Dokładnie 2 kolejki Premier League są już za nami, a już tylko dwa zespoły z kompletem punktów. 6 oczek na koncie mają ekipy Arsenalu oraz Manchesteru City. Podopieczni Pepa Guardioli nadal nie stracili też bramki w tym sezonie. W tym momencie warto zauważyć, że ubiegłoroczny sezon obecni mistrzowie Anglii rozpoczęli od porażki już w inauguracyjnej kolejce. Ich katem okazał się Tottenham, który na swoim stadionie wygrał 1:0. Teraz Obywatele zdążyli w dwóch pierwszych spotkaniach tej kampanii oprócz 6 punktów zdobyć również 6 bramek, czyli dokładnie tyle samo ile Arsenal. 

Podsumowując, tylko te dwa zespoły będą mogły wciąż walczyć o nawiązanie do innych wyśmienitych startów drużyn w historii Premier League. Sprawdźmy, więc do jakich wyników mogą dążyć na starcie tego sezonu City oraz Arsenal. Oto 3 najbardziej udane początki sezonów w dziejach naszej ukochanej Premier League.

1. Chelsea 2005/06 (9 wygranych z rzędu od startu sezonu)

To jedyny taki przypadek w historii najlepszej ligi świata. Aż 9 triumfów z rzędu zaliczonych od inauguracyjnego spotkania kampanii to wielki rekord w tej kategorii. Chelsea była w tamtym sezonie piekielne mocna. W pełni potwierdza to fakt, że wygrała wówczas mistrzostwo Anglii z przewagą 8 punktów nad drugim Manchesterem United. Co ciekawsze, na fotel lidera The Blues zasiedli już w 5. kolejce i nie oddali tego miejsca aż do samego końca rozgrywek. W zachwyt wprawia też fakt, że w tamtej kampanii Niebiescy zostali pierwszą drużyną w dziejach Premier League, która wygrała mecze ze wszystkimi oponentami w ligowym sezonie. Później tej sztuki dokonały tylko 3 inne ekipy (Manchester United, Manchester City oraz Liverpool).

Viaplay
Viaplay

Kluczowymi piłkarzami tamtej ekipy byli Frank Lampard, Didier Drogba, Joe Cole, Petr Cech, a także Michael Essien. Dla reprezentanta Ghany był to debiutancki sezon na Stamford Bridge po tym, jak przeniósł się do stolicy Anglii z Olympique Lyon za 38 milionów euro. Ówczesny trener Jose Mourinho idealnie wkomponował Essiena do drużyny. Spójrzmy jednak na kluczową kwestię, czyli serię 9 wygranych z rzędu na początek ligi. Passa ta zawierała kilka naprawdę pokaźnych zwycięstw. Obejmowała następujące wyniki: 1:0 z Wighan Athletic, 1:0 z Arsenalem, 4:0 z West Bromem, 2:0 z Tottenhamem, 2:0 z Sunderlandem, 2:0 z Charlton, 2:1 z Aston Villą, 4:1 (!) z Liverpoolem, 5:1 z Boltonem.

Po spotkaniu z The Trotters, Chelsea stanęła naprzeciw Evertonu i jedynie zremisowała 1:1. Gole zdobywali Lampard oraz James Beattie (ten drugi z rzutu karnego). Pasmo zwycięstw nie mogło być dalej kontynuowane, ale i tak zakończyło się na rekordowych dziewięciu triumfach podopiecznych Mourinho. Znamienite, że machina dowodzona przez legendarnego Portugalczyka w ciągu tej samej kampanii 2005/06 jeszcze raz pokusiła się o kolejną znakomitą serię wygranych. Tym razem wygrali aż 10 razy, inkasując 3 punkty nieprzerwanie od 13. do 22. kolejki. Śmiało można stwierdzić, że tamten zespół Chelsea był jedną z najlepszych drużyn w 30-letniej historii Premier League.

2. Liverpool 2019/20 (8 wygranych z rzędu od startu sezonu)

Dla wszystkich fanów Liverpoolu na zawsze będzie to niezapomniany sezon Premier League. Ich ulubieńcy po 30-letnim oczekiwaniu w końcu wdarli się na szczyt i wygrali mistrzostwo Anglii. Dodatkowo uczynili to mając 18 punktów zaliczki na vice-mistrzem, czyli Manchesterem City. Jeszcze po połowie tamtego sezonu wydawało się, że Czerwoni nie tylko zdobędą tak bardzo wyczekiwany mistrzowski tytuł, ale też wyrównają kosmiczne rekordy Arsenalu i Preston North End, a więc nie przegrają żadnego meczu na przestrzeni całego ligowego sezonu.

Na spokojnie rozpocznijmy jednak tylko od tego jakże udanego początku. Na serię ośmiu victorii złożyły się następujące potyczki: 4:1 z Norwich, 2:1 z Southampton, 3:1 z Arsenalem, 3:0 z Burnley, 3:1 z Newcastle United, 2:1 z Chelsea, 1:0 z Sheffield United, 2:1 z Leicester City. Ostatni wymieniony mecz przeciwko Lisom właściwie do samego końca sprawiał wrażenie tego, który przerwie serię wygranych The Reds. Jednak w ostatniej minucie drugiej połowy podopieczni Jurgena Kloppa otrzymali rzut karny, który na bramkę zamienił James Milner.

Po bądź co bądź dość fartownym triumfie z Leicester, „przyszła kryska na matyska”. Liverpool zremisował 1:1 w derbach Anglii z Manchesterem United i zakończył swoje genialne pasmo. The Reds byli nawet blisko porażki z ich odwiecznym rywalem, ale w końcówce stan gry wyrównał Adam Lallana.

Finalnie Czerwoni na sam szczyt tabeli wdarli się już po zakończeniu 2. kolejki. Z tej pozycji nie dali się zepchnąć do ostatnich minut tamtej kampanii. Nie pobili jednak rekordu The Blues związanego z największą liczbą wygranych pod rząd od startu sezonu, a także nie wyrównali osiągnięcia Arsenalu i Preston, bowiem przegrali 3 spotkania (z Watfordem, Manchesterem City i właśnie Arsenalem).

3. Newcastle United 1994/95 (6 wygranych z rzędu od startu sezonu)

Poza The Magpies na sześciu triumfach pod rząd licząc od inauguracji swoją passę zwycięstw skończyły ekipy: Manchesteru City 2016/17, Chelsea 2009/10, Liverpoolu 2018/19. Jednak ze wszystkich wcześniej wymienionych zespołów to właśnie Newcastle miało najlepszy bilans bramkowy. Z tego powodu ich umieściliśmy na 3. lokacie w naszym zestawieniu. Przytoczony bilans bramkowy wygląda wyśmienicie, bo wynosi aż 22 bramki zdobyte, a także tylko 7 straconych w zaledwie sześciu ligowych potyczkach. Daje to kosmiczną średnią 3.67 bramki na mecz.

Ta oszałamiająca liczba trafień zupełnie nie dziwi, gdy przyjrzymy się dość ciekawym personom, które stanowiły o sile tamtejszego Newcastle. Peter Beardsley pełnił funkcję kapitana tamtej ekipy. Zdołał zdobyć 12 bramek w kampanii 1994/95. Tylko dwie mniej zanotował Ruel Fox, ale to i tak, to nie oni byli najgroźniejszymi armatami w szeregach Srok! Ten tytuł bez dwóch zdań należał się Andy’emu Cole’owi. Anglik zdobył w tamtych rozgrywkach 9 goli dla Newcastle, ale zdążył w ich barwach rozegrać jedynie 18 spotkań. Dlaczego? Ano dlatego, że w zimowym okienku transferowym zwęszył życiową szansę i przeniósł się do bardziej utytułowanego Manchesteru United. Red Devils wyłożyli na stół równo 7 milionów funtów, które było dla Srok bardzo lukratywną ofertą. Po odejściu Cole’a zespół dowodzony przez Kevina Keegana nie prezentował już tak dobrej formy. Zupełnie stracił swój polot i przyjemny dla oka styl gry.

Sensacyjna seria sześciu wygranych z rzędu od początku ligi to triumfy: 3:1 z Leicester, 4:0 z Coventry, 5:1 z Southampton, 4:2 z Chelsea, 3:2 z Arsenalem. Te 6 serii gier dało aż 6 goli Cole’a. To pokazuje jak ważny był to piłkarz dla The Magpies. Dość powiedzieć, że w 21 starciach po transferze Anglika, Newcastle zdołało wygrać jedynie 9 meczów. Przez owe obniżenie lotów, ostatecznie Sroki skończyły sezon na 6. miejscu. Biorąc pod uwagę aż tak udany początek sezonu, można było odczuwać niedosyt wśród sympatyków. Tamten sezon padł łupem Blackburn Rovers, z genialnym duetem Alan Shearer-Chris Sutton w linii ataku.




Perspektywy dla Arsenalu i Manchesteru City

Ta ostatnia seria autorstwa Newcastle jest, jak najbardziej w zasięgu możliwości zarówno Manchesteru City, jak i Arsenalu podczas aktualnego sezonu. Do tych najlepszych z najlepszych brakuje im jeszcze bardzo dużo. Jednak z drugiej strony patrząc na dyspozycję obu zespołów, trzeba przyznać, że wyrównanie tych historycznych wyników nie jest niemożliwe. Erling Haaland i Gabriel Jesus zaliczają genialne początki w swoich nowych klubach, a zdobywanie dubletów przychodzi im jak z płatka. Na ich korzyść może działać także przyjemny kalendarz. City dopiero w 7. kolejce spotka się z klubem Big Six. Troszeczkę ciężej będzie miał Arsenal. Do wspomnianej wcześniej 7. serii spotkań czekają go potyczki z Manchesterem United i Tottenhamem, a kilka dni później z Liverpoolem. Mimo wszystko obie drużyny pokazały na tyle spokojny i dostojny futbol, że nie będą one na straconej pozycji z żadnym przeciwnikiem. Ba! Mogą nawet być faworytami tych starć.

Trenerzy obu ekip twardo stąpają po ziemi i doskonale wiedzą, że nie można wybiegać myślami aż tak daleko w chmury. Spokój i opanowanie, ale również umiejętność zerwania się do ataku, gdy jest to akurat potrzebne cechują Arsenal, a także City. Wiemy, że spokojna gra i skupienie tylko na każdym kolejnym meczu to najlepsza recepta na sukces i bicie kolejnych rekordów. Również tych opisanych powyżej.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie