Mimo niezwykle trudnego dla Manchesteru United sezonu, w drużynie znajdą się również postacie, które zasługują na szczere pochwały. Poza młodymi perełkami akademii, fantastyczną dyspozycję regularnie utrzymuje największy filar zespołu — Bruno Fernandes. Portugalczyk już od kilku lat udowadnia swoją grą, że należą mu się ogromne wyrazy uznania. Kapitan drużyny United na łamach The Players’ Tribune postanowił skierować do fanów obszerną wiadomość na zakończenie sezonu.
Przełomowy telefon
Bruno Fernandes zaczął swoją wypowiedź od szczerej wypowiedzi dotyczącej trudów tego sezonu. Uczciwie przyznał, że zespół nie zawsze odpowiadał na wsparcie tak pozytywnie, jak je otrzymywał. Dalej jednak przeczytamy ciepłe, pozytywne akcenty. Portugalczyk m.in. opowiedział historię o tym, jak dołączał do ekipy Czerwonych Diabłów. Pokazał też, jak cenna jest dla niego możliwość gry w tym klubie.
Kapitan United rozpoczął: „Nigdy nie zapomnę tego, gdzie się znajdowałem, gdy dowiedziałem się o mojej szansie, by przejść do United. Stałem w gabinecie przy naszej sypialni w domu w Lizbonie. Mój agent zadzwonił do mnie około godziny 22, moja córka miała wtedy tylko 3 lata, dlatego o tej porze byliśmy już w łóżkach. Poszedłem do gabinetu, żeby móc mówić po cichu. Przez całą moją karierę zawsze powtarzałem mojemu agentowi: 'Nigdy nie chcę słyszeć o żadnym transferze, dopóki nie będzie on w 100 procentach prawdziwy. Nie chcę, żeby ktoś mnie rozpraszał, dopóki nie pojawi się pewna oferta’„.
Charakterystyczny płacz radości
Bruno Fernandes wiedział, że jeśli jego agent dzwoni w takim momencie, to jego słowa będą naprawdę ważne i być może ekscytujące. Właśnie tak było tamtym razem – po usłyszeniu informacji agenta Portugalczyk nie zdołał nawet ukryć wzruszenia. Opowiada:
„Zamknąłem drzwi i powiedziałem:
– Miguel? Tak?
– Jesteś gotowy na dobre wieści?
– Wieści o czym?
– O transferze
– Gdzie? Do Tottenhamu?
– Do United
– Żartujesz?
– Mówię poważnie, United, wszystko już gotowe. Decyzja należy do ciebie, co chcesz zrobić?
Nie byłem w stanie nawet odpowiedzieć. Zacząłem powstrzymywać łzy. Znacie to uczucie, kiedy próbujesz trzymać to w sobie, żeby druga osoba nie wiedziała, że płaczesz, ale wtedy nie możesz z siebie wydusić słowa?„.
Bruno Fernandes w końcu rozpłakał się ze wzruszenia, a gdy do gabinetu weszła jego zmartwiona żona, przez łzy powiedział: to ze szczęścia! Choć Portugalczyk czuł się dobrze w swoim obecnym klubie, Sportingu Lizbona, to z radością odezwał się do żony: „Czuję, jakbym już w Sportingu żył jak we śnie, ale to jest… to coś więcej niż sen. To Manchester United„.
Rady od żony
Portugalczyk poznał swoją żonę, Anę, w wieku 16 lat, gdy z gry w piłkę nie zarabiał jeszcze ani grosza. To Ana musiała płacić zawsze, gdy gdzieś wychodzili – nawet w kinie czy pizzerii. W wieku 17 lat musieli się rozdzielić, gdy Bruno przeniósł się do ośrodka treningowego we Włoszech. To jednak nie przeszkodziło ich relacji i od razu, gdy Ana skończyła szkołę, przeprowadziła się blisko swojego partnera. Co ciekawe, żona Bruno Fernandesa sama również jest bezpośrednio związana z piłką nożną. Była sędzią futsalu i w weekendy pracowała nawet na 3 czy 4 meczach, a obecnie zawsze szczerze i z dużą wiedzą wypowiada się na temat gry Bruno, nie wahając się mu doradzać.
Dla Bruno futbol był wszystkim. To była jedyna opcja – nie miał planu B, ani nawet żadnych innych zainteresowań. „Jedyne, co ja i moi przyjaciele nosiliśmy do szkoły, to zwykłe dżinsy i buty do futsalu. Codziennie w porze lunchu graliśmy w błocie i nic nas to nie obchodziło„. Bruno dostał w prezencie na Boże Narodzenie buty zrobione dla Ricardinho – grał w nich bez przerwy, aż w końcu przeżyły tyle meczów, że nie nadawały się do użytku.
Miłe początki
„Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego meczu na Old Trafford. Wyszedłem na rozgrzewkę i jeśli mam być szczery, stadion był zapełniony tylko w połowie, więc pomyślałem: 'cóż, to jest po prostu normalne’. Wróciliśmy do środka na przedmeczową odprawę z zespołem, a potem, gdy ponownie weszliśmy do tunelu… to było jak magia. Słyszałem to dudnienie. Potem niesamowity hałas. Coś w stylu: 'Hhhhhhhrrrrrrrrrrrrrrrr’. Już od pierwszego meczu wszyscy ciepło przyjęli zawodnika z Portugalii, który ledwo co podpisał kontrakt. Szczerze, to byłem tak skupiony, że gdy zaczęliśmy grać, wszystko dla mnie ucichło. W głowie myślałem tylko: Nie mam czasu się przyzwyczajać. Albo jestem zawodnikiem United, albo nie. Muszę to pokazać„- opisuje początki kariery w United.
„Pamiętam, że kiedy po meczu wróciłem do szatni, włączyłem telefon i zobaczyłem, że brat wysłał mi SMS-a. Trochę się denerwowałem, bo mój ojciec i brat, a nawet moja żona, nie powstrzymują się od krytyki. Ale wiadomość brzmiała po prostu:
– Słyszałeś muzykę???
Nie rozumiałem, o co mu chodziło.
– Co? Jaką muzykę?
– Na stadionie! Twoją muzykę!
– Co???
– Stworzyli dla ciebie piosenkę!!!”
Mimo że Portugalczyk podpisał kontrakt zaledwie kilka dni wcześniej, kibice już stworzyli dla niego przyśpiewkę. To niesamowicie wpłynęło na psychikę gracza – od początku poczuł niejako ciepły uścisk fanów i aż do teraz to oni są dla niego najważniejsi.
El Capitano Bruno Fernandes
Portugalczyk nie ukrywa też, że kluczowym momentem jego kariery był moment, gdy został kapitanem drużyny. To było spełnienie jego kolejnego marzenia.
„Jako kapitan dalej starałem się być po prostu Bruno. Nie inną legendą czy osobowością – chciałem być sobą. Tym samym Bruno na boisku i poza nim – dla mnie szczerość jest wszystkim. Wy, fani, zasługujecie na taką szczerość przez to, jak nas wspieraliście„.
„Frustracja. Właśnie to wszyscy czujemy. Myślę, że to jedyne słowo opisujące ten miniony sezon. Jeśli zapytacie mnie lub któregokolwiek fana United, powiedzą to samo. Było wiele momentów, w których wygraliśmy ważny mecz i wtedy wydawało się, że jest OK, że przez ten moment uda nam się podbudować… ale tak się po prostu nigdy nie stało. Zawsze czegoś nam brakowało. Nie byliśmy wystarczająco konsekwentni. Musimy być lepsi – dla siebie nawzajem, dla klubu, dla naszych fanów„.
„Wasze wsparcie na wyjazdach było niesamowite. Wszyscy widzieliśmy to na Selhurst Park, kiedy przegraliśmy 4:0, a nasi kibice nadal stali i śpiewali. Przez kontuzję nie mogłem zagrać. Musiałem siedzieć i oglądać spotkanie w domu, co doprowadzało mnie do szału – przepraszam za to moją żonę i dzieci. Słyszałem, jak nasi fani śpiewają, a wtedy tak bardzo chciałem być na boisku, stanąć przed nimi i podziękować. Mimo wszystkich problemów, przez które przeszliśmy, tylu kontuzji i niepowodzeń, nasi fani nigdy nie przestali dawać z siebie wszystkiego”.
„Po tym trudnym sezonie moim obowiązkiem jest dać z siebie więcej. To zaczyna się ode mnie. I zaczyna się jutro. Musimy dać z siebie wszystko w ostatnim meczu z City i ruszyć dalej„.
Bruno zostaje?
Tak szczere słowa wdzięczności dla kibiców były im potrzebne. Również uczciwe przyznanie się do błędów i wzięcie części odpowiedzialności na swoje barki. Portugalczyk przekazał też wiadomość o swojej przyszłości:
„Kocham występować na Old Trafford bardziej niż cokolwiek innego. Nie chcę wyjeżdżać. Od zawsze to było moje największe marzenie. Chcę tylko, żeby moje oczekiwania szły w parze z oczekiwaniami klubu. Jeśli porozmawiasz z jakimkolwiek fanem, powie ci to samo. Chcemy walczyć o ligę. Chcemy grać w Lidze Mistrzów i w finale krajowych pucharów. To jest standard. To jest to, czego chcę. Na to wszyscy zasługują„.
Ulubiona piosenka
Na końcu listu skierowanego do kibiców, Bruno przedstawił genezę cieszynki i jej związek z córką:
„Gdy przyjechałem na Old Trafford, moja córka, Matilde, miała tylko 3 lata. (…) Kochała piłkę nożną. To przez nią zawsze świętuję bramkę w stylu 'I can’t hear you’. Wzięło się to stąd, że zawsze, gdy ładnie ją prosiliśmy, żeby odłożyła zabawki, ona zakrywała uszy i mówiła: 'Co??? Nie słyszę cię, tatusiu’. Zawsze, gdy zapominam zrobić tę cieszynkę, nie daje mi spokoju. 'Tatusiu, dlaczego jej nie zrobiłeś??? Zapomniałeś o mnie’. Oglądała każdy mój mecz„.
Czas jednak płynie bardzo szybko a dzieci dorastają błyskawicznie… kapitan United z humorem stwierdził, że obecnie jego córka ma 7 lat, zupełnie nie interesuje jej piłka nożna, a zamiast tego chce zostać baletnicą i gimnastyczką. Bruno ma też 3-letniego syna, który jak na razie podtrzymuje rodzinną tradycję i jego głównym zajęciem jest ciągłe kopanie po domu 5 piłek na raz. Jest jednak rzecz, w której rodzeństwo się zgadza – piosenka śpiewana w drodze do szkoły.
„Mój syn ledwo potrafi zaśpiewać tekst. Większość słów miesza i z trudem je wypowiada, ale zaczyna bardzo dobrze. Wyobraźcie sobie 3 latka, śpiewającego na głos o 8 rano z tylnych siedzeń samochodu…
Glory, glory Man United!
Glory, glory Man United!
As the Reds go marching on, on, ON!!!! (Kocha tę część)
Wtedy moja córka podejmuje….
We’re the boys in red!
And we’re on our way to Wembley!!!
Wembley, Wembley!!!!!
Każdy ranek o 8 rano…”
Bruno Fernandes kończy obszerną wiadomość słowami:
„Dla moich dzieci i wszystkich fanów United z całego świata, chcę po prostu powiedzieć: Wiem, że to nie było łatwe. Wiem, że było to poniżej naszego standardu. But „we’re on our way to Wembley”. Stańcie za nami jeszcze ten raz.
Wasz kapitan,
Bruno Fernandes„

