Ostatnio na naszej stronie pojawiła się najlepsza jedenastka transferów minionego sezonu Premier League. Dzisiaj pozostajemy w temacie ruchów transferowych, ale tym razem skupimy się na tak zwanych „flopach”. Oto największe pomyłki zarządów angielskich drużyn podczas ubiegłorocznego letniego okienka. 

BRAMKARZ

JAMES TRAFFORD

W przypadku Trafforda mówić możemy o naprawdę sporym rozczarowaniu. Po świetnym turnieju młodzieżowych Mistrzostw Europy (mistrzostwo i przejście przez turniej bez ani jednej straconej bramki) oraz fenomenalnej kampanii League One w Boltonie (22 czyste konta i tylko 34 stracone gole w 45 ligowych potyczkach) zarząd Burnley na pewno liczył na utrzymanie dobrej formy przez młodego golkipera. Nic bardziej mylnego.

Ostatecznie 21-letni bramkarz utracił pozycję niekwestionowanego numeru jeden między słupkami The Clarets przegrywając rywalizację z Arijanetem Muriciem. W 28 meczach Premier League aż 62 razy wyjmował futbolówkę z siatki. Zdołał zaliczyć jedynie dwa mecze na zero z tyłu. Do tego przytrafiło mu się kilka bardzo prostych wtop, które prowadziły do straty bramki. Trafford ciągle był bardzo niepewnym punktem swojej drużyny.

OBROŃCY

NATHANIEL COLLINS

Irlandzki stoper był stałym bywalcem naszych cotygodniowych antyjedenastek kolejki. Collinsowi bardzo często zdarzało się bowiem zaliczać absolutnie kardynalne i jednocześnie dość absurdalne błędy prowadzące do utraty bramki przez drużynę Brentford (miał ich cztery, to drugi wynik w całej lidze, a najwyższy u zawodników z pola). Pszczółki zakupiły go latem z Wolverhampton. Podczas jednej z potyczek przeciwko swojemu byłemu klubowi, Collins prezentował się na tyle słabo, że ironicznie pytaliśmy, czy czasem nie zapomniał on, że już nie jest piłkarzem Wilków.

The Bees za sprowadzenie reprezentanta Kraju Świętego Patryka zapłacili blisko 27 milionów euro. Na ten moment na pewno nie można uznać, by była to dobrze rozdysponowana kwota. Collinsowi w ubiegłych rozgrywkach zdecydowanie za często zdarzało się popełniać proste wpadki. Był zbyt elektryczny i niespokojny, a do tego brakowało mu odpowiedniego ustawiania się przy atakach oponentów.

KOSTAS MAVROPANOS

Grecki środkowy obrońca West Hamu podobnie, jak Collins, również bardzo często odgrywał swoją rolą w naszych antyjedenastkach kolejki. Niejednokrotnie zdarzało mu się w nierozsądny sposób wpakowywać Londyńczyków w kłopoty. Brakowało mu zwrotności i szybkości w pojedynkach dryblingowych z większością przedstawicieli wrogich linii ataku.

Ostateczne Grek zdążył rozegrać dokładnie 19 spotkań w ubiegłej kampanii Premier League. West Ham United za zakupienie Mavropanosa zapłacił niemieckiemu VfB Stuttgart okrągłe 20 milionów euro. Na ten moment nie wygląda to na dobre posunięcie. Już teraz niektóre źródła donoszą, że 26-latek może latem opuścić angielski klub. Trudno jednocześnie wierzyć, że po takim sezonie Młotom uda się na nim jakkolwiek zarobić. Były zawodnik Arsenalu z pewnością może mieć problem ze znalezieniem miejsca u nowozatrudnionego Julena Lopeteguiego.

ROB HOLDING

Angielski środkowy obrońca już od kilku sezonów przyzwyczaił do swojej obecności w tego typu negatywnie nacechowanych zestawieniach dotyczących podsumowań danych rozgrywek. W sezonie 2022/2023 bardzo słabo wyglądał jeszcze broniąc barw zespołu Arsenalu. Natomiast podczas minionej kampanii można pokusić się o stwierdzenie, że było jeszcze gorzej, bo Holding nie potrafił nawet zapracować na pojawienie się w składzie Crystal Palace.

The Eagles pozyskując Holdinga na pewno liczyli, że może on odegrać dość istotną rolę w rotacji formacji defensywnej. Nawet jeżeli płacili za niego jedynie nieco ponad jeden milion euro. Skończyło się jednak na tym, że 28-letni defensor nie rozegrał ani jednego spotkania dla Orłów w tej kampanii angielskiej ekstraklasy. Transfer widmo, który dla Palace był kompletnie niepotrzebnym i nieprzydatnym ruchem.

POMOCNICY

KALVIN PHILLIPS

Latem 2021 roku Phillips był jedną z najjaśniejszych postaci w kadrze Garetha Southgate’a w trakcie drogi Anglików do finałów Euro. Tym razem jednak na europejskim czempionacie słusznie go zabraknie. Jako że w pierwszej części sezonu praktycznie nie dostawał szans od Pepa Guardioli – w Premier League zagrał raptem 80 minut – zimą udał się na pół roku do West Hamu. Aczkolwiek, zamiast się odbudować, wychowanek Leeds United zaliczył jedno z najgorszych wypożyczeń w historii brytyjskiego futbolu. Tu wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło dokładnie tym scenariuszem.

Zaliczył ledwie trzy występy od pierwszej minuty. W debiucie na Old Trafford popełnił błąd bezpośrednio prowadzący do kontry Manchesteru United na 3:0. Dwa tygodnie później w starciu z Nottingham Forest dostał dwie żółte kartki w odstępie zaledwie 180 sekund. Nie minęło kilka dni, a Phillips rozegrał katastrofalne spotkanie na tle pomocników słabiuteńkiego Burnley, co zaowocowało zjazdem do bazy już w przerwie. No i crème de la crème – potyczka z Newcastle, gdy sprokurowana przez niego po wejściu z ławki jedenastka za faul na Anthonym Gordonie napędziła pogoń Srok z 1:3 na 4:3. Oczywiście, przy decydującym golu w doliczonym czasie gry to Kalvin dał się łatwo ograć, a po meczu pokazał jednemu z fanów środkowy palec. Londyński koszmar.

MATHEUS NUNES

Portugalczyk to prawdopodobnie jeden z największych niewypałów transferowych Pepa Guardioli. A już na pewno może rywalizować o to miano z opisywanym wcześniej Phillipsem. Obywatele wyłożyli za 25-latka sporą sumę, bo, bagatela, 62 miliony euro. Z perspektywy czasu można już powiedzieć, że nie były to dobrze wydane pieniądze. W barwach Manchesteru City Nunes wystąpił w tym sezonie jedynie w 17 spotkaniach, a średnio w jednym meczu dostawał na zaprezentowanie swoich umiejętności 38 minut. Rzecz jasna rywalizacja w środku pola mistrzów Anglii jest ogromna, ale w tym przypadku ewidentnie coś nie zagrało.

Były piłkarz Wolverhampton długimi okresami w ogóle nie pojawiał się na boisku. Często pauzował dwa lub trzy mecze, tylko po to, aby w następnym pojawić się na murawie w samej końcówce. Statystyka ta dobitnie pokazuje, że Nunes zwyczajnie nie był w stanie przekonać do siebie Pepa Guardioli. Sytuacji Portugalczyka z pewnością nie poprawia też fakt, że jego rywale byli po prostu dużo lepiej dysponowani. W obecnej formie 25-latek nie ma szans na walkę o miejsce w podstawowym składzie.

SOFYAN AMRABAT

Erik ten Hag wymyślił sobie tego pokemona, mając dwa miesiące wcześniej opcję zamiany wypożyczenia Marcela Sabitzera w transfer definitywny za ledwie 20 milionów funtów. No ale Holender doskonale wie, czego potrzebuje jego drużyna, tak? Taak? Marokańczyk okazał się totalnym flopem, nawet pomimo nieco lepszej końcówki sezonu. Potrafił znaleźć się w naszej jedenastce kolejki, rozgrywając ledwie ostatni kwadrans meczu. Tak było choćby przeciwko Manchesterowi City, gdy zaraz po wejściu dopuścił się straty zakończonej trafieniem na 3:1 dla Obywateli.

Często brakowało jego wpływu na grę, a także spokoju przy rozgrywaniu piłki w środku pola, co wydawało się jego największą zaletą we Fiorentinie. Zdecydowanie przerosło go tempo gry w Premier League. Były momenty, gdy postawa 27-latka po prostu przerażała. Chaotyczny, zupełnie niezorganizowany, popełniający sporo błędów. Zwłaszcza gdy rywal grywał wysokim pressingiem – tu na myśl przychodzi potyczka z Bournemouth, kiedy Wisienki powodowały swoim doskokiem niedokładność przy próbach podań i odbiorach, by nie pójść na raz i nie zostawić zbyt dużej przestrzeni za plecami. Zupełnie nietrafiony był to pomysł…

SANDRO TONALI

Tworząc ranking najgorszych transferów tego sezonu, nie sposób nie umieścić w nim Tonaliego. Włoch przychodził na St James’ Park za 64 miliony funtów i naprawdę wiele sobie po nim obiecywano. Wyciągnięcie go z Milanu wydawało się arcytrudnym zadaniem, bo sam zawodnik wielokrotnie deklarował swoje przywiązanie do Rossonerich. Kiedy już to wszystko się udało, to czar prysł bardzo szybko. Zaledwie po dziewięciu kolejkach…

Tonali zdołał zaliczyć dokładnie osiem występów, zanim został skazany przez sąd. Słowem przypomnienia, 24-latek otrzymał karę zawieszenia za obstawianie meczów i nie zagrał od 25 października. Oceniając więc jego sezon, nie będziemy skupiać się na spektrach sportowych, bo tych zwyczajnie było mało. Jednak pomocnik Srok sam zgotował sobie taki los, a za błędy się płaci. Na ten moment to niemal cały sezon wyjęty z kariery. Sprawą otwartą pozostaje to, jak Włoch będzie radził sobie po powrocie do gry po tak długiej przerwie. Na ten moment jego przenosiny do Anglii musimy natomiast ocenić, jako zupełnie nieudane.

MASON MOUNT

Anglik pojawił się w naszej jedenastce największych rozczarowań minionego sezonu, więc naturalnie nie może zabraknąć go również w tym zestawieniu. Złośliwi powiedzą, że obecność 25-latka w takim gronie wcale nie powinna dziwić, bo wielu kibiców już przed pierwszą kolejką przewidziało fiasko tego transferu. Przenosiny do Manchesteru United zawsze wiążą się bowiem z dużą presją i jeszcze większymi oczekiwaniami. Tych Mount nie spełnił nawet w najmniejszym stopniu.

Oczywiście podsumowując sezon Anglika, nie sposób pominąć jednej kluczowej rzeczy – kontuzji. Te trapiły pomocnika Czerwonych Diabłów niemal regularnie od pierwszej kolejki. Finalnie rozegrał jedynie 512 minut na przestrzeni całych rozgrywek. Urazy z pewnością nie pomogły mu złapać regularności i zagrzać miejsca w składzie. Niestety, kiedy grał, to też nie przekonywał, jak się okazuje ani kibiców, ani menedżera. Brakowało akcji indywidualnych, kreatywnych podań czy oddawanych uderzeń. Kampania do zapomnienia.

NAPASTNICY

BETO

Gdzie Everton priorytetowo musiał latem ulokować transferowy budżet, mimo że już wtedy zmagał się z problemami z PSR? Odpowiedź brzmiała – środek ataku. Więc pomimo ponaciąganych do granic możliwości klubowych finansów kupiono Seanowi Dyche’owi Beto. Portugalski napastnik w teorii pasował do taktyki trenera jak ulał. Rosły (blisko 195 cm m wzrostu), silnie zbudowany – idealny do walki w powietrzu, czy to przy dalekich wybiciach, czy przy stałych fragmentach. Rok wcześniej strzelił 10 bramek dla Udinese, więc jakiś potencjał w nim drzemał. Snajper za blisko 22 miliony funtów okazał się jednak strzelbą bez nabojów.

Trafił do siatki zaledwie trzykrotnie przy xG wynoszącym 6,8. Tym samym w kategorii najbardziej marnotrawiącego strzelca w Premier League uplasował się tuż za podium. W kreacji też zbytnio nie pomagał kolegom, bo jego expected Assists wynosiło średnio 0,03 na mecz. Idealnym podsumowaniem jego dotychczasowej przygody w Anglii było spotkanie z Manchesterem City na Etihad Stadium. Wprowadzony w drugiej połowie Beto miał dwie sytuacje, w jednej nawet strzelił gola. Tylko co z tego, skoro w obu przypadkach był na dwumetrowym spalonym. „Kick it in the net. It’s not rocket science” jak mawia Dyche. Tyle że dla jego napastników to właśnie jest rocket science i zazwyczaj obaj na lekcje dojeżdżają bez odrobionej pracy domowej.

CAMERON ARCHER

Od najdroższego napastnika w historii całego klubu na pewno należy wymagać więcej niż tylko cztery bramki i jedna asysta w 30 spotkaniach. Liczby jednak nie kłamią. W przypadku oczekiwań odnośnie pierwszego sezonu Camerona Archera w szeregach The Blades trzeba przyznać, że bardzo boleśnie zderzyły się z rzeczywistością.

Dość powiedzieć, że 22-letni Anglik od 5 listopada ubiegłego roku tylko dwukrotnie zdołał wpisać się na listę strzelców meczu ligowego. Nawet, gdy bardzo regularnie otrzymywał szansę gry od deski do deski, nie potrafił przełamać swojej strzeleckiej niemocy. Ostatecznie nie można powiedzieć, by Archer zrobił cokolwiek szczególnego w kierunku próby utrzymania Szabelek na poziomie elity. Nie można go rzecz jasna też w pełni winić za powrót Sheffield do Championship. Wciąż jest młodym zawodnikiem, w którym niewątpliwie drzemie pewien potencjał. Na ten moment musi jednak poradzić sobie z kubłem zimnej wody przez zupełnie nieudany początek po przemianach na Bramall Lane.