Kiedy myślimy o pozycji lewego obrońcy, to z miejsca wymieniamy powszechnie uznane topowe marki. Ashley Cole, Marcelo, Roberto Carlos, Andreas Brehme, można by tak w nieskończoność. Nienaganna technika, wszechstronność, mobilność, czy umiejętność odpowiedniego włączenia się do działań ofensywnych. Wszystko to powinno cechować idealnego bocznego obrońcę. Piłka nożna widziała wielu wybitnych przedstawicieli tej pozycji. Wszystkie wymienione we wstępie ikony były całkowicie wyjątkowe w swoich poczynaniach. Każdą z tych postaci jesteśmy w stanie przypisać do konkretnego, unikalnego stylu. W opozycji stawiam dziś piłkarza, o którym głośno było może jedynie z uwagi na ciekawą kartę Team of the season w Fifie. Człowieka, który po cichu realizował niemal każde założenie taktyczne. Prekursora mobilności i wszechstronności w Premier League. Zapraszam na historię o (nie)zapomnianej legendzie.
Przedstawienie postaci, dzieciństwo
Zakładam, że 70% odbiorców tego tekstu z miejsca kojarzy Bainesa z Evertonem. Całkiem słusznie zresztą, ponieważ urodził się on 11 grudnia 1984 roku w Kirkby, które jest częścią hrabstwa Merseyside. Leighton nigdy nie był specjalnie wywyższany nad rówieśników. Uczęszczał do katolickiej szkoły, a po zajęciach uczestniczył w spotkaniach słynnej Sunday League. Pasja nie ingerowała w edukację. Mimo ogromnego wsparcia rodziców chłopak nie mógł sobie pozwolić na każde udogodnienie. Pochodził z niezbyt zamożnej rodziny, w związku z czym nie miał możliwości chodzenia na mecze Evertonu, czy Liverpoolu. Początki w świecie piłki były dla Anglika wyjątkowo trudne z uwagi na interakcje. Był on zamkniętym w sobie, nieśmiałym dzieciakiem. W konsekwencji zmagał się z niemożnością nawiązywania relacji z innymi dziećmi. Z pomocą ruszyli najbliżsi. Zarówno ówcześni instruktorzy, jak i rodzice pomogli piłkarzowi przełamać postawione niewidzialne bariery. Ta iskierka zmiany zrodziła w głowie chłopaka marzenie o karierze piłkarskiej. I tak to się zaczęło.
VIDEO: Getting to know Leighton Baines – from his childhood idols to his @england team-mates – http://t.co/3v7wOOpXEN pic.twitter.com/pQMGpkSCMf
— European Qualifiers (@EuroQualifiers) November 14, 2014
TO ON NIE JEST WYCHOWANKIEM EVERTONU?!
Tak, mam nadzieję, że zaburzę pewną wizję w waszej głowie. Albo przynajmniej jakąś część czytelników zaskoczę. Jak wspomniałem, pierwsze kroki to Sunday League, a konkretnie zespół Key Ways. Tuż po zakończeniu ligi obrońca był o krok od dopełnienia przeznaczenia i realizacji marzeń. Zgłosiła się po niego akademia Evertonu. Po pierwszych testach został on zaledwie częściowo dopuszczony do gry. Po kolejnej próbie odmówiono mu występów. Miejscem, w którym rozpoczynał swoją przygodę z piłką „na poziomie” było… Wigan! Do pierwszej drużyny zdołał przebić się w 2002 roku, a jego debiut w ówczesnym Division Two przypadł na 14 grudnia i wygrany 2:0 mecz z Oldham Athletic. Przeskok do drużyny seniorskiej nie był jednak zbyt owocny. Zaledwie sześć rozegranych spotkań raczej nie przyczyniło się do znacznego rozwoju. Klub zdołał awansować, a piłkarz zaczął otrzymywać więcej szans. Owocowało to nie tylko prężnym rozwojem, ale również regularnymi występami w kadrze młodzieżowej reprezentacji Anglii. Wigan w trzy sezony z Division Two zdołało dotrzeć do piłkarskiej elity, Premier League. Co ciekawe, Baines debiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej w przegranym spotkaniu z Chelsea. Anglik jako pełnoprawny członek pierwszej drużyny z czasem stał się jej filarem. Przy tak imponującym tempie zmian zwiastowało to wielkie rzeczy…
A few Leighton Baines wonder goals from his Wigan days. pic.twitter.com/En2zIzQMZc
— James Nalton (@JDNalton) July 26, 2020
Przegrany finał i „nowy” start
W 2006 roku Wigan nieoczekiwanie zdołało dotrzeć do finału Pucharu Ligi Angielskiej. Była to dotkliwa lekcja futbolu dla całej drużyny. Manchester United zdemolował wówczas underdoga aż 4:0. Sezon później The Latics spadli do Championship. Dla tak utalentowanego piłkarza, jak Baines oznaczać mogło to tylko jedno – nowy start. Latem 2007 roku po obrońcę zgłosiły się cztery zespoły. Sunderland, Newcastle, Everton i… Liverpool. Niektóre źródła podają, że zainteresowanie klubu z czerwonej części Merseyside było dla piłkarza czymś porównywalnym do końca świata! Pierwotnie w wyścigu o podpis prowadził Sunderland, jednak Baines odrzucił propozycję The Black Cats. Stara miłość nie rdzewieje. Po długich namowach i przeprosinach Leighton zaakceptował ofertę The Toffees. Wigan otrzymało za niego 6 milionów funtów. W pierwszym sezonie nie grał zbyt dużo, z uwagi na poważną konkurencję w postaci Joleona Lescotta. Baines w debiutanckim sezonie na Goodison Park zdołał zagrać w dwudziestu dwóch spotkaniach, w tym w pięciu w cyklu Pucharu UEFA. Ligowe zmagania zakończył na piątej pozycji.
ON THIS DAY: In 2007, Everton signed Leighton Baines from Wigan for a reported £6m.
378 games 🏃
36 goals ⚽️
10 years 📆What a signing. 🔵 pic.twitter.com/mKMmW4yCCs
— Squawka (@Squawka) August 7, 2017
Self Made Icon
Kontuzja Joesepha Yobo i konieczność przesunięcia Lescotta na środek defensywy była życiową szansą Bainesa. Jak pokazuje historia, doskonale wykorzystaną. Już w sezonie 2008/09 Leighton był dwukrotnie wybierany zawodnikiem miesiąca w zespole. Obrońca stawał się talizmanem i nieodłącznym elementem Evertonu. Anglik zaczął kreować swoją legendę. Do dziś spoglądając w statystyki z sezonu 2010/11 aż nie chce się wierzyć, że był on obrońcą. Nie dość, że rozegrał każdą dostępną w sezonie minutę, to dołożył do tego kosmiczne statystyki w postaci siedmiu bramek i aż jedenastu asyst. Zgarnął on wtedy nagrodę gracza sezonu The Toffees i miejsce w jedenastce roku ligi. Debiut w reprezentacji Anglii, kluczowe dla losów zespołu bramki, to wszystko stało się chlebem powszednim dla błyszczącej w Merseyside ikony. Przez ponad dekadę cieszył kibiców na Goodison Park, notując łącznie 420 spotkań w Premier League. Wykręcony przez niego rekord 53 asyst długo był niedościgniony. Leighton Baines zdecydował zawiesić buty na kołku w wieku 35 lat.
A positive note, it’s 14 years today since Everton signed Leighton Baines from Wigan for £6m.
🔵Games- 420
⚽️Goals- 39
🅰️Assists- 67
💙Evertonian
🐐LegendWhat a player! Naughtiest left back ever 💙 pic.twitter.com/xDlGhRcAPj
— Everton FC News 💙 (@NilSatisNews) August 7, 2021
Historia Bainesa uświadamia, że w świecie rozdmuchanych gwiazd, skandali i niebotycznych pieniędzy, wciąż jest miejsce na to, aby robić swoje. Bez zbędnych dram, sztucznego pompowania wizerunku idiotycznymi wypowiedziami, czy przesadną rządzą atencji. Pure class. Status legendy nie jest bowiem czymś nadanym, a należnym…
