Zabranie 10 oczek z konta The Toffees było dla wielu sporą niespodzianką, która sprawiła, że Everton spadł do strefy spadkowej. Ukaranie zespołu odjęciem dwucyfrowej liczby punktów było w Premier League czymś, czego jeszcze nie doświadczyliśmy. Pod koniec ubiegłego miesiąca dowiedzieliśmy się jednak, że kara została zredukowana. To również niecodzienna sytuacja w dziejach angielskiej ekstraklasy. Co sprawiło, że sąd zadecydował o zmniejszeniu wyroku dla Evertonu?

The Toffees zostali ukarani za złamanie zasad dotyczących rentowności i zrównoważonego rozwoju, czyli PSR. Całkowite cofnięcie dotkliwej kary nie było wykonalne, ale właścicielom klubu mocno zależało, by zmniejszyć ją do jak najmniejszych rozmiarów. W jaki sposób to się udało? Przeanalizowaliśmy to w poniższym tekście.

Everton nie miał prawnika z urzędu, a wielkiego fachowca

Interesy The Toffees na rozprawie reprezentował zespół adwokatów, na którego czele stał jeden z najbardziej renomowanych angielskich prawników specjalizujący się w prawie handlowym – Laurence Rabinowitz.

Bardzo doświadczony adwokat jest rekomendowany przez największych ekspertów w swojej dziedzinie. W przeszłości niejednokrotnie reprezentował interesy znanych marek w podobnych sprawach. Dobitnie widać, że zarządowi Evertonu zależało na wybraniu możliwie najlepszego fachowca do wyegzekwowania ich apelacji.

Rabinowitz jest uznawany za jednego z czołowych prawników Izby Handlowej. Jest przedstawiany jako wiodący specjalista w dziedzinie bankowości, finansów oraz rozstrzygania sporów handlowych. W 2018 oraz 2019 roku otrzymał nagrody w plebiscytach dla najlepszych wśród świadczących pomoc prawną.

Fani The Toffees bardzo szybko polubili Rabinowitza, którego wizerunek zaczął się pojawiać  nawet na flagach wnoszonych na stadion. Są oni bardzo wdzięczni za pracę wykonaną na rzecz obrony klubu. Dostrzeżone zostało to również przez zarząd Evertonu, który zdecydował się powierzyć mu pieczę nad losem klubu w drugiej rozprawie apelacyjnej. Przejdźmy jednak najpierw do wyników tej pierwszej rozprawy.

Co udało się wyłuskać Rabinowitzowi i spółce?

Apelacja liverpoolczyków była rozpatrywana przez trzy dni. Finalnie zespołowi prawnemu The Toffees, z Rabinowitzem na czele, udało się przekonać skład sędziowski do zmiany pierwotnej decyzji. Aż siedem z dziewięciu zarzutów zostało odrzucone. Do tego komisja odwoławcza przyznała, że początkowe jej posiedzenie, które odbyło się w październiku ubiegłego roku, zawierało jawne błędy prawne w rozpatrzeniu pozostałych dwóch zarzutów.

Komisja początkowo orzekła, że ​​Everton „nie był w pełni szczery” przy składaniu informacji, które przekazał włodarzom Premier League odnośnie swojego zadłużenia związanego z budową nowego stadionu. Miał przy tym naruszyć też inną zasadę. Everton przyznał się do tego, że dane przedstawione w owym oświadczeniu były nieprawidłowe, a nawet „wprowadzające w błąd”, ale jednocześnie stwierdził, że w ich mniemaniu powinno być to wyłącznie traktowane jako „niewinna pomyłka”. Komisja odwoławcza przyznała rację prawnikom The Toffees w tej kwestii.

Zespół prawniczy znalazł także należyte argumenty, by przekonać sędziów, że 10-punktowa sankcja została nałożona na klub bez uwzględnienia koniecznych punktów odniesienia. Everton twierdził, że gdy je rozważono, cała kara byłaby z pewnością mniej dotkliwa. The Peoples Club w swojej argumentacji przedstawił także kilka przykładów innych drużyn, które łamały finansowe zasady. W ten sposób starał się pokazać, że ich rekordowa kara jest nieproporcjonalna względem innych.

Komisja uznała, że niektóre z przykładów okazały się dla niej pomocne. Miały utwierdzić w przekonaniu, że pierwotna decyzja była błędna ze względu na wymienione powyżej przyczyny. Z drugiej strony jednak Premier League stwierdziła, że ​​w ich opinii każdą tego typu sytuację należy oceniać w indywidualny sposób.

Apelacja The Toffees nie była idealna

Wszystkie powyżej opisane przyjęte przez komisję odwoławczą argumenty sprawiły, że 10-punktowa kara została zmniejszona do sześciu. W teorii to nieznacząca zmiana, ale w praktyce dla zespołu dowodzonego przez trenera Seana Dyche’a oznaczało to przeskok z 17. na 15. miejsce w ligowej tabeli. Tym samym drużyna Anglika uciekła ze strefy spadkowej.

Dla prawników z Rabinowitzem na czele nie było to jednak pełne zwycięstwo. W niektórych częściach ich apelacja okazała się nieudana. Siedem zarzutów w kierunku Evertonu zostało podtrzymane. Odrzucony został natomiast między innymi argument odnośnie tego, że błędem komisji miał być brak uwzględnienia w decyzji sędziowskiej innych sankcji nałożonych na The Toffees. Chodziło zwłaszcza o zakaz transferowy. Komisja odwoławcza zupełnie nie uznała tej argumentacji prawników Evertonu i podtrzymała pierwotny zarzut.

Everton próbował także szukać pewnego usprawiedliwienia w tym, że utraciłi umowę z firmą USM oraz rosyjskim oligarchą Aliszerem Usmanowem. Prawnicy klubu z Goodison Park twierdzili, że te okoliczności w całej sytuacji nie zostały „właściwie potraktowane i przyjęte do wiadomości”. Cała argumentacja w tym temacie również okazała nieskuteczna.

Podobnie zresztą, jak kilka innych przedstawionych przez Everton środków łagodzących, które zdaniem komisji odwoławczej były niewystarczające i nieprzekonujące do kolejnych zmian w zarzutach. Odrzucone zostały też wskazania domniemanych błędów w oskarżeniach odnośnie wydatków przekraczających regulaminowe normy, a także kilku innych przepisów.

Everton wciąż może czuć sporą satysfakcję

Pomimo podtrzymania wspomnianych siedmiu oskarżeń zespół prawniczy Rabinowitza mógł czuć dużą dawkę satysfakcji z wykonanej pracy. Ich najistotniejsze argumenty spotkały się z pozytywnym odbiorem komisji odwoławczej. Były to też te fragmenty, których zmiany najmocniej pragnęły struktury klubu z niebieskiej części Merseyside.

Zdawali oni sobie też doskonale sprawę, że nie ma praktycznie żadnych szans na całkowite cofnięcie kary. Powrót 10 punktów na konto Evertonu był po prostu nie do osiągnięcia dla każdego prawnika na świecie. Rabinowitz nie mógł  mieć do siebie samego większych pretensji. Zarząd The Peoples Club również.

Powrót na boisko. Jaki ma to wpływ na sytuację Evertonu w tabeli?

Skupmy się na tym, jaki wpływ zredukowanie kary ma na bieżącą sytuację The Toffees. Nie mówimy przecież o zespole, który spokojnie przesiaduje w środku tabeli angielskiej ekstraklasy. Liverpoolczycy nadal muszą martwić się o swoje być albo nie być w elicie. I trzeba przyznać, że jeśli Dyche i jego piłkarze ostatecznie wywalczą utrzymanie, to w dużej mierze może być to zasługa Rabinowitza i pracy całego jego zespołu na salach sądowych.

Everton ciągle balansuje na granicy strefy spadkowej. Aktualnie jest na 16. miejscu w stawce. W ubiegłej ligowej potyczce przegrał 1:3 z West Hamem United przed własną publicznością. Tym samym przedłużył swoją serię meczów bez wygranej do okrągłych dziesięciu.  To pierwsza taka sytuacja od rozgrywek 1994/95! Komplet punktów ostatni raz zdobył… 16 grudnia ubiegłego roku. Pokonał 2:0 Burnley na Turf Moor.

Od tamtego starcia z The Clarets zaliczył pięć porażek i dokładnie tyle samo remisów. Najczęściej były to bezbramkowe remisy lub zakończone rezultatem 1:1. 

Biorąc jednak pod uwagę omawiane odjęcie punktów, problemy właścicielskie i finansowe to wywalczenie utrzymania przez Dyche’a również może być uznawane w pewnym stopniu za wystarczający wynik. Sympatycy rzecz jasna liczą na więcej ze strony swoich ulubieńców, ale muszą mieć też na uwadze wszystkie inne problemy swojego klubu.

Pragmatyczny styl gry preferowany przez “Ginger Mourinho” przynosi mimo wszystko efekty w walce o ligowy byt, a dla takich drużyn, każdy punkt jest na wagę złota. Z tego powodu częste remisowanie przez The Toffees nie musi skończyć się tragicznie.

Liczby i statystyki są po ich stronie

Średnia punktów Evertonu na mecz wynosi 1,15. Drużyny z takim wynikiem w ostatnich latach praktycznie za każdym razem utrzymywały się w Premier League. Inne statystyki i wyliczenia również wskazują, że przy obecnej formie The Toffees powinni uniknąć spadku.

Serwis Opta przed startem poprzedniej serii gier dawał Evertonowi ponad 95% szans na utrzymanie. Po porażce z Młotami ta statystyka z pewnością się pogorszyła, ale nie są to jakieś drastyczne zmiany. Bezpośredni oponenci w walce o uniknięcie strefy spadkowej również przegrali swoje rywalizacje. Jedynym problemem Evertonu może okazać się dość wymagający terminarz do końca kampanii. Jednak z takim problemem zmagać będzie się również kilka innych drużyn z dolnych rejonów tabeli.

To jednak nie koniec poza boiskowych kłopotów

Walka o ligowy byt nie będzie jednak w najbliższym czasie jedynym zmartwieniem fanów z Goodison Park. Znów problematyczne nie są wyłącznie sprawy czysto piłkarskie. Ponownie chodzi o decyzje urzędników i zarządu klubu.

Everton nadal znajduje się w bardzo złej kondycji finansowej i właścicielskiej. Budżet zespołu jest uzależniony od ciągłych pożyczek od 777 Partners przy kolejnych wydatkach i kosztach  budowy nowego stadionu. Przejęcie klubu przez grupę partnerską z Miami ciągle się opóźnia.

Kolejnym problemem może być wspomniana druga rozprawa apelacyjna odnośnie pierwotnej 10-punktowej kary. Cała sytuacja na pewno musi też siedzieć w głowach piłkarzy i sztabu szkoleniowego. Tak naprawdę nie wiedzą na czym stoją i ile punktów mają w swoim dorobku. 

Pewnym pocieszeniem dla Evertonu może być, że jeden z ich głównych rywali w walce o utrzymanie zmaga się z podobnymi kłopotami, które mogą zakończyć się tożsamymi konsekwencjami. Chodzi o Nottingham Forest. Tricky Trees również będą w tym tygodniu bronić się odnośnie naruszeń przepisów dotyczących rentowności i zrównoważonego rozwoju (PSR). Ich sprawa musi zostać doprowadzona do końca przed 16 kwietnia tego roku.

Ewentualne zabranie punktów ekipie z City Ground nastąpi więc jeszcze w tej kampanii. Może się to okazać kluczowym zwrotem akcji w walce o utrzymanie. Interesów Forest będzie bronił znany prawnik Nick De Marco.