Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 5. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

THOMAS KAMINSKI

Kaminski co prawda w ubiegły weekend stracił tylko jedną bramkę w meczu z Fulham, ale właśnie to jedyne trafienie idzie w bardzo dużej mierze na jego konto. Zupełnie nie potrzebnie odbił piłkę tuż pod nogi Carlosa Viniciusa, który dał The Cottagers zwycięstwo. Golkiper Luton Town musiał spokojnie złapać piłkę po dość łatwym dośrodkowaniu. Tymczasem sprezentował gola rywalom.

OBROŃCY

JOE GOMEZ

Po bardzo udanym meczu z Aston Villą tuż przed przerwą reprezentacyjną fani Liverpoolu liczyli, że ich obrońca powoli wraca do optymalnej dyspozycji. Z The Villans grał na środku obrony. Natomiast w meczu z Wolves grał na prawej stronie defensywy. Zupełnie nie radził sobie z Pedro Neto, który wrzucił go na wielką karuzelę. Portuglaczyk w pierwszej połowie sprawił, że Anglik był kompletnie zagubiony. Cały czas zakładał mu siatki i omijał, jak chciał. Bardzo mizerny występ Gomeza, który praktycznie nie zaoferował też nic z przodu.

https://twitter.com/Alex_LFC123/status/1703020162071343302

LISANDRO MARTINEZ

Na kogo liczyć skoro zawiedli nawet liderzy? Formacja defensywna Czerwonych Diabłów i tak jest wybrakowana przez liczne kontuzje. Pewnym pocieszeniem i kimś w kim kibice United pokładają nadzieje, jest więc Lisandro Martínez. I niestety, co tu dużo mówić, Argentyńczyk nie stanął na wysokości zadania. Idealnym podsumowaniem jego występu może być sytuacja, po której padł gol na 2-0. Pascal Groß po prostu zabawił się z 25-latkiem. Jeden prosty zwód kompletnie oszukał Martíneza, a od Argentyńczyka należy oczekiwać naprawdę znacznie lepszego zachowania.

HUGO BUENO

Wszedł z ławki na ostatnie 24 minuty przy stanie 1:1. Grający na niego Mohamed Salah miał od tego momentu zdecydowanie więcej swobody i wypracował dwa trafienia. Najpierw młody obrońca nie przycisnął Egipcjanina, który dograł do wchodzącego w pole karne Andy’ego Robertsona, potem spóźnił się z doskokiem do Harveya Elliotta, który wbił piłkę do siatki po podaniu największej gwiazdy Liverpoolu. Zresztą ostatnie trafienie The Reds, po rykoszecie, zapisano właśnie na konto Bueno – choć tutaj możemy już mówić po prostu o pechu obrońcy.

AARON HICKEY

Odpowiedzialność za decydujący o przegranej z 0:1 Newcastle United rzut karny spoczywa w znacznej większości na jego barkach. Brak koncentracji? Panika? Trudno stwierdzić, co zadecydowało o jego niedbałym wycofaniu piłki, do którego Mark Flekken nie miał prawa zdążyć przed rywalem. Kto wie, jak skończyłby się ten meczu, gdyby nie wspomniana pomyłka, bo sytuacji wiele nie oglądaliśmy.

POMOCNICY

ENZO FERNANDEZ

Wydaje się, że był najsłabszym ogniwem Chelsea w trakcie ostatniego meczu The Blues z Bournemouth. Nie potrafił wywrzeć choćby najmniejszej ilości pozytywnego wpływu na ofensywne poczynania stołecznego zespołu. Kompletnie brakowało jego zaangażowania w próby ataków podopiecznych Mauricio Pochettino. Nie było właściwie ani jednej rzeczy, którą wyróżniłby się choć trochę ponad stan. Został zdjęty z boiska Vitality Stadium po 80 minutach gry. Mizerny występ Argentyńczyka.

SCOTT MCTOMINAY

Czy Szkot był w ogóle na boisku? Po krótkiej weryfikacji okazuje się, że był i nawet spędził na murawie niemal cały mecz. Jak? To pytanie możemy zadawać jedynie Erikowi ten Hagowi. Powiedzieć, że McTomninay był niewidoczny to trochę jakby nie powiedzieć nic. Przez 85 minut spędzonych na boisku 26-latek odnotował jedynie 22 kontakty z piłką – tylko Højlund miał ich mniej. Jego wkład w mecz był tak znikomy, że śmiało możemy uznać, że ekipa Brighton grała w przewadze. Niestety, ale taki środek pola nie ma racji bytu.

CASEMIRO

Kolejny przedstawiciel linii pomocy Manchesteru United, który zasłużył na miejsce wśród najgorszych w minionej kolejce to Casemiro. Ten dał się zapamiętać i jego obecność w sobotnich zawodach jest niepodważalna. Problem w tym, że występ Brazylijczyka jest kojarzony głównie z jego złych decyzji. Były zawodnik Realu Madryt sprawiał wrażenie kompletnie zagubionego, a momentami nawet obojętnego na wydarzenia boiskowe. Piłkarze Brighton z łatwością uciekali 31-latkowi i dochodzili do kolejnych sytuacji bramkowych. Ogromny regres zaliczył Casemiro.

NAPASTNICY

SON HEUNG-MIN

Rzadko się zdarza, że w antyjedenastce ląduje napastnik drużyny, która w danej serii gier wygrała swoje spotkanie. Tak jest jednak w tym przypadku dotyczącym Koreańczyka z Tottenhamu. Obrona Sheffield United bardzo mocno stłamsiła wszelkie zalety Sona, który nie radził sobie z fizycznie grającym blokiem defensywnym beniaminka. Zszedł 10 minut przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Dość ospały występ 31-letniego atakującego Kogutów.

NICOLAS JACKSON

Napastnik Chelsea już po raz drugi z rzędu ląduje w naszej antyjedenastce kolejki. Znów mamy do niego właściwie te same zarzuty. Duża nieskuteczność, brak konkretów i zarobienie kolejnej (już czwartej w tym sezonie) żółtej kartki. Niektóre z jego okropnych kiksów aż proszą się o dodanie muzyki z Benny Hilla w tle.

MATHEUS CUNHA

Powiedzmy sobie szczerze, że były napastnik Athletico Madryt nigdy nie grzeszył chirurgiczną precyzją przy wykończeniu akcji. Jednak takie sytuacje, jak ta po dograniu Pedro Neto w pierwszej połowie musi wykorzystywać dosłownie każdy. Tymczasem Cunha fatalnie złożył się do strzału na praktycznie pustą bramkę i dał prezent Liverpoolowi. Gdyby trafił, wynik meczu mógłby być zupełnie odwrotny.