Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 33. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

ŁUKASZ FABIAŃSKI

To nie były wymarzone zawody Polaka. Wprawdzie zawodnicy Burnley nie zatrudniali go regularnie, ale gdy już zbliżali się do jego bramki, to Fabiański nie zachowywał się najlepiej. Najpierw przy golu dla Zbójcerzy nie wyszedł do dośrodkowania z rzutu rożnego, później sfaulował Corneta i sędzia podyktował rzut karny, którego ostatecznie Iworyjczyk przestrzelił. Podsumowując – zero obron, słabe zachowanie przy golu i sprokurowany karny. Pewniak do antyjedenastki.

Viaplay
Viaplay

OBROŃCY

BEN GIBSON

90 minut w wykonaniu Bena Gibsona na Old Trafford to mocny kandydat do najgorszego indywidualnego występu w tym sezonie. Anglik czego się nie dotknął, to pospuł. Mecz rozpoczął od niewytłumaczalnego błędu we własnym polu karnym, rodem z poziomu Amatora w Fifie. Chciał sprytnie przełożyć piłkę obok nadbiegającego Elangi, ale zamiast udanej sztuczki stracił piłkę, a Szwed wyłożył ją do Cristiano Ronaldo.

Nie minęło zbyt wiele czasu, gdy zawalił kolejną sytuację, nieudolnie próbując wyprzedzić Jessiego Lingarda. Na całe szczęście jego błąd naprawił świetną interwencją Tim Krul. Jednak jeszcze przed przerwą przydarzyła się pomyłka numer trzy – przy zmianie krycia w polu karnym Gibson nie upilnował będącego w kapitalnej dyspozycji tego dnia CR7. KATASTROFA.

LUKE THOMAS

Lewy obrońca jest reprezentantem zagubionej defensywy Leicester. Wprawdzie bezpośrednio nie zawinił przy żadnym z golu, ale przy drugim trafieniu Bruno Guimaraesa mógł lepiej asekurować kolegów. Thomas w tym meczu wygrał 5 na 12 pojedynków i aż 19 razy tracił piłkę. Tak naprawdę mógł się znaleźć tutaj Amartey czy Soyuncu, ale to właśnie Thomasa wytypowaliśmy jako najmniej pewnego w meczu ze Srokami.

ALEX TELLES

Zaczniemy od pozytywów. Zaliczył ładną asystę, dośrodkowując z rzutu rożnego na głowę Cristiano Ronaldo. Koniec. Defensywnie Brazylijczyk rozegrał fatalny mecz sobotniego popołudnia. Miał furę szczęścia, że na samym początku spotkania, gdy urwał mu się Teemu Pukki, Fin przegrał pojedynek oko w oko z de Geą.

Ale to niestety nie dało mu za wiele do myślenia. Zaraz po gwizdku na drugą połową nawet nie chciało mu się do napastnika Kanarków podbiec. Tym razem Pukki już się nie pomylił, a bramka w pełni obciąża konto Tellesa. Były obrońca Porto potrafi w atak, ale w obronę nie za bardzo. Panie ten Hag, lewa obrona też potrzebuje wzmocnień.

POMOCNICY