W ostatnich dniach nasze podsumowania minionego sezonu Premier League skupiały się na zawodnikach, którym poprzednia kampania poszła po ich myśli. Z kolei w dzisiejszym zestawieniu znaleźli się jednak zawodnicy, którzy zawiedli oczekiwania własne, a także swoich kibiców. Oto jedenastka największych rozczarowań ubiegłej edycji angielskiej ekstraklasy. 

BRAMKARZ

JAMES TRAFFORD

Zaczynamy od zawodnika, którego zdecydowanie przerosły oczekiwania w swoim debiutanckim sezonie na poziomie angielskiej elity. Trzeba pamiętać, że od Trafforda zaczęto wymagać bardzo wiele. Były jednak ku temu dość solidne przesłanki. Angielski golkiper miał za sobą niesamowity występ na młodzieżowych Mistrzostwach Europy, które wygrał wraz z kadrą Synów Albionu. Ba! Trafford był jedną z najjaśniejszych postaci Anglików (nie stracił ani jednego gola przez cały turniej), a także został bohaterem po obronieniu rzutu karnego na wagę mistrzostwa w ostatniej minucie finału z Hiszpanią.

Do tego fenomenalnie spisywał się w barwach Boltonu w League One. Trafford zachował aż 22 czyste konta oraz stracił tylko 34 bramki w 45 meczach trzeciego poziomu rozgrywkowego. Poziom elity okazał się jednak o wiele wyższy i zbyt często przerastał 21-letniego bramkarza, któremu przytrafiło się kilka bardzo prostych wtop prowadzących bezpośrednio do utraty gola przez The Clarets. Niejednokrotnie zwracano uwagę chociażby na jego częste błędy w ustawianiu przy rzutach rożnych oponentów. Młody zawodnik niezmiennie był niepewnym punktem beniaminka z Turf Moor. Finalnie został nawet wygryziony z podstawowego składu przez Arijaneta Muricia.

OBROŃCY

REECE JAMES

Miniony sezon w wykonaniu zawodnika Chelsea w dość groteskowy, ale jednocześnie bardzo dobitny, sposób podsumował ostatnim ligowym występem. Anglik w swoim drugim meczu po powrocie z półrocznej przerwy spowodowanej kolejnym urazem zdecydował, że dwa mecze z rzędu to wystarczający wynik i sam zapracuje sobie na kolejną przerwę od futbolu. Za zupełnie bezmyślne i nieodpowiedzialne zachowanie został słusznie ukarany czerwoną kartką, a dodatkową karą będzie dla niego również zawieszenie na trzy pierwsze mecze następnej kampanii.

James znów w minionej kampanii zdecydowanie częściej przebywał na rehabilitacjach kontuzji niż na murawie. 24-latek łącznie rozegrał tylko 420 minut. Długimi fragmentami wyglądał jednak też dość mizernie, gdy był zdrowy i znajdował się na murawie. Widać, że drzemie w nim duży potencjał, a fani z niebieskiej części Londynu łączą z nim wielkie nadzieje, ale w ubiegłym sezonie ponownie zostały one całkowicie zawiedzione.

CASEMIRO

Od Brazylijczyka rozpoczynamy nasz kącik poświęcony piłkarzom Manchesteru United. I od razu możemy wam zdradzić, że będzie ich całkiem sporo. Jednak Casemiro to prawdopodobnie największy indywidualny zjazd w porównaniu z sezonem 2022/2023. Gra 32-latka zmieniła się niemal o 180 stopni – niestety na gorsze. Właściwie ciężko w rozsądny sposób wytłumaczyć, co stało się z formą pomocnika. Casemiro zatracił swoje największe atuty – siłę, umiejętność czytania akcji rywali i łatwość w odbiorze piłki. Na próżno było też szukać w jego grze podań napędzających akcje Czerwonych Diabłów.

Z biegiem sezonu było coraz gorzej. Casemiro stał się dość regularnym bywalcem naszych antyjedenastek i często to jego indywidualne błędy w niebagatelny sposób wpływały na losy meczu. Świetnym przykładem potwierdzającym tę tezę może być chociażby mecz 36. kolejki, kiedy podopieczni Erika ten Haga podejmowali Crystal Palace. Orły, kolokwialnie mówiąc, przejechały się wtedy po zespole z Old Trafford, a były pomocnik Realu Madryt odnotował jeden z najgorszych indywidualnych występów, jakie przyszło nam oglądać w minionych rozgrywkach. Oczywiście podsumowując kampanię 2023/2024 w wykonaniu Casemiro nie sposób nie wspomnieć, że przez liczne kontuzje w ekipie Manchesteru United, Brazylijczyk często zmuszony był do grania nie na swojej pozycji. To zdecydowanie mu nie służyło, jasne, ale pomimo tego od tak doświadczonego gracza, na takim poziomie rozgrywkowym, musimy wymagać znacznie, znacznie więcej.

BEN CHILWELL

Dość podobny przypadek do przedstawionego przed chwilą Reece’a Jamesa. Reprezentacyjny i klubowy kolega prawego obrońcy The Blues również był zmuszony do opuszczenia dużej części tego sezonu. Urazy uda i kolana zabrały mu w sumie ponad połowę rozgrywek. Chilwell wystąpił łącznie w 13 potyczkach angielskiej ekstraklasy.

Zdecydowanie nie były to też występy wysokich lotów. Przeciętnie prezentował się zarówno w elemencie gry defensywnej, jak i ofensywnej. Do swojego dorobku indywidualnego zdołał dopisać tylko jedną asystę (w trakcie inauguracji sezonu). Ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Jednocześnie pięć razy został ukarany przez sędziów żółtymi kartkami.

OLEKSANDR ZINCZENKO

Ukrainiec nie grał w tym sezonie tak, jak nas do tego przyzwyczaił. Doskonale świadczy o tym fakt, że stracił miejsce w pierwszym składzie na rzecz Kiwiora czy Tomiyasu. Wiele spotkań przesiedział na ławce lub wchodził zaledwie na kilkanaście minut, co jest zupełną odwrotnością sytuacji z poprzedniego sezonu. W tej kampanii rozegrał zaledwie 1725 minut, co łącznie daje 19 pełnych spotkań. Dla porównania, w poprzednim sezonie rozergał ponad pół tysiąca minut więcej, omijając przy tym 10 spotkań przez kontuzję.

Spadek formy zauważył również sam Mikel Arteta z zarządem klubu. Od kilku tygodni mówi się o tym, że jednym z celów transferowych Kanonierów na to okienko jest podpisanie lewego obrońcy. To jeszcze bardziej komplikuje sytuację Ukraińca, bo walka o skład będzie o wiele trudniejsza. Tym samym niewykluczone, że Zinchenko będzie musiał się poważnie zastanowić nad kontynuowaniem kariery w Arsenalu. Jego kontrakt wygasa w czerwcu 2026 roku.

POMOCNICY

ANTONY

To już drugi Brazylijczyka z Manchesteru United w tym zestawieniu. Jego obecność tutaj nie powinna nikogo dziwić, bo dyspozycja Antony’ego w obecnej kampanii była naprawdę słaba. Mimo 29 rozegranych spotkań brał bezpośredni udział zaledwie przy dwóch bramkach. Samą postawą na boisku 24-latek również nie zachwycał, a gdyby tego było mało, przestaliśmy być nawet świadkami flagowego ruchu Brazylijczyka, czyli kółeczka z piłką.

W trakcie sezonu Antony został również „odsunięty” od składu przez Erika ten Haga i przez kilka spotkań albo nie pojawiał się na boisku wcale, albo łapał zaledwie kilka minut. Dla wielu kibiców i ekspertów był to jasny sygnał, że Brazylijczyk zaliczył tak duży zjazd formy, że nawet sam Holender, który ściągnął go do klubu, nie wierzy w jego dobry występ. W przypadku odejścia Ten Haga, Antony musi naprawdę dobrze przepracować okres przygotowawczy, bo nie wiadomo, czy następca Holendra będzie widział dla niego miejsce w zespole. Tym bardziej, że już teraz chodzą pogłoski o potencjalnych przenosinach 24-latka.

MASON MOUNT

Kontuzja, więcej kontuzji, a w przerwach od kontuzji bardzo słaba gra. Tak w kilku słowach można opisać ten fatalny sezon w wykonaniu Masona Mounta. Anglik zdołał wystąpić jedynie w 14 spotkaniach w ligowej kampanii, a mówiąc dokładniej było to 512 minut. Przełożyło się to na zaledwie jednego gola. Zdecydowanie nie tego oczekiwali kibice Manchesteru United po tak ofensywnie usposobionym zawodniku. Należy oczywiście zauważyć, że kiedy Anglik wracał po urazie, to nie łatwo było mu zagrzać miejsce w składzie. Jednak, mówiąc wprost, kiedy już grał, to nie pokazywał nic, co mogłoby przekonać Erika ten Haga do wynagrodzenia go większą liczbą szans.

Mason Mount na przestrzeni minionych rozgrywek nie był graczem, od którego kibice mogli spodziewać się czegoś więcej. Dobitnie pokazał to mecz z Crystal Palace, w którym pierwszy raz od bardzo dawna pauzował Bruno Fernandes. Anglik nawet w najmniejszym stopniu nie był w stanie zastąpić Portugalczyka, a wydawać by się mogło, że obaj zawodnicy powinni stanowić o sile kreacji. Po takim sezonie 25-latek raczej ma już niewiele czasu, aby przekonać do siebie sympatyków drużyny z Old Trafford.

SANDRO TONALI

W tym przypadku nie będziemy mówić o złej grze, nieodpowiednim wkomponowaniu się w szeregi drużyny czy popełnionych błędach przez danego zawodnika. Włoch nie w ten sposób zapracował na pojawienie się w tym negatywnie nacechowanym zestawieniu podsumowującym poprzedni sezon naszej ukochanej ligi. W jego przypadku chodzi o sprawy poza boiskowe.

Krzyżyk na Tonalim postawiła afera hazardowa, w której był głównym antybohaterem. Włoski pomocnik zdążył rozegrać jedynie osiem ligowych meczów dla Newcastle United, zanim został zawieszony przez sąd. Na boisko będzie mógł wrócić najwcześniej pod koniec sierpnia tego roku. Przypomnijmy, że zarząd Srok zdecydował wydać na 24-latka aż 64 miliony euro. Na ten moment są to po prostu ogromne pieniądze wyrzucone w błoto.

MIGUEL ALMIRON

W przypadku paragwajskiego skrzydłowego już same podanie jego suchych statystyk z ostatnich dwóch kampanii Premier League pokazuje, jak bardzo pogorszyła się jego forma w minionych rozgrywkach względem sezonu 2022/23. Dwa lata temu zanotował 11 goli i dwie asysty w 34 ligowych potyczkach. Z kolei w ubiegłej kampanii zdobył już tylko trzy bramki oraz ostatnie podanie w 33 meczach. Różnica jest zauważalna gołym okiem.

W drugiej połowie sezonu Almiron był dosłownie anionowy. Dość powiedzieć, że od Bożego Narodzenia nie zdobył ani jednej bramki i asysty, a przecież opuścił tylko pięć starć! Leczył wówczas kontuzję kolana. W każdym innym momencie dostawał regularnie szanse od trenera Eddiego Howe’a, ale zupełnie nie potrafił tego wykorzystać.

NAPASTNICY

BETO

Miał być napastnik, który zapewni regularność w lidze i będzie świetnym uzupełnieniem dla podstawowego snajpera Evertonu – Dominica Calverta-Lewina, a wyszło… No właśnie, wyszedł kompletnie nieudany transfer. W dodatku za niemałe pieniądze. Jakie jedno słowo celnie określiłoby minioną właśnie kampanię w wykonaniu Portugalczyka? Regularność. Beto regularnie nie trafiał do bramki przeciwników i regularnie był pomijany przez menedżera The Toffees przy wyborze wyjściowej jedenastki.

Nie można zresztą dziwić się decyzji Seana Dyche’a. Były zawodnik Udinese dostał bowiem kredyt zaufania na początku swojej przygody na Goodison Park, jednak szybko okazało się, że niestety nie ma to najmniejszego sensu. Finalnie 26-latek zanotował 30 występów, na które złożyło się dokładnie 939 minut. W tym czasie portugalski napastnik zdołał strzelić 3 bramki i wykręcić zatrważającą średnią 1.4 strzału na mecz. Sezon z gatunku tych do zapomnienia. Bardzo szybko może się też okazać, że sam zawodnik zniknie nam wszystkim z radarów na dobre.

MARCUS RASHFORD

Anglik bez wątpienia rozegrał jeden z najgorszych sezonów w całej swojej karierze. W 33 spotkaniach zdobył zaledwie siedem bramek, dołożył do tego dwie asysty. W porównaniu z tym co prezentował w ubiegłej kampanii, był to zjazd o co najmniej kilka poziomów. Gdyby tego było mało, 26-latek wcale nie grał tak, jakby zależało mu na powrocie do formy, co szybko zauważyli kibice. Fani zaczęli umieszczać w mediach filmiki z „pressingu” Rashforda i wysyłać do niego nieprzychylne wiadomości, dotyczące jego gry i tego, że już się nie stara.

Rozczarowujący sezon dostrzegł również Gareth Southgate, czyli trener reprezentacji Anglii. 53-latek zdecydował się nie powołać Rashforda na EURO 2024, tłumacząc swoją decyzję tym, że jest wielu innych zawodników, którzy na ten moment są lepsi niż skrzydłowy Manchesteru United. Dla Rashforda ten sezon z pewnością jest do zapomnienia, a okres przygotowawczy i wakacje musi przepracować z podwójną siłą. W innym przypadku, jego przygoda z Manchesterem United może dobiec końca, szczególnie, że już teraz mówi się o potencjalnym rozpatrzeniu ofert za Anglika.