Tytułowe pytanie jest najprostszym, jakie można zadać przy okazji podsumowania zakończonego sezonu w wykonaniu Fulham. Podopieczni Marco Silvy do drugiej kampanii w Premier League przystępowali ze spokojem, bo siła ich kadry pozwalała wierzyć, że kolejny finisz w TOP 10 jest jak najbardziej realny. Ten spokój w zasadzie towarzyszył im do samego końca. Na Craven Cottage nie zajrzało w żadnym momencie widmo spadku, a nierówna forma szybko zakończyła marzenia o europejskich pucharach.

The Cottagers podchodzili do sezonu 2023/24 z bardzo podobną kadrą jak do premierowej kampanii po powrocie we wrota elity. W dodatku z tym samym szkoleniowcem od dwóch lat. Silva dołączył latem 2021 roku po odejściu Scotta Parkera i praca w zachodnim Londynie jest jego najdłuższą w karierze. Na starcie kilka drużyn wydawało się słabszych i mniej poukładanych, więc nikt kwestii potencjalnego spadku – a często to ten drugi rok w Premier League okazuje się znacznie trudniejszy – nie podnosił. Jednak ten błogi stan szybko został przerwany. Odejście Aleksandra Mitrovicia, który wybrał ogromne pieniądze w Arabii Saudyjskiej, w połowie sierpnia okazało się mocnym sierpowym dla zespołu.

Dlatego tym bardziej należy docenić stabilizację, jaką osiągnięto w klubie. Mimo tej wyrwy w swoim składzie portugalski menedżer zdołał podnieść się z desek, skutecznie szukając raczej drużynowego rozwiązania niż nowej, lśniącej pojedynczej jednostki z przodu. Szybko zapewniono sobie utrzymanie. Nawet było blisko, aby zaliczyć po drodze finał krajowego pucharu – do dogrywki z Liverpoolem w Carabao Cup zabrakło jednej bramki. A w finale czekała Chelsea, która w tamtym momencie była jak najbardziej do ogrania.

Czy można było zrobić więcej? Wydaje się, że owszem, ale i tak wykonano solidną pracę i warto docenić ten sezon, nawet biorąc pod uwagę regres punktowy. Jak ocenić poszczególne składowe tego wyniku Fulham?

KADRA (jakość kadry)

Ocena 3 gwiazdki

Zespół, jaki miał od dyspozycji Marco Silva, był całkiem wąski (tylko 23 piłkarzy), ale pod względem siły porównywalny w mojej opinii do bezpośrednich rywali w tabeli. Nieco silniejszy od Wolverhampton, ale słabszy niż Brighton i posiadający mniej zawodników, którzy mogą zrobić różnicę indywidualnymi popisami jak w przypadku Crystal Palace. Portugalczyk na niemalże każdej pozycji miał dwóch graczy do dyspozycji, jednak nie wszyscy zmiennicy byli na zbliżonym poziomie do graczy pierwszego składu.

Na pewno największą bolączkę stanowił brak snajpera z prawdziwego zdarzenia po odejściu Aleksandra Mitrovicia – Raúl Jiménez został sprowadzony do Fulham jako uzupełnienie składu (przyszedł też trzy tygodnie wcześniej niż Mitro opuścił klub), a nie jego zastępstwo. Dlatego strzelanie bramek w zespole było rozłożone pomiędzy wielu graczy z linii ataku. Natomiast porównując ich do Bournemouth, West Hamu czy wspomnianego Palace którzy zakończyli sezon wyżej, brakowało kogoś, kto potrafi w odpowiednim momencie odnaleźć się w szesnastce i dołożyć szuflę. Wisienki miały Dominica Solnake (19 trafień), Młoty Jarroda Bowena (16 goli), a Orły Jeana-Philippe’a Matetę, który miał doskonałą końcówkę sezonu (również 16 bramek).

Tymczasem najlepszym snajperem The Cottagers okazał się Rodrigo Muniz z 9 trafieniami na swoim koncie. Za jego plecami był wymieniony wcześniej Jiménez z 7 golami i ktoś powie: „ok, ale mieli dwójkę, która zdobyła łącznie 16 bramek”. Tyle że obaj byli bardzo nieregularni na przestrzeni całego sezonu (Muniz miał w zasadzie pojedynczy wystrzał).

Jednak napad to jedyna formacja, gdzie można się mocniej przyczepić. Pomiędzy słupkami stoi pewniak w postaci Bernda Leno, który bronił we wszystkich 38 spotkaniach Premier League, zatrzymując 72,1% strzałów na bramkę rywali, co dało mu wysokie 7. miejsce w lidze. Na bokach obrony Silva miał do dyspozycji solidnego Timothy’ego Castagne’a i ofensywnie usposobionego Antonee Robinsona. W odwodzie pozostawał jeszcze Kenny Tete, który rok wcześniej był podstawowym prawym defensorem.

Zwłaszcza Robinson zaimponował. 26-latek w tym sezonie pokazał, że należy do ścisłego grona najlepszych graczy w dolnej części tabeli. Amerykanin imponował swoją fizycznością oraz szybkością – spośród wszystkich obrońców w Premier League tylko Nelson Semedo zaliczył od niego więcej progresywnych rajdów z piłką (103 do 102). Miał również najwięcej odbiorów w lidze (80, przy czym drugi Lewis Cook odbierał piłkę 65 razy), a także dołożył 6 asyst.

Na środku defensywy Fulham grali Calvin Bassey i Tosin Adarabioyo, w razie wypadku w rezerwie pozostawali doświadczony Tim Ream i Issa Diop. Bassey zagrał naprawdę niezły pierwszy sezon w Anglii, uwypuklając nieprzeciętną fizyczność i umiejętność rozgrywania futbolówki od tyłu. Z kolei Adarabioyo świetnie czuł się w walce w powietrzu i dobrze radził sobie w odbiorze futbolówki, choć zdarzały mu się błędy prowadzące do bramek rywali. Z perspektywy klubu szkoda, że opuszcza Craven Cottage za darmo.

Środek pomocy tworzył João Palhinha, któremu często Silva dobierał różnych partnerów. Raz grywał Harrison Reed, raz Tom Cairney, raz Saša Lukić – tu można wskazać drugą wyraźną słabość w zespole. Przed nimi głównie występował Andreas Pereira, który nie miał już aż tak udanego sezonu jak rok wcześniej, ale od siebie dołożył 3 gole i 7 asyst. Muszę przyznać, że po tym, co wyczyniał na Old Trafford, nie sądziłem, że stać go na takie występy. Tymczasem widać, że Pereira znalazł swoje miejsce w Premier League u boku portugalskiego szkoleniowca.

Najbardziej intrygującymi pozycjami pozostawały skrzydła, gdzie Silva, podobnie jak w drugiej linii, również rotował, mając do dyspozycji różnego rodzaju zawodników. Bobby De Cordova-Reid to zawodnik z niesamowitym zmysłem taktycznym, który odnajdzie się na każdej pozycji, na jakiej wystawi go trener. Harry Wilson najbardziej lubi operować w tych słynnych „półprzestrzeniach” i bazując na swojej dynamice, kończyć akcję strzałem lub dośrodkowaniem ze skraju szesnastki. Willian pasuje Marco, bo schodząc do środka, tworzy przestrzeń dla rajdów Robinsona. A Alex Iwobi jest taką „8/10” ustawioną na flance, więc można go łatwo przesunąć do drugiej linii, gdy trzeba gonić wynik, nie rezygnując z jego ofensywnego arsenału.

Trzeba uczciwie przyznać, że to mieszanie pomiędzy różnymi skrzydłowymi wyszło 46-letniemu menedżerowi nie najgorzej:

  • Iwobi: 32 spotkania (2346 minut) – 5 bramek – 2 asysty,
  • Willian: 31 spotkań (2056 minut) – 4 bramki – 2 asysty,
  • Wilson: 35 spotkań (1614 minut) – 4 bramek – 6 asyst,
  • Cordova-Reid: 33 spotkania (1423 minuty) – 6 bramek – 2 asysty.

Biorąc wszystkie czynniki pod uwagę, w tej kategorii kadry przyznajemy Fulham 3 na 5 gwiazdek. Ta kadra i dowiozła spokojne utrzymanie, i niewiele jej zabrakło, by powtórzyć finisz w TOP 10 sprzed roku (stracili do Palace 6 punktów). Stać ją na podobny rezultat za rok. Aczkolwiek, ten zespół jest już trochę stary i wymagałby odmłodzenia. W dodatku latem będzie do wykonania sporo pracy, bo drużynę za darmo opuści Adarabioyo, prawdopodobnie również Robinson (ale już za gotówkę), jak i nie wiadomo, czy umowę przedłuży Willian. Priorytetem jest też środek obrony i nowy napastnik.

OCZEKIWANIA VS. RZECZYWISTOŚĆ

Ocena 3 gwiazdki

Przez ostatnią dekadę Fulham musiało zmagać z emocjonalnym rollercoasterem. Raz występowali w Championship i kibice oczekiwali rychłego awansu. Innym razem, gdy na ten elitarny poziom udało się wbić, wymagano utrzymania. Zawsze coś budziło niepokój sympatyków The Cottagers. Dlatego niezwykle miłą odmianą jest kadencja Marco Silvy, gdy w klubie zapanowała stabilizacja – zero nerwów, zero stresów, zero strachu przed ewentualną degradacją. Walka o utrzymanie praktycznie im nie groziła w żadnym momencie sezonu, a zespół dojechał na bezpiecznej 13. lokacie z 47 oczkami na swoim koncie.

Ktoś może uznać to za regres względem zeszłych rozgrywek. Wtedy udało się dopłynąć w górnej części ligowej tabeli, mając o sześć punktów więcej. Tylko jak wspomniałem wyżej, należy wziąć pod uwagę fakt, że w połowie sierpnia zespół stracił swojego najlepszego strzelca. Mimo to uniknął syndromu „drugiego sezonu”, od ósmej kolejki zajmując już do końca miejsce w przedziale 10-14.

Piłkarzom Silvy można zarzucić pewną nieregularność. W jednym tygodniu potrafili ograć Arsenal (zresztą na Kanonierach zainkasowali aż 4 punkty), by na następną ligową wiktorię czekać ponad miesiąc po drodze tracąc punkty z Evertonem (który był w trakcie serii 10 meczów bez zwycięstwa) czy słabiutkim Burnley. Prowadzili na Anfield 3:2 po bramce Decordovy-Reida w 80. minucie, mimo że wcześniej dwa razy musieli gonić wynik, aby ostatecznie dać sobie wbić dwa trafienia w ciągu minuty i zejść z boiska bez punktów.

 

Nokautowali Nottingham Forest i West Ham po 5:0 kolejka po kolejce – co warte podkreślenia w starciu z Młotami aż pięciu graczy wpisało się na listę strzelców. Tylko co z tego, jak następnie przyjechali na St James’ Park i zebrali od gospodarzy 0:3, później od Burnley 0:2 i na koniec od Bournemouth ponownie 0:3 w niecałe dwa tygodnie. Zresztą tylko dwukrotnie udało im się odnieść dwie wygrane z rzędu – tę sztukę powtórzyli jeszcze na przełomie lutego i marca, gdy zdobyli Old Trafford po golu Iwobiego w doliczonym czasie gry, a następnie spakowali Brighton 3:0.

Trudno nie odnieść wrażenia, że z drużyną coś się stało po marcowej przerwie na mecze międzynarodowe. Co prawda, zaraz po powrocie odnieśli spektakularną wiktorię 3:0 z Tottenhamem, ale później podzielili się punktami z Sheffield (gdy Portugalczyk był tak wściekły na zespół, że dokonał trzech zmian taktycznych już w 32. minucie) i przegrali z Tricky Trees oraz Srokami.

„Po ostatniej reprezentacyjnej przerwie byliśmy w bardzo dobrej formie i miałem do dyspozycji prawie wszystkich piłkarzy. Rozmawialiśmy w szatni i naszą ambicją była walka o coś więcej, wspinanie się w górę tabeli. Ale to nie było możliwe. Nie mogliśmy znaleźć powtarzalności, której uporczywie szukaliśmy. Teraz jest moment na dokładną analizę, znalezienie przyczyn takiej sytuacji. Chcemy spróbować poprawić się w przyszłym sezonie” – mówił po ostatniej kolejce szkoleniowiec.

Bolą tylko cztery wyjazdowe zwycięstwa, podczas gdy rok wcześniej tych wiktorii było aż 7 – na obcych terytoriach rzadziej wygrywały jedynie zdegradowane Sheffield oraz Luton. Chluby nie przynosi również fakt, że aż dziesięciokrotnie dawali sobie strzelić minimum trzy bramki w ciągu 90 minut, a w 13 spotkaniach nie trafiali do siatki rywala.

Natomiast na wyróżnienie zasługuje półfinał Carabao Cup i wyeliminowanie po drodze Tottenhamu, Evertonu czy Ipswich, które awansowało do elity. W dwumeczu okazali się gorsi od The Reds jedynie o jedną bramkę. Podsumowując, to był niezły sezon The Cottagers i nawet ten spadek o trzy pozycje na to nie wpływa. Najchętniej w dzienniku wystawilibyśmy im ocenę 3,5, ale ponieważ nie mamy tutaj do dyspozycji połówek, Fulham otrzymuje trójkę.

TRANSFERY

Ocena 3 gwiazdki

Fulham zeszłego lata doznało tylko jednego, ale bardzo konkretnego uszczerbku – do Arabii Saudyjskiej udał się Aleksander Mitrović. Serb w trakcie ligowej kampanii 2022/23 strzelił aż 14 bramek i jego brak był w tym roku odczuwalny. Zwłaszcza że klub nie miał gotowej alternatywy na jego miejsce – tu trzeba winić dział rekrutacji, bo transfer doszedł do skutku nie w końcówce okienka, jak na przykład Forest i przypadek Brennana Johnsona – tylko w połowie sierpnia.

Mogli się pokusić choćby o jakieś wypożyczenie dodatkowego napastnika, bo Rodrigo Muniz obudził się dopiero w drugiej części sezonu. Carlos Vinícius już w Tottenhamie pokazał, że Premier League to trochę za wysokie progi…

Mitro kosztował Al-Hilal blisko 50 milionów funtów i klub te pieniądze wykorzystał na wzmocnienie prawej strony defensywy i ofensywnej linii. Nie można powiedzieć, że wyszedł na tym źle – Timothy Castagne i Alex Iwobi stali się kluczowymi postaciami u Marco Silvy, a każdy z nich rozegrał ponad 2300 minut w samej lidze.

Belg dał nieco więcej defensywnej jakości niż Kenny Tete, ale też odnalazł się w ofensywnym systemie Marco Silvy, który często wymaga od bocznego obrońcy wymiany pozycji ze skrzydłowym lub agresywnego wejścia w szesnastkę ze skrzydła. Natomiast Iwobi pasuje do systemu Portugalczyka jako ofensywnego pomocnika ustawionego na skrzydle, który bez piłki gra szeroko, ale z futbolówką przy nodze raczej operuje bliżej środka pola, zagrywając podania za plecy obrońców. Sam też lubi wpadać w pole karne, o czym świadczy dublet przeciwko Nottingham Forest czy game winner na Old Trafford, gdy sprytnym strzałem przy bliższym słupku pozostawił bez szans André Onanę.

Tyle że brakowało strzelby z przodu – gdyby nie wystrzał formy Rodrigo Muniza, to z samym Raúlem Jiménezem ekipa nie zajechałaby daleko. Meksykanin strzelił raptem 7 bramek i zimą ściągnięto jeszcze na pół roku Armando Broję, by zwiększyć liczbę opcji na szpicy. Niestety, wychowanek Chelsea na Craven Cottage poradził sobie fatalnie (ledwie 2 bramki w 27 spotkaniach). Z perspektywy czasu trochę szkoda, że jego transfer zablokował pozyskanie z Legii Ernesta Muciego.

Na wyróżnienie zasługuje Calvin Bassey. Pozyskany z Ajaksu środkowy defensor swoją premierową kampanię na Wyspach może zaliczyć do całkiem udanych, pokazując przede wszystkim umiejętność właściwego czytania gry, wyczucie przy odbiorach oraz siłę w pojedynkach jeden na jednego. Bassey pasuje Silvie, bo świetnie czuje się z piłką przy nodze i albo zagrywa długie, dokładne podanie góra do Jiméneza, albo sam wyprowadza piłkę pod linię środkową. To jest zdecydowanie postać, na której z powodzeniem można tworzyć obronę ekipy ze środka tabeli.

Nieco mniejszy plus można postawić przy Adamie Traoré, który stracił część sezonu ze względu na uraz uda. Były piłkarz Wolverhampton i FC Barcelony z ławki dał solidne 2 branki i 3 asysty – choćby napędził kontrę, po której Iwobi trafił przeciwko Man United. Liczby podobne do Manora Solomona, który po udanym wypożyczeniu do Fulham wrócił do Szachtaru, a następnie zasilił szeregi Spurs. Taka zamiana 1:1.

TRENER (ocena taktyki, realizacji celów, zarządzania drużyną)

Ocena 4 gwiazdki

Tak, jak to zostało wspomniane wyżej, Marco Silvie należą się pochwały za tegoroczną kampanię, bo musiał radzić sobie bez swojego gwiazdora i de facto pierwszej opcji w ofensywie. Portugalczyk poza początkiem kampanii, gdy próbował grać ustawieniem 4-3-3, raczej trzymał się formacji 4-2-3-1 z Andreasem Pereirą jako głównym kreatorem gry i João Palhinhą jako „destruktorem” w drugiej linii. Palhinha nie miał stałego partnera u swojego boku – w roli drugiej „8” występowali i Tom Cairney, i Harrison Reed, i Saša Lukić. Warto też podkreślić dość ofensywnie usposobionych bocznych defensorów w postaci Castagne’a oraz Antonee Robinsona i rotacje na skrzydłach.

Taktycznie ekipa z Craven Cottage jest jedną z najlepiej zorganizowanych i płynnie grających w lidze. Silva nie ma zbyt wielu indywidualności, więc musi polegać na zespołowości. Najistotniejszymi kwestiami w ofensywie, by przełamać szyki przeciwnikami, są dwie rzeczy – trójkąty i wymienność pozycji pomiędzy bocznym obrońcą, skrzydłowym a „8” (zarówno w pionie, jak i poziomie) oraz napastnik, który schodzi niżej i przetrzymuje piłkę, wyciągając defensywnych pomocników i tworząc przestrzeń do rajdów środkiem (przede wszystkim Robinsona). Pod polem karnym przeciwnika potrafią doskonale kontrolować posiadanie, dzięki Basseyowi, Aderabioyo i Palhinhi, którzy będą tak długo i cierpliwie wymieniać podania, dopóki nie znajdą luki na skraju pola karnego, w którą może wbiec ktoś z trójki na skrzydle lub Andreas Pereira.

W pressingu zawodnicy Fulham ustawiają się w 4-4-2, gdy Pereira wychodzi wyżej, tak aby zmusić środkowych obrońców do gry na zewnątrz. Gdy zmuszeni są do cofnięcia się do defensywy, naprawdę dobrze potrafią zachować kształt formacji obronnej (co sprawia, że rzadko kryją 1 na 1), a gdy uda im się przejąć futbolówkę, starają się wyprowadzić kontratak, dzięki skrzydłowym, którzy broniąc, ustawiają się w środku boiska. Pięta achillesową pozostaje wyprowadzenie piłki od bramki, bo kilka razy Palhinha czy Adarabioyo popełnili katastrofalne błędy, łatwo gubiąc piłkę pod własną bramką zaraz po przyjęciu.

Statystycznie Fulham raczej maluje się na tle rywali zespołem „skrajnie przeciętnym”, ale to określenie nie jest tutaj użyte w kontekście negatywnym. Jeśli spojrzycie sobie w większość drużynowych statystyk, to The Cottagers zazwyczaj lądowali pomiędzy siódmą a czternastą lokatą w Premier League. Jaki czas spędzali przy piłce? 50,6%, co daje im 9. lokatę. Liczba strzałów na bramkę przeciwnika? 12. miejsce w Premier League. Wykreowane xG z otwartej gry i ze stałych fragmentów? Odpowiednio 12. i 14. pozycja na tle pozostałych ekip. Pod względem liczby uderzeń na swoją bramkę również uplasowali się na 9. miejscu (tutaj czym mniej, tym wyżej w zestawieniu).

Na stronie The Analyst dostępny do wglądu jest wykres przedstawiający zależność prędkości przenoszenia futbolówki (w metrach na sekundę) i liczby podań przypadających na jedną sekwencję. Fulham na tej grafice znajduje się najbliżej przecięcia linii oznaczających średnie z obu wskaźników, co podkreśla, że mamy tu do czynienia raczej z podejściem dostosowania się do przeciwnika niż trzymanie się jednego, konkretnego stylu jak na przykład robi to Roberto De Zerbi w Brighton.

Nawet pod względem liczby przeprowadzanych ataków pozycyjnych i kontrataków zespół plasuje się na w środku stawki. W przypadku tej pierwszej statystyki Fulham ma 96 takich akcji przy rozpiętości ligi między 281 (Manchester City) a 26 (Luton Town). W przypadku kontr zespół Silvy ma 57, gdy Manchester United przeprowadził 98 takich akcji, a Sheffield 40.

Jedynymi wyraźniejszymi cechami pozostają dwie kwestie – zespół lubi pozwalać przeciwnikowi na dłuższe rozgrywanie akcji, gdy ten jest przy piłce – w klasyfikacji tzw. PPDA tylko West Ham, Sheffield i Luton znalazły się za ich plecami. Słabo też wygląda liczba wejść w szesnastkę rywala – ale trzeba brać poprawkę, że Marco Silvie brakuje poza Willianem i Wilsonem dobrych dryblerów.

Rzeczą, do której można mieć pretensje do szkoleniowca, jest brak konsekwencji – z jednej strony zabierasz cztery punkty Arsenalowi, by tyle samo oddać Sheffield. Triumfujesz dwa razy po 5:0, by następnie zebrać zimny prysznic od Newcastle. Z kolei po stronie plusów należy dopisać jego zmiany – Silva potrafi dać impuls z ławki. Wprowadzani przez niego rezerwowi wypracowali łącznie 17 trafień, co jest 5. wynikiem w lidze.

Podsumowując, byłemu menedżerowi Watfordu należą się brawa. Spokojna kampania bez większych perturbacji, z podobnym wynikiem punktowym, w dodatku półfinał Carabao Cup. Finisz Fulham w TOP 10 drugi raz z rzędu byłyby czymś wyśmienitym, ale nie można mieć wszystkiego.