Krew, pot i trawa między zębami. Jak wyglądają treningi w Premier League?

Rzadko piłkarze otwarcie wypowiadają się na temat specyficznych metod treningowych w swoim klubie. Wyjawianie swoich określonych ćwiczeń czy sposobów na pokonanie rywali byłoby nieco… bez sensu. Czasami jednak zawodnicy lekko ponarzekają na intensywność, bądź wspomną o ciekawym elemencie treningowym swojego menago. Czym charakteryzują się zajęcia u szkoleniowców Premier League?

Rafa Benitez

Hiszpański kelner z nadwagą szkoleniowiec może się pochwalić ciekawym CV. Słoneczna Walencja, deszczowy Liverpool, pogrążony w pożarze Londyn, cudowny (może nie do końca) Madryt, a od dwóch lat pasiaste Newcastle. Jego drużyny prezentowały – bądź chociaż się starały – bardzo zorganizowany futbol. Zwłaszcza w defensywie. Od czego by tu zacząć?

Może od jego największego sukcesu, czyli Ligi Mistrzów. Jamie Carragher, który współpracował z Rafą przez 6 lat na Anfield, miał okazję do wypowiedzenia się, gdy Benitez objął Newcastle. Prócz mylnego osądu – „Rafa utrzyma Newcastle w Premier League” – wyjawił nieco jego metod treningowych. Piłkarze pod wodzą Hiszpana byli niczym R2D2 i C-3PO. Mieli być jak roboty,  funkcjonować na boisku według ściśle określonych schematów i wytycznych. Co wcale nie miało pejoratywnego wydźwięku…

Po pierwszym roku z Rafą byliśmy jak automaty. To znaczy: wiedzieliśmy dokładnie co w jakim momencie zrobić na boisku. To było możliwe tylko z racji jego treningów. Powtarzane do skutków schematy i zachowania, dopóki nie był zadowolony.

Najczęściej słyszanym zwrotem podczas sesji treningowych było… „gęściej, gęściej!”. Carragher przyznaje, że wymagało to od nich niesamowitej koncentracji, ale przesuwanie i właściwe ustawienie w defensywie przynosiło skutki.

Również w superlatywach, wypowiada się obecny podopieczny Beniteza, DeAndre Yedlin. Amerykańsko-łotewska torpeda z St James’ wskazuje na fascynację Beniteza ustawieniem na boisku swoich piłkarzy.

Rafael potrafi w środku rozgrywanej akcji gwizdnąć i zatrzymać wszystkich, włącznie z piłką. Wskazuje nam wtedy błędy w naszym ustawieniu, pomaga zrozumieć co robimy źle i jak powinniśmy się w takich sytuacjach zachować. To świetna lekcja. Jesteśmy dzięki niemu bardziej zorganizowani i skoncentrowani.

Ci bardziej zorientowani w niuansach taktycznych wiedzą, że na boisku najbardziej liczy się ustawienie i zachowanie zawodników bez piłki przy nodze. To co zrobią z piłką gdy mają przy nodze, zależy w dużej mierze od ruchu bez piłki reszty kolektywu. Dlatego Benitez słusznie jest perfekcjonistą, chociaż w dużych zespołach może to odgrywać mniejsze znaczenie. W każdej chwili poprawia coś, notuje, widzi więcej niż inni. Podobno podczas treningów swoich drużyn nie rozstawał się ze statystykami i aplikacjami firm takich jak Opta czy Prozone. Był fanatykiem szczegółowej analizy do tego stopnia, że rozwinął swoje własne oprogramowanie analityczno-treningowe, nazwane Globall Coach.

Odnosząc się do Newcastle, Rafa doskonale sobie zdawał sprawę z braków swojej drużyny. Nie była to ekipa, która miała umiejętności do prowadzenia gry w każdym spotkaniu, więc musiała być elastyczna – jest taka i teraz. Dlatego też, każda sesja treningowa Beniteza różni się. Jeśli w sobotę grają z Burnley, drużyna skupi się na innych aspektach, niż za tydzień przed meczem z Manchesterem United. Ponadto, Hiszpan zawsze zachowuje swoją zasadę 80-20. Co znaczą te magiczne cyferki? 80% sesji treningowej to praca z piłką, 20% to przygotowanie fizyczne.

A gdy Newcastle walczyło o utrzymanie, odwołał wszystkie dni wolne do końca sezonu.

Mauricio Pochettino

Gdy podczas meczów Tottenhamu, kamera przypadkiem uchwyci fragment linii bocznej, można pomyśleć, że menedżerem londyńskiego klubu jest sympatyczny misio, cosplay Kubusia Puchatka. Pozory mogą mylić, a na treningach Mauricio Pochettino zmienia się w zagorzałego wyznawcę makiawelizmu, nieraz wręcz torturując swoich zawodników. Dosłownie. Gdy był szkoleniowcem Southampton, podczas sezonu 2013/14, dla największych gwiazd swojej drużyny (m.in. Lallanie czy Lambertowi) robił trzy sesje treningowe zamiast dwóch. Ponadto, tym samym zawodnikom chciał przekazać dewizę „mind over matter”, każąc im chodzić boso po rozgrzanych węglach. Powtórzył tę procedurę gdy trafił rok później do Tottenhamu.

Mało? Rickie Lambert – który zaledwie kilka dni temu skończył karierę – wyjawił na łamach prasy, że Pochettino go dosłownie złamał.

Nie szokował nas nawet normalny trening w piątek przed meczem. Najstraszniejsze były poniedziałki. Normalnie, po rozegranych w weekend 90 minutach na boiskach Premier League, Mauricio prowadził trening. Reszta chłopaków miała coś w stylu mocniejszego rozbiegania. Natomiast ja… miałem normalną sesję biegową. Pod koniec nie wiedziałem co się dzieje wokół mnie.

Lambert wraz Josem Hooiveldem – innym kolegą, który również posiadał podobny reżim poniedziałkowy – udał się do gabinetu Pochettino, aby z nim porozmawiać. Jak mówi Lambert, zrobili to z ogromnym szacunkiem, grzecznie pytając czy nie mogliby dostać trochę odpoczynku w poniedziałek, bo ich nogi błagają o zlitowanie. Pochettino miał ze stoickim spokojem i wyrozumiałością powiedzieć „Oczywiście, rozumiem to”, potrząsnąć ich dłońmi i wrócić do pracy. Następnego poniedziałku, po kolejnym pełnym meczu w Premier League, Lambert i Hooiveld nie biegali już 12 długości boiska, jak do tej pory. Od rozmowy z Pochettino, biegali 24 długości, każdego poniedziałku.

Gdy kończyłem biegać, śmiałem się przez łzy. Wiedziałem co robi – chciał mnie złamać. Udało mu się.

Reżim treningowy Pochettino to nie mit. Przyznają to również niedawni, albo obecni podopieczni. Kyle Walker określił jego metody jako „brutalne, ale dobre”. Statystyki pokazują jasno – odkąd Poch przejął Spurs, biegają więcej niż inne kluby w Premier League. Wszystko to ma swoje źródło w sesjach treningowych.

Jesteśmy młodą drużyną, a tak ciężki trening jest dobry dla naszego rozwoju. Jednakże, starsi zawodnicy zapewne nie znieśliby obciążeń treningowych. Na nasze szczęście, nie mieliśmy zbyt wielu takich. To nie jest tak, że Mauricio jest pozbawiony uczuć. To świetny człowiek, jeśli tylko mamy problem – związany z piłką bądź nie – możemy przyjść z tym do niego.

Walker ujawnił również, że większość nowinek, które wprowadził Argentyńczyk do szatni Spurs, dotyczyła siłowni i przygotowania fizycznego. Był to główny cel, od początku do końca sezonu – być szybszym i silniejszym od rywali. Eriksen po ostatnim sezonie, wskazuje natomiast na rozwój taktyczny drużyny. Pochettino podczas sesji treningowych każe jego zawodnikom dynamicznie zmieniać formacje – trójka z tyłu, czwórka z tyłu, piątka z tyłu. Przeciwnicy mają utrudnione zadanie, nie wiedząc przeciwko jakiemu ustawieniu grają. Duńczyk jednak nie uciekł od tematu obciążeń.

Na szczęście dla mnie, zawsze lubiłem biegać po boisku – czy to z piłką przy nodze, czy też bez niej. Jego metody treningowe są bardzo intensywne, biegamy non stop. Najważniejsza jest agresja, szybkość i zacięcie.

Pochettino wprowadził też pewną jedność w drużynie. Wszyscy jedzą razem, wszyscy razem wypoczywają, wszyscy ciężko trenują. A jego harmonogram dnia? Przyjeżdża do ośrodka treningowego o 7 rano, a wyjeżdża o 7 wieczorem, jako ostatni. W piątki trochę odpuszcza zawodnikom Kogutów – zaprasza ich do tablicy taktycznej i tłumaczy założenia przygotowane na kolejnego przeciwnika. Następnie ćwiczą to na boisku, skupiając się na ustawieniu, a nie kondycji i sile fizycznej.

Grający pod jego batutą Dani Osvaldo powiedział, że „czyni z Ciebie swojego psa i chcesz go za to zabić”. Ale wiecie co? Przyznał też, że to działało. Niezależnie od tego, jak bardzo zmieniał zawodników w szmatki i wyciskał z nich ostatnie poty, każdy wyrażał się o nim z ogromnym szacunkiem. Ostatnie trzy sezony i rozwój Tottenhamu pod jego wodzą, pokazują skuteczność. Jego przyjemna, nieco pucułowata twarz skrywa duszę treningowego tyrana. Tyrana, który jednak wie co robić.

Tony Pulis

Tak jak starożytni Grecy zachodzili w głowę, snując wizję o rzeczywistych zwyczajach bogów na Olimpie, tak i my, fani futbolu głowimy się nad metodami treningowymi futbolowego Boga – znanego też pod bardziej przystępnym nazwiskiem Pulis. Jak jego drużyny grają, wie każdy. Co jednak sprawia, że West Brom pozostaje tak brytyjski, jak tylko może? Co czyni Pulis podczas sesji treningowych, by podczas meczów The Baggies byli ostrzy niczym brzytwa i groźni niczym… też brzytwa?

Sporo do powiedzenia na ten temat ma legenda Newcastle i reprezentacji Anglii, ale też wielki myśliciel i autor genialnych cytatów – Michael Owen. Gdy nadchodził zmierzch jego kariery, zdecydował się na dołączenie do Stoke, trenowane wówczas przez Pulisa. Owen – gracz raczej techniczny, szybki, zwinny – narzekał nie tyle na reżim i obciążenia fizyczne, a monotonię.

W Stoke każdy dzień był taki sam. Ta sama sesja treningowa, te same ćwiczenia, te same schematy, niezależnie od następnego przeciwnika. Tony dzień w dzień szlifował te same aspekty, jedynie podstawowa jedenastka w gierce czasem się zmieniała. Właśnie to mnie wykończyło piłkarsko – nuda i monotonia.

W roku 2008, Tony wciąż był szkoleniowcem Stoke, a jego bezpośrednim rywalem w walce o awans do Premier League, był West Brom. Klub z The Hawthorns skrytykował wówczas metody Pulisa, stwierdzając, że podczas treningów „korzysta on ze średniowiecznych dział, które wystrzeliwują piłkę na kilkadziesiąt metrów, a Ricardo Fuller i Mamady Sidibe biegną za nią, walcząc wręcz”. Los okazał się przewrotny, gdy w 2015 roku zatrudnili Pulisa, aby zabezpieczyć swoją przyszłość w angielskiej ekstraklasie. Jak tego dokonywał?

6 rano, zawodnicy wciąż w łóżku, ewentualnie jedzą śniadanie ze swoją rodziną. Tony Pulis? Już na siłowni, przygotowuje sprzęt do pracy, jednocześnie robiąc sobie poranny „work-out”. Tym razem w czapeczce nie z daszkiem, ale zimowej. Szybkie śniadanie ze współpracownikami, omówienie dzisiejszego harmonogramu i ewentualnych pomysłów – Tony ucieka na boisko, przygotować ćwiczenia i schematy. Chłopaki wchodzą na boisko, 10 minut popularnej gry w dziada, zebranie w grupie. Bramkarze odłączają się od reszty ekipy, która już zmierza na szybką i intensywną rozgrzewkę, z naciskiem na szybką pracę nóg z trenerem przygotowania fizycznego.

Gdy trenerzy ustawiają tory do dryblingu, Walijczyk oddala się i przygląda, aby po chwili stworzyć cztery kilkuosobowe drużyny. Wchodzą na ograniczony plac gry i starają się wymieniać jak najwięcej podań w jak najkrótszym czasie. W niczym nie przypomina to rugby, o którym wspominali 7 lat wcześniej ludzie z West Bromu bądź Michael Owen. Na to jeszcze przyjdzie czas.

Gdy zawodnicy są już rozgrzani, czas na schematy taktyczne. Zawodnicy pierwszej drużyny tworzą formacje ataku, a następnie powtarzają raz za razem schematy tworzenia sytuacji. Ich przeciwnikami są zawodnicy z drużyn młodzieżowych. Tony chce się skupić na uchwyceniu jego zamysłu i wprowadzeniu go w życie na wysokim tempie, a nie rywalizacji z obrońcami. Wtedy przychodzi czas na to, co Pulis lubi najbardziej. Stałe fragmenty gry.

Już w czasach, gdy pod jego wodzą był Bristol City, Tony największą uwagę przykładał właśnie do zagrań ze stojącej piłki. Liam Rosenior – obecnie zawodnik Brighton&Hove Albion – był tylko 16-latkiem przechodzącym przez kolejne szczeble klubu z Bristolu. Nawet wtedy zauważył upodobania swojego menedżera do szczególnych aspektów gry.

Każdego dnia, nieważne czy lał deszcz, czy świeciło słońce, Tony był na boisku i trenował stałe fragmenty gry. Potrafił spędzić godzinę, aby dopracować ruch i ustawienie jednego zawodnika tylko podczas jednego wariantu rzutu wolnego. Był pod tym względem szaleńcem, ale i perfekcjonistą.

To był pierwszy trener w moim życiu, który potrafił tak dobrze wyrazić swoje taktyczne pomysły. Po prostu mówił Ci jak masz się poruszać w jakim momencie, a to działało. Czasem piłkarze narzekali na nudę i monotonię – ile razy można powtarzać jeden schemat? – ale ostatecznie przyznawali Tony’emu rację. Wariant rzutu rożnego powtórzony setki razy podczas treningów w końcu dawał nam bramkę w prawdziwym spotkaniu. Konsekwencja była jego drugim imieniem.

Każdy z zawodników wie, czego chciał lub chce od nich Pulis na boisku. Jego dewizą jest „być pozytywnym”. Co oznacza to w praktyce? W odróżnieniu od sporej części szkoleniowców, Walijczyk chce aby zawodnicy nie kombinowali, nie szukali kolejnego podania. Gdy mają choć trochę szans na zakończenie akcji strzałem, powinni tego spróbować.

Chcę, aby moi zawodnicy nie bali się podejmować prób. Nigdy nie będę miał im za złe, jeśli zakończą akcję strzałem, niezależnie od rezultatu tej próby. Muszą myśleć pozytywnie, że to się może udać.

Kolejną najważniejszą cechą metod Pulisa jest odpowiedzialność. Już na treningowym boisku chce, aby każdy był odpowiedzialny za swoją rolę i pozycję na boisku. Stąd mała wymienność pozycji i uproszczenie schematów do maksimum. Po co tworzyć skomplikowane wytyczne i schematy, skoro nie każdy piłkarz może to zrozumieć? Pulis szyje garnitur – a może bardziej dres – na miarę, zamiast kazać ciału się do niego dostosować.

Pewnego razu, jeden z członków klubu zapytał go: „Tony, jesteś teraz głównym trenerem, masz coś przeciwko nazywaniu Ciebie w ten sposób?”. Jego odpowiedź potwierdza tylko jego podejście do treningów, stylu gry i ogólnie futbolu: „Możecie nazywać mnie nawet głównym podawaczem wody. Tytuł nic nie znaczy. Przecież wciąż zajmuję się tym samym co wcześniej”.

By | 2017-10-15T13:19:05+00:00 Październik 15th, 2017|Bez kategorii, Slider|0 komentarzy

About the Author:

Znany również jako Jacek Gmoch. Lubię strzałki i wykresy. Swansea&Chelsea.

Zostaw komentarz