Czwartek z Ligą Europy: W Liverpoolu bez zmian

Wczorajsze starcia Ligi Europy miały być spacerkiem. Angielskie kluby podejmowały przecież Apollon oraz BATE Borysów. Owszem, są to drużyny, które potrafią sprawiać kłopoty, ale, z całym szacunkiem, powinny z marszu ustępować brytyjskim ekipom. Teoretycznie.

BATE 2:4 Arsenal (M.Ivanich – 28′; M.Gordejczuk – 67′ – T.Walcott – 9′,22′; R.Holding – 25′; O.Giroud – 49′)

Kibice Kanonierów nie obawiali się tego spotkania. No może do czasu ogłoszenia składów. Wenger pokusił się o wystawienie prawdziwych rezerw, bowiem szerszej publiczności prezentowali się nie Sanchez, Oezil lub Koscielny, a Nelson, Willock oraz Maitland-Niles. Póki co to nazwiska zupełnie anonimowe.

Natomiast anonimowe nie jest nazwisko strzelca dwóch pierwszych bramek. Theo Walcott dwukrotnie pokonał golkipera białoruskiego zespołu i dwukrotnie uczynił to w najprostszy możliwych z sposobów. Pierwsza bramka to dobicie piłki „wyplutej” przez Białorusina, a druga to wykorzystanie jego kolejnego błędu, kiedy to kopnął piłkę wprost pod nogi Anglika.

Dzieła zniszczenia miał dokończyć Rob Holding, który umieścił piłkę w siatce zaledwie trzy minuty później. Trzeba jednak oddać spory ukłon w stronę Mertesackera, znakomicie asystującego przy trafieniu Anglika. Niemiec wykorzystał swoje rewelacyjne warunki fizyczne i podał futbolówkę wprost pod nogi kolegi z obrony. W 25. minucie wydawało się zatem, że będziemy świadkami prawdziwego pogromu.

BATE jednak odpowiedziało. Aleksey Rios zagrał doskonałą piłkę w pole karne, gdzie czekał już Ivanic. Czarnogórzec nie miał zbyt wielu wariantów, więc główkował najmocniej, jak tylko mógł. Poskutkowało. David Ospina nie zdołał dosięgnąć piłki i ta wylądowała pod poprzeczką bramki Arsenalu.

Zadowolenie Białorusinów zostało jednak stłumione szybciej, niż walki w Dani podczas II wojny światowej. Aleksandr Volodjko popełnił błąd, który kolejny raz zasilił konto defensywy BATE. Obrońca nieprzepisowo blokował jednego z graczy Arsenalu, a Daniel Stefański nie miał innego wyjścia i musiał podyktować jedenastkę. Do piłki podszedł Giroud, który pewnie pokonał bramkarza. Było to 100. trafienie Francuza dla stołecznego klubu.

Emocje jednak się nie skończyły. Błąd defensywy Kanonierów wykorzystał Gordejchuk, który stał na drodze wybijanej piłki. Zawodnik białoruskiej ekipy musiał wykorzystać nadarzającą się okazję i pokonać Kolumbijczyka. Udało mu się, a BATE zachowało twarz. Trzeba też przyznać, że gdyby nie indywidualne błędy defensywy gospodarzy oraz nieco lepsza skuteczność w ataku, mecz mógł zakończyć się dla Londyńczyków dużo gorzej. Zwycięzców nie należy jednak sądzić.

Sytuacja w tabeli grupy H:

Arsenal zajmuje pierwsze miejsce w grupie, mając komplet punktów. Na ostatnim miejscu plasuje się FC Koeln, które nie zdobyło jeszcze punktu i straciło cztery bramki. Niepokonana jest za to Crvena Zvezda. Chorwaci zdołali wywalczyć cztery punkty.

Najbliższe mecze: 

Crvena Zvezda – Arsenal (19.10)

BATE – FC Koeln (19.10)

Choć największą uwagę powinno się, teoretycznie, poświęcić zadziorności Białorusinów, ocenie pracy polskiego sędziego lub dwóm golom Walcotta, to w centrum zainteresowania znalazł się Olivier Giroud, który dołączył do elitarnego grona strzelców.

Everton 2:2 Apollon (W.Rooney – 21′; N.Vlasic – 66′ – S.Adrian – 12′; H.Yuste – 88′)

Mecz w klimacie najlepszych filmów mistrza Hitchcocka. Na początku dostaliśmy trzęsienie ziemi, a później atmosfera tylko gęstniała. Zaczęło się od trafienia dla gości, już w pierwszym kwadransie spotkania. Hiszpański zawodnik Apollonu popisał się znakomitą orientacją i uderzył obok bezradnego Pickforda.

Everton zabrał się do powolnego odrabiania strat. Powolnego, bowiem do trafienia Rooneya nie działo się właściwie nic. Ba! To ekipa z Liverpoolu miała spore kłopoty, po tym gdy do sytuacji strzeleckich dochodzili przyjezdni piłkarze, z Vasiliou na czele. W końcu jednak przyszły dobre chwile dla gospodarzy. Zamieszanie wykorzystał legendarny napastnik i umieścił piłkę w pustej bramce. Everton wyrównał.

Gra toczyła sie pod dyktando gospodarzy, ale nie przekładało się to na bramki. Wreszcie, impas przełamał jeden z bardziej anonimowych piłkarzy The Toffees. Nikola Vlasić dał prowadzenie swojej drużynie, strzelając pierwszego gola w barwach Evertonu. Co ciekawe, 19-latek trafił do Anglii właśnie dzięki rozgrywkom Ligi Europy. W eliminacjach zespół Koemana mierzył się z Hajdukiem Split, gdzie grał własnie Vlasić. Przebojowość pomocnika sprawiła, że klub z Liverpoolu natychmiast po pokonaniu chorwackiej drużyny, złożył za niego ofertę. Wydawało się, że będzie tego czwartkowego wieczoru bohaterem na Goodison. Nic z tego.

Mimo, że od 86. minuty goście grali w dziesiątkę po czerwonej kartce Roberga, nie przeszkodziło im to w kontynuowaniu tradycji liverpoolskiej. Dwie minuty po wykluczeniu dla zawodnika Apollonu, rzut wolny w okolicach 30 metra. Dośrodkowanie w pole karne, zasypia Ashley Williams, który zapewne nie miał pojęcia kto był mu przydzielony do krycia. Okazało się, że był to Yuste, który główką elegancko pokonał Pickforda. Dokonując jednocześnie kolejnej kompromitacji klubu z Liverpoolu. Chciałoby się napisać o plusach tego spotkania: kolejnym golu Rooneya, pierwszej asyście Sigurdssona, debiutanckim golu Vlasicia. To jednak traci na znaczeniu, gdy spojrzymy z kim zremisowali na własnym stadionie. Serio, Apollon?

Sytuacja w tabeli grupy E:

Everton jest ostatni, mając w swoim dorobku tylko jedno oczko, zdobyte właśnie w starciu z Apollonem. Grupie lideruje Atalanta. Niepokonane zaś są Lyon i wczorajszy rywal drużyny z Liverpoolu, które dwukrotnie remisowały swoje spotkania. Trzeba uczciwie przyznać, że Everton ma coraz mniejsze szanse na wyjście z grupy.

Najbliższe mecze: 

Everton – Lyon (19.10)

Atalanta – Apollon (19.10)

By | 2017-09-29T19:54:27+00:00 Wrzesień 29th, 2017|Arsenal, Everton|0 komentarzy

About the Author:

Mało znam się na piłce. Ale umiem naciskać klawisze żeby wyskakiwały zabawne wyrazy. Egzegeza na przykład.

Zostaw komentarz