Transfer do wielkiego klubu to ogromna szansa, ale i wielkie wyzwanie. Michy Batshuayi przekonał się o tym, gdy do Chelsea ściągnął go Antonio Conte. Belg uważa, że Włoch go okłamał, ale i rozumie swą sytuację z czasów pobytu na Stamford Bridge.

Michy Batshuayi w rozmowie z holenderskim Sport postanowił wrócić do swego pobytu w Chelsea i relacji z Antonio Conte. Belgijski napastnik wyjaśnił, co przekonało go do przeprowadzki do Londynu. Jednocześnie opowiedział o obietnicach, których nie dotrzymał Włoch.

Conte ciągle sobie zaprzeczał. Zacznijmy od tego, jak przyszedłem. Zadzwonił do mnie i wyjaśnił swój projekt. Chciał wystawiać mnie w dwuosobowym ataku u boku Diego Costy – Daily Star cytuje słowa gracza, który tego lata opuścił Stamford Bridge. – Czy w to wierzyłem? Oczywiście, bo przez całą karierę grał takim systemem, poza Chelsea, gdzie byłem ja.

28-latek czuł się oszukany przez menedżera z Italii. Choć czuje rozczarowanie, dobrze wie, że trudno było dyskutować z decyzjami trenera. W pierwszym sezonie po wartym niemal 40 milionów euro transferze spędził na murawie łącznie 702 minuty we wszystkich rozgrywkach. W Premier League wyszedł w podstawowym składzie tylko raz. Zespół zdobył jednak tytuł, więc wybory Conte się obroniły.

Jestem pewien, że mielibyśmy razem fantastyczny sezon. Ale cóż, Chelsea wygrała wtedy mistrzostwo, więc co mogę powiedzieć? Spójrzcie, to moje żale. Ale skoro klub dobrze funkcjonuje, to powinienem siedzieć cicho. Inaczej byłbym robaczywym jabłkiem, myślącym tylko o sobie. Prawda jest taka, że zostałem oszukany zbyt wiele razy.

Batshuayi nie ma również wątpliwości, jeśli chodzi o powód tego, że musiał siedzieć na ławce.

Jeśli o mnie chodzi, sprawa jest jasna: problemem był Diego Costa. To nawet nie podlegało dyskusji. W tamtym okresie nie było chyba ani jednego zawodnika, który mógłby go wygryźć. W drugim sezonie zaliczyłem świetny okres przygotowawczy, ale przyszedł Alvaro Morata z Realu Madryt i sprawy znowu się skomplikowały. A i tak strzelałem zawsze, gdy znajdowałem się w zespole. Może i zabrzmi to dziwnie, ale mieliśmy tak mocny skład, że strzelanie okazywało się łatwe. Gdy grasz z tak dobrymi zawodnikami, wszystko staje się proste – podsumował 45-krotny reprezentant Belgii.