Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 36. kolejki Premier League.
WES FODERINGHAM
Cztery celne strzały rywali, trzy puszczone gole. Może i Foderingham nie miał zbyt dużo do powiedzenia przy trafieniach Nottingham Forest (ewentualne zarzuty można mieć chyba tylko do reakcji przy pierwszej bramce Calluma Hudsona-Odoi), to wystąpił właściwie w roli statysty. Anglik nie zrobił różnicy, gdy nawalali koledzy i lądując w naszej antyjedenastce, padł trochę ofiarą ich nieudolności.
DIOGO DALOT
Portugalczyk przywyczaił nas do dużo lepszych występów. W poniedziałkowym spotkaniu grał jednak po prostu źle. Dalot nie wyróżniał się zupełnie niczym i nie był też w stanie zapewnić spokoju w defensywie. Zdecydowanie zawinił też przy bramce na 3:0. Obrońca Manchesteru United kompletnie nie upilnował wybiegającego zza pleców Joachima Andersena, a dzięki temu zamieszaniu piłka trafiła pod nogi Tyricka Mitchella, który wpakował piłkę do niemal pustej bramki.
TEDEN MENGI
Wszystko układało się dobrze dla Luton w meczu Evertonem, aż Mengi wpadł na pomysł pobawienia się w zapasy z Jarradem Branthwaitem w polu karnym. Pomysł dziwaczny, bo piłka po wrzutce z rzutu rożnego nie była nawet blisko. Nieodpowiedzialne zachowanie defensora beniaminka dało The Toffees rzut karny, który wykorzystał Dominic Calvert-Lewin. Takie błędy w walce o utrzymanie kosztują bardzo drogo.
CASEMIRO
Tutaj nie ma co przebierać w słowach. Mecz z Crystal Palace był w wykonaniu Brazylijczyka po prostu tragiczny. To prawdopodobnie jeden z najgorszych indywidualnych występów, jakie przyszło nam oglądać w tym sezonie. Patrząc na popisy pomocnika Czerwonych Diabłów, można było po prostu złapać się za głowę. Casemiro zawinił już w pierwszej akcji bramkowej. Olise prostym zwodem wyprowadził 32-latka w pole, po czym pomknął w stronę pola karnego i zdobył gola. Przeciwnicy z łatwością odbierali piłkę Brazylijczykowi, co miało swoje katastrofalne skutki chociażby przy bramce na 4:0. Podsumowaniem tej katastrofy niech będzie jedna, bezlitosna statystka – żaden zawodnik w tym sezonie nie został przedryblowany w jednym spotkaniu tyle razy, co Casemiro, którego przeciwnicy mijali aż osiem razy. Kurtyna.
EMERSON ROYAL
Pod nieobecność Destiny’ego Udogie gra na lewej obronie i na Anfield przyszło mu zmierzyć się z Mohamedem Salahem. By Egipcjanin go zaskoczył, wystarczył zaledwie kwadrans. Gwiazdor Liverpoolu uciekł obrońcy Tottenhamu i kompletnie niekryty mógł wpakować piłkę do siatki głową. Pomimo kilku niezłych interwencji Emerson nawalił jeszcze raz: fatalną stratą piłki przy trafieniu na 3:0 dla The Reds. Cristian Romero był na niego tak wściekły, że zainterweniować musiał Guglielmo Vicario.
EMERSON PALMIERI
Włoski defensor spokojnie może kandydować do spółki z Casemiro o nagrodę dzbana kolejki, bo jego krycie Noniego Madueke w starciu z Chelsea wołało o pomstę do nieba. Najpierw odpuścił sobie pressing na młodym Angliku, gdy ten dośrodkowywał przy pierwszej bramce. Następnie nie pokrył go przy rzucie rożnym, gdy zapakował z główki do siatki Wybitny występ zwieńczył w drugiej połowie, gdy zwyczajnie nie miał chęci ścigać się ze skrzydłowym The Blues, kiedy ten dostał podanie za linię obrony. A warto dodać, że z Cole’em Palmerem miał problemy podobnej skali, również często kryjąc go jakby „na dystans”. Koszmarne popołudnie.
MASON MOUNT
Sezon zbliża się do końca i jedno możemy powiedzieć z pełnym przekonaniem: Mason Mount zdecydowanie nie będzie rozpatrywany w kategorii najlepszych transferów. W poniedziałkowym spotkaniu kibice Czerwonych Diabłów liczyli na to, że Anglik będzie w stanie zastąpić kontuzjowanego Bruno Fernandesa – choćby w najmniejszym stopniu. Niestety, nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Mount był kompletnie bezproduktywny, a w całym spotkaniu zanotował jedynie 36 kontaktów z piką i wykonał raptem 21 celnych podań. Oprócz tego żadnej próby dryblingu i właściwie nic, co wniosłoby do gry ofensywnej Manchesteru United jakiś pozytywny aspekt.
BOUBACAR TRAORÉ
W ekipie Manchesteru City w środku pola bardzo dobry Mateo Kovacić i genialny Rodri. W drużynie Wolves? Przeciętność, uosabiana m.in. przez Traoré. Malijczyk był tylko aktorem ze scenariusza, pisanego przez mistrzów kraju. Chaotyczny, zagubiony, nie potrafił stawić czoła zdecydowanie lepszym rywalom. Pochwalić go można było w sumie tylko za wolę walki i bieganie, czyli absolutne minimum.
LUCAS PAQUETA
Nie da się patrzeć na Brazylijczyka w ostatnich tygodniach. Na Stamford Bridge przyjechał po raz kolejny bez formy, bez chęci, bez krzty kreatywności. Wygląda, jakby zupełnie przechodził obok meczów, czego dowodem było fatalne podanie do Emersona, które poskutkowało natychmiastową kontrą The Blues zakończoną strzałem Nicolasa Jacksona. Wykreował jedną świetną okazję włoskiemu obrońcy przy stanie 0:4, ale to jedyne, za co można go pochwalić.
RODRIGO BENTANCUR
Były przebłyski, ale zasadniczo Urugwajczyk nie zaprezentował praktycznie nic wartego uwagi w starciu z Liverpoolem. Przy trzeciej bramce pokazał absolutny brak zaangażowania, nawet nie ruszając za Harveyem Elliottem, a ten ostatecznie wypracował gola po błędzie Emersona Royala. Bentancur zszedł z boiska przy stanie 0:4 i po serii zmian, w której został zdjęty, drużyna zaczęła prezentować się zdecydowanie lepiej.
DEJAN KULUSEVSKI
Szwed nie za wiele pokazał w ofensywie na Anfield, by nie powiedzieć, że nic. Zero strzałów na bramkę z jego strony, zero dośrodkowań, zero wykreowanych okazji kolegom, zaledwie jeden udany drybling. W dodatku nie błyszczał w defensywie, bo druga bramka autorstwa Andy’ego Robertsona idzie na jego konto. Cierpliwości do byłego gracza Juventusu wystarczyło Big Ange’owi jedynie na godzinę. Gdyby nie fakt, że kontuzjowany pozostaje Werner, Kulusevski na pewno nie wyszedłby w tej formie na murawę.












