W sobotnie popołudnie na St. Mary’s Stadium Southampton wraz z Manchesterem United otworzyli nam 4. serię spotkań w Premier League. Ostatecznie po średnio interesującym widowisku 3 punkty zainkasowały Czerwone Diabły, pokonując gospodarzy 1:0. To ich pierwsza wygrana na wyjeździe w lidze od lutego. Czego dowiedzieliśmy się po 90 minutach starcia Świętych z Manchesterem United?

Ekipa z St. Mary’s to dla Man United wyjątkowo trudna przeszkoda

Nie licząc tego pamiętnego 9:0 na Old Trafford, Manchester United za każdym razem, gdy się mierzy z Southmapton, ma niesamowite kłopoty. Czerwone Diabły wygrały więcej niż jedną bramką z tym rywalem jedynie dwa razy na przestrzeni ostatnich 13 lat. Dziś nie było inaczej i ciężko stwierdzić, że jakoś szczególnie zasłużyli na zgarnięcie kompletu punktów. Podopieczni ten Haga pokazali kilka przebłysków, czego dowodem była kapitalna sytuacja z pierwszej połowy, gdy na trzy razy próbowali pokonać Gavina Bazunu, czy akcja bramkowa wykończona przez Fernandesa. Niemniej ogólne wrażenie pozostaje słabe.

Niejednokrotnie oddawali inicjatywę gospodarzom – był taki fragment po strzelonym golu, gdy Święci na dobre 5 minut wręcz zamknęli gości we własnym polu karnym. Sytuacji na podwyższenia też brakowało. Właściwie wyróżnić można tylko sytuację Cristiano Ronaldo, który finalnie przegrał pojedynek z Mohammedem Salisu. Holenderskiemu szkoleniowcowi zależało dziś jednak przede wszystkim na wyniku, styl pozostawał sprawą drugorzędną. Ekipa z Old Trafford kończyła spotkanie pomocą Fred–McTominay–Casemiro, mocno ryzykując, bo niewiele brakowało, aby w doliczonym czasie gry Lavia strzelił wyrównującą bramkę piękną przewrotką.

Viaplay
Viaplay

Druga linia gospodarzy zjadła Czerwone Diabły

Erik ten Hag zestawił pomoc Manchesteru w taki sam sposób, jak miało to miejsce przy okazji Derbów Anglii. Tylko że w poniedziałek wszyscy wiedzieli, jakie są ich konkretne zadania. Dzisiejszego popołudnia szczególnie można się przyczepić do postawy Scotta McTominaya. Kiedy należało wyjść wyżej do rywala do przodu, to się cofał. Gdy należało się cofnąć, szedł na raz do zawodnika z piłką, zostawiając za sobą ogromne przestrzenie. Ponownie Szkot nie wykazywał chęci do zagrania jakichkolwiek progresywnych podań. Niejednokrotnie Eriksen i Fernandes musieli schodzić bardzo głęboko, aby otrzymać futbolówkę i popchnąć akcje do przodu.

Dzięki słabej postawie Szkota jego vis-à-vis  – James Ward-Prowse i Roméo Lavia – mieli spore pole do popisu. Anglik i Belg zatrzymywali dużą liczbę potencjalnych groźnych sytuacji, skutecznie sobie radząc przez długi czas z Bruno, Elangą oraz Sancho. Swobodnie do spółki z Joe Aribo rozprowadzali kolejne kontry Świętych. Casemiro w pierwszej jedenastce potrzebny od zaraz.

Armel Bella-Kotchap ma potencjał na klasowego obrońcę

Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tak imponującego występu defensora z niższych rejonów tabeli. Sprowadzony tego lata z VfL Bochum stoper wyłączył z gry Marcusa Rashforda, zapewniając reprezentantowi Anglii bardzo frustrujące popołudnie. Piłkarz Czerwonych Diabłów nie mógł sobie poradzić z fizycznością i szybkością rywala. Wygrywał pojedynki zarówno na ziemi i w powietrzu – w samej pierwszej połowie wygrał w sumie aż 4 z 5. Blokował, odbierał, nawet czyścił sytuacje z linii bramkowej. Aczkolwiek najważniejsze, że utrzymał ten wysoki poziom przez całe 90 minut, nie dając sobie miejsca na jakieś momenty zdekoncentrowania. Po przerwie choćby zapobiegł potencjalnie dobrej sytuacji Elangi. W dodatku potrafi być groźny przy stałych fragmentach, bo w pierwszej połowie miał kapitalną sytuację przy rzucie różnym, aby otworzyć rezultat potyczki.

Wydaje się, że Święci nie za bardzo odczują stratę Jana Bednarka, który przez ostatnie pół roku prezentował się w ich linii defensywy bardzo przeciętnie. Oczywiście, w przypadku Bella-Kotchapa nie należy popadać jeszcze w hurraoptymizm. To dopiero kilka kolejek, a ekipa Ralpha Hasenhüttla raczej do samego końca sezonu będzie zmuszona walczyć o pozostanie w lidze. Dlatego takich imponujących występów wśród zazwyczaj słabej dobrony austriackiego menedżera potrzeba jak tlenu, bo któryś w końcu przełoży się na czyste konto. Podsumowując, dziś w znaczący sposób uprzykrzył życie ofensywie United i pokazał, że może unieść miano jednego z liderów na St. Mary’s. Tylko tak dalej.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie