Długi sezon pełen zawirowań, wahań formy, sporej liczby urazów, ale i licznych pozytywnych chwil. Choć Tottenham ostatecznie nie wrócił do Ligi Mistrzów, tak w klubie nie mogą narzekać na ostatnie miesiące. Niemniej jest sporo do poprawy. Jak wypadł pierwszy sezon Spurs pod wodzą Ange’a Postecoglou oraz bez Harry’ego Kane’a?

Koguty przed startem sezonu były wielką niewiadomą. Poprzednie rozgrywki – spektakularnie nieudane. Latem zespół objął trener znany głównie z długiej i nietypowej drogi kariery, a nie sukcesów w najlepszych ligach na świecie. W przeddzień rozpoczęcia sezonu, po długich negocjacjach odeszła żywa legenda klubu, którą zastąpić miał napastnik z jednym golem w ubiegłych rozgrywkach. Ich drugi najważniejszy piłkarz w ostatnich latach zaliczył swój najgorszy sezon od czasów transferu do Anglii. Do tego klub wymagał gruntowej przebudowy, zwłaszcza w tyłach.

Na koniec dnia, a w tym przypadku sezonu, można śmiało powiedzieć, że Tottenham dał radę. Było wiele problemów i znaków zapytania, ale różnica między 2022/23 a 2023/24 jest spora i to w pozytywnym sensie. Można było zrobić więcej, miejscami nawet wypadałoby, a i następna kampania musi być jeszcze lepsza.

KADRA

Ocena 3 gwiazdki

Ange Postecoglou wchodził do słabego zespołu, bo poza Harrym Kane’em nie można powiedzieć, że ktoś poprzedni sezon miał dobry. Niemniej, przebudowa przeszła dobrze. Transfery w zasadzie same udane, ale skupmy się na tych, których Australijczyk zastał na Hotspur Way.

Na pewno na plus trzeba potraktować zbudowanie dwóch młodych piłkarzy, czyli Pape Matara Sarra i Destiny’ego Udogiego. Senegalczyk już w zeszłym sezonie pokazywał, że ma zadatki na dobrego piłkarza. Choćby w trakcie meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z AC Milanem, gdy przez braki kadrowe 21-latek zaliczył komplet minut w swoim debiucie w tych rozgrywkach i zaprezentował się nienagannie. Od tamtego spotkania nie pojawiał się jednak na więcej niż kilka minut, a niedawno zakończony sezon pokazał, że było to błędem Antonio Conte. Sarr był jednym z ważniejszych elementów drużyny Postecoglou, prezentował zazwyczaj równą formę i na pewno zostanie jednym z tych, na których Australijczyk będzie budował swój zespół. Na pochwały zasługuje też Udogie, ponieważ 20-latek łatwo zaadaptował się do nowej roli, kompletnie innej niż tej w Udinese. Choć często popełniał błędy, nie można stwierdzić, że to on był problemem zespołu. Świadczy o tym nominacja do Młodego Piłkarza Sezonu Premier League.

Postecoglou odbudował też Sona i Richarlisona – obaj zanotowali dwucyfrową liczbę bramek w Premier League. Uspokoił również Cristiana Romero. Argentyńczyk prawdopodobnie zanotował swój najlepszy sezon po transferze z Atalanty, a na pewno złapał najmniej kartek. Dobrze spełnił się w roli wicekapitana. Również Yves Bissouma, któy kompletnie zawodził gdy drużynę trenował Conte, pokazywał momentami naprawdę niezły futbol. Na Malijczyku trudno będzie budować przyszłość, bo tych błędów było dużo, ale może być idealną opcją do rotacji. Analogicznie do Udogiego, dobrze w rolę odwróconego bocznego obrońcy wpasował się Pedro Porro, przy którym wiosną zeszłego roku stawiano znak zapytania, czy w ogóle podoła roli defensora w czteroosobowym bloku.

Nie jest jednak tak, że Tottenham wszystko miał najlepsze. Ta kadra momentami niedomagała, a tych momentów nieco się uzbierało. Czy to wysyp urazów i kartek po meczu z Chelsea, kiedy trzeba było kleić skład Bryanem Gilem, Emersonem Royalem, Benem Daviesem, Pierrem-Emilem Højbjergiem czy Erikiem Dierem. Jak dobrze pamiętamy – nie wychodziło to najlepiej. A gdy później wypadały boki obrony, to sytuacja także potrafiła być dramatyczna, zwłaszcza w ofensywie.

Ange’owi nie udało się także zbudować niczego na Olivierze Skippie. Sytuacja z piłkarzami ze statusem homegrown i z klubowymi wychowankami jest słaba, więc 23-latek byłby przydatny w kwestiach rejestracyjnych. Totalnie zaniedbany został Giovani Lo Celso, który jak już grał, to prezentował się dobrze, by niedługo potem totalnie wypaść z obiegu. I można było to zrozumieć, kiedy James Maddison był w formie, ale końcówka sezonu Anglika okazał się fatalna i sytuacja błagała o zaufanie Argentyńczykowi. Tymczasem decydowano się na próby rotacji innymi zawodnikami. Ta drużyna zupełnie nie istniała na boisku, gdy trzeba było sięgnąć po kogoś spoza podstawowej jedenastki i pierwszej (bądź drugiej) opcji z ławki.

OCZEKIWANIA vs RZECZYWISTOŚĆ

Ocena 4 gwiazdki

Przed sezonem można było obawiać się o Tottenham. Z klubu odszedł zawodnik, który nawet w najgorszych momentach w pojedynkę zapewniał punkty, dzięki czemu można było liczyć na dość długie trzymanie się czołówki lub przynajmniej miejsc w pierwszej szóstce. Dlatego pojawiały się liczne przewidywania, w których Spurs kończyli poza Top 6, czasem i poza miejscami dającymi europejskie puchary. Co odważniejsi widzieli ich nawet w okolicach środka tabeli.

Tymczasem Koguty w zasadzie do końca walczyły o Ligę Mistrzów. Co prawda, Champions League była tak blisko, że powinni do niej awansować, ale za często pojawiały się chwile totalnej dekoncentracji. Czy to porażki z Wolves, czy to przegranie z samym sobą przeciwko West Hamowi, czy to takie mecze jak z Fulham i Newcastle, które miały miejsce świeżo po imponującym zwycięstwie z Aston Villą – ich bezpośrednim rywalem w walce o 4. miejsce. Takie momenty definiują sezon, przez co Lilywhites pomimo fenomenalnego startu sezonu, który historycznie dawał 100% obecność w Top 4, skończyli zmagania na 5. miejscu. Kto jak nie Tottenham?

Odnośnie pucharów to nikt nie zakładał tu wygranych, w końcu to Tottenham. FA Cup można wyjaśnić trudnym rywalem w początkowej fazie gry i kontynentalnymi pucharami: Azji oraz Narodów Afryki. Może dałoby radę powalczyć z Manchesterem City, mając Sona, Sarra czy Bissoumę, ale na koniec dnia zakładaliśmy pewną porażkę i ona, choć skromniejsza od oczekiwań, ostatecznie się przytrafiła. Natomiast Carabao Cup już było sporym, negatywnym zaskoczeniem. Postecoglou postawił na rotację w zespole, a ten nie popisał się w meczu z Fulham i ostatecznie poległ w karnych. To ponownie pokazuje, że kadra Tottenhamu to w zasadzie 12-13 nazwisk.

TRANSFERY

Ocena 4 gwiazdki

Tottenham zanotował najlepsze okienko od lat. Najlepsze, bo w większości przypadków udane. Jedynymi flopami wydają się Manor Salomon i Radu Drăgușin. Do transferów nie wliczamy Pedro Porro i Dejana Kulusevskiego, bo ich wykupy były zasługą poprzednich menedżerów.

Van de Ven i Vicario to w zasadzie kandydaci na transfer sezonu w Premier League. Nie na podium, ale z dużymi szansami na pierwszą dziesiątkę. Włoch miewał swoje gorsze momenty, ale chwilami bronił jak najlepszy golkiper na świecie. Za te pieniądze – 19 milionów euro, po transferze ze średniaka Serie A, to na pewno trafiona inwestycja. Tym bardziej, że kibice bali się, iż klub robi ogromny błąd nie rzucając na stół ponad 40 milionów euro, których na początku okienka za Davida Rayę żądało Brentford. I choć Hiszpan po przenosinach do lokalnych rywali zaliczył kapitalny sezon, tak nie wiadomo, jak poradziłby się w tak chaotycznie grającej obronie Kogutów. Vicario spisywał się tam dobrze, więc każda ze stron wyszła na tym korzystnie.

Natomiast van de Ven poza meczem z Newcastle nie miał wielu słabych momentów w trakcie kampanii. Grał pewnie, świetnie uzupełniając wysoko grającą linię obrony Spurs swoją niesamowitą szybkością. Jedynie jego urazy mięśniowe były martwiące. Tutaj też mówimy o strzale w dziesiątkę przy zasadniczo atrakcyjnej cenie (40 milionów euro).

James Maddison na początku sezonu był najlepszym letnim transferem klubu. Po urazie podupadł na formie, ale ogólnie jego kampania była dobra. Anglik spełnił funkcję rozgrywającego, jakiego Tottenham nie widział od czasów Christiana Eriksena. Jeśli poprawi swoją grę względem wiosny, to dalej będzie dobrym transferem za niezłe pieniądze. Zwłaszcza że cenę 45 milionów euro trochę zbito transferem w drugą stronę Harry’ego Winksa.

Dobry sezon miał też Brennan Johnson. Przepłacony? Tak, ale witamy w Anglii, gdzie każdy z plakietą homegrown będzie przepłacony. On jednak zdał egzamin i dał więcej, niż zakładało wielu kibiców Spurs. 5 goli i 10 asyst w 35 meczach, podczas gdy Walijczyk przechodził jako zmiennik Kulusevskiego, a wygryzł Szweda ze składu. Potrzeba mu jedynie podreperować decyzyjność i wykończenie. 22-latek był w czołówce największych underperformerów xG Premier League, przez co ma 5 goli mniej niż statystycznie powinien. Nadrobił to znalezieniem się na trzecim, zatłoczonym wieloma nazwiskami stopniu podium najlepszych asystentów ligi.

Do plusów można też zaliczyć Timo Wernera, bo przychodził jako internetowy mem bez oczekiwań, a nie zagrał najgorszej wiosny. Zanotował 2 gole i 3 asysty, spełnił rolę rezerwowego skrzydłowego, miał typowe dla siebie strzały, ale to i tak więcej niż przewidywano w styczniu. Czy jest wart wykupienia? Raczej nie, ale jako awaryjna opcja dał radę.

Zakładka młodzieżowa – Ashley Phillips przychodził jako melodia przyszłości i na wypożyczeniu w Plymouth Argyle pokazał się z dobrej strony. Na pewno nie będzie narzekał na brak zainteresowania w kolejnym sezonie. Alejo Veliz też nie był wzmocnieniem na teraz, ale niestety na razie stracił sezon. 19-latek nie przebił się do składu w Tottenhamie, dostawał ogony, a jak już zaczął grać więcej niż 2-3 minuty przy pewnym wyniku, to doznał urazu. Wrócił po kilku tygodniach, już na wypożyczeniu w Sevilli, ale w LaLidze zagrał mniej minut niż w Londynie, co jest niesamowitym osiągnięciem. Niestety padł ofiarą przepychanek pomiędzy trenerem, a pionem sportowym.

Pora na minusy. Manor Solomon – sezon stracony na kontuzji, miał przebłyski we wrześniu, ale możemy dojść do wniosku, że przyszedł za darmo i w sumie to jest jego największy plus. Nie miał za wiele okazji do pokazania się i raczej się to nie zmieni przy jego dość małym potencjale i podatności na urazy.

Drăgușin to z kolei dziwny przypadek. Czy jest to zły stoper? Jeśli chodzi o bronienie to nie, ale nie wygląda na kogoś, kto wpasuje się do drużyny chcącej operować piłką. Nie dostawał prawie żadnych szans, a jak już grał, to często pękał przy pressingu czy też popełniał błędy w wyprowadzeniu. I to nie jest tak, że przerosła go presja Premier League, bo nawet w Serie A nie pokazywał, że rozgrywanie to jego atut. Ten transfer wygląda jak skorzystanie z okazji, bo młody stoper pomoże przy urazach van de Vena, ale nieporozumienie, jeśli chodzi o profil piłkarza. Plusem jest to, że ma 22-lata, więc jest spore pole do poprawy, zwłaszcza że ostatnie mecze w sezonie miał co najmniej poprawne.

Na minus są też transfery wychodzące. Udało się wycisnąć wszystko, co się dało z Kane’a, a pamiętajmy, że miał tylko rok do końca kontraktu. Do tego 11 milionów euro za wiecznie kontuzjowanego Winksa to też dobry deal. Wyciągnięcie od Bayernu 3,5 miliona euro za wypożyczenie Diera mającego pół roku do końca kontraktu też jest w porządku.

Jednak to w zasadzie koniec plusów i powrót typowego Tottenhamu. Sanchez wypchnięty za 11 milionów euro. Dobra cena, ale osiągnięta już po zakończeniu okienka transferowego w Anglii, co poskutkowało graniem Emersonem i Daviesem, bo klub nie miał zmienników na środek. Reszta to wypożyczenia, a nie transfery definitywne, więc większość z nich wróci zaraz do klubu i dalej będzie problemem. Tyle dobrego, że zeszli z tygodniówek. Do tego pozbycie się Llorisa dopiero zimą. Trochę niezręcznie jest mieć na treningach byłego kapitana, w zasadzie legendę klubu, który nie jest zarejestrowany i tak sobie dogorywa do końca kariery. Francuz miał się zgodzić i rozumiał swoją sytuację, ale lekki niesmak pozostaje.

Z plusów – większość wypożyczeń młodych się udała. Niemniej Tottenham musi się postarać, jeśli chodzi o kwestie sprzedaży, tym bardziej że zaraz z klubu będzie musiała odejść kolejna fala szrotu.

TRENER

Ocena 4 gwiazdki

Ange Postecoglou dał radę. Przede wszystkim chce w tym klubie być i osiągnąć tu sukces. Tylko tyle i aż tyle, bo to jest największa różnica pomiędzy nim, a Conte czy Mourinho. Kibiców łatwiej zdobyć, jeśli pokazujesz im, że przyszedłeś tutaj zbudować zwycięską drużynę z wysoką kulturą gry, a nie sprawiasz klubowi przysługę, że twoje nazwisko w ogóle zainteresowało się przeprowadzką tutaj. Względem poprzedników wygrywa też stylem, bo Tottenham gra najlepszą piłkę od czasów Pochettino.

Tak, momentami widać, że brakuje tutaj personelu do realizacji jego wizji. Są również dziury łatwe do wykorzystania przez rywali. Jednak to i tak lepiej niż drugi sezon Conte, kadencja Nuno, końcówka Mourinho czy ostatnie miesiące Pochettino. Do tego świetnie wypada na konferencjach, przez co z łatwością trafia do serc kibiców. Jego transfery wypalają, a same nabytki regularnie zwracają uwagę, że rozmowa z Postecoglou była ważnym czynnikiem przy przenosinach. Potrafił zbudować i odbudować kilku zawodników.

Niemniej jest kilka kamyczków, które trzeba wrzucić do jego ogródka. A nawet kamieni.

Jest uparty. Bycie oddanym swoim ideałom jest w porządku. W końcu to upartość w dążeniu do ofensywnego i atrakcyjnego grania doprowadziła Australijczyka do Premier League. Jednak czasem trzeba się lekko wycofać. Choćby w podejściu do stałych fragmentów gry. Jeśli w kolejnym meczu tracisz punkty, bo rywal znowu strzelił po rożnym, to jest coś nie tak. Nie możesz wyjść po meczu na konferencję i powiedzieć, że jest to problem, ale małym i  masz go gdzieś, bo są większe. Ten problem łatwo naprawić, a nawet z niego skorzystać. To nie przypadek, że drużyny posiadające szkoleniowców tylko od stałych fragmentów strzelają w tych sytuacjach więcej, tracą mniej i co za tym idzie – zdobywają więcej punktów. Nawet teraz są już informacje, że Arne Slot chce w swoim sztabie w Liverpoolu specjalistę w tej kwestii. Jeśli potem wychodzisz i publicznie powtarzasz, że to nic ważnego, wystawiasz się na wyśmianie.

Źródło: Nathan Clark, The Extra Inch Podcast (x.com/NathanAClark)

Był też uparty przy kwestiach wyboru składu. Lo Celso nie grał, bo nie. Może coś się działo za kulisami, może nie przykładał się do treningów, ale chwilami trzeba było z nim zaryzykować. Był też uparty, jeśli chodzi o rotację. Można to po części zrozumieć brakiem poważnych rezerwowych, ale granie tą samą jedenastką jest złe. Wystarczy spojrzeć na ostatnie tygodnie Sona, który po prostu nie dojeżdżał formą czy nawet kondycją, bo był już zajechany sezonem. Kupno Drăgușina skończyło się tym, że zagrał mniej niż by to miało miejsce w napakowanej gwiazdami obronie Bayernu, który też chciał go zimą.

Upartość w kwestii założeń taktycznych również kosztowała Tottenham kilka punktów. Ona jest zrozumiała, gdy grasz najsilniejszą możliwą jedenastką i wiesz, że podołają. Ale Emerson Royal nie będzie grał tak samo jak Pedro Porro i reszta zespołu na tym ucierpi. Jeśli ci nie idzie, to wypadałoby dostosować swój sposób gry do przeciwnika, choćby minimalnie. Chwilami wyglądało to tak, że planem B jest po prostu granie planu A, tylko bardziej chaotycznie, co kończyło się to nieprzygotowanymi wrzutkami do nieumiejącego grać głową Sona.

No i obrona. Oczywistym jest, iż ofensywny i ryzykowny styl będzie skutkował błędami i straconymi bramkami. Brak van de Vena, Romero czy później Udogiego mógł zaboleć. Ale 61 bramek straconych nie jest optymistycznym prognostykiem na przyszłość. Zwłaszcza że ta defensywa jest już w zasadzie w formie ostatecznej, bo tutaj nikt nowy nie przyjdzie jak np. w ofensywie, gdzie jest szansa na nową podstawową „9” lub skrzydłowego.

Na minus dochodzi też wprowadzanie młodzieży. Poprzednicy dawali okazję do gry młodszym, a Postecoglou nawet w ostateczności najodważniej postawił chyba tylko na Scarletta, któremu z dwa razy zdarzyło się zagrać około 20 minut. Można to tłumaczyć brakiem europejskich pucharów i słabych rywali w Carabao oraz w FA Cup. Niemniej braki kadrowe pozwalały na ryzyko, które inne kluby potrafiły podjąć i skorzystać. Lewis Miley, Kobbie Mainoo, Oscar Bobb, o Liverpoolu nie wspominając, choć tam niektórzy mieli wypożyczenia w bagażu doświadczeń i byli lepiej przygotowani na Premier League.

I to nie jest kwestia jakości, bo ostatnio akademia Spurs produkuje obiecujących juniorów. Zespoły U-18 i U-19 wygrały w zeszłym sezonie puchary swoich kategorii wiekowych, a w tym roku drużyna U-21, wzmocniona tymi chłopakami, wygrała Premier League 2 oraz puchar tych rozgrywek. Do tego Will Lankshear został tam piłkarzem sezonu. Wychowankowie Kogutów stanowią trzon młodzieżowych reprezentacji Anglii. Ostatni posezonowy sparing z Newcastle też pokazał, że paru juniorów zasłużyło na debiut w pierwszym sezonie. Jest to martwiące, skoro latem przyjdzie Lucas Bergvall, utalentowany 18-latek, który postawił na Tottenham kosztem Barcelony właśnie dlatego, że w Londynie ma łapać minuty.

Na koniec dnia jednak plusów jest więcej niż minusów –  z czego te drugie są do poprawienia. Czy to minuty młodzieży dzięki Lidze Europy, czy to problemy z atakowaniem autobusów rywali jakimiś nowymi transferami do przodu. Liczba straconych bramek też powinna zostać zredukowana po kupnie nowego defensywnego pomocnika i skupieniu się w końcu na problemie stałych fragmentów. Za Postecoglou stoi argument, że jego zespoły fatalnie zaczynają i odpalają w drugim sezonie. W końcu w Yokohamie prawie spadł przed wygraniem mistrzostwa, a w Celticu gubił punkty z kim popadnie. W stolicy Anglii adaptacja przechodzi zatem ekspresowo, więc liczymy na dalszy progres i pierwszy od ponad 15 lat puchar w gablocie. To w końcu Ange najczęściej mówi, że chce, aby Tottenham zerwał z łatką przegrywów i był drużyną docelowo walczącą o tytuł.