Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 38. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

MARK FLEKKEN

Holenderski golkiper Brentford obronił jedynie trzy z siedmiu celnych strzałów drużyny Newcastle United. Już samo to zdaje się mówić dobitnie samo za siebie. Warto jednak zaznaczyć, że przy niektórych bramkach Srok bramkarz Pszczółek mógł sam zachować się też nieco lepiej. Zwłaszcza przy ostatniej, gdzie odbił strzał Alexandra Isaka pod nogi Bruno Guimarãesa.

OBROŃCY

DAIKI HASHIOKA

Można było mieć wątpliwości co do jego postawy przy dwóch z czterech trafień Fulham. Japoński defensor Luton przy pierwszej bramce nie doskoczył do Adamy Traore, a ten wykorzystał miejsce i skutecznie uderzył ze skraju pola karnego. Przy golu numer trzy, strzelonym po wrzutce z rzutu wolnego, uciekł mu Raul Jimenez, który oddał ładny strzał głową.

EZRI KONSA

Po straceniu aż pięciu bramek podczas konfrontacji z Crystal Palace na Selhurst Park trzeba było być pewnym, że w tym wydaniu antyjedenastki kolejki na pewno znajdzie się miejsce dla przynajmniej jednego przedstawiciela formacji defensywnej Aston Villi. Zaczynamy od Konsy, ale zaspoilerujemy, że nie jest on ostatnim obrońcą The Villans w tym zestawieniu. Anglik zupełnie nie radził sobie z kryciem przebojowego Eberechiego Eze, który wielokrotnie zdecydowanie za łatwo wygrywał pojedynki z Konsą.

ETHAN PINNOCK

Cztery puszczone bramki to poważny zarzut dla drużyny Brentford, a najbardziej doświadczony zawodnik ich linii defensywnej ma na koncie zawalone trafienie. Przy drugim golu dla Newcastle zachował się fatalnie. Najpierw nienaciskany źle opanował długą piłkę klatką piersiową, przez co przejął ją Alexander Isak. Potem nieskutecznie próbował zatrzymać go wślizgiem i Szwed ostatecznie popędził do przodu, by dograć do Jacoba Murphy’ego.

CLEMENT LENGLET

Wspominaliśmy, że w opisach dotyczących bloku obronnego wrócimy jeszcze na chwilę do zespołu Aston Villi. Nie kłamaliśmy. Clement Lenglet również zasłużył na znalezienie się w tym zestawieniu. Stoper drużyny z Villa Park nie potrafił upilnować Jeana-Philippe’a Matety, który mecz przeciwko The Villans zakończył z hattrickiem. Był to ostatni występ francuskiego defensora dla Villi. Latem powróci do szeregów Barcelony, z której był wypożyczony. Na pewno nie w ten sposób wyobrażał sobie pożegnanie z angielskim klubem.

ASHLEY YOUNG

Ujmując to w najdelikatniejszych dla doświadczonego Anglika słowach – nie był to jego najlepszy występ. Young zupełnie nie radził sobie z atakującymi Kanonierów, co podopieczni Artety skrzętnie wykorzystywali. Świetnie widać to było chociażby przy pierwszej bramce, którą zawodnicy Arsenalu wypracowali sobie właśnie po udanej kombinacji z prawej strony boiska. Przysłowiową wisienką na torcie tego fatalnego występu jest zachowanie obrońcy Evertonu przy bramce na 2:1. Naciskany Young zdecydował się na podanie w poprzek boiska. To niedokładne i kompletnie lekkomyślne zagranie padło łupem Jesusa, który pomknął na bramkę, a Kanonierzy znaleźli się w sytuacji trzech na jednego. Tej okazji nie dało się zmarnować, a gola możemy zapisać na konto 38-latka.

POMOCNICY

JAMES GARNER

Everton ograniczał się na Emirates głównie do odpierania ataków walczącego o mistrzostwo Arsenalu, więc ich prawy pomocnik nie miał za bardzo okazji, żeby skutecznie podłączać się do akcji. Garner długimi okresami był totalnie anonimowy. Gdy musiał pomagać Seamusowi Colemanowi w defensywie, również nie prezentował się zbyt dobrze.

VINICIUS SOUZA

Szybki uraz sprawił, że Brazylijczyk już w piątej minucie zastąpił Bena Osborna. Wchodzącego z ławki pomocnika przywitało… buczenie własnych trybun. Vini podczas przegranego 0:3 spotkania z Tottenhamem był chyba najsłabszym ogniwem środka pola Sheffield United. Dał też pokaz tego, za co nie lubią go fani Szabli – negatywnego, pełnego pretensji do kolegów zachowania po trzeciej bramce rywali.

JOHN MCGINN

Crystal Palace kompletnie rozjechało Aston Villę i McGinn, podobnie jak wielu kolegów z zespołu, wyglądał na murawie jak statysta. Na pewno nie pomogła mu szybko złapana żółta kartka, która mocno ograniczyła możliwość agresywnej gry, ale to raczej nie stanowi wymówki dla słabiutkiego występu.

NAPASTNICY

MICHAIL ANTONIO

Ustalmy, że Manchesterowi City strzelić gola nigdy nie jest łatwo. Natomiast warto chociaż spróbować i oddać strzał na bramę rywali – tego nie zrobił napastnik West Hamu. Anglik spędził na boisku ponad 80 minut, przez ten czas zanotował zatrważające 12 kontaktów z piłką. Przełożyło się to na całe pięć celnych podań i sześć strat futbolówki. Co tu dużo mówić, ostatni mecz sezonu do wymazania z pamięci.

ELIJAH ADEBAYO

Kolejny napastnik w naszym zestawieniu również nie błysnął skutecznością. W spotkaniu z Fulham 26-latek oddał jeden celny strzał, jednak nie spowodował on najmniejszego zagrożenia, a warto zauważyć, że w tej sytuacji należało oczekiwać lepszego uderzenia. W oczy raziła też niedokładność Anglika – jedynie dwa celne podania na pięć prób i aż dwanaście strat piłki. To nie było łatwe pożegnanie z Premier League.