„Zawał serca, którego doznał Tom Lockyer, to najstraszniejszy moment w moim życiu” – mówi menedżer Luton Town, Rob Edwards. Walijczyk podzielił się też lakonicznymi informacjami na temat powrotu kapitana jego zespołu do zdrowia.
W 65. minucie rozgrywanego w sobotę, 16 grudnia, meczu Bournemouth z Luton Town, oglądaliśmy obrazki, których nie chce widzieć żaden kibic piłki nożnej. Piłkarz The Hatters, Tom Lockyer, doznał zawału serca na murawie. Menedżer drużyny Walijczyka, Rob Edwards, wrócił do dramatycznych scen na konferencji prasowej przed spotkaniem z Newcastle United.
„To był najstraszniejszy moment w moim życiu, nie mówiąc nawet o tych, związanych z piłką. Ratownicy byli niesamowici – przyznał 40-letni trener. – Znaleźli się w szalenie stresującej sytuacji, świat patrzył im na ręce, a oni podjęli same trafne decyzje. Jestem z nich niesamowicie dumny. Uratowali mu życie. Nasz sztab medyczny, sztab medyczny Bournemouth, ratownicy medyczni, którzy byli tam na miejscu – wszyscy są bohaterami”.
Kapitan jego zespołu opuścił szpital w czwartek. Podczas pobytu w placówce wszczepiono mu kardiowerter-defibrylator. Ten ma uchronić go przed podobnymi incydentami. Podobne urządzenia wszczepiono również znanym z boisk Premier League Christianowi Eriksenowi i Daleyowi Blindowi. Obaj kontynuują kariery. Duńczyk wciąż występuje w Anglii, w Manchesterze United. Holender z kolei reprezentuje barwy hiszpańskiej Girony. Edwards informuje jednak, że wciąż nie wiadomo, jakie skutki dla dalszej gry w piłkę będzie miał zawał serca, jakiego doznał Lockyer.
„Dochodzi do siebie. (…) Na razie za wcześnie, by cokolwiek o tym mówić. W dalszej perspektywie priorytetem jest jego powrót do zdrowia. Przeszedł operację, zobaczymy, co to będzie oznaczać” – cytuje jego słowa BBC Sport.

