyszy mi przy ocenie Newcastle, mówi, że to drużyna niewykorzystanych możliwości. I naturalnie, ktoś zaraz może stwierdzić, że biorąc pod uwagę wszelkie absencje czy nieobecności, to i tak wyszło nieźle — i pewnie coś w tym jest. Chcąc budować jednak zespół, który ma na przestrzeni lat konsekwentnie walczyć o najwyższe cele, należy pracować nad pewnymi rzeczami i nieustannie dążyć do perfekcji. Tu tego zabrakło i ostatecznie gorycz poniesionych strat i porażek w pewnym miejscu równoważy się ze słodyczą pięknych, wykreowanych na przestrzeni sezonu momentów.

Kadra

Ocena 4 gwiazdki

Dysponując kadrą, która zdołała walczyć w finale pucharu ligi, a także była w stanie rywalizować o Ligę Mistrzów, ciężko ocenić dany aspekt inaczej. Solidne, konkretne wzmocnienia, tutaj przed sezonem biorąc pod uwagę możliwości klubu próżno było szukać minusów. Czynnikiem, którego nie dało się przewidzieć, były kontuzje, a także wykluczenie jednego z potencjalnych filarów zespołu.

Nietypowe boki i środek obrony, konieczność łatania środka pola, czy problemy na jednej ze stron w ofensywie przyczyniły się do tego, że obiektywne ocenianie kadry jest bardzo niejednoznaczne. Próbując ocenić całokształt, towarzyszy myśl, że przecież w większości Howe musiał stawiać na graczy nieopierzonych lub nieprzygotowanych do rywalizacji na danym poziomie. Potencjalnie dysponując bowiem kompletnie zgranym i przygotowanym tworem, losy sezonu mogły potoczyć się zupełnie inaczej.

Wypadł lider środka obrony, niedostępni byli przez pewien okres również ci reprezentujący określoną jakość na bokach. Z gry na cały sezon wykluczony został człowiek, który miał zapewnić pomocy Newcastle wejście na wyższy, być może nawet nieosiągalny dla reszty części stawki poziom — Sandro Tonali. W ofensywie wiele na przestrzeni kluczowych momentów mógł udowodnić Harvey Barnes, którego także brakowało. Takich małych komponentów, ostatecznie łączących się w spójną całość było wiele.

Dzięki takim, a nie innym realiom, szansę zaistnieć i podkreślić swoją wartość otrzymało wielu piłkarzy. Niesamowity progres i kunszt Alexandra Isaka — takiego napastnika Newcastle nie widziało od czasów Shearera. Kapitalnie wkomponowany w zespół Anthony Gordon, na którego zawsze można było liczyć i ostatecznie zdołał zakończyć kampanię z double-double. Bardzo solidny Lewis Hall czy rozwijający się Elliot Anderson stanowią solidne rokowania na szeroką kadrę zespołu w przyszłości.

Najbardziej dotkliwą różnicę klas wydaję mi się, że zespół odczuł, jeśli chodzi o środek pomocy, środek obrony i bramkarza. Nękany przez kontuzje Joelinton nie zdołał niestety nawiązać do najlepszych występów. Sean Longstaff, z całym szacunkiem, nie wydaje się piłkarzem, który będzie w stanie wejść na określony poziom w Europie. 35-letni Martin Dubravka, czy 32-letni Fabian Schar, naturalnie mogą zapewnić określoną jakość, jednak nijak będzie się to miało do formy i regularności Botmana czy dyspozycji Pope’a sprzed kontuzji. Zmęczenie, nieregularność, ale i konieczność szybkiej reakcji niejednokrotnie odbijała się drużynie czkawką. W konsekwencji kadra sprawiała wrażenie odpowiednio przygotowanej i uzupełnionej. Różnicę zrobiła ilość nawarstwiających się czynników, która uniemożliwiła rzetelną rywalizację.

Oczekiwania vs Rzeczywistość

Ocena 2 gwiazdki

Można być dumnym. To kształtująca się drużyna, która zdołała wycisnąć i tak bardzo dużo z tego sezonu. Było wiele momentów, które zdołały zapisać się na kartach historii tego klubu. Nie można jednak przejść obojętnie obok uczucia rozczarowania i nieodpowiedniej prezencji w niemal wszystkich kluczowych momentach sezonu. Ostatecznie na dobrą sprawę Newcastle zostało z niczym. Można było celebrować fakt, że klub po raz pierwszy w historii zdołał zakończyć sezon w Premier League na wyższym miejscu niż Manchester United. Ostatecznie jednak Czerwone Diabły i tak utarły Srokom nosa za sprawą zwycięstwa w FA Cup. Wyeliminowało ono bowiem podopiecznych Howe’a z możliwości gry w Lidze Konferencji Europy.

Aby otrzymać szansę na tryumf w Lidze Europy, wystarczyło na własnym obiekcie nie przegrać z Milanem. Tego również nie udało się zrealizować. W Pucharze Ligi Angielskiej przygotowana była niemal autostrada do finału, jednak porażka w rzutach karnych z Chelsea skutecznie te marzenia zdyskwalifikowała. Dwukrotnie stracone punkty przeciwko Luton w Premier League czy porażki w kluczowych spotkaniach z Chelsea i Manchesterem United sprawiły, że na powrót do Europy, będzie trzeba poczekać przynajmniej kolejny rok.

Nie sposób mówić o realizacji „minimum”, gdyż tym minimum byłby udział w jakichkolwiek europejskich rozgrywkach w przyszłym sezonie. Niewykluczone, że w świetle potencjalnych ruchów na rynku i powrotu kontuzjowanych zawodników może być to woda na młyn, która ponownie napędzi zespół w rywalizacji. W sferze oczekiwań pozostało jeszcze wiele do udowodnienia.

Transfery

Ocena 3 gwiazdki

W świetle tej oceny nadrzędną rolę odgrywa Sandro Tonali. Kupując bowiem tak utalentowanego i wszechstronnego piłkarza, spodziewa się, że całkowicie odmieni on możliwości zespołu. 64 miliony euro wydane na Włocha niestety nie przyczyniły się do sukcesu. Wszystko za sprawą zawieszenia spowodowanego uzależnieniem pomocnika od hazardu. W spotkaniach, w których zdążył zagrać, prezentował się fenomenalnie. Wizja środka pola w Newcastle była wówczas wręcz abstrakcyjnie silna. Cóż, sen szybko się zakończył, a światełka w tunelu nie widać po dziś dzień…

Nie samym Tonalim na szczęście żyje człowiek. W świetle braków kadrowych nie sposób ominąć wypożyczenie Lewisa Halla. Młody obrońca imponował dojrzałością i ponadprzeciętną perspektywą umiejętnego wykorzystania talentu. Hall w odpowiednim tempie i odpowiednim czasie wkomponował się w zespół, co ostatecznie obustronnie procentowało.

Do zespołu dołączył również Harvey Barnes, który większość sezonu niestety stracił przez kontuzję. Kiedy grał, forma nie była regularna, co wiązało się z tym, że nie był on stałym, pewnym wsparciem. Możliwości Anglika są ogromne i jestem przekonany, że na przestrzeni pełnego sezonu byłby w stanie zdziałać dużo więcej. Niestety, oceniając stan faktyczny, nie da się przejść obok wspomnianych faktów obojętnie. Tonali i Barnes wciąż mogą świadczyć o sile zespołu w przyszłości. Nie da się przez pryzmat tego sezonu ocenić poczynionych ruchów niżej, ponieważ to wciąż niezwykle utalentowani i cenni piłkarze.

Ostatnim z kluczowych zakontraktowanych piłkarzy był w moim mniemaniu Tino Livramento. Były piłkarz Southampton ma zadatki na fenomenalnego piłkarza, jednak w tym sezonie sporo do tego miana zabrakło. Niepodważalnie genialne spotkania przeplatał z serią trzech średnich, co ostatecznie zacierało wypracowane wrażenie. Kiedy grał, to robił to na określonym, solidnym poziomie. Ukazywanie go natomiast w perspektywie talentu generacyjnego byłoby nieadekwatne. Tu znów, sam ruch wydaje się jak najbardziej przemyślany i perspektywiczny. Jeżeli podąży w podobnym kierunku, co Anthony Gordon, to Newcastle będzie miało z niego pociechę na kilka następnych lat.

Podsumowując, poczynione ruchy wciąż mają szansę prosperować i realnie świadczyć o sile zespołu. Ocena wydaje się środkiem między tym, co działo się w tym sezonie, a tym, co może dziać się w przyszłości.

Trener

Ocena 3 gwiazdki

Eddie Howe mógł zrobić więcej, jednak ostatecznie mimo wszystko zdołał wyjść z twarzą. Oto co trener powiedział po ostatnim, wygranym przez Sroki ligowym starciu z Brentford:

Bardzo podobał mi się ten sezon. Kiedy w przyszłości będę miał okazję wrócić do niego myślami, raczej zapiszę same pozytywne wspomnienia. Wykonaliśmy wiele dobrej, prowadzącej ku rozwojowi pracy. Zdaję sobie sprawę, że pozycja w lidze mówi coś zupełnie innego, jednak czuję, że staliśmy się jeszcze silniejsi. Pozostały rozważania odnośnie potencjalnych scenariuszy typu „co by było, gdyby”. Uważam, że poradziliśmy sobie solidnie. Naturalnie, to wszystko mogło ostatecznie wyglądać zupełnie inaczej. Mieliśmy szansę na wykreowanie jeszcze większej ilości pamiętnych chwil. Będę musiał jednak jakoś żyć z tą frustracją.

I paradoksalnie niezależnie od tego, czego się spodziewano, to trudno się z tą konkluzją nie zgodzić. Powrót do Ligi Mistrzów po dwudziestu latach. Świetne starcia z PSG, Spurs, Arsenalem, czy Aston Villą i rywalizacja w lidze do utraty tchu. Działo się sporo, a możliwości były ograniczone. Oczekiwania nie zostały spełnione, jednak w gruncie rzeczy będzie co wspominać.

Howe to szkoleniowiec, który ma przed sobą proste i korzystne drogi. Nawet z tak trudnego w reorganizacji sezonu, zdołał wycisnąć wiele. Naturalnie, namacalnych efektów pracy w nadchodzącej kampanii nie będzie, jednak powstałe perspektywy mogą świadczyć o sile drużyny w przyszłości. Ocena pracy trenera nie powinna być bowiem tylko i wyłącznie perspektywą tego, co tu i teraz. Warto brać pod uwagę to, co stanie się z drużyną w przyszłości. Regularność, rozwój i rozrost struktur. W przypadku kształtującej się drużyny nawet tak szalony sezon w perspektywie działań szkoleniowca nie wydaje się stracony. Howe ma czas, ma możliwości, ma wsparcie zespołu i kibiców. Jest na czym budować przyszłość i spełniać oczekiwania. Byle w zdrowiu…