5 powodów, dla których warto oglądać 8. kolejkę Premier League

Halo, halo. Koniec tego marazmu. Przerwa na kadrę się skończyła, Polska awansowała, misja wykonana. Czas wrócić do tego, co tygryski lubią najbardziej. Składy w Fantasy ogarnięte? Picie i przekąski przygotowane? No to lecimy – ósma kolejka Premier League, czas start!

W restauracjach zwykle podaje się najpierw przystawki, a później danie właściwe. Dzisiaj jednak angielska liga wita nas najlepiej jak może – Bitwą o Anglię! Dwa najbardziej utytułowane kluby tego kraju, Liverpool i Manchester United, zmierzą się na Anfield. 38 tytułów mistrzowskich, 8 Pucharów Europy i dziesiątki innych trofeów w gablotach tych dwóch drużyn. To mówi samo przez się o randze tego pojedynku, która nie słabnie pomimo lekko zawodzących ostatnich Bitew. Miejmy nadzieję, że dziś zarówno podopieczni Kloppa, jak i Mourinho wyjdą zmotywowani na 110% i obejrzymy widowisko godne hitu kolejki. Pomimo gry na wyjeździe to Czerwone Diabły wydają się być lekkim faworytem, ale nie poczuwałbym się do przewidywania końcowego wyniku. Po prostu trzeba to obejrzeć.

Do gry wraca „Harry Kane team”, jak to określił Pep Guardiola. Tottenham podejmie Bournemouth – faworyt wydaje się być jeden, ale gdy spojrzymy na ligową tabelę, to się okaże, że Spurs nie wygrali jeszcze meczu u siebie – wszak muszą grać na przeklętym dla nich Wembley. Fatalną serię postara się przerwać właśnie ów Anglik z linii ataku. Nagroda piłkarza września w Premier League i nominacja do „złotej” trzydziestki Ballon D’Or musiały mile połechtać jego ego – ciekawe, czy to napędzi go do jeszcze lepszej dyspozycji. A co słychać w drużynie Boruca? Ano to, że w tabeli pod nimi jest tylko beznadziejne Crystal Palace. Ledwie 4 punkty i 4 strzelone bramki w 7 meczach sprawiają, że Wisienki muszą się szybko obudzić, jeśli nie chcą rozpaczliwie walczyć o utrzymanie. W innym przypadku z pracą może pożegnać się Eddie Howe. Z drugiej strony, gdzie byłoby lepiej wygrać, jak nie na legendarnym Wembley?

Powiedzieliśmy o zawodniku września, czas na menedżera tegoż miesiąca. Rozpędzony Manchester City ani myśli zwalniać tempa. Czeka ich teraz ciekawa seria 4 meczów u siebie w przeciągu 11 dni – na pierwszy ogień idzie Stoke. Jakie jest Stoke, każdy wie. Potrafią wygrać z Arsenalem, potrafią urwać punkty Manchesterowi United, po czym przegrać z Newcastle czy dostać czwórkę od Chelsea. Dyspozycja The Potters jest niewiadomą dla wszystkich, włącznie chyba dla samych piłkarzy Marka Hughesa. Nie skłamię jednak, jeśli powiem, że gdy ekipa z chłodnego i deszczowego miasta ma swój dzień, są groźni dla każdego. W drużynie Obywateli raczej zabraknie jeszcze Sergio Aguero, więc obowiązek strzelania na swoje barki będzie musiał przejąć jego młodszy kolega, Gabriel Jesus. I pytanie, co wobec długotrwałej kontuzji Mendy’ego wymyśli na lewej obronie Pep Guardiola. Znów eksperyment z Fabianem Delphem?

Odwieczne pytanie: po co jest ten Watford? Chyba właśnie po to, by denerwował swoich rywali golami w końcówkach spotkania. Ale na poważnie – mieć takiego gościa, jak Richarlison, to spory komfort dla Marco Silvy i jego ekipy. 20-letni Brazylijczyk najpierw zapewnił zwycięstwo w wyjazdowym meczu ze Swansea, a następnie był częścią niesamowitego powrotu do żywych na The Hawthorns, odbierając naszemu Grześkowi Krychowiakowi nadzieję na pierwsze zwycięstwo w nowym klubie. Pomijając wstydliwe 0:6 z Manchesterem City, Szerszenie radzą sobie jak dotąd nadzwyczaj dobrze. Czy nadal będziemy tak mówić po dzisiejszym wieczorze? Na Vicarage Road przyjeżdża dziś Arsenal. Co by nie mówić o Kanonierach, to ostatniego gola w Premier League stracili… w sierpniu, w meczu z Liverpoolem. Cztery czyste konta z rzędu, w tym jedno na Stamford Bridge w meczu z Chelsea, muszą robić wrażenie. Ale wiecie co? I tak dziś dam w Fantasy do składu Richarlisona. Będzie się jeszcze ciekawiej oglądało.

Halo, Koeman. Obudź się, chłopie. Liga ci ucieka, puchary uciekają, zaufanie właścicieli Evertonu też się coraz szybciej kończy. Szesnaste miejsce z taką ekipą i tyloma transferami? CZTERY strzelone gole w siedmiu meczach? Porażka z Burnley u siebie w ostatnim spotkaniu? Holender wpadł po pas w błoto i będzie musiał mocno się postarać, by się z niego wygrzebać. Dopiero teraz widać, jak ważny dla The Toffees był Romelu Lukaku – no ale Belga już nie ma na Goodison. A co ich teraz czeka? Wyjazd do Brighton, czyli nic miłego. Mewy na swoim Amex Stadium straciły punkty tylko z Manchesterem City, i to nie był spacerek dla Obywateli – poza tym odniosły dwa zwycięstwa i z pewnością postarają się o trzecie. Zobaczymy, czy Koemanowi i spółce posłuży nadmorskie powietrze – jeśli nie, to właściwie może już pakować walizki.

By | 2017-10-14T11:30:07+00:00 Październik 14th, 2017|Bez kategorii|0 komentarzy

About the Author:

Jedyny fan City w promieniu stu kilometrów. I to dłużej niż od roku!

Zostaw komentarz