Słyną ze szczelnej defensywy i z tego, że na własnym stadionie trudno ich pokonać. W Lidze Narodów debiutują, ale celem numer jeden był dla nich awans na Mistrzostwa Świata. Na co stać reprezentację Walii, która w niedzielę zmierzy się z reprezentacją Polski?

Walijczycy aktualnie przeżywają najprawdopodobniej najlepszy moment w całej swojej piłkarskiej historii. Na sukcesie z EURO 2016 zbudowali drużynę, która była w stanie awansować na dwa inne, wielkie turnieje.

Najpierw zameldowali się na kolejnych Mistrzostwach Europy, a w tym roku po 64 latach wywalczyli sobie awans na mundial. I na tym nie zamierzają poprzestać.

Viaplay
Viaplay

Walijczycy nowicjuszami w elicie

Dla Walii występy w tegorocznej Lidze Narodów UEFA są debiutem w dywizji A. Dwa lata temu niepokonani awansowali z grupy, w której mierzyli się z Finlandią, Irlandią oraz Bułgarią. Zrobili to w prawdziwie minimalistycznym stylu – na pięć zwycięstw aż cztery zakończyły się wynikiem 1:0. Wśród drużyn dywizji B wówczas Walia miała najszczelniejszą defensywę, która straciła tylko jedną bramkę. Jej strzelcem był, doskonale znany z angielskich boisk, Teemu Pukki.

Popularne Smoki pragną utrzymać się w dywizji A, ale sami przyznają, że ta edycja Ligi Narodów była tłem dla baraży o awans do Mistrzostw Świata. W czerwcu pomiędzy meczami Ligi Narodów podopieczni Roba Page’a wygrali finał play-offów z Ukrainą. W związku z tym na spotkania z Polską oraz Holandią zmuszeni byli wystawić mocno osłabiony skład. Efektem były dwie porażki po 1:2. Łącznie w czerwcu UEFA wcisnęła Walijczykom aż pięć spotkań do rozegrania w dwa tygodnie. To był morderczy maraton dla Roba Page’a i jego piłkarzy.

Gareth Bale, zapytany o ostatni mecz tegorocznych rozgrywek, delikatnie zmarginalizował Ligę Narodów, ale obiecał pełną determinację:

To najpewniej nie będzie moja najważniejsza noc na tym stadionie, ale rzecz jasna chcemy utrzymać się w dywizji A. Pragniemy dalej testować się na tle silniejszych drużyn. Oczywiście, te rozgrywki Ligi Narodów były dla nas inne, bo musieliśmy je poświęcić, aby skupić się na barażu z Ukrainą. Ale to wciąż dla nas ważne, by się tu utrzymać. Nawet pomimo tego, że nie są to najważniejsze rozgrywki, w jakich bierzemy udział.

W czwartkowy wieczór w Brukseli Walia uległa Belgii, ale ich występ nie był tak tragiczny, jak miało to miejsce w przypadku reprezentacji Polski. W pierwszej połowie o dwóch bramkach dla gospodarzy zadecydował geniusz Kevina de Bruyne. Gwiazda Manchesteru City odnotowała bramkę i asystę, a oprócz tego trafiła w słupek. De Bruyne ma patent na Walijczyków, ponieważ w ubiegłym roku w dwóch meczach eliminacyjnych do Mistrzostw Świata załadował im dwie bramki. Warto tutaj zwrócić uwagę, że w czterech starciach pomiędzy Walią a Belgią, dwukrotnie wygrywali Belgowie, ale dwa razy piłkarzom z Wysp Brytyjskich udało się wywalczyć remis. To bilans, z jakiego mogą być dumni.




Kontuzje, zawieszenia i pomocnicy z League One

Czułym punktem Walijczyków może okazać się środek obrony. W niedzielę będą musieli sobie poradzić bez Chrisa Mephama oraz Ethana Ampadu, którzy przekroczyli niedawno limit żółtych kartek. Na dodatek na zgrupowaniu brakuje Bena Daviesa, którego ze względu na drobny uraz nie puszczono z Tottenhamu. Joe Rodonowi na środku obrony będzie zatem towarzyszyć Ben Cabango, który ma na swoim koncie tylko 4 występy w dorosłej reprezentacji.

Walijczycy przez lata przywykli do gry piątką obrońców, ale problemy kadrowe sprawiły, że Roba Page’a zaczęto pytać o powrót do gry czwórką z tyłu. Selekcjoner podkreślał, że zmiana formacji jest mało prawdopodobna, ale będzie szukał najbardziej optymalnych rozwiązań. Niedawno zaczął stosować ustawienie hybrydowe z coraz wyżej ustawionym lewym wahadłowym. Tę rolę pełni aktualnie Neco Williams, ale w razie potrzeby rotuje się pozycjami z Rhysem Norringtonem-Daviesem, który wspiera go na lewej flance. Page nie boi się także cofać skrzydłowych i korzystać z nich jak z bocznych obrońców. W takiej roli w ostatnim meczu z Polakami zagrał Wes Burns.

Lokalna prasa zwraca uwagę na problemy również w środku pomocy. Z uwagi na kontuzje brakuje Aarona Ramseya oraz Joe Allena, którzy tworzą duet środkowych pomocników od lat. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że na tej pozycji Rob Page postawi na dwóch zawodników z League One – Matthew Smitha z MK Dons oraz Joe Morrella z Portsmouth.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda wśród skrzydłowych i napastników. Na szpicy Rob Page wystawił niedawno Kieffera Moore’a, który odwdzięczył się bramką, a na skrzydłach biegali Daniel James oraz Brennan Johnson. Rywalizacja jest na tyle zacięta, że w spotkaniu z Belgią na ławce wylądował Gareth Bale. Doniesienia z wewnątrz drużyny wskazywały na jego problemy kondycyjne, ale Rob Page mimo to starał się podkreślić rywalizację w ataku swojej drużyny:

Mamy potężny ból głowy z tyloma świetnymi zawodnikami. Każdy menedżer woli mieć taki ból głowy i główkować na kogo postawić. Zdaję sobie sprawę z tego co znaczy dla tej reprezentacji Gareth i ile w niej osiągnął. Dlatego gdy jest zdrowy i dostępny – gra. Dziś z nami trenował, pracuje bardzo ciężko z drużyną. Wiele dla nas zrobił wchodząc z ławki w ostatnim meczu. Postawiłem go w sytuacji, w której będzie dostępny do gry w najbliższym meczu. To ważne spotkanie, a my potrzebujemy ważnych graczy.

Bale ma za sobą zmianę klubu i przeprowadzę do Stanów Zjednoczonych. Podpisanie kontraktu z Los Angeles FC zapewniło mu więcej minut na boisku, niż miało to miejsce w Realu Madryt, ale jego sytuacja wciąż jest daleka od ideału. Na 11 występów w nowym klubie tylko dwukrotnie wybiegł od pierwszej minuty. Zmiana klubu miała go odpowiednio przygotować do występu na Mistrzostwach Świata, ale forma Bale’a będzie stała pod znakiem zapytania. Kluczowy i przełamujący może być dla niego właśnie pojedynek z reprezentacją Polski.

Twierdza Cardiff

W czwartek Polacy przegrali trzeci z rzędu mecz na Stadionie Narodowym, przez co ze stadionu w Warszawie zrzucono łatkę twierdzy nie do zdobycia. Tak się jednak składa, że taka opinia krąży o Cardiff City Stadium, gdzie Walijczycy regularnie rozgrywają swoje domowe mecze. Od przegranej z Danią w listopadzie 2018 roku Walia odnotowała serię 19 meczów bez porażki. Dopiero przyjazd Holendrów obdarł ich z tego imponującego rekordu. Nie obyło się jednak bez walki, bowiem decydujący gol dla Oranje padł dopiero w 94. minucie spotkania.

Walijskie media podkreślają umiejętność rozgrywania kluczowych spotkań na stadionie w Cardiff. To tutaj przypieczętowali awanse na wszystkie najważniejsze imprezy ostatnich lat. Po niedzielnym meczu Rob Page będzie mógł wygłosić przemowę i pożegnać się z kibicami przed wylotem do Kataru. Walijczycy bowiem zaczną imprezę dzień wcześniej niż reprezentacja Polski i na ten moment nie planują żadnego domowego meczu towarzyskiego w listopadzie.

Dodatkowym smaczkiem i motywacją dla Walijczyków jest sytuacja ich odwiecznego rywala, czyli Anglików. W piątek podopieczni Garetha Southgate’a przegrali z Włochami i tym samym zostali zdegradowani do drugiej dywizji Ligi Narodów. Walijczycy zostawią serce i płuca na murawie, by doprowadzić do sytuacji, w której to oni dalej będą rywalizować z najlepszymi w dywizji A, w trakcie gdy Anglicy spędzą co najmniej jedną edycję na wygnaniu poziom niżej.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie